Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 30 min czytania

Francuska przygoda cz.4- Areszt

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W części 1: Ania, Magda, Aleks, Tomek i Piotrek jadą do Francji po zwycięstwie w szkolnym konkursie. Ania (narratorka) poznaje tam Marka, chłopaka, pochodzącego z Polski, którego dręczą różne wizje. Piotrek okazuje się być narkomanem, który wcześniej pomagał cierpiącym na chorobę Downa w domu dziecka. To on jest bohaterem, gdy Ania, Magda i Marek docierają do pomieszczenia, które Marek widział podczas wizji. Przestępcy, złodzieje mebli zostają schwytani, a Marek trafia do szpitala.

W części 2: Mijają dwa miesiące. Ania i Piotrek próbują się spotykać, ale dziewczyna wciąż nie wierzy, że chłopak, tak jak jej obiecał, skończył z dragami. Na sklep jej wujka napadają bandyci. W oczekiwaniu na rozprawę, wujka Marka odwiedza tajemniczy kuzyn ze wsi. Gdy nagle znika, adwokat wmawia wujkowi Ani chorobę, a bandyci zostają wypuszczeni. Ania znajduje jednak dowód na istnienie Janka i wspólnie z Magdą trafiają na trop bandytów i kuzyna, którzy okazują się być handlarzami narkotyków. Podczas ostatecznej akcji, narkotykowego dilu Ania dostrzega Piotrka i nie potrafi już mu zaufać.

W części 3: Magda, koleżanka Ani ma kłopoty w domu. Jej rodzice się kłócą, pod koniec części jej ojciec wyprowadza się z domu. Dziewczyna jest przerażona. Ania ma problemy w szkole. Nowy wychowawca i nauczyciel matematyki, pięty achillesowej dziewczyny dręczy ją. Stawia jej trzy jedynki na jednej lekcji. Do szkoły włamuje się dwóch uczniów, którzy zmieniają sobie oceny w komputerowym rejestrze,. Ania i Magda prowadzą śledztwo, które prowadzi ich do policjantów zaszantażowanych przez uczniów- Krzyśka i Kamila. Piotrek raz na zawsze kończy z narkotykami. Ania daje mu ostatnią szansę. Kiedy się spotykają, porywają ich ludzie, którzy twierdzą, że od roboty Piotrka nie ma ucieczki.

CZĘŚĆ 4: ARESZT

Mała kilkuletnia dziewczynka biegła dosyć szybko w stronę wody. Piasek unosił się za jej krokami, co zwróciło uwagę pozostałych opalających się na plaży. Tuż przy brzegu stał ojciec Magdy z wyciągniętymi ku niej rękami. Magda wspominała już od kilku lat jej najpiękniejsze wakacje. Nigdy nie zapomniała tych wspaniałych chwil, mimo tego, że minęło już tak dużo czasu. Dziewczynka nareszcie dotarła do rodziciela i rzuciła mu się w ramiona. Ojciec przytulił ją i podniósł do góry. Tuż przy nim stała mama Magdy, na której twarzy pojawił się ogromny, promienny uśmiech. Dziewczynka była szczęśliwa, była to przecież jedna z najpiękniejszych chwil w jej życiu. Po paru tygodniach pobytu nad polskim morzem we Władysławowie ojciec nareszcie przyjechał do niej i jej mamy. Magda była taka szczęśliwa, tak długo nie widziała ukochanego ojca, aż w końcu zjawił się.

- Tato, chodź ze mną do wody. Obiecałeś, że nauczysz mnie pływać - mówiła rozradowana Magda. - Poczekaj chwilę, córeczko. Dopiero przyjechałem, pójdę do hotelu, zostawię rzeczy, przebiorę się i przyjdę. Dobrze? - zapytał córki, wiedząc jak jest to dla niej ważne. - No, dobra - zgodziła się Magda.

Ojciec postawił ją na piasku, a ona czym prędzej pobiegła do wody i rzuciła się w fale. Doskonale się bawiła, nie było dla niej nic lepszego. Wyjazd sprawił jej tyle szczęścia.

