Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 49 min czytania

" GDY LOS ŁĄCZY DWOJE "

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wielkie miasto.. Tysiące ludzi.. Miliony zdarzeń.. A ona w nim sama.. Taka bezsilna, słaba istota. Mimo znajomych i przyjaciół jest jak kropla wody w oceanie.. Nie ona jedyna, lecz nie jedna z wielu. Niekochana, nieobdarowywana miłością rodzinną.. Dlaczego? Na to pytanie jest jedna bardzo prosta odpowiedź: Każda osoba w Domu Dziecka czuje dokładnie to samo.. Potrzebuje miłości, opieki, zrozumienia, współczucia... Taki nieszczęśliwy los spotkał 15-sto letnią Julkę to pięknych, długich, czarnych jak heban włosach i brązowych oczach. Jest to uśmiechnięta i pogodna nastolatka, mimo tego, iż została na tym świecie zupełnie sama. Zdaje sobie sprawę z tego, że to, jaki los ja spotkał to dar od Boga i stara sie go zrozumieć, lecz to nie jest takie łatwe.. W wieku 9-ciu lat Julka straciła rodziców. Zapowiadały się cudowne wakacje.. Pełne słońca, miłości i radości, lecz nikt nie mógł przewidzieć tragedii, jaka się tego dnia wydarzyła. W samochód rodziny Przyjemniak uderzył samochodem pijany kierowca, który nadjeżdżał z naprzeciwka. Ojciec Julki, a mąż Anny próbował robić wszystko, aby nie doszło do wypadku, ale nie udało mu się.. Marcin umarł na miejscu, Anna zaś w drodze do szpitala. Opatrzność sprawiła, iż ich córeczka wyszła z tego wypadku z lekkimi złamaniami, ale jej życiu nic nie zagrażało. Wtedy dziewczynka została zupełnie sama.. Bez rodziców.. Bez dziadków, którzy byli już w niebie oraz bez jakichkolwiek krewnych, którzy mieszkali na drugim końcu Polski. Nikt nie mógł zaopiekować się nią, został jej tylko Dom Dziecka, w którym starano się zapewnić jej jak najlepsze życie. Nastolatka wyrosła na mądrą i piękną dziewczynę. Jako dziecko chciała trafić do nowej rodziny, lecz największe szanse na znalezienie nowego domu mają dzieci małe.. Jej wiek już nie bardzo wchodził w rachubę. Pogodziła się ona z myślą, że zostanie tu do osiemnastego roku życia. Jak sama mówiła: „Jest w tym życiu jakiś sens.. Jest cel, do którego zmierzam i za wszelką cenę dotrę!". Pewnego dnia, gdy miała lat 16-scie do ośrodka, w jakim przebywała trafił Filip. Chłopak obdarowany nieziemską urodą.. Cudowne niebieskie jak niebo oczy i krótko ścięte brązowe włosy, lekko postawione na żelu. Mimo tego, iż miał on zaledwie 16-scie lat tak jak ona, wzbudził on w Julce zainteresowanie. Postawiła sobie wtedy nowy cel: Zaprzyjaźnić się z nim. Jak większość osób, które trafiały do Domu Dziecka czuł sie nieswojo.. Nie znał tu nikogo, wszyscy byli mu zupełnie obcy.. Nowy dom, nowe otoczenie, nowe znajomości.. Wszystko było dla niego nowe, tak jakby dostał nowe życie. Wiedział, że on sam musi przełamać pierwsze lody i "wkręcić" sie w paczkę kolegów. Cały ośrodek przyjął Go przyjaźnie, on sam nawet się tego nie spodziewał. Był zdenerwowany jak dziecko, które pierwszy raz miało mówić wierszyk w szkole na pierwszej w jego życiu akademii. Koledzy odrazu podeszli do niego i poznali z