Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 28 min czytania

Gabriel i Lilla

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

"INNA RZECZYWISTOŚĆ"

Gabriel był w swoim pokoju, gdy usłyszał tę pełną łez i smutku wiadomość. Jego matka, wchodząc do pokoju, spostrzegła rozrzucone na dywanie różnego rodzaju samochodziki-resorówki i małego chłopca bawiącego się właśnie niewielką ciężarówką. Nie wiedziała jak powinna mu to powiedzieć. Nawet sama nie potrafiła sobie z tym poradzić, nie mówiąc o tym, iż powinna wytłumaczyć synowi, co się stało, w ten sposób, aby zrozumiał, że jego ojciec odszedł. Dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę, że jego śmierć była nieunikniona. Po wykryciu przez lekarzy zaawansowanego stadium raka krtani wciąż miała nadzieję. Jednak topniała ona wraz z upływem czasu, aż zanikła zupełnie w dniu, gdy zadzwonił telefon ze szpitala. Gabriel był w tej chwili kierowcą prowadzonej przez siebie ciężarówki i przemierzał bezkresne przestrzenie po drogach wyznaczonych przez różnorakie wzory na dywanie. Posiadał też całą flotę innych pojazdów, które będąc "garażowane" leżały w zamkniętym pudełku. Jednak ta srebrna ciężarówka była jego ulubionym samochodem, była większa i ładniejsza, jak sam mówił. Chłopiec nie rozumiał, dlaczego jego mama przyglądała mu się ze smutkiem na twarzy i nic przy tym nie mówiła. Zaparkował ciężarówkę na ciemnym wzorku na dywanie i sięgnął po inny samochód. Po policzku matki spłynęła mała łza. Później było pożegnanie, pogrzeb. Gabriel nie czuł się wtedy najlepiej, chciał jak najszybciej wracać do domu, nie brać w tym udziału. W głębi duszy nie miał zamiaru żegnać się z ojcem, chciał, aby wrócił z powrotem do nich i nigdy ich nie opuścił. W następnych dniach jego matka często znajdowała się poza domem. Załatwiała rozmaite sprawy w urzędach, martwiła się wypełniając wiele pism i formularzy, po czym pewnego dnia po przyjściu z pracy oznajmiła mu, że się wyprowadzają. Gabriel czuł się nieswojo, gdyż nie wiedział, co będzie dalej z nim, z jego kolegami, ze szkołą. W ostatnim czasie wszystko stanęło na głowie i w niczym nie przypominało błogiego spokoju sprzed wizyty u lekarza. Matka Gabriela chciała przeprowadzić się do rodzinnego domu w miasteczku leżącym kilkadziesiąt kilometrów od ich teraźniejszego miejsca zamieszkania. Jednym z powodów tej decyzji był fakt, iż utrzymanie większego mieszkania przy jej ówczesnej pracy mocno obciążało ich budżet domowy. Postanowiła także zaopiekować się swoją mamą poważnie podupadającą ostatnio na zdrowiu. Dotychczasowe mieszkanie kupiła sympatyczna para, która zgłosiła się po ujrzeniu ogłoszenia w gazecie. Po kilku dniach byli gotowi do podróży. Firma pomagająca przy przeprowadzkach zabrała większość mebli oraz sprzętów i wyruszyła do wyznaczonego celu. Za nimi podążyła matka z synem w ich własnym samochodzie. Większość czasu Gabriel