Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 44 min czytania

FLAJ

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

FLAJ

Opowiadanie dedykuję bratu. Bo tak.

Wieczorne powietrze było rześkie i o wiele przyjemniejsze od dziennego zaduchu. Ulice wydawały się teraz większe i bardziej przyjazne. W lekko niebieskawym, sztucznym świetle żółtych latarni wzbudzały nawet zaufanie, zdawały się odpoczywać po dniu pełnym pracy. Wracający do domu Marcin Flaj chciał pójść w ich ślady. Przemierzał miasto szybkim krokiem, ubrany w lekko przykrótkie dżinsy i białą koszulę z krótkim rękawem; w prawej ręce niósł skórzaną aktówkę. Był szczupłym, wysokim mężczyzną, przypominającym nieco patyczaka. Jego podłużną, chropowatą twarz zdobiły okrągłe okulary, wyglądał trochę niezdarnie. Wrażenie niezdarności potęgowała rysująca się na twarzy powaga połączona z dziecięcą niecierpliwością. Nie mógł doczekać się momentu, kiedy wróci do domu i będzie mógł, jeśli dopisze mu szczęście, poświęcić się swojemu ulubionemu zajęciu. Póki co był rozdrażniony. Nie był zbyt towarzyski, wśród znajomych uchodził raczej za dziwaka. Mimo tego czasami zabierali go ze sobą po pracy do pubu. - Wpadnij, zobaczysz będzie fajnie – mówili - Rozerwiesz się, trzeba czasem wyjść trochę do ludzi. No Flaj chodź z nami! Nie lubił jak ktoś mówił do niego po nazwisku. Mimo tego każdy poczynając od jego siostry poprzez najbliższych przyjaciół, kończąc na kolegach z pracy i współlokatorze mówił do niego po prostu Flaj. Przyzwyczaił się, choć nadal trochę go to irytowało. Wyjść ze znajomymi też nie lubił. Zazwyczaj nudził się patrząc na kolegów i udając, że śmieszą go opowiadane anegdoty i kawały. Sam nie znał żadnych anegdot. Przynajmniej nie takich, o których mógłby rozmawiać ze znajomymi; wszystkie wiązały się z jego nietypowym hobby, które choć może wzbudzać kontrowersje, było jedyną rzeczą, która pozwalała mu oderwać się na chwilę od parszywego świata zachłanności i wyścigu szczurów. Zawzięcie przemierzał krzywe chodniki mijając kolejne brudne, nieodnowione kamienice. Wyprzedził go telepiący się z zawrotną prędkością stary autobus popularnie zwany „ogórkiem”. Flaj zaklną pod nosem. „Gdybym poczekał na przystanku, zamiast zasuwać pieszo” myślał „byłbym za parę minut w domu”. Tak naprawdę lubił te piesze powroty przez nocne miasto; tylko rozsądek podpowiadał mu, że w czymś takim nie może być niczego wartościowego. Miasto o tej porze było puste i bardzo ciche; jeżeli już zdarzyło się, że ciszę tę zepsuł choćby ryczący samochód to robił to w taki sposób, że zdawało się to wydarzeniem na miarę całej galaktyki. To wszystko budowało we Flaju poczucie, że miasto w nocy jest równie samotne jak on. Spieszył się. Bał się, że może stracić okazję na prawdziwą rozrywkę, a że lato jeszcze tak naprawdę się nie zaczęło, okazji takich miał niewiele. Do mieszkania wpadł jak rakieta, trzaskając za sobą drzwiami. Wiedział, że chociaż było już po północy, jego współlokator jeszcze nie spał. Trzema krokami przeszedł korytarz i zajrzał przez wiecznie uchylone