Romans · 8 min czytania
FREZJE I TULIPANY
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
To było parę lat temu Paula zmuszona była przeprowadzić się do obcego miasta, gdyż jej ojciec dostał pracę daleko od domu. Zostawiła swoich przyjaciół, szkołę – wszystko co kochała. Było jej tym trudniej, że przeprowadzka wypadła tuż przed maturą – miała iść do nowej szkoły, zdawać egzamin dojrzałości przed obcymi nauczycielami, wśród obcych ludzi. Przyjeżdżając do Gdańska nie przypuszczała, że tutaj właśnie przeżyje jedną ze wspanialszych przygód (jak nie najważniejszą przygodę swojego życia). Jej wielką pasją była fotografia, robiła zdjęcia gdy tylko mogła, gdy tylko coś przykuło jej uwagę, gdy coś ja poruszyło dzięki temu uwieczniała wszystko co miało dla niej znaczenie lub jakąś wartość – w ten sposób zatrzymywała te krótkie chwile szczęścia, zachowywała je na kliszy żeby w chwilach zwątpienia wracać do nich i nie załamywać się nie dać się stłamsić okrutnemu światu. Dni mijały chodziła na zajęcia przygotowujące do matury, poznała kilkoro ludzi lecz z nikim nie zaprzyjaźniła się na tyle żeby spędzać z nim popołudnia czy weekendy. Głownie jej czas wypełniały rozmowy ze „starymi” znajomymi i nauka tak więc egzaminy zdała świetnie. Rodzice byli bardzo dumni, koleżanki gratulowały i cieszyły się razem z Paulą choć na odległość. W pewien weekend nie miejąc nic lepszego do roboty wzięła aparat i postanowiła udać się na spacer po starówce, pojechać do Sopotu na molo i zrobić kilka zdjęć. Spacerowała robiąc zdjęcia gdy nagle dostrzegła chłopaka opartego o mur i pochylającego się ku wodzie. Coś go w niej zaciekawiło więc zrobiła kilka zdjęć i stojąc po drugiej stronie przyglądała mu się z zaciekawieniem. Chłopak spostrzegł to skrzywił się i odszedł. Paula zdezorientowana wsiadła do kolejki i pojechała do Sopotu na molo chciała też pospacerować po plaży. Stojąc na molo obserwowała morze i bawiące się na plaży dzieci. Zrobiła kilka zdjęć zeszła na pomost poniżej usiadła zamoczyła nogi w chłodnej wodzie zamknęła oczy i rozkoszując się ostatnimi promieniami zachodzącego słońca i lekkim wiatrem siedziała nic nie myśląc – napawała się tymi wszystkimi doznaniami i cieszyła się, że jest sama i może w ciszy i spokoju zrelaksować się nad tak kochanym przez nią morzem. Gdy tak siedziała usłyszała za sobą , że ktoś coś mówi lecz była tak pogrążona w słodkim letargu iż początkowo nie zwracała na to uwagi. Stopniowo zaczęło do niej docierać iż osoba stojąca za nią mówi właśnie do niej, wstała odwróciła się i ujrzała chłopaka znad zatoki stał uśmiechał się do niej. Speszona też się uśmiechnęła zaczęli rozmawiać i po kilku chwilach rozmowy okazało się, że rozumieją się bez słów – nareszcie w tym obcym choć pięknym mieście znalazła swoją bratnią duszę- przyjaźń kwitła spędzali ze sobą dużo czasu jeździli na wycieczki, chodzili do kina, restauracji, pubów, poznała jego znajomych i przyjaciół i w końcu poczuła się jak w domu. Grzesiek, bo tak miał na imię był zawsze przy niej gdy tylko tego potrzebowała, przytulał ją gdy było jej źle, smutno, pocieszał – śmiał się razem z nią, cieszył z najdrobniejszych sukcesów. Byli nierozłączni, pewnego dnia tydzień przed jej 20 urodzin poszli razem na dyskotekę pobawić się, potańczyć i tam właśnie Paulina zdała sobie sprawę, że zakochała się w Grześku – siedziała przy stoliku sącząc swojego drinka i patrzyła jak Grześ tańczył z jakąś dziewczyną. Poczuła ukłucie w sercu, nutkę zazdrości a gdy Grzesiek pocałował tamtą dziewczynę łzy napłynęły jej do oczu, wzięła swoje rzeczy i wyszła, złapała taksówkę i wracając do domu stawała się coraz bardziej zrozpaczona. Nie wiedziała, że Grzesiek zakochał się w niej już tego dnia nad zatoką lecz wolał być jej przyjacielem niż ją stracić, wystraszyć…