Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 36 min czytania

Francuska przygoda cz.2 "Kuzyn"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

CZĘŚĆ 2:

Dwa miesiące później.

Siedziałam w swoim pokoju i czytałam kolejną, niesamowitą część „Kryminalnych zagadek”. To naprawdę bardzo interesująca książka. Wprost nie mogłam się od niej oderwać. Wakacje skończyły się szybko, zdecydowanie za szybko. W sierpniu wyjechałam na wieś do mojej cioci, ale ten wyjazd nie przysporzył mi tak dużo wrażeń, jak nasza wycieczka do Francji. I znowu rozpoczął się rok szkolny, to już druga klasa. Za rok matura. Poza nauczycielem od matematyki, który jest także naszym nowym wychowawcą, nic więcej się nie zmieniło. Magda spędziła parę ostatnich tygodni razem ze swoim chłopakiem, Michałem. Czasem wybierałam się z nim do kina, do parku, ale głównie spotykali się sami i korzystali ze wspólnych chwil.

-Aniu, masz gościa!- dobiegł głos mojej mamy.

Wstałam, a do pokoju weszła moja najbliższa koleżanka- Magda.

-Cześć. -No, cześć. Dobrze że jesteś.- powiedziałam z lekką niechęcią odkładając książkę na biurko.- Usiądź- wskazałam na łóżko. -Dzięki.- powiedziała Magda siadając. -Dobrze, że przyszłaś. -No, wysłałaś mi sms-a, no to jestem. Coś się stało?- zapytała lekko zaniepokojona Magda. -Chodzi o Piotrka.- wyjaśniłam. -Domyśliłam się tego. -Nie wiem, czy potrafię mu zaufać. Pamiętasz? Jeszcze we Francji obiecał mi, że raz na zawsze skończy z dragami...

Zamyśliłam się. Doskonale pamiętałam to, co wydarzyło się ponad dwa miesiące temu. Piotrek od razu mi się spodobał. Nie domyślałam się, że ktoś taki jak on nawet na mnie spojrzy. A jednak... Był bardzo tajemniczy, a mnie to przeszkadzało. A później te narkotyki. Potem, co prawda z nim rozmawiałam i miałam nadzieję, że z tym skończy, ale jak zwykle byłam zbyt łatwowierna. Po powrocie z Francji spotkaliśmy się parę razy, ale głównie rozmawialiśmy. Chciałam czegoś więcej, on był taki uroczy, ale nie mogłam być z kimś, kto bierze narkotyki. Mam swoje zasady.

-Przecież podobno raz na zawsze to rzucił.- moja koleżanka wyrwała mnie z transu. -W zeszłym tygodniu znowu go przyłapałam na braniu. Zarzekał się, że to już naprawdę ostatni raz.- opowiadałam koleżance z lekką ironią.- Nie wiem, czy chcę się z nim związać.- byłam zawiedziona, nie mogłam zgodzić się, żeby moim chłopakiem był narkoman. -Według mnie powinnaś dać mu jeszcze jedną, ostatnią szansę.- przekonywała mnie Magda. -Na serio? Nie uważasz że już nadużył mojego zaufania?- nie dawałam się przekonać. -Z jednej strony tak, ale z drugiej... -Z drugiej co? -Co dokładnie do niego czujesz? -Nie wiem, podoba mi się, może nawet coś więcej, ale boję się mu zaufać.- to pytanie wzbudziło we mnie dużo refleksji. Chciałabym z nim być, ale nie mogę. Po prostu nie mogę. -A on do ciebie coś czuje? -Mówi mi, że też mu się podobam, ale nie próbuje zdobyć mojego zaufania...- byłam twarda jeśli chodzi o moje zasady. -Zaufaj mu, ostatni raz...- tymi słowami nie do końca mnie przekonała.

XXX

-Ile płacę?- zapytała kobieta. -27, 70 zł. -Proszę. -Dziękuje, do widzenia. -Do widzenia.