drzwi do jego pokoju. Współlokator - Zbyszek był niskim, grubym człowiekiem o okrągłej, młodej twarzy z wiecznie świecącym się podbródkiem. Całe dnie spędzał pracując u znajomego w magazynie, gdzie zazwyczaj odsypiał noce. W nocy zaś siedział przed komputerem ostro przy tym pijąc. Kiedy Flaj zajrzał do jego pokoju spostrzegł w niebieskim świetle monitora kulistą sylwetkę, jak zawsze wpatrzoną w monitor. Zbyszek gwałtownie szarpał myszką, drugą rękę trzymając na klawiaturze sięgał od czasu do czasu po butelkę z piwem. Flaj wiedział, że to jedna z pierwszych, gdyby Zbyszek był już pijany wszedłby na czata zamiast grać. Miał na uszach słuchawki, z których dźwięki słyszalne były nawet dla stojącego w korytarzu Flaja. Choć było to prawie niemożliwe, Zbyszek od razu odezwał się do stojącego w cieniu współlokatora. -Siema stary, jak było w robocie? -Po staremu - odpowiedział przesuwając się bliżej niedomkniętych drzwi -Coś późno dzisiaj wróciłeś. Czyżby w końcu jakaś impreza? Flaj nigdy nie wierzył, że Zbyszek go słyszy; myślał zawsze, że tylko udaje, zachowując odpowiednie odstępy między swoimi wypowiedziami tak, aby on mógł się zmieścić ze swoimi. Mimo tego zawsze mu odpowiadał. - Nic ciekawego. Wypiłem piwko ze znajomymi i poszedłem. – Zamyślił się na chwilę – Piotrek, wiesz ten nowy, o którym ci mówiłem. Znowu się do mnie przyczepił. Znam się na żartach, ale nie lubię jak się żartuje ze mnie. Poza tym zaczął się dopytywać, czemu taki dziwny jestem – Falj wzruszył bezradnie ramionami – A co mu to przeszkadza? - Daj spokój, stary, musisz być bardziej otwarty na ludzi. No i wyluzować, w końcu zacząć żyć jak człowiek. - Żyję jak chcę - Zresztą jak chcesz Flaj uśmiechnął się pod nosem i poszedł sprawdzić czy w jego pokoju nie czeka na niego miła niespodzianka. Wsunął do środka głowę i nasłuchiwał chwilę. Nic. Zapalił światło, rozejrzał się dokładnie, rzucił jeszcze tylko okiem pod lampę zawieszoną na środku pokoju, po czym nie gasząc światła wyszedł. Udał się do kuchni. Wziął jabłko, spłukał je zimną wodą i wrócił do pokoju. Usiadł na kanapie, naprzeciwko telewizora. Chwycił pilota i zmusił maszynę do działania. Trafił na jakiś lipny program muzyczny. Między Flajem, a telewizorem stał jeszcze mały stolik przykryty kolorowym obrusem. Ogólnie pokój był raczej przestronny; spokojnie mogłyby mieszkać w nim dwie osoby, Flajowi zależało jednak na przestrzeni. Tego wymagało jego hobby. Kilkoma gryzami uporał się z jabłkiem, zostawiając sporo miąższu na ogryzku. Nigdy nie dojadał jabłek do końca. Leniwym ruchem położył resztkę owocu na obrusie, ze znudzeniem przyglądając się niekoniecznie ładnej piosenkarce pop śpiewającej przebój sezonu z obowiązkowym słowem LOVE w tytule i refrenie. Siedział tak jeszcze około godziny, zerkając od czasu do czasu w stronę otwartego okna. Niestety nie wydarzyło się nic, co mogłoby zwiastować spełnienie jego nadziei. „Nie dzisiaj” pomyślał i poszedł spać. Kiedy się obudził w pokoju było chłodno. Jasnoniebieski świt trzeźwo atakował pomieszczenie przez wciąż otwarte okno. Flaj