spędził na drzemce. Pod koniec jazdy obudziło go nagłe szarpnięcie, gdy samochód przejechał przez dziurę w drodze. Zaspanym spojrzeniem zaczął obserwować obcy krajobraz za oknem. Jechali wzdłuż niewielkiej rzeki,która swoje źródło miała prawdopodobnie w pobliskich górach. Wysokie drzewa z rozłożystymi konarami kładły kojące cienie na suchą i przegrzaną ziemię. Widok za oknem zmienił się w mgnieniu oka. Wjechali na teren zabudowany małymi domkami jednorodzinnymi, przy których w większości stały budynki gospodarcze bądź małe garaże. W miarę jak jechali dalej zabudowa stawała się coraz gęstsza, aż wjechali do centrum miasteczka. Niewielki brukowany rynek z fontanną pośrodku był prawdopodobnie najważniejszym punktem w tej wiejskiej okolicy. Gabriel zauważył jeżdżące na rowerze dzieci, które na pierwszy rzut oka należały do jego rocznika lub nieznacznie od niego odbiegały. Chciałbym z nimi pojeździć, pomyślał. Tęsknym wzrokiem wypatrywał bawiących się za oknem dzieci. Po tym, jak opuścił poprzedni dom stracił kontakt ze swoimi dawnymi kolegami. Nie mógł już z nimi spędzać wolnego czasu oraz robić to, co lubili najbardziej. Brakowało mu tego. Najbardziej bał się tego, co może zastać po przyjeździe. Nowe otoczenie, szkoła, znajomi. Przerażała go myśl, że będzie musiał wejść do nowej klasy i przedstawić się swoim rówieśnikom. Miał pewność, że wszyscy będą się wtedy na niego gapić, a jeśli coś pójdzie nie tak, przez kolejne dni, jako obiekt zainteresowań, będzie wyśmiewany, a tego bał się najbardziej. Samochód zatrzymał się i wtedy to zobaczył. Później wspominał, że nigdy wcześniej nie widział czegoś tak pięknego. Z opowiadań babci pamiętał, iż anioły żyjące na ziemi są uosobieniem niesamowitego piękna. Po chodniku równym krokiem podążała ubrana w białą bluzeczkę i brązową spódniczkę jasnowłosa dziewczynka. Jak ocenił na samym początku musiała być w jego wieku, lub ciut młodsza. Co kilkanaście kroków robiła mały podskok, po czym zwinnie lądowała na zgrabnych nóżkach. Miała sympatyczny wyraz twarzy i miłe spojrzenie. Prawdziwy anioł, pomyślał Gabriel. Tak bardzo chciałbym się z nią kiedyś spotkać. Może też lubi jeździć na rowerze jak ja? Może mieszka niedaleko i jeszcze ją zobaczę? - Cholera! Czemu oni nie jadą? To nie tu. - Zirytowała się matka - Dom jest kilkadziesiąt metrów dalej barany! - Nacisnęła klakson Dziewczynka odwróciła się na moment, aby zbadać źródło pochodzenia dźwięku, po czym bez większego zastanowienia podążyła dalej własną ścieżką. Samochód ruszył. Gabriel obserwował w milczeniu oddalającą się sylwetkę aniołka o jasnych włosach. Po chwili znikła mu z oczu. Zamyślony wpatrywał się w punkt na horyzoncie, gdzie jeszcze przed chwilą ją widział. Gdy po chwili dojechali na miejsce Gabriel zapomniał już o aniołku w postaci jasnowłosej dziewczynki. Jego głowę zaprzątnęły inne myśli. Za kilka dni pójdzie pierwszy raz do nowej szkoły.