wszystkimi, którzy tam mieszkali. Nadeszła kolej na poznanie ostatniej osoby, która była Julka. Filip powoli wyciągnął dłoń w kierunku, Julki i z uśmiechem na twarzy i blaskiem w oczach wolno wypowiedział swoje imię, a Julka odwzajemniła uśmiech i również sie przedstawiła. Wtedy poczuła coś dziwnego w środku. Jakieś dziwne uczucie, którego jeszcze nie znała.. Poczuła jakiś wewnętrzny głos, którego w ogóle nie rozumiała... Dość szybko Filip i Julka zaprzyjaźnili się. Spędzali ze sobą dużo czasu.. razem odrabiali zadania.. Wykonywali obowiązki dnia codziennego. W całym ośrodku chodziły pogłoski, że są parą. Gdy ktoś o to ich pytał, patrzyli na siebie, przekazywali uśmiech i odpowiadali: " Nie, jeszcze nie.. Ale kto wie, może kiedyś." Nie upłynęło dużo czasu jak pogłoski stały się rzeczywistością. Wtedy Julka odkryła, co to za dziwne uczucie ogarnęło ją w chwili, gdy poznała Filipa.. To była "Miłość od pierwszego wejrzenia" Zbliżały się 17-ste urodziny nastolatki. Wszyscy o nich pamiętali i knuli za jej plecami jak urządzić przyjęcie. Każdy był tajemniczy, Julka zaczęła coś podejrzewać, lecz każdy jak tylko mógł zbywał od niej te myśl. Naszedł 19 maja. Od samego rana, każdy zachowywał się według Julki dziwnie. Jeszcze nie tak dawno wszyscy coś knuli, byli tajemniczy, a dziś zupełnie nic. Nawet Filip nie złożył jej życzeń. Julka posmutniała. Pomyślała wtedy: ‘‘ Tak naprawdę nikt nie pamięta, że 17-sie lat temu urodziła się taka osoba jak ja.. Nikomu na mnie nie zależy.. Chodziło mi tylko o pamięć.. Ale wszyscy mnie zawiedli.." Cały dzień minął jak każdy od pory, gdy tu trafiła. Zbliżała się, 20:15 kiedy Julka skończyła odrabiać lekcje. Wyszła na korytarz, lecz nie zobaczyła ani jednej żywej istoty.. Zupełne pustki. Pomyślała wtedy, ze może teraz odbywają sie jakieś zajęcia, więc udała sie na salkę. Gdy się zbliżała stwierdziła, ze jest to nie możliwe, ponieważ drzwi były lekko uchylone, a światło zgaszone. Postanowiła jednak wejść. Gdy otworzyła drzwi i oświetliła pomieszczenie porostu zaniemówiła i stała jak zaczarowana. Cały Dom Dziecka zaczął śpiewać jej "Sto lat" i krzyczeć -Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! A Filip podszedł do niej, przytulił ją i wyszeptał.. - Wszyscy pamiętaliśmy, ale to miała być niespodzianka- Uśmiechnął się do niej i wręczając jej mały upominek powiedział: - Chciałbym dać Ci wszystko, ale nie mam nic, więc daje Ci siebie- i jeszcze raz ja przytulił. Wszyscy zgromadzeni podeszli i wręczyli jej prezent, a mniejsze dzieci podarowały jej wykonane własnoręcznie laurki zrobione specjalnie dla niej. Wszystkie kolejne dni jej życia mijały bez żadnych problemów i kłopotów. Były pełne radości, miłości i spokoju, lecz pewnego dnia do Julki doszła szokująca a zarazem radosna wiadomość: Do Warszawy przeprowadziła się jej ciocia. Ona wiedziała o wypadku sprzed 8-miu laty i wiedziała również, iż Jula znajduje się w jednym z Domów Dziecka w stolicy. Dzwoniła do każdego ośrodka po kolei i wciąż pytała: „Czy jest może u państwa dziewczyna, co nazywa się Julia