trzasnął w budzik chwilę przed pierwszym dzwonkiem. Często mu się to zdarzało. Zastanawiał się nawet czy gdyby nie nastawił kiedyś budzika to też obudziłby się o tej samej godzinie, co zawsze. Szybko uwinął się ze wszystkimi porannymi czynnościami, ubrał lekko przykrótkie dżinsy, białą koszulę z krótkim rękawem i okulary. Spakował drugie śniadanie do teczki i zajrzał do pokoju Zbyszka. Grubasek spał na klawiaturze, pod nim walały się butelki po piwie i opakowania po chipsach. Upewniwszy się, że wszystko jest jak zawsze Flaj ruszył do pracy. Pracował w sklepie ze sprzętem komputerowym. Nie narzekał na robotę, zarabiał więcej niż było mu potrzebne do przeżycia, a na komputerach znał się praktycznie od zawsze. Nieraz, kiedy coś zepsuło się Zbyszkowi załatwiał mu tańsze części, a później własnoręcznie całość naprawiał. W sklepie było dwóch sprzedawców. Pracowali parami, zawsze w takim samym składzie. A przynajmniej dopóki ktoś nie zmienił pracy lub nie został wylany, co spotkało poprzedniego partnera Flaja. Teraz pracował z Piotrkiem Pyrzyckim; młodym, nastawionym na zabawę chłopakiem o świecących od żelu włosach i nieproporcjonalnych do reszty ciała, szerokich barkach. Trudno było nie zauważyć, że Flaj i Piotrek byli kompletnym przeciwieństwem. Jeden poważny i cichy; drugi krzykliwy i wiecznie rozbawiony. Choć trzeba przyznać, że w pracy uzupełniali się całkiem nieźle. Piotrek zajmował się młodymi klientami, często sprzedając im więcej niż chcieli kupić. Flaj brał na siebie starszych, poważniejszych interesantów, którym bardziej od ciekawego opowiadania o sprzęcie i humoru imponowała rzetelna wiedza. Pracowali razem już od ponad tygodnia. Flaj skupiał się jak zawsze na pracy, zdawał się nie zwracać uwagi na Piotrka, który, będąc wiecznie rozkojarzonym, nie mógł jeszcze w pełni odnaleźć się w nowej pracy. Nie wchodzili sobie w drogę, ogólnie mało ze sobą rozmawiali. Piotrek nie umiał jednak zbyt długo wytrzymać nie odzywając się, więc kiedy przez dłuższy czas nie pojawił się żaden klient zagadnął: - Flaj? - Tak? - Od dawna tu pracujesz? - Tak, a co? – Podniósł wzrok znad rozwiązywanej krzyżówki i skierował go w stronę kolegi - A tak pytam – wzruszył obojętnie ramionami – wiesz, z ciekawości. Nie myślałeś kiedyś, żeby robić coś innego? - Nie. Po co? - No wiesz, żeby zarobić trochę, no nie? Poza tym, na serio bawi cię ta robota? Flaj trochę się zmieszał, odłożył ołówek i podparł się na rękach. - Nie wiem… chyba tak. Nie wiele więcej potrafię - No coś ty? Nie masz żadnych zainteresowań? Widzisz, ja na przykład nie chcę tu gnić cały czas. Ja mam perspektywy. Wiem dobrze, co chcę robić. - Co? - No wiesz, od kiedy pamiętam chcę być – zastanowił się chwilę – muzykiem. Ostatnio nawet sprawiłem sobie taki fajny program na kompa, żeby muzykę robić. Świetna sprawa, człowiek czuje, że się realizuje! – Zaśmiał się dość dziwnie – Nie mów, że nie masz żadnych takich zainteresowań. Do czegoś musisz się tak spieszyć po pracy – znowu się uśmiechnął, tym razem bardziej cwaniacko – Chyba, że masz tam jakąś