Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Opowiadania.pl · 14 min czytania

Flow

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Osoby: Marta Cyryl siostry Etta i Iga.

Czas i miejsce: Upalne lato w śródziemnomorskim kraju.

Szłam wąską ścieżką wśród ciemnoszarych, strzelistych skał. Były tak wysokie, że trudno było mi podnieść głowę na tyle, żeby zobaczyć ich szczyty. A może to mój kark zesztywniał z powodu pierwotnego strachu przed ogromem i potęgą natury.

Dwie dziewczyny, które poznałam tego popołudnia na plaży biegły szybko przede mną, wyśmiewając się z moich ostrożnych kroków, stawianych na śliskich, wygładzonych kamieniach. Głazy co kilka metrów zanurzone były w płytkich kałużach odpływu. Nie chciałam nawet myśleć o tym jak wygląda ta droga kiedy poziom wód się podnosi.

Kiedy w końcu udało mi się unieść wzrok, zobaczyłam ogromny, barwny balon przemykający po niebie w wąskim przesmyku pomiędzy wierzchołkami skał. Nagle strach uleciał razem z podniebnym statkiem a przed moimi oczami ukazała się mała zatoka. Jej kamienisty brzeg ostro schodził do morza. Zaświeciło słońce, uwolnione spośród granatowych bloków kamieni. Z ulgą położyłam się na rozgrzanych otoczakach, głową w dół, w stronę wody. Moje znajome, zajęte rozmową, ze śmiechem rozsiadły się nieopodal, na czerwonym, wełnianym kocu opalających się tu osób. Mój relaks trwał zaledwie tyle co wdech, bo musiałam salwować się ucieczką na klęczki z powodu fal, które, przybierając na sile, prawie dosięgnęły mnie swoimi białymi grzbietami. Poczułam się jak dziecko, które widzi pierwszy raz fale. Woda nadciągających grzywaczy miała piękny, turkusowo-zielony kolor, a na szczycie białą firankę piany. Było jak we śnie - klęczałam, zafascynowana niesamowitymi widokami i przestraszona nieznanym.

Odkąd zobaczyłam przejście wśród skał, chciałam podążyć tą drogą i chociaż podejrzewałam, że na jej końcu może kryć się uroczy zakątek to i tak widok zaskoczył mnie swoim niebezpiecznym pięknem. Chciałam już wracać, bo obawiałam się przypływu i nieprzewidywalnej energii morza, ale nie wyobrażałam sobie samotnego powrotu nieprzyjaznym wąwozem - wilgotną, zacienioną drogą. Usiadłam, obejmując podciągnięte pod brodę kolana rękoma i spojrzałam na znajome z nadzieją, że i one będą chciały już pójść. W końcu wstały i nie zwracając na mnie uwagi pobiegły roześmiane z powrotem. Natychmiast poszłam za nimi.

***

Siedzę w knajpce nieopodal nabrzeża, w słońcu późnego poranka. Czuję jak grzeją mnie jego promienie, czarna, słodka kawa i moja rubinowa, skrząca się cekinami na rękawach sukienka. Czytam jedną z wielu książek, którą zabrałam na te samotne wakacje i już wiem, że nie będzie to ulubiona, a więc i nie dokończona, lektura. Wzrok błądzi pomiędzy kartkami książki a scenami z portowego życia, które rozgrywają się przed moimi oczami. Tak blisko, lecz poza mną.

Odkąd tu przybyłam nie rozmawiałam z wieloma osobami. Recepcjonistka w hotelu, w którym się zatrzymałam, dwie znajome ze skalnej wyprawy i kelnerzy w lokalach gdzie zjadam pyszne potrawy to jedyne osoby, do których otworzyłam usta. Na razie tak mi dobrze. Przyzwyczajam się, czaję jak kot, który poznaje nowy ogród. Unikam wzroku mężczyzn, chociaż moja sukienka nie pozwala mi być niewidzialną. Chowam się za nieciekawą książką i udaję, że mnie tu nie ma.