Przyjemniak?" Spotykała się cały czas z odpowiedzią: „Niestety nie ma u nas kogoś o takich danych" aż trafiła na Dom Dziecka im. Jana Pawła II gdzie Julka przebywa. Pani Dorota, dyrektorka Domu powiadomiła rano Jule, że dziś o godzinie 15 będzie miała niespodziankę. Dziewczyna w ogóle nie wiedziała, co to może być za niespodzianka. Filip poddał pomysł, że może ktoś ją odwiedzi, lecz ona mówiła, że nie ma nikogo. Filip miał dziadków tylko, lecz sąd nie przyznał im opieki nad nim, kiedy to matka zmarła, ponieważ dziadek jego jest ciężko chory. Wtedy to Julka zdała sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nic nie wie o tym, dlaczego Filip trafił do ośrodka i postanowiła się dowiedzieć. Powoli i spokojnie i ze zdenerwowaniem jak on zareaguje na jej pytanie zapytała: - Nigdy tak naprawdę nie pytałam o to.. Ale ciekawość.. Czemu tu trafiłeś? - Zapytała - Moja mama zmarła na serce - odparł Filip ze smutkiem w głosie i dodał jeszcze - To była jedyna osoba, która mnie rozumiała. Była nie tylko moją matką, ale i przyjaciółką. Mogłem z nią gadać o wszystkim, dosłownie tak jak z jakimś kumplem. - A ojciec? Co z nim? Dlaczego on sie Tobą teraz nie zajmuje?- Dociekała - Trudno mi się przyznać, no, ale.. - Nie musisz mówić, nie nalegam - przerwała mu dziewczyna - Nie, nie.. W końcu jest moja dziewczyną. Jeśli chcemy być razem musimy mieć do siebie zaufanie i nie możemy mieć przed sobą tajemnic. Mój ojciec siedzi w więzieniu. - Ale.. Jak to? Za co? Co się takiego stało..? - Kilka lat temu mój ojciec wracał od swojej siostry z imprezy i wtedy... - Nie dokończył, ponieważ Pani Dorota weszła do pokoju gdzie byli i powiedziała: - Julka... Nadszedł czas byś kogoś poznała.. Pozwól ze mną. - Ale kogo..? - Zobaczysz.. To ta niespodzianka, o której mówiłam Ci rano - Trzymaj kciuki Skarbie- powiedziała do Filipa z uśmiechem - Masz to jak w banku- powiedział i odwzajemnił jej uśmiech Julka zeszła wraz dyrektorką i w korytarzu zobaczyła kobietę średniego wzrostu o tak samo czarnych włosach jak jej upiętych w śliczną fryzurę. Kobieta ta była dość elegancko ubrana. Miała czarny żakiet do tego spódnicę i biała bluzkę, która komponowała sie z kompletem idealnie, a do tego buty na średnim obcasie. Julka niepewnie podeszła bliżej i uważnie sie jej przyglądała się. Przypominała jej Annę, ale pamięta ją tylko, gdy miała zaledwie 9 lat. Kobieta wyciągnęła do niej rękę i z uśmiechem powiedziała: - Nazywam się Klara Jankowiak, jestem siostrą Twej mamy, a Twą ciocią. Julka zaniemówiła. Chciała uszczypnąć się i sprawdzić czy to sen czy jawa. Nie potrafiła wydusić z siebie ani słowa, tak jakby ktoś zamknął jej usta na tysiąc zamków. Gdy po kilku minutach uspokoiła się odpowiedziała: - Ale.. Co Pani.. Tzn. co ciocia tu robi.. Przecież wy wszyscy mieszkacie w górach.. I skąd wiedziałaś, ze tu jestem..? - To bardzo długa historia. Niestety teraz nie mogę Ci wszystkiego wytłumaczyć, ponieważ mam ważne spotkanie w sprawie nowej pracy i nie mogę sie spóźnić się, ale obiecuje, że jutro wpadnę tu i pogadamy- odpowiedzialna na zadane