Mój wujek- Marek pracował w małym sklepie spożywczym prawie od jego powstania. Wszystko można było w nim kupić, a ludzie lubili bardzo przychodzić. Wujek znalazł tę pracę zupełnie przez przypadek. Przeglądał gazetę, aż nagle znalazł ogłoszenie napisane małym druczkiem. Postanowił zadzwonić i o dziwo został przyjęty. Z czasem jego szef, z którym się zaprzyjaźnił, Witek zaproponował mu żeby odkupił od niego część udziałów. Po paru tygodniach doszło do transakcji, i tym samym Marek stał się współwłaścicielem. Mieszkał niedaleko sklepu. Był samotny. Parę lat temu rozstał się ze swoją kobietą. Twierdziła, że był zbyt małostkowy. Pokłócili się, dopiero później okazało się, że znalazła sobie nowego mężczyznę. Od tamtej pory mój wujek nie był z żadną kobietą w stałym związku. Stworzył jednak swój dom, swoją własną „twierdzę”. Radził sobie z życiem, nie miał większych problemów. Jego przyjaciele, z którymi często się spotykał, stanowili dla niego odskocznię od codzienności.

-Co podać?- zwrócił się do kolejnego klienta. -Ręce do góry- mężczyzna wyciągnął pistolet i skierował go w stronę mojego wujka.- Dawaj pieniądze. Szybko. Wszyscy, wynocha ze sklepu!!

Drugi facet stojący dalej otworzył drzwi i pokazał, aby wszyscy wybiegli. Obaj byli w maskach. Mój wujek zaczął pakować pieniądze do torby, którą dostał od gościa w masce. Chwilę później Marek i bandyci usłyszeli coraz dokładniejszy sygnał policyjnej syreny.

-Dawaj kasę szybko i mów gdzie tu jest drugie wyjście!- krzyczał facet cały czas mając lufę pistoletu skierowaną w stronę Marka. -Tam- wskazał palcem na zaplecze. -Dawaj tą kasę!

Marek podał ostrożnie i powoli torbę z pieniędzmi na drugą stronę blatu. Jego ręka tak drgała, że upuścił ją. Banknoty rozleciały się po podłodze. Facet impulsywnie strzelił w półkę, która znajdowała się nad Markiem. Półka rozwaliła się, a stojące na niej kilka puszek upadło na głowę sprzedawcy wskutek czego upadł na podłogę. Obaj faceci zebrali jak najwięcej kasy z podłogi, po czym pobiegli na zaplecze i uciekli ze sklepu. Policjanci wbiegli do sklepu. Jeden z dwóch, którzy zjawili się na miejscu podbiegł do sprzedawcy leżącego za blatem, a drugi czym prędzej skierował się na zaplecze widząc kątem oka, że dwaj faceci tam pobiegli. Wybiegł przed sklep wyjściem bocznym, ale nie zobaczył tam już bandytów.

XXX

Odprowadziłam Magdę do wyjścia, po czym wróciłam do pokoju. Cały czas zastanawiałam się nad rozmową z przyjaciółką. Może rzeczywiście miała rację. Może powinnam mu tym razem zaufać. Uwierzyć mu, że z tym skończy. Nagle zadzwonił telefon.

-Ja odbiorę- odezwała się mama Ani. -Tak... to ja... w szpitalu?... napad na sklep?... W bielańskim, dobrze zaraz tam będę.- rozmawiała przez telefon moja mama. -Coś się stało? -Tak mój brat... to znaczy wujek Marek jest w szpitalu... jacyś bandyci napadli na sklep w którym pracuje. -O Boże coś się mu stało?- byłam ogromnie przestraszona. -Nic poważnego, ale pojadę tam. -Jadę z tobą.- praktycznie już zdecydowałam za matkę. -Nie, zostań w domu, jest już późno. -Oj, mamo. -No dobrze. Jedźmy.

XXX

Niecałe pół godziny później razem z mamą zjawiłyśmy się w szpitalu. Przed salą rozmawiałyśmy z lekarzem.

