Kryminał · 29 min czytania
Francuska przygoda cz.1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Biegł najszybciej jak potrafił. Obok siebie widział jakichś dwóch innych kolesi, którzy również zasuwali, jakby chcieli pobić rekord na setkę. Ich celem była ciężarówka, która stała na chodniku, tuż obok uliczki. Wsiedli w biegu, a kierowca, który znajdował się już w środku odpalił samochód i nacisnął pedał gazu.
- Macie to? - spytał kierowca wyraźnie podniecony. - Tak... - wszyscy zaśmiali się.
Śmiech stawał się coraz głośniejszy.
- Marek, co ci jest? - zapytała z francuskim akcentem. Była Francuzką, lecz jej mąż urodził się i wychował w Polsce. Umiała porozumieć się w ojczystym języku męża. - Znowu to przeżyłem... - obudził się.
Oboje siedzieli w samochodzie. Kobieta zatrzymała auto, popatrzyła na syna.
- Te wizje? - zapytała bojąc się o niego. - Tak, dziś biegł razem z dwoma innymi do... - mówił z przejęciem. - Weź tabletkę na uspokojenie, przejdzie Ci - przerwała mu matka. - Mamo, ja naprawdę mam te wizje, już od dawna - podniósł głos. - Dobrze, synku. Wierzę ci. Ale potrzebny ci odpoczynek - zaproponowała kobieta - Zawiozę cię do domu, a potem sama pojadę do biura podróży. - Mamo, ja nie jestem chory psychicznie – krzyknął - Możemy jechać. I niepotrzebna mi tabletka, wizja już się skończyła. - Dobrze, możemy jechać - zgodził się chłopak.
Kobieta przekręciła kluczyk, skręciła na ulicę i pojechała dalej.
- W sumie to dobrze, że już ci przeszło. Musisz przecież wybrać do którego nadmorskiego hotelu pojedziemy za kilka dni - podsumowała kobieta.
Marek mieszkał we Francji od kilku lat. Wcześniej razem z rodzicami żył w Polsce. Kiedy chłopak skończył gimnazjum, a jego rodziciele znaleźli pracę za granicą, przeprowadzili się. Chłopak na początku nie miał zbyt wielu przyjaciół. Często telefonował do swoich znajomych z Polski, pisał listy. Czasem przyjeżdżał, by odwiedzić swoich dziadków ze strony ojca. Teraz, kiedy skończył się rok szkolny, miał wyjechać razem z rodzicami na południe Francji na parę tygodni. W sierpniu chciał odwiedzić dziadków i starych znajomych. Nie wiedział jednak, czy wyjazd dojdzie do skutku. Tajemnicze wizje nawiedzały go od kilku miesięcy. Najgorsze było to, że nie potrafił przewidzieć, kiedy miały się zacząć. Zdarzały się kilka razy dziennie, czasem częściej, czasem rzadziej. Na początku rodzice chłopaka podchodzili do nich sceptycznie. Tak naprawdę Marek miał wrażenie, że nigdy nie uwierzyli mu w pełni. Bywał wielokrotnie u lekarzy, którzy jednak zgodnie stwierdzali, że owe wizje rodzą się z przemęczenia i stresu. Z czasem Marek pogodził się z tym, zresztą nie miał wyboru. Żywił jedynie nadzieję, że może kiedyś pozna mężczyznę, którego spotyka podczas wizji, bowiem był nim zawsze ten sam człowiek...
Część 22 / 6
XXX
Do zwyczajów liceum nr 52 należało organizowanie co roku specjalnych konkursów na temat różnych europejskich krajów. Należało wykazać się ich dobrą znajomością, a pięcioro osób z najlepszymi wynikami testu wyjeżdżało w nagrodę na wycieczkę za granicę. W tym roku konkurs dotyczył Francji. Na zakończeniu roku szkolnego pani dyrektor w trakcie rozdawania świadectw zaprosiła na środek mężczyznę, przedstawiciela firmy, która sponsorowała konkurs.
- Dzień dobry, nazywam się Michał Wierlicki - przedstawił się mężczyzna - Na początku chciałbym powiedzieć, że cieszę się iż z roku na rok nasz konkurs staje się w całej szkole coraz bardziej popularny. Jest to już jego trzecia edycja. Wzięło w nim udział sto dwanaście osób, czyli o trzydzieści więcej niż w zeszłym roku i o pięćdziesięcioro czworo więcej niż dwa lata temu. Ale tylko pięcioro tych, którym poszło najlepiej pojedzie na wycieczkę do Francji w pierwszej połowie lipca. Pozwolę sobie teraz przeczytać nazwiska tych osób i zaprosić je do nas na środek.