jej pytanie z szerokim uśmiechem na twarzy i pożegnawszy się wyszła. Jula nadal nie wierzyła w to, co sie wydarzyło się. Szybko pobiegła do Filipa, który był wśród kolegów i rzuciła sie mu na szyję. - Co to za osoba? - Zapytał - Nie uwierzysz! Siostra mej mamy wprowadziła sie do Warszawy! To właśnie ona- wprost wykrzyczała z radości nastolatka - Widzisz. Wiedziałem, byłem przekonany, że jednak kogoś masz na tym świecie oprócz mnie- dał jej buziaka i przytulił bardzo mocno - A.. Mógłbyś mi dokończyć.. Wiesz, co? - Zapytała go - Przepraszam Juleczko, ale teraz nie mogę. Obiecałem chłopakom, że pójdę z nimi teraz zagrać w nogę. Gniewasz sie? - Zapytał ze słodkim wyrazem twarzy - Hm.. No wiesz.. - Zaczęła się z nim drażnić Filip posmutniał, a ona dodała: -Oczywiście, że nie. Pogadamy jak będziesz miał czas- uśmiechnęła się i wtrąciła jeszcze - Daj mi buziaka i idź już, bo jak się spóźnisz to oni będą sie gniewać. Zrobił jak mu kazała i pobiegł do kolegów. Ona zaś poszła do swego pokoju, położyła, sie na łóżku i zaczęła rozmyślać o tym, co wydarzyło się sie niecałe pół godziny temu. Była tak zmęczona, że zasnęła po godzinie czasu i nieświadoma obudziła sie rano, otworzyła oczy i zobaczyła uśmiechniętego chłopaka.. Jej chłopaka, który czule na nia patrzył. - Co Tu robisz? A właściwie, dlaczego już jest rano..? - Zapytała zdezorientowana - Tak to jest jak się idzie spać o 17 popołudniu i śpi sie jak niedźwiedź w trakcie snu zimowego - odpowiedział z lekka nutką śmiechu Fifi - Oj bardzo śmieszne! - Odpowiedziała mu z żartobliwą złością - No dobra, koniec tego leniuchowania, wstawaj mój słodki śpiochu, bo już późno. Spóźnisz się sie na zajęcia- pouczył ją, dał jej buziaka w czoło i wyszedł z pokoju. Po skończonych zajęciach Jula popędziła jak najszybciej do pokoju pani Doroty by dowiedzieć się, kiedy jej ciocia ma przyjść. Pani Dorota oznajmiła jej, ze tak jak wczoraj. Dziewczyna udała sie na jadalnie, bo była to pora obiadowa. A ze była już 15:00 chłopcy poszli zagrać na boisku a ona spacerowała przy bramie wejściowej i z niecierpliwością czekała na Ciocie Klarę. Upragniony czas nastał. Na horyzoncie jej wzroku ukazała się ciocia. Była tak samo elegancko ubrana jak wczoraj. - Cześć słonce- przywitała ja ciocia - Witaj Ciociu- odrzekła - Wybacz mi, ale dziś nie spędzę z Tobą dużo czasu.. Praca wzywa- zakomunikowała jej - Dobrze. W sumie ja chciałabym zadać Ci jedno pytanie, które bardzo mnie ciekawi. - Ok. Odpowiem Ci na to pytanie i będę zmykać, ale usiądźmy gdzieś.. Cóż nie mam już 20-stu lat- odpowiedzialna z uśmiechem Usiadły na ławce pod brzozą i po krótkiej ciszy Julka zebrała w sobie siły i zadała pytanie, które wciąż tkwiło w niej: - Czy Ty wiesz, kto jechał wtedy samochodem i spowodował wypadek? Ale szczerze! - Zapytała stanowczo Julia - Nie wiem czy powinnam Ci to mówić... Ale skoro nalegasz.. Był to pan Leszek Kreml Julka zamilkła.. Odraz po usłyszeniu nazwiska przyszła jej myśl: „ Czy to możliwe by był to ojciec Filipa? " - Ciociu.. Czy to możliwe, ze ten ktoś ma syna a w dodatku nazywa się Filip? - Nie wytrzymała i zapytała - Tak jak sie nie myślę ma syna i w tym samym wieku, co Ty.. - Odpowiedziała jej ciocia - Przepraszam Cię ciociu.. Ale przypomniało mi się, ze ja mam teraz ważne zajęcia.. Ym.. Matematykę - skłamała Julka i ledwie powstrzymując sie od płaczu dodała - Musze iść.. Przyjdź jeszcze!