Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 11 min czytania

Gacioman

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

”Hej, hej Gacio­man!

Ty to lubisz, ja to wiem!

On do łóżeczka biec już musi!

By poło­żyć się na mamusi podusi! „

– Aaaaa! – nocną ciszę prze­rwał krzyk. Star­szy męż­czy­zna usiadł na łóżku. Serce mocno mu biło, jakby chciało się wyrwać z piersi – to był sen – pomy­ślał – to był tylko okropny sen! – z ulgą pró­bo­wał wygra­mo­lić się z łóżka.

– Co się ze mną dzieje? To chyba już sta­rość daje o sobie znać?!

Zapa­lił nocną lampkę. Budzik wska­zy­wał pierw­szą w nocy. Piąta noc, piąta noc z rzędu, kiedy to budził się o tej samej porze i śnił ten sam głupi sen!

– Chyba muszę wybrać się do leka­rza – pomy­ślał – mam nadzieję, że nic mi nie dolega?!

Zapiął nie­sforny guzik przy piża­mie – nie można sobie fol­go­wać, nawet jeżeli cho­dzi o piżamę! – tak zawsze mówiła mama i Zyg­fryd Kozłow­ski na całe życie, zapa­mię­tał sobie te nauki.

Teraz wszedł do nie­na­gan­nie urzą­dzo­nej kuchni. Białe, już dawno nie­modne szafki kuchenne, błysz­czały czy­sto­ścią. Pod­szedł do jed­nej z nich i wycią­gnął kubek z napi­sem „uśmiech­nij się”. Stara lodówka posłusz­nie roz­bły­sła świa­tłem. Nalał sobie mleko i usiadł przy kuchen­nym stole. Kiedy skoń­czył, umył naczy­nie, porząd­nie je wytarł i następ­nie ponow­nie umie­ścił je w szafce. – I po śnie – zauwa­żył z prze­ką­sem – te kosz­mary muszę uwa­żać, co jem przed snem, bo się wykoń­czę!

Wyszedł z kuchni by przejść do biblio­teki. Po chwili jed­nak cof­nął się i pod­szedł do drzwi wej­ścio­wych. Szarp­nął za klamkę, były zamknięte. – Ostroż­no­ści ni­gdy za wiele – pomy­ślał – tyle teraz prze­stępstw na świe­cie, lepiej nie pro­wo­ko­wać sytu­acji. Cof­nął się do swo­jej pra­cowni. Biblio­teka nie wyróż­niała się niczym szcze­gól­nym. Książki, książki i jesz­cze raz książki. Jedne uło­żone tema­tycz­nie, inne ponu­me­ro­wane według serii. Pie­czo­ło­wi­cie umiesz­czone na pół­kach, cze­kały tylko na swoją kolej, nie było tu miej­sca na przy­pa­dek. Zyg­fryd lubił porzą­dek – kto ma bała­gan w domu, ten ma bała­gan w życiu – mawiała jego mama i on zawsze hoł­do­wał tej mak­sy­mie. Poszedł do biurka, zapa­lił nocną lampkę i jesz­cze raz przej­rzał kore­spon­den­cję. Jak zwy­kle rachunki, choć tym razem cze­kała go miła nie­spo­dzianka. Jakaś mała nad­płata w rachunku za prąd. Się­gnął po kolejny list, był zamknięty. Chwy­cił ele­gancki nożyk do listów i roz­ciął kopertę. Fun­da­cja „Nasze Dzieci”, słała podzię­ko­wa­nia za kolejną wpłatę na rzecz małych sie­rot. W środku była jesz­cze jedna nie­spo­dzianka. Powie­lony pew­nie w tysią­cach egzem­pla­rzy rysu­nek z kwiat­kiem, który jak infor­mo­wał pod­pis, nary­so­wał 4 letni Staś. – Uro­cze – pomy­ślał – tyle bied­nych malu­chów jest na tym świe­cie. Nie każdy miał tyle szczę­ścia, co ja! Deli­kat­nie odło­żył rysu­nek i usiadł za biur­kiem. Włą­czył wysłu­żony kom­pu­ter. Choć od dwóch lat był na eme­ry­tu­rze o czym przy­po­mi­nał pre­zent od byłych stu­den­tów w postaci popier­sia jakie­goś nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­nego męż­czy­zny. To na­dal udzie­lał się czyn­nie w małej spo­łecz­no­ści swo­jego mia­steczka. Teraz wszedł na stronę uczelni, w któ­rej prze­pra­co­wał pra­wie trzy­dzie­ści lat. Zalo­go­wał się i spraw­dził czy nikt z pra­cowników, też nie cierpi na bez­sen­ność. – Nie­stety – zauważył – tylko ja mam tak mało oleju w gło­wie by o tej godzi­nie zamiast spać, to sie­dzieć przed kom­pu­terem! – Może mała whi­sky? – sam sobie zapro­po­no­wał i pod­szedł do barku. Wró­cił do biurka, posta­wił do połowy napeł­nioną szklankę i usiadł wygod­nie. Spoj­rzał na ekran i zoba­czył, że ktoś jesz­cze lubi pra­co­wać po nocy. Kolejna zie­lona lampka, dobit­nie o tym świad­czyła. – Za kosz­mary – wzniósł toast do nie­zna­jo­mego i łyk­nął duży haust whi­sky. Spraw­dził jakie plo­teczki roz­sie­wają stu­denci, co tam mają w pla­nach jego kole­żanki i kole­dzy. Stwier­dził, że to nie jest nic tak waż­nego, co mogło by go odcią­gnąć od łóżka i posta­no­wił wyłą­czyć kom­pu­ter. – Dryn! – w ciszy nocnej, sygnał czatu zadźwię­czał jak wystrzał armatni. Spoj­rzał na wia­do­mość.