Mężczyzna otworzył swoją teczkę.
- Te pięć osób to Magdalena Grzywocz, Anna Kiempińska, Aleks Kilski, Tomasz Marzec oraz Piotr Witczak.
Pierwsze cztery nazwiska wywołały brawa, natomiast ostatnie podejrzane komentarze i tylko nieliczne brawa. Gdy wszyscy wyszli na środek, mężczyzna kończył przemowę.
- Chciałbym jeszcze zauważyć, że Piotr Witczak już po raz drugi będzie jechał na wycieczkę. W zeszłym roku pojechał z nami do Włoch - dodał na koniec mężczyzna.
Ja i Magda wracałyśmy ze szkoły. Magda, blondynka z dwoma kucykami, dosyć niska jak na siedemnaście lat stanowiła obiekt uczuć chłopaków. Ja wprost przeciwnie nie byłam atrakcyjna. Miałam brązowe i rozpuszczone, czasem potargane włosy. Nosiłam niebieskie okularki, które nieco spadały mi z nosa. Niezbyt dużo ważyłam, nie byłam wysoka. Nie lubiłam o sobie mówić. Wolałam, żeby zdanie na mój temat wyrabiały sobie osoby, które mnie poznawały. Byłyśmy przyjaciółkami już od kilku lat. Poznałyśmy się w gimnazjum, chodziłyśmy do tej samej klasy. Szybko znalazłyśmy wspólny język, jakbyśmy znały się od dziecka. Czas gimnazjum szybko minął, a my razem z Magdą przeżyłyśmy przez te trzy lata wiele niezapomnianych chwil. Poszłyśmy do tego samego liceum, a los chciał, że ponownie trafiłyśmy do tej samej klasy. Nigdy nie miałam chłopaka, najwyżej kolegów, niektórych lepszych, inni byli bardziej znajomymi z osiedla albo ze szkoły. Bardzo chciałam go mieć, ale na wszystko miała przyjść pora. Uczyłam się dobrze, miałam zdolność do nauki języków obcych. Najbardziej lubiłam francuski, którego nauka przychodziła mi z dużą łatwością. Uwielbiałam czytać kryminały i oglądać różne bardzo ciekawe filmy kryminalne. Często zdarzało mi się, że już na samym początku filmu, czy książki wiedziałam, kto był przestępcą. Moja przyjaciółka pasjonowała się modą. Uwielbiała dobrze się ubierać, a chodzenie po sklepach sprawiało jej niesamowitą frajdę. Ja przykładałam do wyglądu, jak i do ubioru dużo mniejszą wagę. Magda także dobrze się uczyła, ale to ja byłam najlepsza z francuskiego. Miała chłopaka, raczej faceta, jak sama mówiła. Poznali się parę lat temu, a od prawie roku stanowili parę. Tyle, że jej wybranek, Michał mieszkał w Łodzi. Nie widywali się zbyt często, ale chłopak dosyć często przyjeżdżał do niej w odwiedziny. W Warszawie mieszkała także jego babcia, która uwielbiała go gościć.
- Fajnie, że jedziemy. To już w przyszłym tygodniu - zauważyłam. - I to aż czternaście dni. A widziałaś to miejsce na ulotce. Nadmorski hotel, piękna plaża - zachwycała się wyjazdem i jego urokiem Magda. - Szkoda, że Stawiński odszedł na emeryturę - posmutniałam. - No, fajny był z niego nauczyciel - zaznaczyła z lekkim przesadą - A jeśli chodzi o matematyków, to jest to rzadkość.
Część 33 / 6
XXX
- Gdzie on jest?!! Miał być tu dwadzieścia minut temu... - Piotrek nerwowo chodził w tą i z powrotem.
Chłopak był narkomanem. Od kilku miesięcy, od kiedy poznał swoje „towarzystwo”, bardzo rzadko bywał w domu. Najczęsciej przebywał na murku, gdzie też razem ze swoją brygadą ćpali i palili papierosy. Z czasem został także wrobiony w dilerowanie. Na początku sprzedawał mało, z czasem coraz więcej. Nie miał dziewczyny. Ubierał się modnie, był wysoki, szczupły, miał krótkie, jasne włosy. Parę miesięcy temu rzuciła go Klaudia, dziewczyna, z którą był związany zaledwie od paru tygodni, ale był w niej bardzo zakochany. Rozstali się przez narkotyki. Kiedy tylko dziewczyna dowiedziała się o jego nowej rozrywce, zostawiła go. Chłopak nie mógł się z tym pogodzić, ale życie toczyło się dalej, a on nie narzekał na brak towarzystwa i dobrej zabawy. To ten wolny czas i swoboda stanowiła dla niego nowy priorytet. Stara, brudna, w części połamana ławka w osiedlowym parku stanowiła najczęściej „miejsce handlu” okolicznych „łobuziaków”. Chłopak zobaczył z oddali idącego szybkim krokiem, poddenerwowanego gościa w kapturze.