Przepiękna plaża zmieniła się w pokój rodziców Magdy. Ojciec pakował swoje rzeczy z szafy do niedużej, czarnej walizki. Magda stała przy nim i patrzyła. Zaczęła ronić łzy. Nie mogła uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Nie mogła wyobrazić sobie domu bez ojca. Jak będą teraz wyglądały wspólne posiłki, święta w ich domu? Dni spędzone jedynie z mamą, a kontakt z ojcem dosłownie przez telefon albo przez Internet. To nie mogła być prawda. Dziewczyna miała nadzieję, że to jedynie przykry sen, z którego za chwilę się obudzi. Niestety, to rzeczywistość. Ojciec dziewczyny pakował rzeczy z szafy do swojej torby. Robił to szybko, niedokładnie, porządek nie miał w tej chwili dla niego większego znaczenia. Chciał jak najszybciej wyjść z domu. Było mu żal córki, która na pewno bardzo przeżyje jego odejście. Wiedział jednak, że dziewczyna z czasem zrozumie, a może nawet zaakceptuje jego decyzję. Bał się z nią rozmawiać i żegnać. Za bardzo ją kochał i za bardzo cenił ostatnich kilkanaście lat, by teraz tak po prostu się pożegnać. Ale wszystko się zmienia. On nie mógł już tak dłużej mieszkać. Musiał się wyprowadzić. Magda postanowiła jakoś zatrzymać ojca, przekonać go, żeby został, dowiedzieć, co się stało. Tylko to teraz dla niej się liczyło. Nie myślała o niczym innym.

- Tato, co ty robisz? - powiedziała cicho do ojca. - Pakuję swoje rzeczy. Wyprowadzam się - odpowiedział nie odrywając się od swojego zajęcia.

Ojciec Magdy pracował w niedużej firmie ogrodniczej od kilku lat. Spędzał tam dużo czasu, ale znajdował go także dla domu, rodziny. Czasem pracował w domu na swoim komputerze, ale nie zdarzało się to dosyć często. Niekiedy chodził na różne bankiety razem z matką Magdy. Jego żona nie pracowała, czasem wykonywała różne prace dorywcze. Zajmowała się domem.

- Tato, nie możesz tak po prostu wyjść i już do nas nie wrócić - zaczęła płakać mocniej. - Magda, nie płacz - powiedział stanowczo, ale nadal nie oderwał się od pakowania. - Ale nie pamiętasz wszystkich naszych chwil, naszych wyjazdów, wspólnych krzyżówek, konkursów... - wyliczała dziewczyna. - To nie jest czas na wspominanie. Podjąłem już decyzję - powiedział stanowczo. - Tato...- szepnęłam.

Nagle drzwi do pokoju otworzyły się.

- Magda, zostawisz nas na moment z tatą? - zapytała mama dziewczyny, która pojawiła się w progu.

XXX

Ja i Piotrek zostaliśmy przewiezieni przez bandytów do dziwnego pomieszczenia. Już w samochodzie związali nam ręce, oraz założyli opaski na oczy. Później zakleili nam również usta. Po przyjeździe na miejsce, zostaliśmy usadzeni przy ścianie. Byłam tego pewna, gdyż czułam ją, jak delikatnie wbijała mi się w plecy. Miłe uczucie nie trwało długo. Porywacz raptownym ruchem zdjął opaskę z moich oczu i odkleił plaster z ust, co wywołało u mnie mimowolny grymas bólu. Oboje z Piotrkiem byliśmy już tylko związani. Nie mogliśmy nawet wstać, ani poruszyć ręką. Mężczyzna bez słów wyszedł z pomieszczenia, które teraz stało się dla mnie w pełni widoczne. Siedzieliśmy na końcu jakiejś bodajże opuszczonej fabryki albo hali. Ściany były poniszczone, a drzwi znajdowały się bardzo daleko. W pomieszczeniu nie było okien, jedynym źródłem energii oświetlającym halę była lampka postawiona niedaleko drzwi. Tworzyło to w pokoju mało przyjemny półmrok. No, ładnie- pomyślałam. Siedzę w jakimś dziwnym pomieszczeniu w niewiadomym celu. Normalnie zajebiście. I co ja teraz zrobię? Przecież jestem związana! Nie mogę się nawet ruszyć. Żebym chociaż wiedziała, w jakim celu. A wszystko przez Piotrka. Przez gościa, który obiecał mi, że skończy dla mnie z narkotykami. No, właśnie widzę, jak po raz kolejny dotrzymał danej mi obietnicy. Nigdy mu już nie zaufam! Nie ma takiej opcji! Spojrzałam na Piotrka, który podobnie jak ja nie czuł się najlepiej. Przynajmniej miał za swoje.