-To nic poważnego. Puszki, które spadły z półki wywołały lekki uraz głowy. Pacjent powinien teraz odpocząć w domu przez jakiś czas.- powiedział lekarz. -Możemy się z nim zobaczyć?- zapytała moja mama. -Oczywiście.- potwierdził lekarz.

Razem z matką weszłyśmy do sali. Mój wujek leżał w łóżku, wyglądał na zmęczonego.

-Witajcie.- przywitał się Marek. -Cześć wujku, jak się czujesz?- zapytałam go od razu. -Dobrze, jutro rano wychodzę do domu. Wziąłem już nawet dwutygodniowy urlop. Poodpoczywam trochę w domu, dojdę do siebie.- odpowiedział ze stoickim spokojem mój wujek. -No to dobrze, Marku- powiedziała moja mama. -Tylko jeszcze jutro rano muszę iść na komisariat. -Rozpoznać tych ludzi co napadli na sklep?- zapytałam będąc pewna, że właśnie o to chodziło. Znałam większość procedur policyjnych jak własną kieszeń. Wszystko dzięki książkom. -Tak, podobno złapali jakichś kilka ulic dalej, ale nie wiadomo czy to ci sami. Muszę pomóc w rozpoznaniu.

XXX

Nazajutrz ja i moja mama odprowadziłyśmy wujka do domu. Otworzyłyśmy drzwi. Wujek mieszkał na parterze w bloku niedaleko sklepiku. Marek usiadł na łóżku.

-Może chcesz się czegoś napić wujku?- spytałam. -Nie, dziękuje. Poradzę już sobie. Ogromnie dziękuje za pomoc w przywiezieniu na komisariat, a teraz do domu.- uśmiechnął się wujek. -Czyli nic ci już nie potrzeba?- upewniła się matka Ani. -Nie, wracajcie do domu. Ja sobie tu poradzę. -Ok., no to do zobaczenia. Jakbyś czegoś potrzebował to dzwoń. -Dobrze, na razie.

XXX

Tymczasem dwaj faceci, którzy napadli na sklepik zostali rozpoznani przez wujka Ani- Marka. Siedzieli teraz w celi. Rozprawa miała się odbyć za tydzień. Do ich celi wszedł adwokat.

-Witamy pana.- zaśmiali się bandyci -Dzień dobry.- odpowiedział adwokat. -Spotykamy się po raz kolejny. -Dokładnie. -To prawda. I wymyślił już pan coś w naszej sprawie? Zawsze wymyśla pan jakiś wkrętak że na sali wszyscy robią duże oczy. -Ha ha...- na twarzy mężczyzny pojawił się szyderczy uśmiech.- Myślałem już nad tym, nie mam jeszcze pomysłu, ale lada moment coś wymyślę, muszę tylko zrobić parę rzeczy...

XXX

Piotrek spotkał się po szkole w umówionym miejscu z kolegą.

-Siema, jak leci?- spytał Piotrek. -Wporzo, a u ciebie?- odpowiedział Przemek. -Też spoksik. -A z Anią? -Nie najlepiej, ale mam zamiar zaprosić ją do kina. -Aha, rozumiem. Chcesz coś specjalnego na tą okazję? -Sam nie wiem, obiecałem jej, że z tym skończę.- skrzywił się chłopak. -Oj tam, Piter, wrzuć na luz, przecież ona się o niczym nie dowie.- zaczął przekonywać kolegę. -No, dobra, ale ostatni raz. -No- to rozumiem.- poklepał Piotrka po ramieniu. -Ale ostatni raz, pamiętaj- chłopak ostrzegł Przemka. -No to chodźmy- Piotrek skierował się w stronę parku. -Nie, w tamtą mańkę- chłopak wskazał przeciwną stronę. -No co ty, park jest tam! -Nie, tam ostatnio kręcą się psy, ustawiłem się z moim dilerem do tego starego magazynu przy kinie. -No dobra.

Chwilę później dotarli na miejsce. -Nikt nie idzie? -Nie. -No to come on.