Kątem oka wyłapuję nagły ruch przy stoliku obok i widzę jak na chwiejnym, rattanowym krześle rozsiada się rosły mężczyzna w zielonej koszuli. Z podwójnym zaangażowaniem czytam raz po raz to samo zdanie, kiedy nagle słyszę głębokie westchnienie i klaśnięcie w dłonie. Zaskoczona spoglądam na nieznajomego, który od razu przechodzi do rzeczy. - Aaa, tak myślałem, że kobieta w czerwieni nie będzie chciała pić kawy w towarzystwie nieciekawej książki - mówi z werwą mężczyzna. - Czy mogę się przysiąść? Nie czekając na odpowiedź, zielona koszula ląduje ramię w ramię z moimi czerwonymi cekinami. Wyciąga rękę, chwyta za grzbiet książki, zamyka ją i z trzaskiem odkłada na odległy koniec stolika. Następnie jego dłoń chwyta za moją i potrząsa nią gwałtownie. - Proszę mi wybaczyć ale jestem tu dopiero od godziny a już czuję, że w samotności oszaleję w tej dziurze. - Mężczyzna zagląda mi w oczy i ze śmiechem wykrzykuje - Czy zechce mi pani towarzyszyć w niedoli? Otrząsam się z letargu - jego zielone oczy hipnotyzują a uśmiech sprawia, że mięknie mi serce. I rozum. - W innych okolicznościach pewnie odpowiedziałabym, że nie, ale... ma pan rację, ja też się tu zanudzę jeśli nie wymienię z kimś kilku zdań. I tak, książka jest okropna. Ale co do miejscowości się pan pomylił. Jest mała, ale urocza, a okolice są wręcz przepiękne. - O, w takim razie musi pani zostać moim przewodnikiem. Może uda się pani przekonać mnie, że to miasteczko jest choć w połowie tak urocze jak pani. - Marta - przechodzę od razu na ty. - Proszę mi mówić Cyryl - odpowiada, mrużąc kocie oczy w ostrym słońcu.

***

Spotkanie z dziewczynami z plaży w butiku przy deptaku. Żadna z nas nie wspomina wczorajszej wyprawy wąwozem do zatoki i tego, że nie pożegnałyśmy się w zasadzie. Zapomnijmy, początki bywają trudne. Dziś mamy nowy dzień, a ja znajomego, który ma za wiele energii jak na jedną kobietę. Proponuję wspólną walkę z tym żywiołem. Dziewczyny okazują entuzjazm. Są siostrami. Starsza to Iga i wulkan, z którego zamiast lawy wypływa co chwila perlisty śmiech, a młodsza Etta jest mistrzynią w posyłaniu przeciągłych spojrzeń w momentach kiedy powinna zaśmiewać się jak siostra. Kupuję kolorowe, jedwabne chusty i pareo na plażę. Jedwab to moja słabość. Lubię czuć prześlizgujący się po szyi, dekolcie i ramionach cieniutki materiał - pomaga trzymać gardę przed niechcianymi spojrzeniami i ochrania przed wiatrem. Mam wrażliwy kark i nie lubię przeciągów. Siostry kłócą się w rogu sklepu o ostatnią plażową sukienkę w kolorze cegły. Wygrywa Iga, która biegnie ze śmiechem do kasy, ścigana ciężkim spojrzeniem Etty. Ta druga zaczyna przebierać w biżuterii z muszelek i wybiera dwie bransoletki - jedną zakłada na nadgarstek prawej ręki a drugą na kostkę lewej nogi. - Dla równowagi - tłumaczy poważnie, a Iga zabija ją śmiechem.

***

Wynajęliśmy we czwórkę samochód i przez cały dzień jeździliśmy wzdłuż wybrzeża. Myślałam, że chłopak będzie chciał prowadzić ale okazało się, że od ośmiu lat nie siedział za kółkiem, więc stery przejęła, jak zwykle ze śmiechem, starsza z sióstr. Poklepała miejsce obok siebie i zawołała go, żeby usiadł z przodu. Zgodził się nader chętnie, chociaż miałam nadzieję, że woli siedzieć ze mną z tyłu. Przełknęłam lekki zawód i w całości oddałam się podziwianiu szybko uciekających krajobrazów na oknem mlecznego Citroena. Klify, bezkres morza i miasta mijane po drodze przeplatały się z plamami zieleni - gęstymi, piniowo - sosnowymi lasami.

Zbliżał

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Flow — czytnik · opowiadania