Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 11 min czytania

Gdy ludzkość wita zmierzch

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

– Czy to już naprawdę nasz koniec? – Starszy mężczyzna zapytał z niedowierzaniem. Pamiętał jeszcze lata, w których ludzie cały swój czas poświęcali na zabawy, a król interesował się wyłącznie importem alkoholu i przeróżnych ziół. – Na to wygląda – odpowiedział potężnie zbudowany dowódca królewskiej armii i westchnął na myśl o poprzednim władcy, który uważał, że nikt nie zaatakuje ludzi, jeśli ogłosi się wobec wszystkich neutralność i przestanie szkolić żołnierzy. Przez kilkanaście lat ta teoria się sprawdzała. Elfy skupiały się na zdobywaniu Królestwa Centaurów, a krasnoludy walczyły z orkami o górskie szczyty. Pomniejsze rasy również prowadziły swoje wojny, lecz król Mieczysław III nie zwracał na nie uwagi, bo wiedział, że nie odważą się zaatakować jego niezwykle liczebnego królestwa. Cudowny plan na krótką metę nie miał żadnych wad i cała najwyższa władza mogła do końca życia zajmować się wyłącznie importem i konsumpcją. Oczywiście nie podobało się to nieco niższym urzędnikom, którzy byli świadomymi świadkami tych haniebnych działań. Kilka osób spróbowało uświadomić mieszczaństwu sytuację państwa, lecz wszyscy zginęli z rąk zmanipulowanego ludu. Nikt nie wierzył, że syn ich ukochanego władcy jest zwykłym alkoholikiem i erotomanem. Oczywiście zauważono zawieszenie poborów wojskowych oraz brak jakichkolwiek reform. Tłumaczono to na przeróżne sposoby, ale nikt nie odważył się skrytykować władcy, bo przecież syn Mieczysława II nie mógł być zwykłym nieudacznikiem. W końcu parę zorientowanych w sytuacji osób postanowiło przejąć dowództwo nad jedną z dzikich ras i opanować liczne, lecz kompletnie bezbronne królestwo ludzi. Zygfryd Mocny zdołał zwerbować kilka setek goblinów, które pod jego dowództwem zajęły parę wsi na północy kraju. Opór stawiało ledwie kilkudziesięciu wieśniaków, więc elokwentny agresor nie miał problemów z szybkim przejęciem władzy. Okazało się, że nie tylko Zygfryd wpadł na pomysł uszczuplenia władzy króla. Leopold Ostry postanowił pozwiedzać okoliczne jaskinie w celu wcielenia do swojej armii troglodytów, lecz niestety nie były one zainteresowane opuszczeniem dotychczasowych siedlisk. Po naradzie z kilkoma wspólnikami Leopold spróbował przekonać do swoich racji minotaury i udało mu się! Z tak potężnymi sojusznikami bez problemu zdobył duże miasto przy południowej granicy. Do jego zarządzania potrzebował zaufanych osób, więc postanowił wyszkolić kilku byczogłowych sojuszników. Wydawało się, że niedługo zacznie zajmować coraz większe terytoria, ale minotaury uznały, że zdobyta dzięki Leopoldowi wiedza pozwoli im na samodzielne rządzenie i zabiły nieszczęśnika, którego ciało do dziś rozkłada się wraz z innymi ludzkimi zarządcami tego miasta. Nie można jednak powiedzieć, że miał pecha w swoich władczych planach, jeśli porównamy go z Franciszkiem Czarnym, który zginął podczas próby porozumienia się z jaszczuroludźmi. Historia zna oczywiście znacznie więcej osób, które zaginęły z powodu władczych planów. Nie warto jednak umieszczać imion tych ścierw w annałach historii. Czas w końcu zakryje błędy władców oraz grzechy zdrajców, a ludzie zapomną o dawnej potędze. – Miejmy nadzieję, że uda nam się ocalić przynajmniej tę ostatnią fortecę – odpowiedział po chwili starzec, a dziwny grymas wykrzywił jego twarz. Pewnie chciał się uśmiechnąć, ale w porę zrozumiał, że jego syn nie jest już małym dzieckiem. Nagle parsknął śmiechem, gdy uświadomił sobie, że rozmawia przy rodzinnym stole z jedną z najważniejszych osób w kraju. – Możemy mieć nadzieję, że pozwolą nam tu zostać, bo szans na odparcie ataku nie mamy praktycznie żadnych – Eryk nigdy nie okłamywał ojca i tym razem nie zrobił wyjątku. Gdyby zaczęto działać kilkanaście lat wcześniej, to istniałaby ogromna szansa na wygranie z najeźdźcami, ale Mieczysław III nie przejął się zdrajcami, którzy zajęli parę przygranicznych miast. Coraz więcej mówiło się wtedy o nieudolności ludzkich władców. Wiele dzikich klanów dojrzało tutaj swoją szansę na dostatnie życie. Przez kilka lat zajęto wszystkie graniczne miasta, a wiele innych ledwo odpierało ataki zachłannych agresorów. Król zdał sobie sprawę z powagi sytuacji dopiero wtedy, gdy przerwano dostawę elfiego wina. Otrzeźwiony umysł zrozumiał, że całe królestwo było otoczone przez wroga, więc import czegokolwiek był niemalże niemożliwy. W dodatku coraz więcej ludzi zaczęło znikać wraz z całym dobytkiem, co jasno wskazywało na dezercję. Zaczęto błyskawiczne tworzenie armii mającej odzyskać stracone ziemie, ale nauczycielom brakowało kompetencji, a większość rekrutów można było określić mianem leniwej bandy pijaków. – Przepraszam – bąknął Orest, a jego głowa wypełniła się dziwnymi myślami. Spłodził syna, który całe swoje życie poświęcał przegranej wojnie. Ludzie byli tylko nic nieznaczącymi intruzami na tym ogromnym świecie. Czy Eryk nie powinien mieć o to pretensji? Mógł być przecież potężnym generałem w krainie elfów, a został dowódca wymierających ludzi. Orest żałował, że jego syn narodził się w tak trudnych czasach. Nie zapewnił mu nawet beztroskiego dzieciństwa, tylko bez zastanowienia wysłał go do armii, gdzie zniszczono mu umysł fałszywymi sloganami. Nie było przecież, o co walczyć. Najlepiej, gdyby już dawno temu wszyscy ludzie wynieśli się w góry i poprosili krasnoludy o kawałek ziemi w zamian za pomoc w walce z orkami. – Nie masz, za co przepraszać – Eryk uśmiechnął się w pełni naturalnie. – Przecież…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Gdy ludzkość wita zmierzch — czytnik · opowiadania