- I pobiegła do swojego pokoju Klara bardzo sie zdziwiła tym nagłym pośpiechem dziewczyny, ale nie wydawało sie jej w tym nic aż tak bardzo dziwnego. Po skończonym meczu Filip wziął prysznic i poszedł do pokoju dziewczyny. Wszedł i zastał ja zapłakaną. Odraz podszedł do niej usiadł na łóżku i rzucił pytaniem: - Co sie stało? - Idź stąd. Nie chce Cię znać! - Wywrzeszczała - Co ja zrobiłem? Dlaczego?- Drążył Filip - Dlaczego odraz mi nie powiedziałeś, ze Twój ojciec spowodował wypadek 7 lat temu?!?! - Ja chciałem Ci powiedzieć i miałem.. Ale właściwie skąd o tym wiesz? Kto Ci powiedział?- Z zastanowieniem i lekko podniesionym tonem zapytał chłopak - Bo to w mój samochód wrąbał Twój stary. Twój ojciec zabił moich rodziców!!! - Krzyczała z płaczem Julia - W Twój? To nie możliwe.. Nie to nie może być prawda.. A nawet jakby.. To, dlaczego nie chcesz mnie znać? To mój ojciec nie ja. Ja miałem wtedy zaledwie 10 lat! Nic nie pamiętam.. On teraz gnije w wiezieniu i odpłaca to, co zrobił. Dlaczego chcesz obciążyć tym, co sie stało i mnie? - Bo to Twój ojciec...! - To nie zmienia faktu.. - Kłócił sie chłopak Dziewczyna zamilkła z płaczem. Zdała sobie sprawę z tego, że jej chłopak ma racje, ze to nie jego wina. - Przepraszam, masz rację, ale ja jestem w szoku.. Wybacz mi.. Nie chciałam - wyszeptała Julka - Ale.. Naprawdę jest mi przykro.. Wiedz, ze nawet jakbyś mi nie wybaczyła i dalej oskarżała o śmierć swych starych i to i tak nie przestał bym Cię kochać! Dziewczyna wtuliła sie w jego ramiona i próbowała sie uspokoić.. Upłynęło klika dni, a nastolatka wciąż próbowała na kilka sposób tłumaczyć sobie, dlaczego spotkała syna zabójcy jej rodziców: "Próba od Boga?", " Tajemniczy znak do rozszyfrowania?", "Przypadek?", "Żądza losu?". I nie mogła opowiedzieć sobie na żadne z zadanych pytań. Od czasu, gdy się dowiedziała zamkła się w sobie. Jak kiedyś ochoczo z wszystkimi rozmawiała.. Z kolegami, koleżankami, chłopakiem oraz pracownikami Domu dziecka tak dziś było wszystko inaczej.. Gdy przypomniała sobie tamto zdarzenie: Światło.. Hałas.. Krew.. Na samą myśl łzy cisnęły jej sie do oczu.. Pani Dorota wraz z wychowawczynią Julki- Panią Jolą postanowiły, aby pedagog porozmawiał z nią, a jak to nie pomoże "skazana" będzie na psychologa. Zresztą Filipowi też nie było łatwo. Też przezywał to ciężko, lecz mimo wszystko nadal kochał, Julkę i nie opuszczał ją w tej trudnej sytuacji. Ciotka Julki miała na sumieniu ją i Filipa. Wciąż powtarzała sobie:, „ Dlaczego jej to powiedziałam? Mogłam skłamać, ze nie wiem. To wszystko przeze mnie.." Wokoło Julki i Filipa chodziły różne plotki, ale wszystkie mijały sie z prawdą. Młodzi nie chcieli, aby ktokolwiek dowiedział się, co tak naprawdę się stało. Mijały