laseczkę, co? - Nie mam laski - Flaj wbił wzrok w krzyżówkę udając, że zastanawia się nad którymś z haseł – choć to fakt – dodał po chwili – że mam pewne hobby, do którego się spieszę. - No – uradował się – wiedziałem, że jest jakiś powód, przez który tak dziwnie się zachowujesz. Miałem kolegę, który zbierał robaki. Też straszny z niego dziwak był. – zamyślił się na chwilę – opowiedz mi o tym hobby. - Może innym razem – odpowiedział. Flaj bał się takich rozmów, a już zwłaszcza z Piotrkiem. Nie chciał, żeby ktoś się dowiedział. Nie robi niczego złego, ale gdyby się dowiedzieli na pewno patrzyliby krzywo. To co robi nie jest normalne i on wie o tym, ale kiedy nadarzy mu się okazja, żeby to powtórzyć, po prostu nie może się powstrzymać. Zupełnie jakby żył tylko po to żeby to robić. Czuje wtedy, że spełnia jakąś misję, robi światu przysługę, ale gdyby świat się dowiedział, gdyby to zobaczył na pewno nie zrozumiałby. Nikt by nie zrozumiał. Pytaliby: Po co? Śmiali się i wygłupiali, a Flaj naprawdę nie lubił, jak ktoś się z niego śmiał. Nie zniósłby tego. A gdyby dowiedział się o tym ktoś taki jak Piotrek, Flaj szybko stałby się ofiarą licznych żartów i anegdot. Nie mógł mu powiedzieć. - Ej no stary, przecież pracujemy razem - Piotrek zaczął podchodzić bliżej Flaja uśmiechając się – możesz mi powiedzieć. – Flaj milczał – Nie ufasz mi? Pewnie to jakieś dziwactwo. Ale nie jesteś żadnym zboczeńcem ani nic? - Zażartował - Nie – odpowiedział stanowczo. Po chwili milczenia zaczął wpatrywać się w powietrze tuż obok głowy Piotrka - Co? – Zdziwił się i odwrócił za siebie. Przeklął, kiedy zobaczył sporą osę wyraźnie zainteresowaną jego głową. - Zajmę się tym – rzucił Flaj po czym jednym krokiem zbliżył się do kolegi i zwinnym ruchem długiej ręki trzasnął osę. Trafił w nią wierzchem dłoni tak, aby siła uderzenia sprowadziła ją w okolice podłogi. Niemal w tym samym momencie spróbował przygnieść ją swoim wielkim butem. Wymknęła się w ostatniej chwili. Odleciała w stronę drzwi, po czym zawróciła jak pijana w stronę swojego oprawcy. Flaj przymierzył i ponownie machnął ręką; osa z zaskakującą zwinnością uniknęła uderzenia, jednak Flaj był na to przygotowany; mając teraz osę między obiema rękami mógł bez problemu spróbować zabić ją klaśnięciem. Kiedy była już tuż-tuż i na chwilę zwolniła, wykonując jakąś dziwną akrobację Flaj chlasnął szybko obiema dłońmi, robiąc z osy niesmacznie wyglądającą, morką plamę. Walka była skończona. Flaj zajrzał jeszcze tylko dla pewności na spody swoich dłoni, po czym zaśmiał się triumfalnie. Piotrek podziwiał całe zdarzenie z uśmiechem. Po wybuchu radości kolegi nawet jego poniosły trochę emocje. - O stary, to było niezłe! – mówił z entuzjazmem – Jak szermierz jakiś… Bach, bach i po sprawie. – zaczął parodiować sposób walki Flaja z insektem – Cięcie, drugie i pudło, nagle plask! I po sprawie! No nieźle stary, nie spodziewałem się. - Zapomnij – Odpowiedział speszony. Spuścił głowę i podszedł do swojej teczki. Spakował długopis i kalkulator (zawsze nosił swoje przybory) i niedojedzoną kanapkę