Hobby · 20 min czytania
freestyle cz.4
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
4.
O godzinie 17:00 Kondrad wyszedł ziewając, gdyż mu się usnęło w pokoju przy słuchaniu muzyki, poszedł w stronę drzwi wejściowych, gdy tu nagle odezwał się dzwonek w jego telefonie. – Halo!– powiedział chłopak, po czym usłyszał głos w słuchawce:-Siemka, to ja Stefan. Dzwonię z budki bo mi bateria klękła w telefonie. Co robisz? Wyjscie do Daniela dalej aktualne?. – Tak , tylko że Ania nie przyjdzie, ma szlaban. – Tak, wiem, wiem. Często się to u niej zdaża. Ale tak do tematu, wpadnij do mnie tak za pół godzinki to pójdziemy i weż jakieś teksty to może coś posklejamy. – No dobra odpowiedział Kondrad i zegnając się odsunął telefon od ucha. -Tato– krzyknał, od razu dodając– Bede wychodził do Stefana zrobić ci coś . – Nie, nie trzeba. Powiedz tylko o której wrócisz, żeby mama sie nie martwiła. – Nie wiem. Będziemy freestailować. – Co będziecie? – Ffeestailować tato. Hip-hop będziemy nagrywać – Aha– odpowiedział tato Kondrada i dalej zajał się oglądaniem swego starego już, wysłużonego telewizora. Ojciec chłopaka nie znał hip-hopu Dla niego te całe szerokie spodnie i to ciągłe prekleństwa w tekstach wydawały mu się bezsensowne. Zawsze zastanawiał się, gdzie się podziały czasy, w których młodzieńcy starający się o rękę dziewczyny robili wszystko, żeby im się udało, byli honorowi i romantyczni. Kiedyś próbował nawet porozmawiać ze swoim synem na ten temat, lecz ten zaczął się śmiać i odpowiedział mu ,że te czasy dawno już minęły , że teraz liczy się hip-hop i to , kto ma dużo do pogadania i pokazania w tym temacie. A na pytanie: jak można zrobić romantyczny nastrój z taką muzyka Kondrad odpowiadał– Nie martw się tato , da się. Pan Zdzisław po tych słowach przeważnie kończył rozmowę, patrzył się czasami na swoją małzonke, jesli była gdzieś obok, i kiwając głową mówił: – Ach ta dzissiejsza młodziesz. Zero romantyczności.– Na co jego małżonka wybuchała śmiechem i jak dzidziusia, głaskała go po główce szeptając ciepłe słówka. Tak więc gdy mineło pól godziny Kondrad zabrał swoje ostatnie teksty i zamyjkając za sobą drzwi wejściowe powędrował na góre do drzwi prowadzących do mieszkania Stefana. Gdy był już na miejscu, podszed i zapukał w drzwi. – Proszę– usłyszał głos swojego kumpla Stefana. Nacisnął klamkę, otworzył drzwi i wszedł do środka. Gdy zamknął za sobą drzwi usłyszał głos Stefana dochodzący z ubikacji. – Poczekaj , zaraz wychodzę – powiedział do Kondrada. Kondrad wszedł do stołowego pokoju by sobie usąsć. W pokoju gościnnym Stefana panoawł dośc orientalny klimat. Panował jesienny brąz z motywami mocno pomarańczowymi. Na samym środku stał okrągły orientalny stolik dookoła którego stały pomarańczowe, głębokie fotele. Pokój miał jedndo okno z widokiem na osiedlowy park. Na scianach pełno było porozwieszanych obrazków i 2 porożami sarny. Zbierał je Stefana ojciec, gdyż był zaprzyjażniony z ludzmi z łowieckiego kółka i z tąd te zamiłowanie. Po lewej stronie , od wejścia znajdowała się komoda w której znajdowały się przeróżne figurki oraz zestaw świątecznych talerzy i kubków, których zawsze używano podczas przeróżnych uroczystości rodzinnych. Po kątach porozkładane były duże donice z posadzonymi w środku różnego rodzaju palmami i jedną plącząca się lianą, która obiegała