Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 8 min czytania

Fragment książki "Wrota" mojego autorstw

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Słońce przygrzewało swym promieniem wszelką nieosłonioną materię, podczas, gdy grupa maruderów szukała schronienia w karczmie. Wśród nich można było gołym okiem dostrzec zwykłych obywateli i kilku przyjezdnych krasnoludów z gór Pandok. Pośród ludzi byli też półelfowie, którzy w dużej części pochodzili z tutejszych lasów będąc cenionymi Opiekunami Zieleni. Reszta zaś, nie umiłowała sobie życia między elfami. Owe mieszańce zamieszkałe w tych stronach miały ostre rysy twarzy, na których wbrew pozorom rzadko malowała się złość. Istoty te były spokojne, obcowały z naturą, a ich pradawne mądrości przewyższały każdego mędrca. Ludzie zaś, którym dane mieszkać jest tam, byli wysocy, często dosyć tędzy i czasem grubi, co zależało od stanu ich stanu majątkowego. Ich twarze nie były zorane przez mrozy, jednakże ogorzałe od rażącego ciepła. Wszechobecność gorąca dała swe piętno na pobliskich terenach - w północno-wschodniej stronie kraju były piaszczyste pustkowia, na których drogi nie są strzeżone i zieją śmiercią. Ta właśnie twarda pustynia oddzielała miasto Redstone od Największej Fortecy - Kinath. Chciał, nie chciał, dwia miasta leżały w tym samym kraju, Murdung, skupisku ludzi i ewentualnie półelfów. Murdung miał też inne bogactwa niż gorące tereny. Wypełnione było zielonymi lasami, a także czarnymi puszczami, o których snute były przeróżne opowiastki. Przy granicy wschodniej leżały zbiorowiska bezimiennych wiosek. Za ową granicą, średniej wielkości obszarem władały czystokrwiste elfy, lecz z innej strony granicznej były nieużytki, głównie wrzosowiska, które służyły goblinom za bytowiska.

We wcześniej wspomnianej karczmie panował spory gwar. Jej właścicielem był niejaki Taghor Reliaqvu, który uchodził za głupca, ale napitek i jedzenie miał przednie. Uwielbiał roznosić plotki, niczym wiatr i wznosić podniecenie słuchaczy. Tego południa to robił. - Słyszeliście, że ponoć do naszych lasów przybyły smoki? Dwa czerwone, pewnie ze Starych Puszcz, ale jest jeden czarny, górski Tonph. Uważajcie zacni mężowie, bo wasze panie mogą zostać porwane! Ha-ha! - jego donośny śmiech rozbrzmiewał na całą gospodę - Bzdura - twardym głosem powiedział jakiś półelf - Jestem Opiekunem Zieleni i nie widziałem, póki żyję, smoka i w dodatku w naszych lasach. A o lasach, mości panie dużo wiem, przecież się nimi opiekuję - A może waść półelf ze strachu nie chce uwierzyć? Może nie chcesz dowiedzieć się brutalnej prawdy? - odparł teatralnie gospodarz Opiekun Zieleni najwidoczniej zdziwił się ripostą Taghora i zamilkł. W pomieszczeniu zapanowała cisza. - No cóż, nasz karczmarz lubi naginać nieco fakty, a półelfy wiedzą o lasach więcej niż ktokolwiek inny - rozległ się głos z półmroku Po chwili dało się usłyszeć odgłos kroków. W oświetlone miejsce wszedł pewien mężczyzna. Jego wiek wahał się między trzydziestką, a czterdziestką. Twarz nieznajomego nie była tak ogorzała od słońca jak tutejszych mieszkańców, a oczu nie imała ni noc, ni słońce, zawsze miały diamentowy blask i dziwną pasję, a także coś co nie pasowało do reszty. Na czoło spadała grzywa ciemnobrązowych włosów. Ciało okrywała zbroja płytowa - naramienniki i napierśnik miały na sobie krzyże. Przy pasie wisiała skórzana pochwa, która kryła w sobie miecz. Całość opinał czarny płaszcz podróżny. - Jam jest Penterfin z rodu Vincentów będąc ich wrogiem. Jestem Paladynem, tym, kto dzierży miecz Denghip, wykuty przez Migihontusa, jestem wybawcą Opuno, wojownikiem Czterech Świątyń, mścicielem! Te strony zostaną oczyszczone przeze mnie chyba, że śmierć stanie mi na drodze! W tej chwili, człowiek ten, wyolbrzymiał w oczach wszystkich, stał niczym posąg dumnego króla, jego majestat…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%