Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 11 min czytania

Gasnące światła cz. I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pewnego słonecznego wrześniowego poranka szłam, jak zwykle, do szkoły. Na ulicach było jeszcze pusto, głównie autobusy zatrzymywały się co chwila na przystankach aby zabrać ludzi śpieszących się do swoich obowiązków. Czekałam niecierpliwie na starego ikarusa, który codziennie zawoził mnie do metra. Wiatr dawał się we znaki, moje oczy jak zwykle nie mogły tego wytrzymać – samoczynnie zaczynałam płakać. Ludzie przechodzący chodnikiem patrzyli się na mnie ze zdziwieniem. „To przecież tylko wiatr” – myślałam zakrywając oczy fioletowym szalikiem. Wreszcie nadjechał autobus. Weszłam, czym prędzej zajęłam wolne miejsce i wyjęłam chusteczkę, żeby otrzeć łzy. Nie lubiłam jeździć do szkoły. Każdy dzień wydawał mi się pusty, ludzie szarzy, smutni – udzielało się to także mnie. Rozmyślałam nad tym czego tak naprawdę pragnę w życiu, kim chcę być. Pewien filozof mawiał „uczymy się przez całe życie, za wyjątkiem lat szkolnych”. Miał rację. Prawdziwego życia nie uczy nas szkoła, lecz wszystko co nam się przydarza. Wszystko jest potrzebne, by zajrzeć w samego siebie i odnaleźć cel w życiu. Tęskniłam za dzieciństwem, które kojarzyło mi się z beztroską, szczęściem. Gdy zaczęłam dorastać, wszystko się zmieniło. Zaczęłam się gubić. Buntować także, co najbardziej uderzało w rodziców. Byłam zła, że życie tak szybko przemija a my nie jesteśmy w stanie tego zatrzymać. Kochane i bliskie osoby odeszły, ja pozostałam a jakaś cząstka mnie uleciała, znikła. Bardzo chciałam zmienić swoje życie, móc znów odnaleźć radość i chwytać każdy dzień. Tego dnia nie wiedziałam że ktoś wysłucha moich bezinteresownych próśb i na zawsze odmieni moje życie.

Pamiętam ten dzień, jakby to było dziś. Dokładnie 14 października. Szłam właśnie koło cmentarza i hałaśliwej ulicy w kierunku przystanku – jak co dzień. Nic nadzwyczajnego. Jedynie ulica była wyjątkowo ruchliwa. Słuchałam odtwarzacza, na uszach miałam słuchawki. Dreptałam w rytmie „Wonderwall” grupy Oasis. Myślałam o tym czy zdążę na swój autobus, czy nie powinnam nieco przyśpieszyć kroku. Nagle usłyszałam przeraźliwy jęk i pisk opon. Natychmiast się odwróciłam i zobaczyłam czerwonego Forda jadącego prosto na mnie. Poczułam przeraźliwy ból. I nagle zapadła ciemność. W oddali słyszałam krzyki przechodniów. Ostatnie słowa jakie usłyszałam to tekst piosenki: „I wszystkie światła, które prowadzą nas, ślepną”.

Obudziłam się w szpitalu z okropnym bólem głowy. Na oczach przewiązano mi opaskę, tak że niczego nie mogłam dojrzeć. Usłyszałam głos: - Agatko, mój Boże, nareszcie się obudziłaś! – krzyknęła mama. Lecz nie był to krzyk radosny. Czułam napięcie. – Córeczko, miałaś wypadek, pamiętasz? - Jak przez mgłę, mamo… - Samochód potrącił cię ale zdążyłaś uskoczyć przed czołem auta. - Złamałam coś? - Nie kochanie, wszystko jest…- i tu urwała głos. Wiedziałam. Coś się stało. – nie będę cię oszukiwać. Zrobili ci tomografię głowy. Wykryli drobne zmiany. Kochanie, wiesz dlaczego masz tę przepaskę na głowie? - Mamo… - Straciłaś wzrok…- złapała mnie za rękę, poczułam jej łzy kapiące na moją dłoń. Nagle poczułam ze spadam w jakąś przepaść i nikt nie wyciąga do mnie ręki. Spadam w otchłań i nie mogę się wydostać. Odruchowo złapałam się za głowę, dotknęłam oczu pod przepaską, tych samych które rano ocierałam z łez. Zdjęłam to cholerstwo z głowy. I…nic nie zobaczyłam. Ciemność. Tak jakbym zamknęła oczy. Na zawsze. Rzuciłam się w stronę matki, ona mocno objęła mnie i uspokajała. Krzyczałam, płakałam, myślałam ze to sen, jakiś koszmar, który nie chce się skończyć. Nagle przestałam krzyczeć. Dookoła panowała przeraźliwa cisza. Wtuliłam się w matczyne ramiona i czas się zatrzymał. To był najgorszy dzień w moim życiu.

Nie odzywałam się przez następny tydzień. Wszystko mnie denerwowało, bo każdy chciał mi pomóc. A ja nie chciałam być jak ta bezradna istota, która nie potrafi nawet zawiązać sobie buta. Wszyscy litowali się nade mą. Okropnie mnie to bolało. Nie chodziłam do szkoły. Profesor na pewno wszystkim powiedział o moim wypadku. Nie chciałam o tym myśleć. Wszyscy by pewnie teraz mnie żałowali. Magda – najlepsza przyjaciółka jeszcze tego samego dnia, w którym miałam wypadek przyjechała do szpitala. Czułam jej zdenerwowanie i szok. Zawsze była dla mnie wzorem siły i wytrzymałości na przeciwności losu. Tego dnia odkryłam że te cechy także maja swoje granice. Długo siedziałyśmy w ciszy. Magda trzymała mnie za rękę. Wiedziałam że płacze, mimo ze próbuje to powstrzymać. - Kiedy się dowiedziałam, byłam z Klaudią na spacerze. Ona zaraz przyjedzie. Chciała pogadać z Sylwią. - Z Sylwią? No tak, ostatnio mają lepsze stosunki między sobą. - Aguś, musisz wiedzieć ze zawsze możesz na nas liczyć. Rozumiesz? Nie zostawimy cię z tym samej. - Dziękuję kochana. Jesteś dla mnie jak siostra. Tego dnia poznałam wartość przyjaciół z którymi się zadawałam. Spośród wielu została tylko garstka tych prawdziwych, którzy naprawdę chcieli mi pomóc.

Po dwóch tygodniach zaczęłam wychodzić z domu. Z pomocą taty i mamy wychodziło mi to coraz lepiej. Doskonale pamiętałam rozkład pomieszczeń i mebli w domu, okolice bloku i osiedle. Pewnego dnia, gdy

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Gasnące światła cz. I — czytnik · opowiadania