Koleś przeszedł przez dziurę w płocie do środka, Piotrek tuż za nim. Szli cicho i powoli. W końcu weszli do opuszczonej fabryki. Facet czekał już na miejscu i palił papierosa.

-Myślałem że się rozmyśliłeś- koleś zwrócił się podając rękę koledze Piotrkowi. -Nie, ale w związku z małym spóźnieniem przyprowadziłem klienta. -Siemanko.- Koleś przywitał się z Piotrkiem. -Witam. -No to jazda, macie towar?- rozpoczął wymianę Przemek. -No jasne.-odpowiedział diler. -Dla mnie pięć sztuk- mówił kolega Piotrka- a dla niego- wskazał na Pitera- te specjalne. -Ok.

Nastąpiła wymiana.

-No dobra, to nara. -Bądźcie za trzy dni tu o tej samej porze, nara- zwrócił się kolega Piotrka do facetów. -Ok., spadamy.

Piotrek z kumplem opuścili fabrykę, faceci wyszli z drugiej strony.

XXX

Adwokat zjawił się w bloku, w którym mieszkał Marek. Pochodził chwilę po klatce, a kiedy stwierdził, że nikogo nie ma, małym nożykiem otworzył skrzynkę pocztową nr 2, czyli skrzynkę mojego wujka. Wśród poczty widział same rachunki, ale jego uwagę zwróciła pocztówka z pozdrowieniami od cioci Marka- Teofili.

-Hmmm... Mam pewien, doskonały pomysł...- powiedział po cichu, po czym wyjął długopis.

Nieco później adwokat włożył do skrzynki wszystkie rachunki i pocztówkę.

XXX

Wujek Marek siedział w domu. Wyszedł na chwilę wziąć pocztę. Obejrzał swoją dzisiejszą korespondencję. Jego uwagę zwróciła wyróżniająca się wśród rachunków pocztówka.

-O, ciekawe kto to napisał- powiedział do siebie uśmiechając się.

Marek zamknął skrzynkę i wrócił do mieszkania. Nie zauważył nawet jak tuż po nim zbiegł z pierwszego piętra jakiś koleś w kapturze. Wychodząc z klatki zerknął na skrzynkę pocztową, a najdokładniej na skrzynkę nr2.

-Wziął wszystko...- powiedział po cichu.- Bardzo dobrze.

Marek po powrocie do mieszkania odłożył rachunki i wziął się za obejrzenie pocztówki.

„Witaj Marku. Mój wnuk Janko chciał zobaczyć miasto. To będzie jego pierwsza podróż do stolicy. Posłałam go do ciebie. Już nieraz mnie zapraszałeś, a że wiek już nie ten, to zamiast mnie wysłałam Janka. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. Serdeczne pozdrowienia i całusy. Ciotka Teofila”- brzmiała treść kartki pocztowej.

-No ładnie, akurat teraz kiedy mam proces na głowie będę robił za przewodnika.- lekko niezadowolony zabrał się do oglądania telewizji.

Po około dziesięciu minutach usłyszał dzwonek do drzwi. Wstał, aby otworzyć. W drzwiach ujrzał młodego około dwudziestu lat, dosyć wysokiego blondyna z koszykiem pełnym owoców w ręku.