pokój dookoła.Na jednej ze ścian wisiałstary, antyczny zegar pokazując wszystkim, która jest godzina. Było też kilka rzeżbionych, przytwiardzonych do scian replik starożytnych masek. W koło okien zwisały długie, ciemne zasłony a na podłodze wyłożonej kaflami leżał gruby, wełniany dywan. Sciany pomolawe ciemnym, ciepłym brązem, sufit w którego zwisał rozciągliwy żyrandol pomalowany był na pomarańczowo, natomiast kafłe na podłodze miały kolor kości słoniowej, dywan miał barwę białą. Po pięciu minutach, jakie spędził Kondrad na siedzeniu, z łazienki wyszedł Stefan. Miał na sobie biały podkoszulek i krótkie bokserki. Wszedł do pokoju i rozmawiając z Kondradem zbierał porozzucane wszędzie ciuchy. – Kurde, nie wiem gdzie żuciłem skarpetki. Nie widziałeś gdzieś– zapytał chłopaka Stefan. – O mam!– wykrzyknął wiwatualnie wynurzając sie zza sofy stojącej pod oknem. Po chwili był już ubrany i gotowy do wyjścia. Gdy szykowali się do wyjścia Stefanowi przypomniało się nagle, że miał podrzucić Ani bity od Patyka, tak więc wrócił się na chwilę do mieszkania, wział ów nagrania i przekazał je Kondradowi z prośbą, żeby je wręczył Ani jak tylko będą schodzili na dól schodami budynku. Gdy byli na dole i pókali do drzwi Ani mieszkania niespodziewanie drzwi otworzyła sama zainteresowana, gdyż jej mama wróciła wprawdzie już z zakupów, ale jeszcze wróciła się do osiedlowego spożywczaka bo zapomniała kupić warzyw na obiad. Chłopcy postali więc chwilę z dziewczyną na klatce wykorzystując chwilę na rozmowę. Gdy ąnia paliła Stefan opowiadał jej o tym co załatwił na mieście w związku z wydawnictwem ich nowego singla, który na początku roku miał zostać wydany na muzycznym rynku.Ania słuchała z zafascynowaniem. Była zadowolona z efektu pracy jaką wykonali razem z innymi kapelami z miasta. Była zadowolona ,że płyta była wydana z ich inicjatywy.– Fajnie! A pozdrowionka będą na okładce? – No własnie– zaczał Stefan , gdy nagle Ania zawołała: – cholera moja mama idzie muszę spadać pa!– wypowiedziała, po czym zniknęła za drzwiami do swojego mieszkania. Chłopcy wyszli z klatki i udajająć się w stronę blokowisk osiedla na którym mieszkał Daniel. Kondrad podczas drogi wspominał sobie jak zeszłej nocy freestailował na mikrofonie. Na chwilę się rozmarzył. Widział siebie na scenie jak rymuję do wielkiej publiczności. Był to jego koncert, na którym rymował sam dla tak wielkiej publiki. Z tyłu za nim, na gramofonach siedział zawodowy dj. Było głośno i parno. W hali w jakiej odbywał się ów koncert puszczano chmury pary, która wijąc się między nogami wybijała do góry, po sam sufit kłębiastymi pasmami. Sprzęt grałna maksa, tłum szalał, czuć było gprac jaki emanuował roz wrzeszczony tłum. Kondrad nawijał do mikrofonu. Tłum wiwatował powtarzając za Kondradem słowa kawałku jaki właśnie chłopak grał. W koło stali jego kompani. Jeden nagrywał filmik z koncertu, drugi pokrzykiwał do mikrofonu, wszyscy razem wspierali go. Było co raz głośniej, głośniej….– Przechoć podpychając tyrochę Kondrada powiedziałStefan -Co? – Przechoć, zielone. Idziemy do Daniela, pamiętasz się nie zamyślaj się. – Nie, ja tak tylko.Już idziemy– odpowiedział chłopak po czym obaj weszli na jezdnię pokonując tym samym ostatnie skżyzowanie jakie mięli na drodze do osiedla Daniela.