z żółtym serem. – Słuchaj muszę dzisiaj wyjść wcześniej – spojrzał na zegarek – Już późno, klientów raczej nie będzie żadnych, a z zamknięciem sklepu dasz sobie chyba radę. - Ej, czekaj! – Piotrek podbiegł do wychodzącego Flaja – Nie chce mi się tu siedzieć samemu… - Kiedy Flaj był już po drugiej strony ulicy Piotrek rzucił sam do siebie – dziwak. Zmierzch zmienił kolor nieba na granatowy. Latarnie świeciły, choć każdy w zasadzie mógłby się bez nich obyć. Samochodów było coraz mniej, z przystanku, w stronę którego szedł odjechał duży autobus marki Volvo. Flaj zwolnił nieco. „Po co ja mu cokolwiek gadałem,” myślał kręcąc przy tym głową „że hobby, że niewiadomo co. Muszę panować nad sobą. I jeszcze ta akcja z osą, będzie miał co opowiadać po pracy.” Minął obojętnie przystanek. W tym stanie czekanie na następny autobus było dla Flaja niewykonalne. Po paru minutach zadumy doszedł do wniosku, że może dzięki wcześniejszemu skończeniu pracy uda mu się chociaż trochę rozerwać. Ta myśl uspokajała go. Po następnych paru minutach uświadomił sobie, że walka z osą też była nawet rozrywkowa. Kiedy doszedł do swojego domu niemal do końca się uspokoił. W mieszkaniu nawet się uśmiechnął. Od razu podszedł do wiecznie uchylonych drzwi współlokatora. Zbyszek siedział z otwartą buzią, naprzeciwko monitora. Z zawrotną prędkością wklepał jakieś zdanie po czym całe wykasował i uważnie, powoli wklepał je jeszcze raz uśmiechając się szeroko. Obok monitora dumnie stała półlitrowa, niepełna butelka wódki. Na podłodze leżała lekko już zimna pizza z salami, cebulką i puszką piwa. Brakowało kilku kawałków. Zbyszek mocno uderzył przycisk Enter po czym zachichotał. - Wiesz co jej właśnie napisałem? - Nie – Odparł zdziwiony lekko Flaj, na co Zbyszek początkowo odpowiedział jedynie pijackim chichotem - Wolałbyś nie wiedzieć. – Odczekał chwilę, wsłuchując się w muzykę ryczącą ze słuchawek. Spróbował nawet samemu coś zanucić po czym rzucił jakby od niechcenia – A co tam w pracy? - U mnie nic ciekawego. Po staremu. Za to ty jakoś wcześniej chyba jesteś? – spytał podejrzliwie zza szpary między drzwiami, a framugą. - Wiesz co? – Zbyszek westchnął i odwrócił się w stronę szpary – Kiepska sprawa. Wywalili mnie. Powiedzieli, że nie potrzebują pracowników przesypiających całą pracę. Mówili, że to nie hotel. No to ja im, że wiem, no bo w hotelu to ja bym im płacił za spanie, a tu to oni mi za to płacili. – zaśmiał się pijacko – No i mnie wywalili. - A ten twój kolega, to nic ci nie pomógł? - Nawet Zenek nie mógł już nic zrobić – wbił wzrok w pizze po czym strącił z niej puszkę i wziął jeden kawałek. Ugryzł i zapił wódką duszkiem, tak że aż Flajowi niedobrze się zrobiło. – Chcesz trochę? - Nie, dziękuję. - Nie krępuj się - Nie, dziękuję – powtórzył bez wyrazu. - Zresztą jak chcesz - bełkotał z pełną buzią - Tylko wiesz... Teraz mamy mały problem. No bo jak nie mam pracy to nie mam jak płacić za mieszkanie. - To znajdź nową pracę - Z nową pracą będzie trudno. Jeśli mam być szczery to nie stać mnie nawet na czynsz i rachunki za ten