* * * *

- Oczywiście, nie ma problemu - powiedziała wysoka kobieta z uśmiechem na twarzy. Gabriel siedział na twardym i niewygodnym krześle w pokoju nauczycielskim razem z mamą, która chciała omówić z nauczycielami ostatnie kwestie dotyczące jego nauki w tej szkole. - Jednak jak mówiłam podczas naszego ostatniego spotkania, zważając, iż minął ponad miesiąc od rozpoczęcia roku, pani syn będzie musiał nadrobić stracony materiał, rozumie pani. - Ponownie uśmiechnęła się - Poradzi sobie, mój synek jest zdolny. -Pogłaskała Gabriela po głowie - Nie martw się, nie ma tego dużo, dostaniesz czas na nadrobienie zaległości - tu nauczycielka zwróciła się do Gabriela. Zadzwonił dzwonek kończący przerwę. - Myślę, że to wszystko. W razie jakichkolwiek problemów proszę dzwonił na szkolny telefon. O, tu ma pani numer. - Kobieta podała matce wizytówkę dyrektora szkoły. - Dziękuję - odpowiedziała matka Gabriela - No, to chodźmy - nauczycielka wstała zwracając się do chłopca - Przedstawię cię twoim nowym kolegom, zgoda? - Gabriel przytaknął, założył na ramię plecak z jednym zeszytem oraz długopisem, po czym wyszedł za nauczycielką. Gabriel czuł się zagubiony. Wzrastające zdenerwowanie nie pozwalało mu normalnie myśleć. Przeszli korytarzem do jednego ze skrzydeł budynku, po czym nauczycielka przeszła przez pierwsze otwarte drzwi do środka i wchodząc zamknęła je ostrożnie. W klasie panowała jak zwykle wrzawa, która natychmiast ucichła po wejściu wychowawczyni. Po zorientowaniu się w sytuacji wszyscy zaczęli dokładnie lustrować nową osobę. - Słuchajcie, chciałabym wam przedstawić nowego kolegę - położyła dłoń na ramieniu chłopca - Od dzisiaj jest, tak jak każdy z was, uczniem tej klasy i chciałabym, abyście traktowali go z szacunkiem oraz pomogli mu odnaleźć się w waszej grupie. No dalej, przedstaw się. - Ostatnie zdanie powiedziała dużo ciszej. Gabriel stanął przed klasą z sercem bijącym jak oszalałe oraz mętlikiem w głowie utrudniającym normalne mówienie. - Cześć - wymamrotał cicho - eee... Nazywam się Gabriel. - Cześć Gabriel - odezwało się kilka głosów z tyłu - Cześć - powiedziała jakaś dziewczyna. Większość siedziała w milczeniu. - No dobrze, idź, wybierz sobie ławkę, w której chcesz siedzieć - nauczycielka zajęła w tym czasie miejsce za biurkiem. - Ja tymczasem sprawdzę obecność. Gabriel zrobił kilka niepewnych kroków do przodu. Pierwsze i drugie rzędy miały już swoich właścicieli, którzy nachalnie wpatrywali się w zdezorientowanego chłopca. W trzeciej ławce siedział chłopiec o krótkich, czarnych włosach, ubrany w sportowy strój. Gdy Gabriel podszedł do niego, ten położył na wolnym krześle swój plecak i popatrzył na niego z niechęcią, co chłopiec odebrał jako odmowę. W czwartej ławce po lewej też siedział chłopiec bez pary, lecz gdy Gabriel na niego spojrzał ten pokręcił głową na boki, że również nie ma ochoty z nim dzielić ławki. Chłopiej czuł się coraz gorzej. Dlaczego nikt nie chce z nim siedzieć? Po prawej stronie siedziała dziewczyna. Ubrana była w żółte spodnie i pasującą do nich żółtą bluzkę z kapturem. Uważnie przyglądała się nowemu, który teraz podchodził do niej. Ich wzrok spotkał się na moment. To ona! To ona! To ta jasnowłosa dziewczynka, którą widział kilka dni temu. A więc chodzi do tej samej klasy, co on! Spuściła z niego wzrok kierując go na ławkę. - Mogę usiąść? - Zapytał nieśmiało, dziewczyna wykonała ruch jakby wraz z krzesłem odsuwała się od niego. Nie kierując na niego swoje wzroku po chwili powiedziała cicho: Możesz. Usiadł, położył plecak na podłodze i parł się wygodnie o oparcie krzesła. Po dłuższej chwili odezwał się do siedzącej z założonymi rękami dziewczynki: - Jestem Gabriel, a ty? - Dziewczyna skuliła ramiona zupełnie jakby było jej zimno - Jak masz na imię? - Ponowił pytanie czując się trochę głupio w tej sytuacji. - Lilla - wyszeptała - Masz trochę dziwne imię. - Skomentował szybko Gabriel i od razu zrozumiał swoją głupotę. - Moje imię nie jest dziwne! - Oburzyła się dziewczynka - Tak, przepraszam. Ja po prostu nigdy nie słyszałem takiego imienia - poprawił się nieporadnie - Mam ładne imię. - No ładne jest. - Spojrzała na niego w chwili, gdy się do niej uśmiechnął, przez co szybko odwróciła wzrok w stronę okna. - Gabriel - nauczycielka wyczytała jego imię na ostatnim miejscu. - Jestem!

