Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 20 min czytania

First Meeting

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kizetsu stał niepewnie przed gmachem Uniwersytetu Tokijskiego. Budynek przytłaczał go swym przepychem i ogromem. Zbudowany w barokowym stylu, całkowicie różnił się od miejskich wieżowców. Ich sterylność sali operacyjnej wydawała się jednak chłopcu bardziej swojska, niż bogaty budynek uniwersytetu. Wychował się w centrum Tokio, był więc przyzwyczajony do szklanych kolosów. Wyrwany z tego świata i postawiony przed gmachem uczelni czuł się onieśmielony. Zrobił krok w górę schodów. Strasznie trzęsły mu się kolana. To był jego pierwszy dzień. Pierwszy dzień na wydziale sztuki europejskiej. Właściwie, dostał się tu przez przypadek. Chciał studiować psychologię. Jednak chętnych było zbyt wielu. Nie dostał się. Pozostał więc kierunek zapasowy – sztuka. Z westchnieniem zaczął się wspinać po kolejnych stopniach, po czym przekroczył zdobione drzwi. Znalazł się w holu o wysokim stropie. Po jego obu stronach ciągnęły się galerie pełne studentów. Wszyscy pędzili na swoje wykłady, potrącając Kizu teczkami. Chłopiec podszedł do tablicy informacyjnej i odnalazł na planie swój rok. Zaklął pod nosem. Od pięciu minut trwały zajęcia z profesorem Osuką. Kizetsu puścił się pędem w kierunku Sali. Gdy wpadł do środka, wszystkie oczy zwróciły się w jego stronę. Speszony wydukał usprawiedliwienie i ruszył ku jedynemu wolnemu miejscu w sali. - Mogę? – Zapytał cicho przystojnego chłopaka, siedzącego obok. - Jasne. Jestem Yochi – powiedział cicho czarnowłosy student. - Kizu – odpowiedział chłopiec. Usiadł obok Yochiego. Wyjął z torby gruby, czarny zeszyt i zaczął robić notatki. W miarę upływu czasu, udawało mu się wychwytywać coraz więcej informacji z wykładu profesora Osuki. Jednak przez cały czas czuł na sobie wzrok Yochiego. Głębokie zdawało się go przewiercać. W pewnym momencie Kizu odwrócił się, by zwrócić chłopakowi uwagę. Napotkał wtedy błękitne spojrzenie oczu młodego studenta. Były one koloru morza w słoneczny poranek. Krańce tęczówek były jasnoniebieskie, jednak przy źrenicach miały lazurowy odcień. W tych oczach czaiło się dziwnego. Jakby mieszanka strachu, samotności, smutku i… Pożądania? Speszony Kizetsu odwrócił wzrok. Poczuł jak na policzki wypełza mu zdradziecki rumieniec. No pięknie! Jeszcze tego brakowało, by ten dziwny chłopak to zauważył! Schowany za okładką swojego dziennika Yochi uśmiechnął się lekko.

