Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 5 min czytania

Fioletowy motyl ROZDZIAŁ 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

ROZDZIAŁ 1

Klara i Mikołaj Marczukowie bardzo długo starali się o dziecko. Od ponad dwóch lat czekali na cholerną kreskę na teście ciążowym. Gdy pewnego ranka wreszcie się pojawiła, Klara wybiegła z toalety, skacząc pod sufit ich wynajmowanego mieszkania i krzycząc z radości. Za chwilę w drzwiach pokoju stanął Mikołaj, orientując się o co chodzi. Nie dał rady nic powiedzieć, ani się ruszyć. Stał tylko jak wmurowany w podłogę, a po jego policzkach płynęły wielkie krople. Po tygodniu udali się do ginekologa, aby potwierdzić ciążę i sprawdzić czy przebiega ona pomyślnie. - Gratuluję. Trafił pan na podwójną kumulację - powiedział lekarz ściskając dłoń Mikołaja. Ten nie od razu zrozumiał, ale za chwilę zmiarkował że chodzi o bliźnięta. Najpierw zbladł, a następnie wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu i podziękował. Spojrzał na Klarę, leżącą na kozetce. Nie widział jej w takim stanie nigdy, choć znał już od wielu lat. Na jej twarzy malowało się nieopisane szczęście.

Mikołaj Marczuk był architektem. Projektował głównie dla dużych deweloperskich molochów. Zarabiał bardzo przyzwoicie, a zarazem pracował przy czymś co sprawiało ogromną satysfakcję. Zważywszy na to, że nigdy nie miał swojego domu, był szczęśliwy tworząc je obcym ludziom. Wychowywany był w gdańskim domu dziecka przez całe grono pedagogów, psychologów i opiekunów, którzy na próżno starali się zastąpić rodziców. Nie było to jakieś patologiczne miejsce, w którym krzywdzono dzieciaki, ale miało też kilka ciemnych stron. W końcu to bidul. Okolica była spokojna. Pokoje były schludne i zadbane. Dzieci, które zamieszkiwały ośrodek, choć pochodziły często z nieciekawych środowisk, zwykle zachowywały się wobec siebie w porządku. Najbardziej w porządku według Mikołaja był Grzesiek Dębski - jego rówieśnik z jedną nogą krótszą od drugiej i bujną, rudą czupryną, którego mógł z czystym sumieniem nazwać najlepszym przyjacielem. Tworzyli niezwykle dobrany duet. Mikołaj - ten spokojny, Grzesiek - wybuchowy. Mikołaj stronił od konfliktów z innymi dzieciakami, a Grzesiek w gorących sytuacjach czuł się jak ryba w wodzie. Nieraz zdarzało się, że kulejący, ale rękoma władający w iście bokserskim stylu, kolega ratował z opałów Mikołaja. Ten zaś odwdzięczał się odrabiając za przyjaciela prace domowe z przedmiotów ścisłych. W skrócie - Mikołaj był rozumem, natomiast Grzesiek walącym jak młot sercem tego tandemu. Ich drogi zaczęły się rozchodzić kiedy Mikołaj poszedł na studia zaoczne w gdańskiej…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%