-Wujek Marek?- usłyszał dosyć niepewny głos. -To ja, ale... -Witaj wujku- na jego twarzy pojawił się ogromny uśmiech ukazując jego niezbyt białe zęby.- To ja, Janko. Jestem prawnukiem siostry matki brata stryjecznego twojej ciotki Teofili. -Aaa- ogromnie zdziwił się Marek.- Witaj, wejdź. Jesteś tak szybko... Spodziewałem się ciebie trochę później. -Pociąg do stolicy jechał w nocy. A stamtąd przyjechałem tasówką. -Taksówką- poprawił kuzyna Marek. -A tak, tak. Taksówką. Inaczej bym nie trafił. Nie znam miasta, nigdy tu wcześniej nie przyjeżdżałem, chyba wiesz. A, właśnie, pojedziemy zobaczyć jakieś zabytki albo gdzieś indziej? Tak bardzo chciałbym tu wszystko zobaczyć. -Jakby to powiedzieć, jestem trochę chory, lekarz zalecił mi odpoczynek. Może pojedziemy za kilka dni. -Oczywiście, jak sobie wujku życzysz. Jak mawia dziadek Anatol- Grunt to zdrowie, każdy chłop ci to powie. -Ale jeśli tak bardzo chcesz... -Nie ma takiej potrzeby. Połóż się, widzę że leżałeś tu na kanapie i oglądałeś... telewizję. Wow, jaki super telewizor, kolorowy i jaki duży. -Właśnie miałem kupować nowy, ale nieważne.- powiedział Marek siadając na kanapie. -Chcesz coś zjeść? Przywiozłem owoce.- mówił podnosząc koszyk do góry. -Chętnie, zaraz zrobię nam jakąś przekąskę. -Nie ma mowy, ja się wszystkim zajmę. Kuchnia jest tam?- wskazał palcem. -Tam po prawej. -Dobrze.

Chwilę później kuzyn mojego wujka wrócił do pokoju z paroma talerzami.

-Proszę, gotowe. -O, dziękuje ci bardzo. -Jedz i na zdrowie, bo jak mawia dziadek Anatol- Polak zły, gdy ma pusty brzuch. -Dobrze!- lekko zaśmiał się wujek Marek.

Nagle zadzwonił telefon.

-Odbierzesz?- zapytał kuzyna. -Trochę się... wstydzę- Janko zrobił się czerwony. -No dobrze, odbiorę- to żaden problem.

Marek wstał i podszedł do telefonu.

-Halo. A, witaj.... Radzę sobie dobrze... Przyjechał do mnie Janko, nasz kuzyn, daleki kuzyn... Pomaga mi... Naprawdę nic mi nie potrzeba... Pa.- odłożył słuchawkę Marek. -To dzwoniła moja siostra, ciocia Kasia.- powiedział mój wujek. -Aha, ale jedz bo herbata ci wystygnie a jak mawia dziadek Anatol- Zimna herbata to w brzuchu łopata.-odpowiedział Janko. -Ha ha, dobrze, już jem.- usiadł na kanapie. -A wujku, ten czajnik to też jakiś nowej generacji. -Bezprzewodowy. -Aha, czego to już nie wymyślą!

XXX

Tymczasem ja siedziałam w domu. Odrabiała matematykę, która od zawsze przysparzała mi dużo problemów. Nienawidziłam tego przedmiotu. Nagle usłyszałam dźwięk mojej komórki.

-Cześć, tu Piotrek- rozpoczął rozmowę chłopak. -Witaj. -Mam propozycję, może wybierzemy się do kina?- zapytał mnie. -Nie wiem, mam dużo nauki. -Nawet w weekend nie znajdziesz dla mnie trochę czasu?- przekonywał mnie. -Może znajdę, a na co. -Myślałem o „Ja wam pokażę.”. Słyszałem, że to bardzo fajny film. -Ok., mam trochę czasu w piątek, po szkole.- w końcu się zgodziłam. Może będę tego żałowała, ale trudno. Raz się żyje.

XXX

Tymczasem wieczorem wujek Marek i jego miły kuzyn Janko jedli kolację.

-A gdzie ty Janko będziesz spał?- zastanawiał się Marek -Gdziekolwiek.- machnął ręką Janko. -Oj, musisz się wyspać. Odstąpię ci moje łóżko. -Nie, wujku, ty musisz odpoczywać. Ja będę spał na tym łóżku przed telewizorem. -Na kanapie? -No tak. -Dobrze, zaraz przyniosę ci pościel. -Nie, ja sam pójdę i sobie pościelę. Bo jak mawia... -Kolejne powiedzonko dziadka Anatola?- przerwał Jankowi Marek. -Nie, tym razem chciałem powiedzieć- bo jak mawiają gospodynie, jak się pościelisz tak się wyśpisz.- dokończył chłopak. -Ha ha, dobrze, zaraz ci powiem gdzie trzymam pościel.

