Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 11 min czytania

Gdy po mnie przyszedłeś.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

List, którego do ciebie nie wyślę.

Gdy przyszedłeś po mnie na dworzec w Krakowie z jedną, najdłuższą różą na świecie w ręku, zaczęłam żyć. Na mnie do tej pory nikt nie czekał na dworcach. Musiałam gdzieś dojechać i tyle. Ja zawsze byłam tą mniej ważną osobą w związku. Tą która kochała bardziej. Takich kobiet się nie zaskakuje, bo i po co. Pózniej staliśmy w holu hotelowym. Kolejnym na naszej drodze. Mieszkaliśmy dokładnie na dwóch końcach Polski. Dużo więc było tych miast i hoteli. Recepcjonista zwykle prosił też o drugi dowód osobisty. A ty pytałeś zirytowany po co mu to i czy to jest konieczne. Zawsze bałeś się, że ktoś przez pomyłkę wyśle fakturę na twój adres, z moim nazwiskiem gdzieś na niej. Twojemu koledze skończyło się małżeństwo przez taki szczegół. W nieodpowiednim momencie, bo i tak by się skończyło.

Pojawiłeś się w moim życiu w taką ciemną noc. Niektórym ludzim po takich nocach nie świeci już słońce. Siedziałam przy ledwie oświetlonym barze. Była może 4.00 nad ranem. Już znikał dym papierosowy ostatnich zabłąkanych. Muzyka Ryśka Rydla w tle. Nie wiedziałam dokąd iść. Już od dawna nie wiedziałam. I wszedłeś ty. Od tej pory organizowałeś moje życie i miałam tyle siły i odwagi. Tą swoją energią zarażałeś wszystkich. Potrafiłeś przyjechać przez całą Polskę, żeby zjeść ze mną kolację i żebym nie była sama. Kiedyś w grudniu w moim mieszkaniu wydawało się, że mieliśmy cały weekend dla siebie. Zadomowiłeś się nawet. Wróciłeś z długiego biegu po parku. Płonęła mi krew. Zadzwonił natarczywie twój telefon. To była ona, twoja żona. Coś podejrzewała. I żeby jej udowodnić coś, co nie było prawdą już od dawna i nie komplikować sytuacji, chciałeś za jakieś siedem godzin być w domu. To była czasowa odległość ode mnie i od miejsca, w którym miałeś być rzekomo na imprezie pożegnalnej Wojtka, który wyjeżdżał na dłużej. Poszłam z tobą w środku nocy na róg Konopnickiej i Reymonta szukać taksówki. Ten suchy od mrozu, skrzypiący śnieg, po którym szliśmy nie mówiąc do siebie nic, śni mi się od tej pory wtedy, gdy wszystko wskazuje na to, że należy zrezygnować z jeszcze nie rozpoczętego. Byliśmy tacy żałosni w tej naszej miłości. Czy ty wiesz, że zaklinałam wszystkie złe i dobre anioły, żeby taksówkarz nie zgodził się na kurs przez pół Polski, wśród śniegu. Ale anioły były po twojej stronie. Chyba śnieżne anioły. I nie wiem, czy było moim marzeniem, aby twoja żona dowiedziała się o nas. Raczej marzyłam o tym, żeby to ona postanowiła odejść od ciebie do kogoś innego. Taka dziecinna ułuda.

Wzięliście ślub, bo przeraziłeś się jej ciąży. Nie planowaliście tego dziecka. A pózniej okazało się, że to ukartowała ze swoimi koleżankami ze szpitala. Prawie się wsciekłeś, ale nie całkiem, bo jak to wszystko wyszło na jaw, to była już rzeczywiście w ciąży. Często mówiłeś, że wasz już żaden erotyzm nie łączy. Od dawna. Twoja córka zdobyła znowu mistrzostwa juniorów w tańcu i jest aniołem i wszystkim dla ciebie. Widziałam jej zdjęcia. Jest piękna.

Czy wiesz, że zakochałam się w tym, że nie osądzałeś, nie krytykowałeś nikogo i nie dawałeś rad? Ty zawsze broniłeś. Byłam dumna z ciebie nie dlatego, że zrobiłeś kilka dobrych programów, ale dlatego że mi o tym nie wspomniałeś w czasie naszych spotkań. Dowiadywałam się o twoich osiągnięciach od twoich znajomych albo od mojej siostry. Ty w tamtych czasach nie paradowałeś z obowiazkową komórką w ręce i modnych wtedy butach od Lloyda. O buty nie dbałeś, po prostu miałeś jakieś nie rzucające sie w oczy, a kupione gdzieś daleko, gdzie Polacy wtedy jeszcze masowo nie docierali. Byłeś taki inny, wyjątkowy z tą twoja skromnością. I jednocześnie tak bardzo się wyróżniałeś. Trudno było cię nie zauważyć. Nie mieliśmy przez to łatwego życia.Wtedy jeszcze oboje wierzyliśmy, że coś się zdarzy. Coś, co nas ocali. Wiesz, że ja nie pojmowałam dlaczego ty mnie kochałeś? Pracowałeś ze znanymi i pięknymi kobietami. Z takimi, które miały więcej do opowiedzenia niż ja. Byłeś w zakątkach świata, które zwykli ludzie oglądają tylko na zdjęciach w National Geographic Magazine. Twoi koledzy mieli życiorysy ciekawsze niż moje wszystkie książki. Bałam się, że cierpię na syndrom Clérambault. To rzadkie zaburzenie, gdzie chory wierzy, że ktoś jest w nim po uszy zakochany. I ta świadomość iluzji, ratowała mnie przed zatraceniem się w miłości. Ja byłam wtedy gotowa umrzeć dla ciebie na krzyżu. Ale nie miałam okazji, i tylko przeszłam sobie przez całą Golgotę. Nie czułam się jak ktoś na bocznym torze. Jak kochanka. To poczucie przyszło po jakimś czasie, gdy czekanie trwało za długo. Byłeś ze mną w najważniejszych momentach, zawsze wtedy, kiedy powinieneś być. W moim rodzinnym domu pojawiłeś się, gdy dyskusje o tobie należało poprzeć konkretnym obrazem ciebie. Często twarze znajomych z wyrazem litościwego pobłażania. Tak się patrzy na kobiety wplątane w inny związek. Później zmarł mój ojciec. Nie wiesz, jak bardzo nie chciałam być wtedy sama. Świat bez mężczyzn jest taką żałosną kopią Seksmisji. I pojawiłeś się. Moja mama wiedziała, że i tak cię będę kochać, więc kazania nie były potrzebne. Nie było cię w polskie święta rodzinne. To jest typowe dla związków nietypowych. W noc sylwestrową 1994/1995 stałeś na mrozie, na tym drugim końcu Polski, przed hotelem Gołębiowski i i próbowałeś się do mnie dodzwonić. Była północ. Ludzie dzwonili do siebie z życzeniami i trzeba było wielu prób, żeby połączenie sie udało. I tym razem Anioł Śnieżny był po mojej stronie. Opowiadałeś, że za dużo już tego Straussa i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Gdy po mnie przyszedłeś. — czytnik · opowiadania