Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

duchy · 12 min czytania

Fiolka Mistrza (rozdział 2.)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział II

-Teraz będziesz musiał się odzwyczaić od wygód, które miałeś w domu. A tak a propos, gdzie w tym mieście można kupić konie? -Chodź, zaprowadzę cię. - odparł chłopak, po chwili byli na miejscu. - Jesteśmy. -Dobra, więc ja teraz zakupie dla nas te konie, a ty masz tu jedną złotą monetę i kup jakiś prowiant, oraz wodę na kilka dni podróży, a następnie wróć tutaj. - He`rac wziął pieniądze i pobiegł w stronę centrum miasta. Zekan zaś podszedł do stajni i już chciał wołać właściciela tego obiektu, gdy usłyszał rozmowę dwóch ludzi, będących w środku. -Masz czas do jutra, jeśli nie dostaniemy tej forsy, nasz szef nie będzie zadowolony...- Był to gruby, pewny siebie, męski głos. -Mówiłem wam, na razie nie mam tych pieniędzy... Proszę! Wróćcie za kilka dni, na pewno je zdobędę! - Osobie mówiącej wyraźnie brakowało tej pewności siebie. -Jak już mówiłem, masz czas wyłącznie do jutra. Żegnaj.- drzwi się otworzyły i mężczyzna zobaczył elfa -A ty co tu robisz?! -Nic, ee chciałem tylko, kupić konie. -Podsłuchiwałeś! Mów co słyszałeś, albo zaraz zginiesz - Ów osobnik średniej postury, wyciągnął zza pasa nóż. -Nic nie słyszałem! - Zekan cofnął się o kilka kroków, sięgając po łuk, który miał na plecach. W tej właśnie chwili napastnik, zamachnął się sztyletem i przeciął nim lewe ramię elfa, z którego pociekła, szkarłatna krew. Łucznik, jako że był szybszy, odbiegł od napastnika, na odległość kilku metrów, szybkim ruchem wyjął strzałę z kołczanu, napiął cięciwę i wystrzelił. Trafił nożownika w szyję, oczy rozwarły mu się szeroko, chciał coś powiedzieć, lecz tylko poruszał ustami, nie wydając żadnego dźwięku. Wreszcie padł na twarz i znieruchomiał. -Co, co ty... Coś ty zrobił?! - wykrzyknął blady jak ściana właściciel stajni. Podbiegł do sztywnego ciała, przyłożył palce do tętnicy szyjnej, badając puls. - On nie żyje! Wiesz, co teraz będzie ze mną?! Również zginę! Moja rodzina zginie, wszyscy... -Proszę się uspokoić i tak nie krzyczeć! - warknął Zekan - Schowajmy go, później go pan pochowa, a teraz proszę mi powiedzieć, czemu macie zginąć. Może będę mógł coś na to poradzić. -Ty mi nie pomożesz!- mężczyzna krzyczał coraz głośniej. -Niech się pan uspokoi - rzekł elf -LUDZIE! MORDERCA! - wrzeszczał, w oknach zaczęły pojawiać się zaciekawione twarze. -Opanuj się człowieku! - mówił Zekan lecz nie było rady. Zaczęli schodzić się ludzie. Byli jeszcze daleko, wtedy łowca przygód postanowił to zakończyć. Podskoczył do zmarłego, chwycił nóż i wycelował w stronę gospodarza. Ten zamilkł. -Teraz słuchaj, biorę konia, a ty mnie tu nie widziałeś, rozumiesz? -T-t-tak... -I jeśli ktoś pojedzie za mną w pogoń, również zginie, rozumiesz?! -Tak. -To teraz miłych snów - powiedział elf i z całej siły łokciem uderzył go w głowę. Ten padł omdlały na ziemię. Zekan wbiegł szybko do stajni, rozwiązał pierwszego konia z brzegu, wskoczył na niego i pogalopował przed siebie roztrącając ludzi, którzy zdążyli już się zbiec. Po drodze zauważył He`raca, zwolnił, chwycił go za rękę i wciągnął na wierzchowca. -Nie zadawaj teraz żadnych pytań, odpowiem, jak wyjedziemy z miasta! - powiedział z naciskiem elf. Godzinę póżniej, byli juz kilka kilometrów za wioską, więc zatrzymali się na krótki postój. -Czemu masz tylko jednego konia? Miałeś przecież kupić dwa... -Wyniknęły pewne problemy... -Jakie? -Mniejsza z wyjaśnieniami... -Jakie wyniknęły problemy? -Oh! Musiałem uciszyć pewnego faceta.- odpowiedział obojętnie łucznik. Rozdarł rękaw swojej koszuli i zawiązał ranę na ramieniu. -A to co? -Więc... Pewien facet groził drugiemu, później nakrył mnie, że słyszałem ich rozmowę, ja się wypierałem to mnie zaatakował, ja nie chcąc być dłużnym, postrzeliłem go... Świadek tego zdarzenia zaczął się wydzierać, nie chciał się uciszyć po dobroci to... dostał z łokcia w głowę i teraz tam leży nieprzytomny... -Ale tamten, którego postrzeliłeś... mam nadzieje, że żyje? -Eee raczej... nie... -Niech to licho! Jeśli zabiłeś jednego z bandy "Mocarnych" to może być juz po nas. Oni nawiedzają wszystkich i każą płacić im haracze, jeśli ktoś nie ureguluje "należności", ginie... Policja jest bez radna, bo żaden z zastraszonych nie chce składać zeznań... Musimy odjechać jak najdalej. -Wiem, jeszcze pięć minut i jedziemy. Kupiłeś prowiant i wodę? -Tak, mam tutaj - ściągnął z pleców worek i pokazał elfowi -Dobrze... A co to? Przedtem tego nie miałeś - wskazał na miecz przypasaniu do boku He`raca -Mam go odkąd wyszliśmy z mojego domu, dostałem od ojca. Mówił, że mi się na pewno przyda i wspominał coś o tym, że ten oręż jest magiczny... -Pokaż mi to, zobaczę czy naprawdę ma w sobie jakąś moc. - Gdy dostał miecz, położył go na trawie, wyciągnął rękę i wypowiedział prastare słowa, Adewui ghar desto`rov mans tut! Broń zajaśniała żółtym światłem, po czym powróciła do swojego poprzedniego stanu. -Dziwne... Rzadko się widzi taki rodzaj magii... Poznaję, że ten oręż został wykuty przez krasnoludów, a o dziwo Orki, a dokładniej ich magowie, dodali mu jakieś właściwości... -Dobrze wiedzieć, ale teraz lepiej jakbyśmy juz ruszali. -Aa tak, tak, jedziemy. Wskoczyli na konia i pogalopowali przed siebie. Jechali przez pola i łąki, przed sobą widzieli góry Kardowskie, rosnące z każdym kilometrem. Monotonia jazdy sprawiła, że nie zauważyli, jak słońce chyli się już, ku zachodowi, a pokryte trawą rozłożyste tereny, na których gdzieniegdzie rosły pojedyńcze drzewa, tworzyły tajemniczy efekt prawdziwego, nieprzeniknionego mroku. -Coś się szykuje... -Co takiego? -Nie wiem... -mówiąc to, na niebie,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Fiolka Mistrza (rozdział 2.) — czytnik · opowiadania