Przez resztę dnia Kizetsu trzymał się blisko Yochiego. Nie, żeby go lubił! Po prostu chłopak był jedyną osobą, którą Kizu znał. Bordowowłosy student był z natury nieśmiały. Z trudnością nawiązywał nowe kontakty. W szkole średniej był odludkiem. Nigdy nie chciał mieć przyjaciół. O wiele bardziej wolał towarzystwo czystych kartek i akwarele. Jednak Yochi był… Inny. Nie przeszkadzało mu, że „Młody”, jak już zdążył przechrzcić Kizetsu, trzyma się na uboczu. I mierzył go ciągle tym wzrokiem, którego Kizu za nic nie mógł za nic rozszyfrować. Wywoływał on u Młodego przyjemny dreszcz i rumieniec, który nie umknął uwadze Yochiego i za każdym razem wywoływał na jego twarzy trochę cyniczny, lecz czuły, uśmiech. Kizetsu udawał, że go nie zauważa. Po zajęciach, Kizu szybkim krokiem ruszył w kierunku metra. Chciał jak najszybciej znaleźć się w domu. Usiąść z kubkiem gorącej herbaty w dłoni, a potem złapać za węgiel i papier kredowy, i zacząć szkicować. Oczy, które śledziły dziś każdy jego krok. Usta wykrzywione w ironicznym uśmiechu. Wysokie kości policzkowe i trzy charakterystyczne pasemka przewiązane rzemykami… - Młody, zaczekaj! Zamyślony Kizetsu przystanął i rozejrzał się nieobecnym wzrokiem. Yochi podszedł do niego i przyjaźnie położył mu dłoń na karku. Gest ten, choć niedbały, znów wywołał u Kizu dreszcz. - Wpadniesz do mnie? – Zapytał Yochi, przesuwając delikatnie palcami po skórze Młodego. - Po co? – Odpowiedział pytaniem na pytanie chłopiec. Od dotyku kolegi robiło mu się słabo, brakowało mu powietrza. Nie wiedział, co się z nim dzieje. Pragnął tego dotyku i jednocześnie bał się go. Yochi, widząc jego zmieszanie, cofnął rękę i poprawił mu opiekuńczo kołnierzyk koszuli. - Chcę cię narysować – odparł z prostotą i zaśmiał się dźwięcznie. Poczochrał mu włosy, robiąc wśród nich jeszcze większy bałagan. – Co ty na to? - Okay – zgodził się bez zastanowienia Kizu. Yochi złapał go bezceremonialnie za rękę i, nie zwracając na znaczące spojrzenia innych studentów, pociągnął go do metra.

Mieszkanie Yochiego znajdowało się na poddaszu nowego budynku w dzielnicy oddalonej od centrum o piętnaście minut jazdy metrem. Nie było duże. Ot, idealne dla jednej osoby. Rzeczy Yochiego wystawały z kartonowych pudeł i „nieboszczykowych” worków. Widać było, że chłopak wprowadził się tu niedawno. - To tylko tymczasowy bałagan – wyjaśnił, widząc zdziwiony wzrok Kizu. – Niedługo znów się przeprowadzam, więc uznałem, że nie warto się rozpakowywać. - Wyprowadzasz się? – Zapytał zaskoczony Kizetsu. - Moja słodka tajemnica – odpowiedział Yochi. – Rozgość się. Młody został sam w pokoju. Przeszedł ostrożnie nad kartonami ze sztalugami i pędzlami, i usiadł na niewielkiej sofie. Zaczął się rozglądać po mieszkaniu kolegi. Pokój, w którym przebywał, pomalowany był farbą w kolorze soczystej zieleni. Wokół drzwi, również koloru zielonego, namalowane były egzotyczne kwiaty. Kizetsu rozróżnił wśród nich dzikie orchidee, kusząco wystawiające swe płatki, i kolorowe storczyki, które aż się prosiły o zerwanie ich i wsadzenie do wazonu. Namalowane były w bardzo realistyczny sposób. Kizu niemal czuł ich słodki, oszałamiający zapach. Chciał podejść do malowidła, gdy jego uwagę przykuł pewien szczegół. W całym mieszkaniu nie zauważył nawet kawałka lustra. Chłopak zajrzał do łazienki – tam lustra również nie stwierdzono. - Szukasz czegoś? Zaskoczony Kizetsu cofnął się odruchowo i wpadł prostu na Yochiego. Student nie wydawał się być zły czy zirytowany. Raczej rozbawiony ciekawością Młodego. - N-nie… Ja tylko… - Ty tylko chciałeś sobie pomyszkować, tak? – I zanim Kizetsu zdążył odpowiedzieć, złapał go za nadgarstek, przyciągając do siebie. – Na kanapę, ale już. – Wymruczał słodkim tonem prosto w ucho Kizu. Młody nawet