Komedia · 7 min czytania
G. W. Push - część 1.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Czy bycie Prezydentem Stanów Zjednoczonych jest zajęciem poważnym? Czy będąc Prezydentem Stanów Zjednoczonych trzeba być odpowiedzialnym? I wreszcie, czy do piastowania tak prestiżowej funkcji trzeba mieć odpowiednie kompetencje? Daję głowę, że większość z was odpowie – tak. No coż, przykład George’a W. Pusha, znanego w pewnych kręgach również jako Dabja udowadnia jednak, że niekoniecznie.
W środę 14 lutego rozpoczynały się rozgrywki NFL. Zielone Kaczory, którym kibicuje Dabja grały pierwszy mecz w Filadelfii. Rozpoczynający drugi rok kadencji Prezydent od rana nie mógł sobie znaleźć miejsca. Usiadł za biurkiem i starym zwyczajem począł przeglądać pocztę. Jak zwykle korespondencja została starannie posegregowana na część oficjalną, gdzie były druki urzędowe, zaproszenia oraz listy od ważnych osobistości i cześć mniej oficjalną, prywatną, gdzie bardzo często zdarzały się liściki od wielbicielek, nierzadko z zawartością damskiej znoszonej bielizny, którą playboy Dabja namiętnie kolekcjonował już od czasów studenckich. Prezydencka poczta ze względu na bezpieczeństwo głowy państwa od czasów Prezydenta Meagana była segregowana w specjalnym laboratorium, gdzie sprawdzano zawartość kopert na różnego rodzaju niebezpieczne substancje. Dabja jednak miesiąc po objęciu stanowiska zakazał tej procedury, słusznie przypuszczając, że do jego rąk trafiać będzie już tylko sucha dokumentacja, bez zawartości, wśród której miał nadzieję od czasu do czasu wyłowić prawdziwe perełki. Upodobania Pusha do tego rodzaju zbieractwa były owiane mgłą tajemnicy, tym bardziej, że często zdarzało mu się przymierzać co ciekawsze eksponaty, a wieść o tego rodzaju praktykach niechybnie mogłaby go doprowadzić do procedury impeachmentu. Doskonale pamiętał bowiem kłopoty swojego poprzednika przy okazji afery z Moniką Prawiński, które kwitował krótkim: - O co tyle krzyku? O loda? Przeglądanie korespondencji szybko go znużyło. Wstał od biurka i podszedł do zestawu mini golfa. Wykonał kilka uderzeń. Niestety wszystkie jak zwykle szerokim łukiem mijały cel, na co zaklął pod nosem i wrócił z powrotem za biurko. Postukał chwilę palcami o blat odgwizdując przy tym hymn Stanów Zjednoczonych i wziął do rąk świeże wydanie The Washington Post. Beztroska, nie wiele wyrażająca do tej pory twarz Prezydenta momentalnie wykrzywiła się w grymasie. Dabja wezwał przez interkom swojego sekretarza. Szczupły, wysoki Lance Kutasiński wbiegł do gabinetu. - Co to kurwa ma być? – krzyknął Prezydent na powitanie Lance’a, rzucając w niego gazetą. Blady jak ściana Kutasiński wziął do ręki dziennik i przeczytał nagłówek. „Prezydent G.W.Push spotyka się dziś z ambasadorem Iraku”. - O której to spotkanie? - O 17-ej Panie Prezydencie. Push wstał od biurka podszedł do sekretarza i objął go ramieniem wyprowadzając wolnym krokiem w kierunku wyjścia. - O 17-ej chłopcze, to jest mecz ...... – zaczął spokojnie, .... a Ty Kutasiński zdaje się masz straszny burdel w papierach. Dałem Ci przecież przed tygodniem terminarz spotkań kaczorów i miałeś na jego podstawie poprawić grafik .... i…