miesiąc. Ogólnie to jestem spłukany. Mogę mieć nawet problemy ze znalezieniem kasy na żarcie. – Westchnął – Ciężka sprawa. -To po co tyle pijesz? -I wiesz tak sobie pomyślałem, że smutne to trochę – znowu się zaśmiał – więc zrobiłem sobie małe party. - Małe party. – Burknął odchodząc. Wszedł do swojego pokoju pozbawiony nadziei na rozrywkowe zakończenie tak paskudnego dnia. Ciężko usiadł na kanapie. Przed nim, na kolorowym obrusie czerwieniał wczorajszy ogryzek, a za otwartym oknem panowała już noc. Włączył telewizor, ciemność pokoju walczyła z mało konkretnym światłem kineskopu. Znowu trafił na ten sam program muzyczny i na tą samą, kiepską piosenkarkę. Zrezygnowany chciał już wyrzucić stary ogryzek i pójść po nowe jabłko kiedy na ekranie niespodziewanie siadła mucha. Flaj uśmiechnął się będąc już prawie na wyprostowanych nogach. „A więc jednak dzisiaj” pomyślał i włączył światło. Pod lampą szybko pojawiła się druga. Kołując niezrozumiale nie zdawała sobie nawet sprawy z tego co ją czeka. Nie mogła… W końcu była tylko muchą. Flaj był zadowolony. Po raz pierwszy od ponad tygodnia miał szansę porządnie się rozerwać. Powolnym ruchem podszedł do okna i zamknął je. Później ostrożnie prześlizgnął się do szafy stojącej przy telewizorze, otworzył ją szybkim ruchem i rozejrzał się wyraźnie czegoś szukając. Wisiały w niej liczne kurtki, koszule, bluzy i jeden płaszcz, którego Flaj nigdy nie miał na sobie, oprócz dnia, w którym go kupił. Nie szukał jednak ani płaszcza ani żadnego innego ubrania. Dokładnie sprawdził podłogę, szarpiąc się z ciuchami. Nie znalazł jej. Zdenerwowany wyskoczył z szafy trzaskając drzwiami tak głośno, że wystraszył się, że usłyszy go Zbyszek. „Właśnie!” pomyślał „może to on ją ukradł… tylko po co?” Przez myśl przeszły mu najróżniejsze pomysły. Mógł zrobić z niej podkładkę pod mysz, mógł ją wziąć tak, dla hecy, mógł wyrzucić ją przez okno, żeby sprawdzić czy dobrze lata. Zbyszek był zdolny do wszystkiego. Flaj jednym krokiem pokonał dystans dzielący go od drzwi i ostrożnie wyszedł. Podszedł do szpary i wyprostowany jak struna zapytał: - Grzebałeś w mojej szafie? Zbyszek poruszył się na krześle. Nerwowo rozejrzał się po pokoju, po czym skierował wzrok na pizze sprawiając wrażenie zamyślonego. - Nie – odpowiedział i po chwili skierował swoje zainteresowanie z powrotem na komputer. Flaj niezbyt mu ufał. Przynajmniej nie teraz, kiedy Zbyszek był totalnie zalany. Westchnął i zastanowił się jeszcze chwilę. Najważniejsze było teraz przypomnienie sobie co z nią zrobił ostatnim razem. Nie było to zbyt łatwe. Ostatnim razem robił to po wizycie u siostry więc był dość nietrzeźwy. I zmęczony. Bardzo zmęczony. Tak zmęczony, że od razu po skończeniu zabawy położył się i usnął. Musiała więc być za kanapą. Ostrożnie wrócił do pokoju i zajrzał za oparcie. Na podłodze, oparta o ścianę nieśmiało błyszczała ona. „Decha Śmierci” pomyślał i wyciągnął po nią rękę. Była to czarna, nie duża plastikowa płytka o kształcie kwadratu; dość cienka, jednak niezbyt giętka. Idealnie spełniała funkcję Dechy Śmierci.