- Nareszcie jest... - trochę uspokoił się młodzieniec.
Chwilę później gość w kapturze doszedł do ławki, podał rękę na przywitanie Piotrkowi i usiadł obok kumpla.
- Elo. Masz towar? - zapytał chłopak. - Jasne, że mam. Jakbym nie miał, to bym nie przyszedł - zażartował diler. - Spóźniłeś się, więc miałem wątpliwości - wyjaśnił chłopak. - Mam, mam, spoks. A ty masz kesz? - zapytał. - Luzik, mam. Pięć dych, tak jak ostatnio? - upewnił się. - Tak.... - Jeszcze raz wielkie dzięki. Sam handluję, przecież wiesz - wyjaśniał chłopak - Ale ostatnio słabo u nich z towarem...
Nastąpiła wymiana pieniędzy na towar pomiędzy dwoma młodzieńcami. Obaj wstali, przybili sobie piątkę na pożegnanie i odeszli.
XXX
Byłam ogromnie zadowolona, że wyjechaliśmy. Uwielbiałam podróże, zwłaszcza w ciekawe miejsca. Miałam nadzieję, że tym razem wydarzy się coś niezwykłego. Jechaliśmy już od pięciu godzin. Wszyscy pięcioro razem z naszym wychowawcą- panem Jackiem znajdowaliśmy się w minibusie. Naszym celem była Francja, a dokładniej nadmorski hotel „Le jardin d’eau”. Magda słuchała muzyki, ja czytałam książkę- oczywiście kryminał. Aleks i Tomek sms-owali, natomiast Piotrek próbował zasnąć. W końcu zatrzymano się na postoju.
Część 44 / 6
- Kto to jest ten Piotrek? - zapytałam Magdę będąc ogromnie ciekawa. - Nie wiem, może Aleks z Tomkiem będą wiedzieli. A co cię to tak ciekawi?
Obie podeszłyśmy do wspomnianych chłopaków, którzy usiedli na ławce.
- I jak tam podróż?- zapytał Tomek. -Spoko, mam nadzieję, że szybko dojedziemy- odpowiedziała Magda – Jeszcze dziś chciałabym popływać. - Nie orientujecie się, kim jest tamten chłopak? - zadałam w końcu pytanie. - To Piotrek. Chodziłem z nim do gimnazjum do jednej klasy. Wtedy dobrze się uczył, był nawet fajny. Ale ostatnio strasznie się zmienił. Trochę dziwne, że pojechał razem z nami - zauważył Aleks. - Rzeczywiście - zmarszczyłam brwi.
XXX
Dojechaliśmy. Od razu po wypakowaniu toreb i rozgoszczeniu się w pokojach oraz zjedzeniu obiadu wszyscy udaliśmy się do świetlicy. Ja i Magda trafiłyśmy do dwuosobowego pokoju, pozostali do trzyosobowego. Wszyscy usiedliśmy w sali, telewizor był włączony. Właśnie były nadawane wiadomości. Wszyscy z ciekawością patrzyliśmy na francuski dziennik.
- Z tego co zrozumiałam, to ukradli wszystkie meble i kosztowności z jakiegoś mieszkania... - powiedziałam. - No mniej więcej. Ich wartość sięgała dwudziestu tysięcy euro - zdziwiła się Magda. - To kupa szmalu... - przerwał mi pan Jacek, który wszedł do świetlicy.
Po chwili wszyscy udaliśmy się na plażę. Mieliśmy tam przebywać przez parę godzin. Magda zaczęła się opalać, Aleks z Tomkiem pobiegli popływać, a Piotrek gdzieś zniknął.
- Idziesz do wody? - zaproponowałam przyjaciółce. Uwielbiałam pływać, sprawiało mi to ogromną frajdę. - Chcę trochę poleżeć, jest tak gorąco - powiedziała wyraźnie zadowolona z tego stanu rzeczy Magda. - Ok, to na razie - powiedziałam, po czym z chęcią poszłam do wody.