* * * *

Dzwonek, przerwa! Po spakowaniu całego szkolnego sprzętu do plecaków uczniowie wybiegli z klasy w mgnieniu oka. Po nużącym dniu spędzonym w szkole z niecierpliwością oczekiwali na ten moment. Właśnie skończyła się ostatnia lekcja i mogli wrócić do swoich domów. Biegli w dół po schodach do szatni, aby zabrać pozostawione rano rzeczy. Gabriel wyszedł jako jeden z ostatnich, gdyż nie miał ochoty pchać się ku wyjściu jak zwykle robili to inni. Zauważał ten trend po każdej niemal lekcji. Wolał jednak pozostać jeszcze na uboczu. Wprawdzie nawiązał już pojedyncze znajomości, jednak po jednym dniu spędzonym w nowym środowisku trudno było mu mówić o jakimkolwiek oswojeniu się z rzeczywistością. Już po pierwszej lekcji podeszły do niego osoby, które dostrzegły w nim przyszłego kolegę i chciały go bliżej poznać, dzięki temu przestał czuć się taki osamotniony w tej klasie. Cały czas miał dziwne wrażenie, że spotkanie Lilli w tej klasie to coś wyjątkowego. Wprawdzie nie odzywała się często, tak naprawdę zamieniła z nim tylko kilka zdań, to jednak jej obecność dużo mu dawała. Czego? Nie potrafił tego powiedzieć. Gdy był już za progiem, poczuł silne szarpnięcie. Czyjaś ręka złapała go za bluzę i pociągnęła w bok przyciskając do ściany. Zza drzwi wyszedł wyższy o głowę od Gabriela chłopiec w niebieskobiałej kurtce oraz czarnej czapce na głowie. Za jego plecami stało jeszcze dwóch innych, podobnie ubranych. Wpatrywali się w niego z niemiłym błyskiem w oczach. - Widzę, że jesteś tu nowy. - Odezwał się "przywódca", który wciąż szarpał Gabriela za bluzę - więc posłuchaj, co do ciebie mówię. - Ej, puszczaj mnie! - Odparł złowrogo Gabriel próbując wydostać się z żelaznego uścisku napastnika. Jego przeciwnik był dużo starszy od niego i niezwykle wyrośnięty. Na oko mógł chodzić nawet do szóstej klasy. Gabriela ogarnął lęk. - Słuchaj szczeniaku! W tej szkole ja rządzę! - Znów szarpnął chłopca za bluzę - Będziesz się stawiał i sprawiał kłopoty, to my się tobą zajmiemy. - Odwalcie się ode mnie! - Warknął Gabriel wyzwalając się z uścisku. Spojrzał z wrogością na swoich oprawców. - Dzisiaj masz luz, ale nie zawsze tak będzie. Uważaj na przyszłość. - Zagroził - Mamy cię na oku... - Ej, co się tam dzieje? - Usłyszeli głos dochodzący niewiadomo skąd - Spadamy! - Na to hasło trójka napastników ulotniła się głównymi drzwiami. Obok chłopca pojawiła się Lilla z zarzuconym na plecy tornistrem trzymając w rękach jakiś zeszyt. Stanęła przed nim i spojrzała na niego ze smutnym wyrazem twarzy. Po chwili opuściła jego towarzystwo i wychodząc ze szkoły ruszyła w kierunku domu. Tymczasem Gabriel zapytał jednego ze swoich nowych kolegów, który wychodził z klasy za jasnowłosą dziewczyną: - Wiesz, kto to był? - kolega skinął głową - To Filip, chodzi do piątej klasy. Wszystkich denerwuje i każdemu dokucza - ostatnie słowa wypowiedział z przekąsem - Jak to? Nie powiedzieliście tego nauczycielce? - zdziwił się. - A jakże! Raz, drugi... Ale on sobie nic nie robi z uwag nauczycieli - westchnął - Nie możemy go cały czas kapować, bo przezwisko konfident, które będzie znała cała szkoła mamy jak znalazł. - Aha - Gabriel poprawił ubranie, które miał na sobie i założył plecak na ramię - Jego matka jest dyrektorką, dlatego wszystko uchodzi mu płazem - wytłumaczył - poza tym jest szefem i guru grupy złożonej z kilkunastu sześcioklasistów. Zawsze ma obstawę, niestety. Nauczycielka znajdowała się jeszcze w sali. Korytarz był pusty, nie było na nim żywej duszy. Prawie. Na poręczy, która zabezpieczała schody do szatni siedziała jakaś osoba oparta lekko o ścianę. Miała krótkie, ciemno-brązowe włosy oraz jasną bluzę z kapturem i trochę przydługie spodnie moro. Nie pasowała do tego miejsca. Postać ta była wysoka i szczupła, lecz nie przypominała nauczyciela. Osoba spojrzała prosto na Gabriela wzrokiem, który wywołał u chłopca dreszcze. - Chodźmy już - zaproponował kolega. Gabriel jeszcze raz spojrzał na tajemniczą postać, która nie odrywała od niego wzroku. - Masz rację, chodźmy.

"PRZEPRASZAM"

Mijały dni, tygodnie. Nowy świat, w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%