– Co dziś będziemy robić dzisiaj? – Dzisiaj? Nic. Nigdy nic nie robimy– Z wielkim śmiechem odpowiedział Stefan, następnie poklepał go po plecach i rzekł: – Nie na myślałem, że dzis troszkę jeszcze sobie pofreestailujesz a poten , no nie wiem, mamy do obgadania z Danielem temat naszej płyty, jaką chcemy wydać w styczniu. Zostało mało czasu a my jeszcze mamy sporo roboty, ale myślę, że jak się weżmiemy do roboty, to zdążymy się wyrobić w terminie. Dla ciekawosci mogę ci powiedzieć, że jest to nasz drugi wspólny projekt, natomiast pierwszy z udziałem innych miejscowych ekip. Jest to jeden z modeli jakie ma na celu zaprzyjaznianie sie miejscowej młodzieży pod jednym dachem, jest to z inicjatywy oświaty, która bierze w ręce i próbuje go wdrązyc w zycie program UE pt.” młodzi żyją miastem” i jest najskuteczniejszym mechanizmem wspóldziałającym z ruchem rządzącym co potwierzdają statystyki w Holaddi i Belgi gdzie to się zaczęło. A dlaczego hip-hop? Nie wiem , ale mi się to podoba.– po tym wszystkim popatrzył na Kondrada i zauwazył u niego błysk w oku i dodał:– Ale nie marw się, ziółka na pewno zdążymy zapalić. – uśmiechnął się miło w stronę swojego kolegi. Po przejściu jakis 400 metrów ich oczom zza drzewami zaczęły wyłaniać się betonowe budynki osedla na którym mieszkał Daniel. Wszystkie osiedla budowano w mniej więcej jednym czasie, więc wszystkie budynki wyglądały podobnie. Szerokie i wysokie dziesięciopiętrowce z płaskimi dachami wyłożone papą. Jak na te czasy budynki były zazwyczaj wielopokojowe z niewielką łazienką, kuchnią i z niewielkim balkonem. Mieszkały w nich przeważnie rodziny z klasy rzemieśniczej, lecz nie raz i wyzsi urzednicy. Jedno jest pewne, w blokach było wielu mieszkańców jak też i hip-hopowców, którzy zajmując budynkowe suszarnie robili swoje prowizoryczne rapkanciapy. Między osiedlowymi ekipami panowała wielka konkurencja. Jedni móili, że żle, drugim to pasowało bo ekipy mogły się wzajemnie konfrontować co podwyzszało ich umiejętności. Na budynkach nie brakowało też róznorodnych graffiti. W ogóle całe miasto było nimi wypełnione, ale szcze gólnie osiedlowe bloki, przejścia podziemnie, budynki PKP i wiadukty kolejowe. Było to rozpowszechnione do tego stopnia, że miasto nieraz samo od siebie przeznaczało szare ściany miast na których robiono grafficiarskie zawody, grupowe i indywidualne. Na osiedlach hip– hop był dobrze już znany. Świeży materiał z Zachodniej części Europy poprzez telewizję kablową docierał niemal momentalnie.Granie w zośkę jeżdzenie na deskach , BMX czy rolkach było już bardzo rozpowszechnione, tak samo jak freestailowe koncerty na świeżym powietrzu nie wzbudzały już tyle niedowieżania. Praktycznie na kazdym miejskim bulwarze spotkać było młodych, nawijających bo beatboxu mc. Duży przekaz szedł też z kolebki hip-hopu Ameryki północnej, z USA, znakomicie tez funkcjonowało to w internecie. Pełno było profesjonalnych stronek na których można było sięgnąć przeróżnych nowinek dotyczącej tej całej hip-hop kultury. Co prawda nie podobało się to wszystkim, jak w każdej kulturze tak i tu były osoby oczerniające młodych chłopców o to że w swych tekstach szerzą zło i rozpowszechniają całe te złe nawyki wykorzystując niewiedzę starszych już ludzi. Lecz hip– hop jak każda muzyka szła swym torem i nie pacząc się na podkładane pod nogami belki szła do przodu, bo muzyka to jest dla