kolejne dni. W Domu Dziecka ucichły wszystkie plotki.. Dziewczyna wraz z Filipem po rozmowie z pedagogiem uspokoili się.. Po woli powracało wszystko do dawnych czasów, kiedy cieszyli się oni sobą, szyciem... Klara Jankowiak musiała pilnie powrócić do swojego rodzinnego miasta, ponieważ jej wierna przyjaciółka ciężko zachorowała na raka, lecz przed tym wyjazdem spotkała sie z Julką i długo rozmawiały.. -Nigdy nie wybaczę sobie tego, co przeze mnie się stało.. Gdybym wiedziała, ze znasz tego chłopaka, a w dodatku jesteś z nim.. W życiu bym Ci tego nie powiedziała.. - Użalała się sie nad sobą Klara - Nie ciociu.. Dzięki tej całej sprawię, zdałam sobie sprawe z tego, ze tak bardzo kochamy sie z Filipem, ze nawet to iz jego ojciec spowodował wypadek, w którym zginęli moi rodzice nie rozstaniemy się sie.. - Mówiła dziewczyna i dodała - Teraz już wiem, ze to była próba.. Próba na ile jestem silna by znieść jak okrutna prawda kryje sie w przeszłosci mego zycia.. - i przytulila sie do niej.. Po tym jak jej ciocia przekroczyla prog bramy znow poczula, ze procz Filipa.. tak naprawde nie ma nikogo... Wreszcie nastały opragnione wakacje.. Odpoczynek od codziennych zajęć.. Tylko cieszyc się słoncem, wakacjami... - Ale ten czas szybko leci.. Jeszcze niedawno była zima.. Nawet nie było połowy semestru.. A teraz mozemy wylegiwać się tak jak teraz pod wierzbą, cieszyć się pogodą.. sobą.. ehh .. - zanurzała się w marzeniach Julka leżąc obok swego chłopaka.. - I pomyslec, ze juz za rok nas tu nie bedzie.. w nastepne wakacje nie bedziemy tu leżeć.. Tylko w nowym domu.. naszym domu.. Moim i Twoim Słonko - usmiechnąl sie do niej chlopak - A co Ty myslisz ze ja tu nie bede przchodziła w wolnym czasie? - No nie wiem.. A bedziesz? - I jeszcze pewnie myslisz, ze sama? - Sama? Oczywiscie, ze nie! Myslisz, zebym Cie puscił sama? Jeszcze bys kogos po drodze spotkała kto by Ci w woko wpadł i ja musiałbym "isc sie pasc" - powiedzial z oburzeniem - Bedziemy przychodzic tu razem, zeby pobawic sie z dzieciakami i polezec tu i powspominac.. Bo w koncu dzieki temu, ze tu jetsesmy poznalismy sie i jestesmy razem.. - Jednak nie wszystko jest takie zle jak sie wydaje.. - przyblizył sie do niej.. popatrzyl jej gleboko w oczy i pocalował a na koniec dodał.. - Dopiero teraz wiem co to znaczy naprawde kochac.. Romantyczną atmosfere przerwał jeden z ich kolegów - Romek - Ej! Gołąbki.. To nie biuro matrymonialne ani bu.. no wiecie.. - zaczął zartować - Jakas wazna sprawa Romualdzie czy ot tak sobie chcesz nam poprzeszkadzac? - zapytal z zartobliwa zloscia Fifi - Przeszkadzac wam? Alez skad! A tak apropos.. Tak od chrztu jak mi wiadomo mam na imie Romek a nie Romuald jakis no..- powiedzial oburzony - Nie no dobra serio.. Chłopcze chcesz cos czy nie? - zapytala Jula - No dobra widze ze kobieta wkracza w akcje.. Brakuje nam idealnie 2 osob do meczu w siatke.. Zagracie nie? Schudniecie troszke, a pozniej znow bedziecie sie opalac.. - Opalac mowisz? Chcialbym zdazyc zauwazyc, ze za nami wyrosła piekna brzoza.. No chyba ze tylko ja ja widze- zartował - Kochanie to jest wierzba - wtracila sie Julka dogryzajac Filipowi - Zwał jak zwal.. wazne ze drzewo- wymigiwał sie chlopak by odejsc od mysli ze sie pomylil - To jak? Zagracie?