Rodzina · 4 min czytania
Finał
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Finał
Opowiedz, mi mamo swoje dzieje od chwili naszego rozstania przed dziewiętnastu laty? - poprosił Michał. Olga nie opuściła jeszcze szpitala po niefortunnej, noworocznej przygodzie - czuła się dobrze pod troskliwą opieką syna. Eksluzywnie wyposażony, szpitalny pokój na Manhattanie przy Szóstej Alei przeznaczony dla VIP - ów, był do jej dyspozycji. Za oknami szpitalnej izolatki, himeryczny, nowojorski wiatr napędzał z nad wód Oceanu Atlantyckiego kłębiaste, szare chmury i jak stado wełniastych owiec zapędzał je w bramy miasta. Z ich wymion zima doiła mleczno - białe płatki śniegu, które cienką czapą przykryły wszelkie niedoskonałości miasta, a jest ich tak wiele. Malutkie, przewoźne "fast fudy" ze słodyczami i lurowatą kawą, z samego rana polowały na zapracowanych klientów, śpieszących do pracy - szczególnie wszechobecnych budowlańców, zaczynających najwcześniej swoje dzieło odnawiania, sypiących się zaniedbanych kamienic. Olga "zakwaterowana" przez syna na ósmym piętrze manhattańskiego szpitala św. Vincentego, nudziła się niemiłosiernie - redukowała swój czas, siedząc przy oknie i czytając losy ludzkie z zachowań tej wielokolorowej, zróżnicowanej etnicznie społeczności. Michał przysiadł się do matki, siedzącej przy oknie, obserwującą grupkę Polaków czekających na otwarcie remontowanego budynku. - To Polacy, to taka jednostronna znajomość - powiedziała, jakby nieobecna Olga. Mokry śnieg, przestał już padać, a szara rozjeżdżona na ulicach i rozdeptana na chodnikach maź pokryła to tętniąniące życiem, dzień i noc miasto. - Jak się czujesz? - spytał syn, kładąc rękę na splecione dłonie matki. - Dobrze - czas wypisać mnie ze szpitala. - Jeszcze tylko kilka