***

Piotrek spokojnie szedł w stronę domu Flaja. Wygwizdywał przy tym melodię przeboju okrzykniętego ostatnio objawieniem roku. Refren, wpadający zresztą w ucho podśpiewywał sobie pod nosem w myślach budując obraz piosenkarki. Minęła go grupka młodych ludzi, jeden kiwnął Piotrkowi głową, na co ten odpowiedział podobnym skinieniem. Nie miał nic do roboty, koledzy ze spożywczego znajdującego się naprzeciw sklepu nie chcieli iść do pubu, inni znajomi też nie byli zbyt chętni. Nie miał więc pretensji do Flaja, że tan zostawił portfel w sklepie, pakując się zbyt pośpiesznie. Nie chciało mu się wracać do domu, a wizyta u kolegi z pracy mogła okazać się co najmniej zabawna. Łudził się, że może wyciągnie Flaja na piwo lub może odkryje jego tajemnicze hobby. Razem z kolegami ze spożywczego nie raz zastanawiali się co jest z nim nie tak, a informacja o hobby mogłaby rozwiązać zagadkę na dobre. Poza tym w gruncie rzeczy lubił tego dziwaka. Choćby za sam fakt, że był dziwny. Czasem ludzie potrzebują takich przyjaciół, żeby samemu nie czuć się aż tak odmiennym. Doszedł do budynku, w którym mieszkał Flaj. Był to dwupiętrowy, odnowiony szeregowiec pomalowany na kremowo-żółty kolor. Zatrzymał się na chwilę pod starą, żółtą latarnią i z portfela kolegi wyciągnął dowód osobisty. Niemal całe miejsce przeznaczone na zdjęcie wypełniała podłużna, trochę smutna twarz. Obok imię i nazwisko, niżej imiona rodziców. „To on ma na imię Marcin?” spytał sam siebie w myślach. Obrócił dowód na drugą stronę i odczytał adres z lewego, górnego rogu. Podszedł do odpowiednich drzwi i przed użyciem domofonu, z przyzwyczajenia sprawdził, czy drzwi nie są przypadkiem otwarte. Były otwarte. Uradowany, że uda mu się zaskoczyć kolegę wszedł do środka.

***

Flaj przyczaił się przy kanapie. Ostrożnie, pozostając wciąż przy ziemi okrążył lampę wpatrując się w swoje ofiary. Obie leniwie kołowały pod lampą nieświadome zagrożenia. Decha Śmierci była w pogotowiu. Trzymał ją w prawej ręce, przy lewym ramieniu, tak aby mógł jej użyć w każdej chwili. W końcu ustawił się w najlepszej pozycji do ataku. Stał przy oknie, tak aby trafiona mucha nie poleciała w stronę stolika ani telewizora. Czekał jeszcze chwilę aż stworzenia ustawią się w dogodnym szyku, po czym machnął z całej siły. Pierwsze uderzenie było jak rozbicie bil w bilardzie. Muchy rozleciały się w swoje strony, stały się szybsze i uważniejsze. Trzeba było poczekać, aż znowu się pokażą, aby móc uderzyć ponownie. Nie spodziewał się, że trafi którąś za pierwszym razem. Nawet tego nie chciał, zabawa skończyłaby się zbyt wcześnie. Po chwili zauważył, że jedna z nich siedzi na ścianie przy drzwiach. Podszedł i przypatrzył się. Była to jedna z tych wielkich much, wbrew pozorom bardzo szybkich i zwinnych, a przede wszystkim przebiegłych. Z całej siły, lecz z gracją pacnął Dechą Śmierci w białą ścianę. Mucha uciekła w ostatniej chwili. Flaj odwrócił się i machnął jeszcze raz, pęd powietrza sprzed dechy popchnął tylko owada do przodu, nie robiąc mu żadnej szkody. Flaj nie dał ponieść się emocją. Był zawodowcem. Uważnie obserwował muchę, żeby nie stracić jej na dobre z pola widzenia. „Cholera” pomyślał kiedy uciekła za szafę. Teraz nasłuchiwał, aż któraś z ich się ruszy. Trwało to zaledwie parę sekund. Nagle przy oknie usłyszał upragnione bzyczenie, podszedł ostrożnie. Po chwili wypatrzył drugą, mniejszą od tamtej; odbijała się bezmyślnie od szyby próbując uciec.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
FLAJ — czytnik · opowiadania