- Gdzie my jesteśmy?- zadałam retoryczne pytanie. Cały czas zastanawiałam się też, w jakim miejscu się znajdujemy. Jechaliśmy około dziesięciu minut stałą prędkością około 70- 80 na godzinę. Nie mogliśmy odjechać daleko od miejsca, gdzie umówiłam się z Piotrkiem. Musieliśmy być jeszcze w Warszawie, co dało mi jakąś nadzieję, że szybko się stąd wydostaniemy. - Nie wiem... - nie powiedział mi zbyt dużo Piotrek. W jego głosie słyszałam strach. - W co ty nas wplątałeś? - podniosłam głos na chłopaka, byłam ogromnie zdenerwowana - Tyle razy mówiłam ci, żebyś skończył z tymi dragami, bo mogą być z tego prawdziwe kłopoty. - Przepraszam... - zdołał jedynie wykrztusić Piotrek. - I ty chciałeś, żebym ci zaufała? Myślisz, że mogłabym żyć w takim ciągłym strachu? - wystrzeliwałam jak z karabinu. - To nie tak, Ania - próbował wyprowadzić mnie z błędu chłopak. - No to jak? Słucham - powiedziałam. - Ja nie miałem pojęcia, że oni nas porwą - próbował się tłumaczyć - Nie wiedziałem o tym... - No, jasne. Mogłeś to przypuszczać zaczynając z nimi robić interesy, a teraz.... Teraz to jest już za późno. O wiele za późno! - krzyknęłam i z całej siły próbowałam wydostać się z więzów. - Może zakończmy tę rozmowę - zaproponował chłopak. - Masz rację - podsumowałam wypowiedź Piotrka - Jeśli nie masz nic na swoje usprawiedliwienie.

Rzeczywiście, po co gadać dalej. Lepiej pomilczmy. Przecież on i tak nie powie mi nic ciekawego. Kurczę, jak się stąd wydostać? Co ja mam zrobić? XXX

Magda nie zrezygnowała. Pobiegła do swojego pokoju. Długo myślała, jak to teraz będzie. Bez ojca, bez jej ukochanego ojca. Magda usłyszała zamykanie drzwi wyjściowych. To znaczy, że ojciec nawet się z nią pożegnał. Bał się, że dziewczyna może go zatrzymać. Magda czym prędzej zaczęła biec za ojcem. Spotkali się dopiero na dole. Ojciec stał przy samochodzie i wsadzał swoją torbę do bagażnika. Kątem oka zobaczył nadbiegającą córkę.

- Tato - rzuciła się mu w ramiona Magda - Musisz wrócić. Jak ja sobie teraz bez ciebie poradzę? - Madziu, nie jesteś już małą dziewczynką - zaczął mówić ojciec dziewczyny - Musisz wiedzieć, że nie mogę już z wami dłużej mieszkać. Muszę się wyprowadzić, nie oznacza to jednak, że przestanę cię kochać. - Ale tato, dlaczego? Spróbujcie chociaż z mamą, może wam się uda - przekonywała ojca Magda. - Córeczko, nie mogę. Do widzenia i do zobaczenia - po tych słowach ojciec puścił córkę i powoli wsiadł do samochodu.

Magda długo obserwowała odjeżdżające auto z nadzieją, że może jej ojciec jeszcze zawróci. Dopiero, gdy samochód zniknął na następnej przecznicy pobiegła w stronę parku, gdzie chciała pobyć sama ze sobą. Siedziała tam do późnego wieczora cały czas zastanawiając się, co teraz będzie. Może coś da się jeszcze uratować. Jak to teraz będzie? Wiem, że dużo ludzi się rozwodzi, mieszka oddzielnie, ale dlaczego moi rodzice? Dlaczego właśnie oni? Przecież to najgorsze, co mogło mi się przytrafić. Oczywiście Michał, który jest teraz mi potrzebny, nie przyjdzie. Już to widzę, jak przyjedzie z Łodzi. Ale to przecież nie jego wina! To cholerna bezsilność! Kto ją wymyślił? Ja nie mogę. Do Ani też nie zadzwonię. Pomijając już, że jest zapewne jeszcze na spotkaniu z Piotrkiem, to ona ostatnio tak dużo mi pomaga. Nie mogę tak wiele od niej wymagać. Nie zachowywałabym się wtedy jak przyjaciółka. No i co teraz będzie? Dziewczyna zaczęła płakać. Łzy spływały delikatnie po jej policzkach, a ona nawet nie wyjęła chusteczki z kieszeni. Chciała płakać. Chciała. Coraz bardziej racjonalne myśli przychodziły jej do głowy. Nie mogę tak tego zostawić! Muszę coś zrobić!