XXX

I tak nazajutrz Marka obudziła woń zapachów dobiegających z kuchni. Do sypialni wszedł Janko.

-O, wujku, już nie śpisz. To dobrze, chodź na śniadanie, upiekłem ciasteczka. Jest też gorące mleko i biszkopty z miodem.- odezwał się Janko. -Rozpieszczasz mnie.- odpowiedział Marek. -Oj, wujku, sam dziadek Anatol mawia- Najważniejsze to zostawić po sobie dobre wspomnienia. -Ha ha. Już wstaję.- zaśmiał się wujek Marek.

XXX

Nieco później Janko zajął się przygotowywaniem obiadu. Trochę później chłopak poszedł rozwiesić pranie, które wcześniej zrobił. Marek poszedł za nim do ogródka. Było jeszcze dosyć ciepło, a w ogródku był zawieszony sznurek. Janko zaczął rozwieszać ubrania.

-Może ci pomogę?- odezwał się Marek. -Oj, wujku. Poradzę sobie. Jak mawia dziadek Anatol... -O jejku, kolejne powiedzonko- powiedział „pod nosem” Marek. -...najdrobniejsze sprawy mają czasem w sercu drugiej osoby ogromne wymiary. -Zgadza się.- skomentował wujek Janka.

Nagle po zawieszeniu kolejnego ubrania, w jednym miejscu sznurek przeciążył się. Janko podbiegł i w miejscu, gdzie się zerwał zrobił supeł.

-I już po kłopocie. Koniec wieszania prania, wracajmy do domu.- zarządził Janko.

XXX

Nieco później.

-Wiesz co, wujku- dobiegł głos Janka z kuchni. -O co chodzi?- zapytał Marek. -Skończyły się marchewki i herbata, potrzebne jest też mi masło.-zaczął wyliczać chłopak. -Żaden problem, pójdę do sklepu... -Nie ma mowy wujku, ty musisz odpoczywać. Powiedz, gdzie jest najbliższy sklepik, a ja pójdę.- zadecydował Janko. -Więc posłuchaj...

XXX

Kilka minut później zabrzmiał dzwonek do drzwi. Marek wstał i poszedł otworzyć drzwi.

-O, Ania. Witaj.- uśmiechnął się wujek. -Witaj wujku, i jak się czujesz?- zapytałam. -Coraz lepiej, wejdź.- zaprosił siostrzenicę wujek.

Weszłam do środka.

-A gdzie twój kuzyn?- zdziwiłam się. Usłyszałam o nim od mamy. Chciałam go poznać, nigdy do tej pory go nie widziałam. -Wysłałem go na chwilę do sklepu, zaraz wróci. Jak poczekasz chwilę, to go poznasz. -Oj, ja się spieszę, jestem umówiona z Magdą. Przyszłam tylko zostawić ci trochę ciasta, mama upiekła i trochę nam zostało. -O, dziękuje. Ale Janko, to znaczy mój kuzyn cały czas gotuje mi i piecze różne ciasta. -Oj, weź. -No, dobrze, jeszcze raz dziękuje. -No to idę, pa.

XXX

I tak w końcu po paru dniach, gdy Janko opiekował się Markiem, nadszedł dzień procesu.

-Dziś po południu muszę iść do sądu.- powiedział brat mojej mamy. -Jejku, co się stało?- zdziwił się chłopak.

Marek opowiedział w skrócie historię Jankowi.

-Ojej, jakiego mam dzielnego wujka. Będę miał co opowiadać rodzeństwu.- zachwycał się młodzieniec. -Ha ha. Ale wiesz co- proces dopiero za kilka godzin. Zdążymy pojechać zobaczyć miasto. Jestem ci to winien za taką świetną opiekę.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Francuska przygoda cz.2 "Kuzyn" — czytnik · opowiadania