Fantasy · 8 min czytania
Flin Copperspoon
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Niewysoka, niespełna metrowego wzrostu postać wyjrzała z niepokojem zza powalonego drzewa. Stary, sponiewierany szponami bezlitosnego czasu pień dawał jej wystarczającą osłonę przed wzrokiem bacznie rozglądających się ludzi, przedzierających się przez leśną gęstwinę. Flin osłonił oczy od słońca swą malutką i niezwykle smukłą dłonią i przyjrzał się trojcę wysokich ludzi. Śledził ich już drugi dzień, bo właśnie tyle czasu minęło od kiedy bandyci napadli na jego osadę. Najazd był bezkrwawy, doszło jedynie do krótkiej walki, bez ofiar po którejkolwiek ze stron. Wysokich było jednak więcej, jak zawsze. Odkąd sięgał pamięcią młody - bo zaledwie czterdziestoletni – niziołek, ludzie wyzyskiwali niski lud. Wytwarzane w Dolinie pieczywo i ekslukluzywne, zdaniem wysokich, przysmaki były odkupowane od ich producentów po iście złodziejskich cenach. Gospodarka księstwa kwitła, a możni cieszyli się na samą myśl o halflińskim winie czy niepowtarzalnym dżemie. Oczywiście niziołki na tym handlu również się bogaciły, ale ojciec Flina zawsze powtarzał, że ludziom należy się to co ludzkie, a niziołkom to, co niziołcze. Cokolwiek tak naprawdę miał na myśli, to młody niziołek – zwyczajem swej rasy – interpretował tę złotą myśł w kontekście jedzenia. Flin niemalże bezszelestnie przebiegł między drzewami, po chwili zwalniając i poruszając się równolegle do trójki ludzi. Jeden z nich nagle zwrócił w kierunku niziołka, gdy ten nadepnął na suchą gałązkę, łamiąc ją z trzaskiem. Cała czwórka zamarłą w bezruchu, a niziołkowi serce podeszło do gardła. Położył odzianą w cieńką, skórzaną rękawicę dłoń na rękojeści swojego krótkiego miecza. Zabijał już, był niewątpliwie utalentowanym szermierzem, ale czy da radę trzem wysokim naraz? Zaczął rozważać ucieczkę. Jeden z ludzi, ogorzały brunet, położył dłoń na ramieniu swego kompana. - Chodźmy już, pewno jakiś zwierzak – powiedział dość głośno, by czułe uszy Flina to wychwyciły. – Varrick czeka. - Racja... racja... – wyszeptał mężczyzna, strącając dłoń kamrata ze swego ramienia. – Zbyt dużo widziałem. Potrzebuję odpoczynku. Niziołek odetchnął z ulgą, gdy ludzie ponownie ruszyli swoją drogą, śmiejąc się z jakiegoś wulgarnego żartu. Ponownie ruszył ich tropem, starając się utrzymać w bezpiecznej odległości. Halflingi z Doliny handlowały swymi wyrobami z wieloma miastami położonymi na wybrzeżach Jeziora Nieznanej Głębi, między innymi z Leukish. Najwygodniej było transportować żywność okrętami – podróż była znacznie szybsza, co sprzyjało przewożeniu szybko niszczejącej żywności. Skoro jednak niziołki bogaciły się na ludziach, to i ludzie musieli się bogacić na niziołkach. Pojawili się piraci. Oczywiście byli wysokimi, za drobnymi - półelfimi lub półorczymi - wyjątkami. Ale i oni mieli w sobie ludzką krew, dyktującą im chciwość i egoizm. Lecz tam gdzie złoczyńcy, na szczęście pojawiają się też bohaterowie. Niziołki z Doliny miały jednego, imieniem Merrin Farhair. Był prawdopodobnie najmężniejszym spośród halfingów stąpających po całym Oerth. Jako kapitan okrętu Rzeczny Skoczek, skutecznie zwalczał piratów z Nar Dyv, ratując niejeden ładunek drogiego wina czy pieczywa, które później miało trafić na stoły najznamienitszych domów w księstwie. Jego sława sięgnąła zenitu, gdy przechwycił piracki statek wraz ze zrabowanymi przez niego kamieniami szlachetnymi. Czyn ten został dostrzeżony przez najwyższe władze księstwa Urnst, a sam Merrin znalazł się na ustach całej Doliny, a historie o nim śpiewało wielu bardów w karczmach na całym…