Man: Cześć widzę, że nie śpisz? Nie znał nikogo takiego, ale pomy­ślał, że to pew­nie ktoś nowo zatrud­niony. Dla­tego odpowie­dział uprzej­mie. Zyg­fryd: Tak się jakoś zło­żyło Man: Czę­sto tak masz? Zyg­fryd: Ale co? Man: Że nie śpisz! Zyg­fryd: Ostat­nio czę­sto, to już ten wiek he he! Man: No tak, ten wiek! Zyg­fryd: A Ty dla­czego nie śpisz?

Tutaj nastą­piła prze­rwa i dopiero po minu­cie otrzy­mał odpo­wiedź. Man: Cze­ka­łem Zyg­fryd: Cze­ka­łeś? Na co?! Man: Chyba na kogo? Zyg­fryd: No dobrze, a więc na kogo?! Sygnał wia­do­mo­ści znowu zadźwię­czał Man: Na cie­bie! Zyg­fryd: Na mnie? Wiesz ja już od dwóch lat nie pra­cuję. Oczy­wi­ście utrzy­muje kilka kon­tak­tów z innymi wykła­dow­cami, ale raczej nie anga­żuję się w sprawy uczelni. W czymś Ci pomóc? Dryn! Man: Tak! Zyg­fryd: O co cho­dzi?! Man: Chcesz poznać tajem­nicę? Zyg­fryd: Tajem­nicę? Jaką tajem­nicę? Dzie­kan coś zma­lo­wał? – wysi­lił się na żart pod wpły­wem alko­holu. Man: Twoją tajem­nicę Zyg­fryd: To prze­staje być śmieszne! Man: Nie mówi­łem, że to będzie śmieszne Zyg­fryd: Dobrze, a zatem, co ja tam ukry­wam? He, he oczy­wi­ście oprócz hemo­ro­idów! Man: Pokażę Ci, zaj­rzyj do szu­flady w biurku! Zyg­fryd: Skąd wiesz, co mam w domu?! Man: Szu­flada! – to zabrzmiało jak roz­kaz.

Odsu­nął się z fote­lem od sta­rego rzeź­bio­nego mebla i choć czuł, że już…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%