Środowisko · 2 min czytania
Fryderyk
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Myślę o nim cały czas od powrotu do domu. Przeszedł przez szparę między sztachetami płotu. Cały czarny, z wyjątkiem białych tylnych łapek, aksamitny, lśniący. Zielonooki. Wszedł wolno, dostojnie stawiając łapy. Na mój widok zatrzymał się, spojrzał wyniośle (a we mnie wszystko zamarło, serce przestało bić i patrzyłam na niego w niemym zachwycie), odwrócił się flegmatycznie i… odszedł. Nie pomogły najczulsze zawołania, zniknął tak nagle, jak nagle się pojawił. Przychodził na podwórko naszych gospodarzy codziennie o tej samej porze, gdy dzień zaczynał zmierzać na spoczynek, gdy słońce utrudzone wielogodzinną pracą opuszczało niebo, i świadomie zmniejszał dzielący nas dystans, zataczając wokół mnie coraz…