Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 11 min czytania

Gdy ciemność paraliżuje strachem

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Tamtego lata Stefcia po raz pierwszy została u babci sama. Mama musiała wrócić do domu, do pracy. Troszkę lękała się jak to będzie, ale przecież wszystkich znała od lat. Babcię i dziadka, wujka i ciocię oraz ich syna - jej starszego o kilka lat kuzyna. Mieszkali w malowniczej wiejskiej okolicy. Gospodarstwo wujka otaczały pola i lasy oraz liczne wzniesienia, a wśród łąk spokojnie wiła się rzeczka, w której dziewczynka często się kąpała.

Dom babci był bardzo stary, pamiętał czasy wojny i skrywał wiele mrocznych tajemnic. Najbardziej bała się sieni. Było tam wiecznie ciemno, a słaba żarówka ledwie lizała światłem ściany. Tuż za głównym wejściem, naprzeciwko siebie były drzwi do dwóch pokojów: babci i dziadka oraz wujostwa. W głębi sieni, za grubą kotarą stały potężne, prawie czarne szafy. Zawsze były zamknięte na klucz i nie wiedziała co w nich się znajdowało, ale rozbudowana wyobraźnia podpowiadała jej mrożące krew w żyłach historie. Gdy nocą sikała do metalowego, ukrytego za kotarą wiadra, truchlała na myśl, że nagle odrzwia którejś z szaf otworzą się i wyfrunie z nich duch lub wypadnie kościotrup, prosto na nią. Noc była straszna, pełna dziwnych dźwięków. Stare meble ożywały, może ze sobą rozmawiały i wspominały czasy dawnej świetności. Słyszała też piski myszy i ich malutkie łapki drobiące po zimnej podłodze z grubych desek. Pokój pogrążony był w mroku, przez maleńkie okno wpadało niewiele księżycowego światła, a babcia dodatkowo zasuwała zasłonki, żeby nikt nie zaglądał do wnętrza. Strach nie pozwalał jej zmrużyć oczu, przeszkadzało pochrapywanie dziadka i ciche tykanie zegara. Dopiero, gdy nakryła głowę letnią pierzynką czuła się bezpieczna i wreszcie nadchodził upragniony sen.

Wstawała późno, gdy wszyscy domownicy dawno już byli na nogach, zajęci pracą w polu lub obejściu. Na stole czekało naszykowane przez babcię śniadanie. Zjadała je szybko i wybiegała na podwórko szukać staruszki lub cioci. Zazwyczaj jednak Stefcia biegła do przyjaciółki Bożenki, która mieszkała po drugiej stronie rzeki. Były w tym samym wieku, miały podobne upodobania do zabaw i miło spędzały razem czas. Ich królestwem były porośnięte dziką olszyną i zasnute mgłą moczary. Tam budowały domki, tam bawiły się w dobre wróżki władające ich sekretnym światem.

Wracała potem wpół uśpiona, zaczarowana spokojem miejsca do mrocznej sieni. Niepokój powracał. Poprzedzały go nieuniknione spotkania z dziwnym kuzynem. Widząc, że dziewczynka jest blisko, znajdował perfidną przyjemność w sprawianiu jej przykrości i doprowadzaniu do płaczu. Na jej oczach deptał ślimaki. Zabijał motyle. Boleśnie kopał małe kotki. Miażdżył kamieniem głowy wypadłym z gniazd pisklętom. Patrzył na nią spod oka, wykonując czynności kata zwierząt. Lękała się go. Szukała wtedy babci, a gdy nie było jej w pobliżu, znajdowała schronienie pod puchową kołdrą, jak w nocy.

W deszczowe dni nie mogła odwiedzić mieszkającej daleko przyjaciółki, czytała więc książkę za książką, słuchając kropli deszczu uderzających o szybę. Czasem zapuszczała się do pokoju na poddaszu. Pospołu zaciekawiona i strwożona mijała ciemną sień, wspinała się po kilku schodkach i otwierała skrzypiące drzwi. Pierwsze co rzucało się w oczy, to dwie protezy nóg. Służyły do rozciągania obuwia, ona jednak widziała w nich dwie stojące na baczność łydki. Panicznie się ich bała, obchodziła dalekim łukiem, jakby za chwilę miały ożyć, dogonić ją i wgryźć się w jej drobne ciałko. Uciekając przewracała worki z mąką, padała na pokryte szmatami łóżko i wzbijała tumany kurzu. Sama nie wiedziała, po co tam chodziła. Bała się, ale musiała tam być. Nigdy jednak nie odważyła się wspiąć wyżej, po kilku kolejnych stopniach, aż na strych. Nigdy nie podniosła klapy w suficie prowadzącej do krainy nietoperzy i pająków. Tak przynajmniej babcia opisywała to miejsce.

*****

W czasie żniw dorośli byli w polu. Wujek z dziadkiem ścinali zboże, babcia z ciocią wiązały je i ustawiały w snopki. Stefcia zostawała na miejscu i pomagała tak, jak umiała. Urzędowała w letniej kuchni, którą wszyscy w skrócie zwali przystawką. Białym serem wymieszanym z natką pietruszki karmiła małe, żółte kurczaczki. One kwiliły cichutko wtulone w siebie, a po jedzeniu zapadały w sen. Pilnowała rosołu, który powoli pyrkotał na płycie kuchennej. Gotowała i cedziła makaron. W zagraconej przystawce, nawet w ciągu dnia panował półmrok. Za kotarą było zejście do piwnicy, gdzie babcia przechowywała przetwory warzywno - owocowe. Stefcia zeszła po słoik z morelami. Nagle drzwi zamknęły się za nią i zapanowała ciemność. Usłyszała tylko szczęk zapadającego skobla i diabelski śmiech starszego kuzyna.

Po chwili jej oczy spostrzegły małe okienko. Potykając się o leżące na ziemi kartofle i buraki podeszła do niego. Otwór był wąski, jednak w sam raz dla jej szczupłego ciała. Wkrótce w oknie pojawiła się głowa chłopaka i jego wyszczerzone w uśmiechu zęby. Był szybszy niż ona! Przyturlał skądś beczkę i zamknął jej okno na świat. Nie miała siły jej odepchnąć, choć walczyła z całej mocy.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Gdy ciemność paraliżuje strachem — czytnik · opowiadania