- pytal wciaz kolega - A kto gra tak ogolem? - dociekala Julka - No to tak : Anka, Izka, Lola, Ewela, Olka, Maniek, Tomas, Kuba, Piotras no i ja i brakuje Was - wymieniał Romek Filip wstał i powiedział : - Ok, wstawaj piękna musimy sie troche poruszac, nie mozemy byc az takimi leniwcami- powiedzial z usmiechem Filip do swojej dziewczyny pomogl sie jej podniesc i udali się na mecz. Pierwsza polowe wygrali " Crazy bat" czyli szalone nietoperze w ktorych skład wchodzili : Ewela, Romek, Jula, Filip, Maniek i Olka, druga zaś ''Chude niedźwiedzie" : Anka, Lola, Izka, Tomas, Kuba i Piotras. - Mecz był cudowny! - powiedziala Lola - Oh yes! - zgodzil się z nia Maniek - Jak jutro bedzie ładna pogoda tez gramy, ale mieszamy składy- oznajmila Julka - Czyzbys chciala grac przeciwko Filipowi a pozniej pod drzewem meczyc go jak to wygralas?- dreczyl ja Romek - Spadaj! - Dobra, dobra spokojnie.. przeciez wiesz, ze zartuje- podszedl i objal ja przyjacielsko - Wiem wiesniaku- opowiedziala z przyjaznym usmiechem - Dobra dzieciaki, koniec tego dobrego.. teraz myjemy raczki wszyscy i idziemy na kolacje.. pewnie jestescie glodni jak wilki- powiedziala ich kucharka pani Krysiai zwolala na posilek. Wszyscy byli tak zmeczęni, iz udali się do łazienki, a pozniej do swoich pokoi. Julka wraz z Filipem jednak nie zrobili tego co inni. Powrocili pod wierzbę aby zanurzać się w marzeniach i tam odpoczynek - Łazienka nie ucieknie.. Jak kocha to poczeka - zazartowała dziewczyna - Odpocznie sobie.. Tyle wody na raz stracic to katastrofa- zzartował z nia chłopak - Co bedzie dalej? Co bedzie z nami? - zmnienila tamet Jula - Co bedzie dalej? Głupie pytanie.. Oczywiscie wyjdziemy stąd.. zamieszkamy sobie razem.. pozniej zalozymy rodzinę.. Bedziemy miec chłopczyka..- marzyl chlopak - Chlopczyka i dziewczynkę - Samego chłopczyka- przekomarzal sie chlopak - Taa, jasne. Wy bedziecie siedziec i ogladac mecz, a ja sama przy garach stać, tak?! O nie.. ja się tak nie bawie- mowila - Ależ Skarbie.. Od czego jest kobieta? - O zesz Ty wstretny!- rzucila w niego zerwana trawą Filip złapał ją tak iż pochyliła sie tak, ze ich nosy sie stykały i powiedział: - No co piekna? Masz cos na swoja obronę? Teraz nikt Cie nie uratuje.. Wycałuje Cie na smierc! - Taka smierc? Oh yes - usmiechnela sie i pocałowała chłopaka - No ładnie, ładnie.. co tu sie wyprawia?!- zaskoczyla ich pani Ania- jedna z pracownic Domu - Um.. ymm.. to znaczy my.. mm..