Inne · 8 min czytania
Filantropka- Rozdział pierwszy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
...
Tego dnia nie zaczęło się nic nowego, jak się później okazało, także nic się wtedy nie skończyło...
Odłożyłam długopis i usiadłam prosto. Ostatnie słowo listu brzmiało „...wybaczycie”. Do tej decyzji dojrzewałam już latami. Nigdy jednak nie czułam w sobie tyle wewnętrznej siły i zdecydowania...Wstałam powoli wspierając się na łokciach. Dopiero teraz dotarło do mnie, jaka byłam słaba. Cała się trzęsłam. Rzuciłam ostatnie spojrzenie w kierunku zdjęcia spoczywającego na biurku, po czym wcisnęłam je do kieszeni, nie chcąc się już nigdy z nim rozstawać...Mój smutny uśmiech widzieć mogły jedynie maskotki, poukładane na wszystkich półkach pokoju. Dziecinada- myślałam wielokrotnie. Już dawno, bezpowrotnie minął czas, kiedy żyłam w ich świecie. Pozostał jednak sentyment....Pozostały wiecznie żywe, gorące wspomnienia...Usłyszałam kroki....Po chwili jednak umilkły...Czułam, że nic mnie już nie powstrzyma...
***
Byłam daleko, daleko stąd...Szybowałam w przestworzach, rozmawiałam z gwiazdami na niebie, wsłuchiwałam się w ciszę...Byłam sobą. Mój perlisty śmiech rozbrzmiewał po tej dziwacznej krainie...Nie chciałam nigdzie wracać...Nie tęskniłam...
- Lea...Lea...- Ktoś mnie wołał, ale ten ktoś był tak bardzo, bardzo daleko...Jego głos był melodyjny i dudnił w mojej głowie niczym echo...Znów biegłam...Moje bose stopy zostawiały drobniutkie ślady na piasku. Morze zalewało je jednak po chwili, tak, że całkiem znikały. Słońce chyliło się ku zachodowi. Byłam pełna energii, czułam się jakbym miała skrzydła...Mrużyłam oczy figlarnie, by po chwili znów cieszyć je widokiem...Nuciłam znajome piosenki, a wiatr tańczył z moimi włosami i smagał po twarzy. Każda kolejna chwila napełniała mnie szczęściem....
Byłam chora. Odkąd pamiętam nikt, nigdy nie obdarzył mnie innym uśmiechem niż uśmiech współczucia. Nieznosiłam litości...Inna...Gorsza...Niebezpieczna, aż wreszcie NIENORMALNA. Dawali mi szanse, nadzieje, obiecywali, choć dobrze wiedzieli...Wszyscy wiedzieli...A ja tylko chciałam poczuć się szczęśliwa...
***
Część 22 / 2
Obudziłam się. Wtorek, 4 lipca 2000. Powiedziano mi, że mam 19 lat...
***
Minęło już prawie pół roku. Pół roku, w którym nie pamiętam dnia, kiedy nie pytałabym siebie „dlaczego?” Dlaczego mi się nie udało...Kto tam był...Nie chcieli powiedzieć. Może się bali...Byłam w śpiączce przez cztery lata, a moje przeżycie zakrawało o jakiś cud...Nikt nie sądził bym kiedykolwiek wróciła do świata żywych...A jednak...Co więc sprawiało, że nagle się obudziłam?
Niewiele pamiętam z tamtego dnia...W zasadzie nic nie pamiętam. Były to moje piętnaste urodziny, a ja postanowiłam sprawić sobie prezent. I tak nikt mnie nie potrzebował, nikt za mną nie tęsknił...Kto niby miał tęsknić? Obsługa zakładu zamkniętego, czy może przeszło pięćdziesięciu „takich jak ja” Dalsze życie wydawało mi się pozbawione sensu. Nikt nigdy mnie nie odwiedzał, nie zabierał na spacery po lesie, nie pytał jak się dziś czuję...Sama...Kto więc mnie znalazł...Kto nie pozwolił mi bym zaćpała się na śmierć? Wyrzuty sumienia, a może znów litość...Cholerna litość. Jedyne uczucie, jakiego przyszło mi w życiu doświadczyć...
Była tu ze mną. Czułam...Moja mała przyjaciółka unosiła się na srebrnych skrzydełkach, tuż nad moją głową
- Lea, złap mnie...- Jej złote loczki lśniły we wschodzącym słońcu. Była zwinna jak sarna, w przeciwieństwie do mnie...Poruszałam się niepewnie. Moje mięśnie wciąż miały trudności z powtórnym przystosowaniem się do pracy. Moja przyjaciółka zniknęła, lecz cały czas słyszałam trzepotanie jej skrzydełek i cichutki dziecinny śmiech. Była taka beztroska...
- Leo...Wracaj do…