Aleksa i Tomka nigdzie nie było. Widocznie odpłynęli gdzieś dalej. Zaczęłam nurkować, co jakiś czas odpływałam kawałek dalej. Nagle zobaczyłam jakiegoś chłopaka, który zaczął się topić. Nie krzyczał jednak, nikt więcej go nie widział. Podpłynęłam do niego, wyciągnęłam, a po chwili chłopak zaczął normalnie iść. Oboje wyszliśmy z wody. Czarnowłosy młodzieniec usiadł na piasku.
Część 55 / 6
- Dziękuje ci za pomoc, nie wiem co się ze mną działo - odezwał się swoim grubym głosem. - Nie ma sprawy, to nic takiego - skromność była jedną z moich głównych cech. - Po prostu się zamyśliłem – wyjaśnił. - Nad czym? – zapytałam, jak zwykle z ciekawości. - Nad niczym. Może przejdziemy się kawałek? - zaproponował nowopoznany kolega. - Spoko – zgodziłam się.
Zaczęliśmy iść, rozmawialiśmy.
- Nawet nie wiem jak masz na imię- zauważył chłopak. - Jestem Ania – odpowiedziałam wyciągając rękę. - Ja Marek. Miło mi cię poznać – powiedział uśmiechając się. - Przyjechałeś tu na wakacje? – zadałam kolejne pytanie. - Tak, razem z rodzicami. Będziemy tu przez trzy tygodnie. A ty? – on również był ciekawy. - Ja przyjechałam tutaj z paroma osobami z mojej szkoły. Wygrałam szkolny konkurs. Mieszkam w „Le jardin d’eau” – odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy. - Ja też, od paru dni. Wcześniej cię tu nie widziałem – zauważył. - Przyjechaliśmy dopiero dzisiaj – wyjaśniłam.
Nagle młodzieniec stanął w miejscu, złapał się za głowę.
- Co ci jest, Marek? - przestraszyłam się.
Po chwili chłopak oprzytomniał.
- Przepraszam, znowu to miałem - powiedział ze spokojem. - Ale co? Jakiś ból głowy? - zaciekawiłam się. - Nie, to nic takiego. Muszę już iść. Spotkamy się jeszcze na pewno. Do zobaczenia - pożegnał się Marek. - Pa, na razie – odpowiedziałam.
Zaczęłam wracać w miejsce, gdzie wcześniej opalała się moja przyjaciółka. Po drodze rozmyślałam nad dziwnym chłopakiem z potwornym bólem głowy. Mieszka w tym samym hotelu, więc na pewno się jeszcze spotkamy. Nieoczekiwanie zobaczył mnie Piotrek, który szedł obok mnie.
Część 66 / 6
- Cześć - przywitał się. - O, cześć, co tutaj robisz? – zapytałam. - Ja wracam z miasta, poszedłem się czegoś napić. Ale nie mają tu niczego dobrego. A ty? – był ciekawy. - Pływałam i jakiś chłopak zaczął się topić. Potem przeszliśmy się kawałek... – opowiedziałam. - No to nieźle, jak będzie tak nudno przez cały wyjazd - zaczął marudzić Piotrek. - A ty byś chciał, żeby tutaj jakieś ufo wylądowało? - zażartowałam. - To mogłoby być śmieszne. Ale chodzi mi o przynajmniej jakąś dyskotekę. Lubię się pobawić – stwierdził. - W sumie to nie taki zły pomysł. Można się zapytać pana Jacka, może będziemy mogli pójść... – powiedziałam z przejęciem. - Możesz się zapytać - chłopak zwalił na mnie obowiązek. - To żaden problem – wyszłam z tego cało.
W końcu doszliśmy do pozostałych. Magda zbierała swoje rzeczy, Aleks i Tomek odbijali piłkę do siatkówki między sobą.
- Gracie z nami?- zapytał Tomek. - Ja nie mam ochoty – powiedziałam - Zresztą chyba zaraz idziemy na kolację. - Też racja – stwierdził.
Piotrek zostawił nas wszystkich i szybkim krokiem poszedł do hotelu. Ja podeszłam do Magdy.
- Dzięki, że spakowałaś moje rzeczy - uśmiechnęłam się do koleżanki. - Widzę, że poznałaś lepiej tego Piotrka - zaznaczyła Magda. - Spotkałam go jak wracałam. Chwilę rozmawialiśmy – wyjaśniłam- Wcześniej gadałam z jakimś chłopakiem. Miał dziwne bóle głowy. Też mieszka w naszym hotelu.
Obie wróciłyśmy do swojego pokoju, niedługo potem była kolacja.
XXX
Wieczorem, wedle pomysłu Piotrka wszyscy udaliśmy się do najbliższego klubu, w którym odbywała się dyskoteka. Magda założyła krótką dżinsową spódniczkę i bluzkę na ramiączka, ja natomiast…