- nie wiedziala co powiedziec Julka - Przepraszamy ale my chyba powinnismy juz isc- zabral dziewczyne za reke i poszli do budynku - Eh.. te dzieciaki- powiedziala do siebie p. Ania z usmiechem na twarzy W drodze do budynku : - No to wpadlismy- powiedział Filip - Ee.. tam, nic sie nie stalo.. w koncu mamy juz 17 lat- usmiechnela sie dziewczyna - Hehe, no tak. Ok Słonko ja mykam sie wykapac szybciutko i wiesz.. do lozeczka zeby sie nie czepiali.. i Ty tez zrob to samo lepiej- pouczyl ja - Tak jest szefie- stanela na bacznosc Jula - Wiesz, ze Cie kocham? - Wiem wiem, Ale ja Ciebie bardziej - Niepra... - Nie kloc sie ze mna - przerwala mu nastolatka - Dobranoc Słonko - dał jej buziaka w policzek i rodzielili się. Mijały minuty, godziny, dni aż wreszcie nadszedl ten wymarzony dla wszystkich dzieciaków-wyjazd nad morze na tydzie. Dzień przed wszyscy pilnie pakowali najważniejsze rzeczy, któte maja zabrać. - Tylko nie bierzcie całych pokoi, bo raczej do autobusu sie nie zmieszczą - zażartowala dyr. domu - Weźmiemy tylko po połowie - odpowiedziala Kasia - mieszkanka placówki Wszyscy zapakowani stali punkt 7.00 przed budynkiem z usmiechami na twarzy "od ucha do ucha". Podjechał autobus.. Kierowca otworzył bagaznik i pomogl umiescici tam plecaki i torby dzieci. Wszyscy rzucili sie do autokaru aby zajac sobie najlepsze według ich miejsca siedzące. Julia i Filip usiedli razem pod koniec autobusu. Czekała ich długa droga lecz.. - W takim towarzystwie mogłabym objechać cały świat dookoła bez ani jednego nudzącego słowa " juz nie wytrzymam" - powiedziala Julka - No widzisz i znów się z Tobą zgadzam. Czy ja jestem pantoflarzem? - zapytał Filip - Ty? Alez skąd. - Czyżby? - zaśmiał sie Filip - Dla mnie to nawet dobrze by było- usmiechnela sie - Proszę o cisze! - ogłosiła pani Dorota - Sprawdzę obecność ponieważ nie chce aby ktoś miał przygode tak jak w filmie "Kevin sam w domu" - usmiechnela się i zaczela czytać liste a gdy skonczyla ruszli. Po ciężkiej, ponieważ upalnej podróży dotarli na miejsce. Pognali do "Pensjonatu nad brzegiem morza" i czekali aż p. Dorota wraz z p. Anią rozdzielą przyznaczone im pokoje. Jula dostała pokój nr 432 wraz ze swą przyjaciółą Ewelą, a Filip 430 wraz z Romkiem i Danielem. Wszyscy zostawili bagaże i pobiegli przebrać się w stroje kompielowe i odrazu kąpać sie w cieplym od słońca morzu. Nie ma się co dziwić bylo aż prawie 38 stopni. - Fundacja miala bardzo dobry pomysl aby wesprzec nas i zabrać dzieci nad morze- oznajmila Dorota - Niech pomimo ciezkiego losu maja choc troszke radosci w zyciu - odpowiedziala Ania Wszyscy swietnie sie bawili jak i opiekunowie tak i uczestnicy wycieczki. Dni mijały bardzo szybko. Chodzili oni nad morze, na spacery, na miasto... W koncu nadszedl nieszczesliwy dzien- dzień wyjazdu do domu. - Niech nikt niczego nie zapomni! Prosze dokładnie sprawdzić kazdy zakamarek pokoju!- rozkazała dyrektorka Po 15 minutach wszyscy zebrali sie przy recepcji i podazyli do autobusu gdzie zostala odczytana lista. W połowie drogi pani Dorota podeszla do Juli i Filipa - Filip mam dla Ciebie wiadomosc- odrzekła - Tak? - Twoj ojciec dostal przepustke w wiezieniu na 2 tygodnie - I co w zwiazku z tym? -dociekał - I chce spedzic ten czas z Tobą. Ja wyrazilam na to zgode więc dziś jak przyjedziemy nawet nie musisz rozpakowywać torby, poniewaz on juz czeka i odrazu Cie zabiera. - Ale jak to? - oburzyla sie Julka - Ja wiem Juleczko,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%