XXX

Porywaczami okazali się trzej ludzie, którzy od dawna handlowali narkotykami. To właśnie im sprzeciwił się ostatnio Piotrek. Wszyscy trzej siedzieli w fabryce, w innym pomieszczeniu. Tu było dużo bardziej przestronne. Przez okna wpadało dużo światła i świeżego powietrza. Zajmowali się narkotykami już od dłuższego czasu. Najczęsciej jeździli na różne dile, handlowali. Przekazywali także dragi dilerom, którym wypłacali niedużo kasy. Traktowali ich jak śmieci, nie przejmowali się nimi. Dla nich narkomani byli kolejnymi ludźmi z przegranym życiem. Bo z handlu nie ma ucieczki. Takim człowiekiem był właśnie Piotrek. Handlował od kilku miesięcy. Pierwszy raz przyszedł wspólnie z Przemkiem, swoim najbliższym kumplem. Ustawili się w typowym miejscu, czyli przy opuszczonej fabryce. Piotrek dostał wówczas darmową dawkę. Zaproponowano mu także handlowanie ich towarem. Piotrek na początku nie był pozytywnie nastawiony do tego pomysłu. Skuszony tym, że za pracę dostanie kolejne dragi i pieniądze, przyjął propozycję. Na początku handlował małą ilością dragów, z czasem miał coraz więcej „pracy”. Teraz, kiedy Piotrek wycofał się, porywacze chcieli go jakoś przestraszyć. Postanowili go porwać. Nie mieli pomysłu, co z nim później zrobią. Porywacze siedzieli na krzesłach przy stole, jeden z nich palił papierosa.

- Słuchajcie. Musimy zastanowić się, co z nimi zrobić? - odezwał się jeden z nich. - Nie wiem, nastraszymy ich, a potem gdzieś zawieziemy - dla drugiego nie stanowiło to większego problemu. - Skoro ich już trzymamy, to może ich do czegoś wykorzystamy - pierwszy nie dawał za wygraną. - Niby do czego? - trzeci nie należał do bystrych osób. - Jutro przecież jedziemy na dil. Po schwytaniu szefostwa będzie się aż roiło od psów. Musimy kogoś podstawić - pierwszy był „mózgiem” ekipy. - Myślisz o tym Piotrku? - drugi powoli załapał. - Dokładnie, można go wysłać. Jakby co, to zrobimy coś tej panience i po sprawie - dla pierwszego wszystko było jasne. - Spoko, miejmy nadzieję, że się uda - trzeci chciał powiedzieć coś mądrego. - Musi się udać - wykrzyknął pierwszy. - Dobra, to my spadamy. Musimy załatwić transport. Gruby, pilnuj ich, wrócimy za parę godzin - powiedział ten drugi. - Nie ma sprawy - potwierdził trzeci porywacz. - W razie czego, nastrasz ich, tylko bez przesady. I nie miej swoich głupich pomysłów - ostrzegł drugi. - Jasna sprawa. Się rozumie - zakończył rozmowę trzeci przestępca.

XXX

Magda wróciła do domu. Posiedziała jeszcze przez chwilę w parku, po czym zdecydowała się iść. Nie chciała, żeby jeszcze do dzisiejszych wydarzeń, jej mama była zła za późny powrót do domu. Kobieta przygotowywała kolację. Dziewczyna weszła do kuchni, oparła się o szafkę.

- Madzia, przepraszam, że tak późno. Przez to całe zamieszanie jemy tak późno - mówiła spokojnym głosem. - Nic się nie stało, ponadto sama mogłam sobie zrobić kolację - odpowiedziała dziewczyna. - W sumie tak, ale jest już dwudziesta trzecia - powiedziała mama Magdy - Usiądź, już kończę.

Magda usiadła przy stole.

- Mamo... - zaczęła. - Tak, córeczko? - mówiła jej mama kładąc talerze z kanapkami na stole. - Co się stało? - powiedziała Magda. - Chodzi ci o tatę? - zapytała. - Tak, mamo - potwierdziła. - Wiesz, są takie chwile, kiedy dorośli bardzo często się kłócą, nie mogą się nawzajem zrozumieć - dopowiedziała najprościej jak potrafiła. - Mamo, nie traktuj mnie jak małego dziecka! Pytam, co między wami zaszło. Tata wyprowadził się z domu. To nie jest codzienność - Magda podniosła głos. - Proszę cię, córeczko, porozmawiamy jutro. Dziś już sporo się zdarzyło... - zaproponowała kobieta.

Nagle zadzwonił telefon.

- O tej porze? - zdziwiła się matka Magdy - Ja odbiorę.

Kobieta odebrała telefon.

- To do ciebie, mama Ani, to coś ważnego - powiedziała do Magdy jej mama. - Halo - powiedziała do słuchawki. - Dobry wieczór, Magda. Niepokoję się o Anię. Do tej pory nie ma jej w domu... - mówiła. - O 17 była umówiona z Piotrkiem. Tyle wiem - oznajmiła dziewczyna. - Dziwne, nigdy nie wraca o tej porze. Jeśli nie przyjdzie do północy, będę musiała zadzwonić na policję. W razie czego, daj mi znać - poprosiła. - Dobrze, oczywiście - zgodziła…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Francuska przygoda cz.4- Areszt — czytnik · opowiadania