Kryminał · 12 min czytania
Fiction: Rebels
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wróciłem po mszy trydenckiej i otworzyłem szafę obklejoną plakatem "Prosto" i nerwowo ładowałem ubrania do torby, kiedy krzyki mojego ojczyma i matki rozcierały się w pokoju obok. Kiedy już miałem wychodzić, zatrzymałem się przy zdjęciu taty, przykryłem go twarzą do półki i założyłem bluzę. Gdy zamknąłem drzwi, zostawiając za sobą hałas kłótni, pomyślałem, że to koniec. Poprawiłem kołnierz dresu, przeżegnałem się, złapałem za torbę i ruszyłem w drogę, zostawiając za sobą schody w bloku. Poszedłem na bilard, gdzie przeważnie grywali moi ludzie. Wchodząc, w przedpokoju zobaczyłem Szynszyla przy maszynie, gdzie wkurwiony wtapiał pożyczony hajs. Kiedy wyciągał następne drobniaki z kieszeni spodenek, walnąłem mu w czapkę i wszedłem dalej. Bass rozmazywał rozmowy od baru aż do ostatniej loży, gdzie siedziała śmietanka miasta, zawsze elegancko ubrana z Czachą na czele i jego ulubieńcem Borysem. Nieco wcześniej siedział gruby Moti. Marszczył wzrok zajęty szukaniem czegoś za pazuchą skórzanej kurtki. Pierwszy zauważył mnie Semir idąc z dwoma kuflami piwa. Położył je na stoliku i zbił ze mną grabę, po czym poprawił full capa i podciągnął za duże spodnie.
- Jak tam, mordunio? zagaił Semir. - Wiesz jak jest, bywało niewąsko, ale teraz jestem Globetrotter - odpowiedziałem, po czym skinąłem na torbę. - Co jest pięć? Nie wiedziałem co powiedzieć, wzruszyłem tylko ramionami z lekkim grymasem. - Dawaj ziomblo, siadaj - kontynuował - a ty grubasie się posuń trochę. - Moim zdaniem - zaczął Moti, przesuwając się lekko - powinieneś się wyrzygać tym co cie boli, ale to tylko moje zdanie.
Usiedliśmy i spytałem Semira o lokum, zgodził się. Patrzyłem tak jak zaczęli się kłócić o mnie z radosnym wzrokiem i pokręciłem głową z niedowierzania. Tego dnia byłem nadzwyczajnie spokojny. Patrzyłem tak na moje mordy z radosnym wzrokiem i usłyszałem tylko: "Grasz?" To był Semir. Moti tymczasem wstał i poszedł do ostatniej loży. Ten grubas może i był gruby, ale nigdy nie puścił pary co z nimi robi. Pierwszy rozbił Semir, powiedział: "Zaskocz mnie." Kiwnąłem głową, rozejrzałem się po bilach i ruszyłem pewnym siebie krokiem by spróbować wbić jedną z nich. Gdy biała bila toczyła się po stole, dym z papierosów tlił się nad lampą bilardową, kątem oka zobaczyłem ją. Wynurzała się z otchłani baru, rozbrzmiewając obcasem za każdym pewnym siebie krokiem. Powiedziałem Semirowi, że jego kolej i zerknąłem na nią raz jeszcze, rozpięta skórzana kurtka a tam dekolt, który odsłaniał tatuaż wilka na lewej piersi. Dopiero po chwili dotarła do mnie przerwa w rozmowach kiedy ona była na pierwszym planie baru. Rozejrzałem się i dostałem przebłysku. To był impuls, wydawało mi się, że skądś już znam ten tatuaż. Wybiegłem za nią. Nad główną ulicą padał deszcz a w oddali rozbłyskiwały się pioruny. Rozejrzałem się i po niej nie było ani śladu. Poszedłem za róg i zobaczyłem odjeżdżający samochód średniej klasy. Znikła, a ja tak bardzo pragnąłem zobaczyć ją raz jeszcze. Wróciłem pod bar i schowałem się pod daszek, zapaliłem papierosa. Za chwilę wyszedł Moti zapinając się pod szyję powiedział, żebym dał sobie z nią spokój. Później przyszli chłopaki, wsiedliśmy do Audicy grubego, który nazywał swoją A-czwórkę "My baby" i pojechaliśmy wozić się po mieście, aż do nocy.
Obudziłem się na materacu u Semira, rozciągnąłem ręce i przewróciłem przy okazji parę pustych butelek po piwie. Mozolnym ruchem podniosłem się z ziemi i usiadłem przy biurku pełnym skate'owskich wlep. Zapaliłem papierosa i pomyślałem o swoim tacie. Wtedy wszedł Semir z jointem.
- O proszę, ktoś tutaj truję się tym gównem od rana, zamiast przyjść do Semira po najlepszy towiec - powiedział, podając mi jointa. Przetarłem dłońmi twarz, parę razy masując ją szybko, żeby się obudzić i popatrzyłem tylko na niego. - No dalej, zajaraj - joint był jeszcze bliżej. - W sumie, czemu nie - ściągnąłem bucha, mówiąc na wdechu - wiesz co skate'ciku? - wypusciłem dym - Konkretny masz ten towar. - Dlatego streeciaki na osiedlu latają po torby częściej niż po bronki, przyjacielu. Patrz - odparł i poszedł do szafki, kontynuując - jakbyś kiedyś chciał coś zarobić na boku to dawaj znać - wyjął worek z zielskiem - Tutaj jesteś maleńka - powiedział do marihuany i eksponował zawartością w moją stronę, machając workiem. - Póki co muszę znaleźć jakąkolwiek fuchę, bo ojczym wyjebał mnie ze stacji jak tylko powiedziałem, że mam to w dupie i w najbliższym czasie się zwijam z mieszkania - wyjaśniłem. - No to już masz fuchę tylko musimy więcej tego gówna załatwić. - odparł i mrugnął okiem.
Zeszliśmy na dół, Semir podał parę siatek na osiedlu i poszliśmy zjeść do baru, gdzie byliśmy tylko we dwóch. Zapytałem go o wczorajszą dziewczynę na co mi odpowiedział, że widział ją na ostatniej loży. Na tym skończył się jej temat. Zjedliśmy, zagraliśmy w bile i poszliśmy do Motiego. Gdy wchodziliśmy do jego bloku, on akurat wychodził. Zbiliśmy grabę i powiedział, że idzie do studia nagrań i czy zabieramy się z nim. Nie zastanawialiśmy się. Na dworze i tak było zbyt gorąco, żeby się szlajać. Miejscówa była pod patronatem Czachy. Kiedyś był tam salon gier. Kiedy dojechaliśmy z zewnątrz wyglądało to na opuszczony lokal, nawet wewnątrz na pierwszy rzut oka to był zaniedbany salon gier, ale na zapleczu było to profesjonalne studio. Za sterami siedział Maki, który nie rozstawał się z eleganckimi koszulami, natomiast za szybą był Borys ubrany w dres "Adihash" i właśnie miał zaczynać nagrywać. Widząc nas pokazał do Makiego cięcie i przyszedł nas przywitać, Maki nacisnął pauzę i również nas przywitał. Nakręcał nas Borys, żebyśmy…