nie próbował protestować. Wciąż oszołomiony dotykiem dłoni Yochiego, dotarł do sofy i położył się na niej nieprzytomnie. Jednak czarnowłosy, wbrew oczekiwaniom Kizu, nie rzucił się na niego. Sięgnął tylko po stołek i sztalugę. Rozsiadł się wygodnie naprzeciwko chłopca i zaczął patrzeć, jakby chciał zapamiętać każdy szczegół jego anatomii, poznać każdą głęboko skrywaną tajemnicę. Kizetsu poczuł, że się rumieni. Jak zwykle, pomyślał. Zdążył się już przyzwyczaić do swoich reakcji pod wpływem spojrzenia niebieskich oczu Yochiego. Ręka młodego studenta zaczęła się poruszać po kartce płynnymi ruchami. Węgiel w jego dłoni zataczał łuki, cieniował, szkicował linie. Kizetsu patrzył jak zahipnotyzowany na wszystkie uczucia, pojawiające się na twarzy Yochiego: ból, smutek, radość z odnalezienia kogoś bliskiego, rozpacz z utracenia go. Po trzech godzinach Kizu wstał z łóżka. Wciąż pamiętał uczucie, którego doświadczył, czując jak oddech Yochiego pieści jego ucho, jednak już jakoś doszedł do siebie. Zbliżył się do czarnowłosego, który, zajęty pracą, nawet tego nie zauważył. Młody zajrzał mu przez ramię i zamarł. Szkic przedstawiał ewidentnie jego. Ale… Coś było w nim nie takie, jak zawsze. Leżał na łóżku, wśród rozrzuconej pościeli. Na jego twarzy widniał wyraz całkowitego odprężenia i ślad niedawno doświadczonej rozkoszy. Rumieniec, taki jak ten, który wypełzał na jego twarz, gdy czarnowłosy go dotykał, zdobił jego policzki i nos. Jego prawa ręka schowana była pod pościelą. Zaś lewa… Wyciągnięta ku krawędzi obrazu, zdawała się obejmować kogoś niewidzialnego dla oka odbiorcy. Wokół chłopaka leżały setki piór. Kizu wydał z siebie zduszony okrzyk. On też miał skrzydła! Niewielkie, co prawda, ale jak on mógł ich wcześniej nie zauważyć? Spojrzał na Yochiego, napotykając od razu jego wzrok. - Podoba ci się? – Szepnął student. Nie czekając na odpowiedź, przyciągnął Kizu do siebie i mocno go pocałował. Zaskoczony Młody, całkowicie mu się poddał. Język Yochiego błądził po jego ustach, wywołując coraz to nowe dreszcze. Gdy starszy przygryzł delikatnie dolną wargę chłopca, ten wydał z siebie cichy jęk. - Yochi… Za… Zaczekaj… Czarnowłosy oderwał się od jego warg i spojrzał na zaczerwienione oblicze Młodego. W jego oczach czaiła się fascynacja pomieszana ze strachem. - Nie bój się – szepnął Yochi. – Zawsze będę z tobą… Kizu wtulił twarz w zagłębienie, tworzące się przy nasadzie szyi czarnowłosego. Z przymkniętymi oczami tonął w zapachu piżma i orchidei, którym emanowała jego ciepła skóra. Nieśmiało dotknął jej językiem, wywołując pomruk rozkoszy u Yochiego. Słysząc mruczenie, dobywające się z gardła studenta, Młody coraz śmielej próbował jego szyi. Ściągnął z czarnowłosego golf i przejechał palcami po jego umięśnionym brzuchu. Ciałem Yochiego wstrząsnął gwałtowny dreszcz. Widząc to, Kizu uśmiechnął się kpiąco. - Widzisz teraz, jak ja się czuję… - wymruczał. Jego język zaczął zjeżdżać coraz niżej. Nagle w pokoju, między urywanym oddechem i cichymi jękami obu studentów, rozległy się takty „Highway to hell” AC/DC. - Cholera jasna – warknął Yochi, sięgając po komórkę. – Czego? – Zapytał nieprzyjemnym tonem, nie patrząc nawet na wyświetlacz. Wyraz na jego twarzy gwałtownie się zmienił. Irytacja ustąpiła miejsca rezygnacji. - Soul, czy to konieczne? Lael nie może? A Ayen? Ech… Skoro muszę… Będę za kilka godzin. – Zakończył rozmowę cichym westchnięciem. - Co się stało? – Kizu nieśmiało podszedł do Yochiego i objął go od tyłu. Delikatnie pocałował go w kark. - Moja przeprowadzka została gwałtownie przyspieszona – odpowiedział czarnowłosy. Przygarnął do siebie Kizetsu i popatrzył w jego oczy pełne niezrozumienia. – Muszę dziś wyjechać. Do Los…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%