rodzina · 7 min czytania
Gdyby mgła...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Gdyby mgła…
Odkąd pamiętam tuż za naszym domem rozciągały się pola. Ogromne obszary, a wśród nich przedziwne rośliny. Jeszcze dziś brzmią mi słodko opowieści o nich zasłyszane w dzieciństwie, tak jakby mogły czarować albo przyzywać ulotną woń zbieranych kwiatów i ostry zapach przeszywający powietrze, gdy ścięło się niepozorne zioła. Dzikie zarośla zawsze intrygowały i ciekawiły. Nigdy nic tam nie uprawiano. Bo nie było potrzeby, bo nie umiano, bo się nie chciało, wreszcie – bo Dziadek zabraniał. I tak ciemnozielone, prawie tak szare jak ziemia chaszcze stopniowo i z determinacją opanowały ten nasz skrawek. Ilekroć spojrzałem za okno odnosiłem wrażenie, że toczy się tam nieustająca walka, że chwasty nieporządnie, w każdym kierunku, swymi wijącymi się, kolczastymi łapskami pomału próbują zapanować nad światem. Czasami jednak, w świetle zachodzącego słońca, udobruchany i zauroczony wpatrywałem się jakby w obraz artysty-modernisty, który niby celowo porozrzucał na płótnie barwne plamy.
Po zmroku jednak wszystko się zmieniało. Znikały pola, gąszcze, zioła. Pozostawała jedynie rozświetlona księżycowym blaskiem ciemność, rozlana mgła, bladoszary strach. Z daleka przypływał falujący obłok. Chmura biała jak mleko, gęsta, lekka. Cicho szeleściła, mruczała, wabiła… I nad ziemią wciąż lekko unosił się nieprzebyty całun. Jakie tajemnice, jakie sekrety zakrywał?
Dziadek opowiadał o tej mgle przy każdej możliwej okazji.{i} Pamiętaj nigdy jej nie ufaj. Gdyby mgła podeszła zbyt blisko wypędzi ją blask świecy. To nasza mgła, ta mgła jest częścią naszego domu i naszych pól…{/i}Między najróżniejszymi opowieściami wciąż przewijały się podobne uwagi. Niby przypadkiem wtrącone, rzucone od tak, pomiędzy jedną bajką, a następną. A jednak pamiętam wszystkie te pojedyncze, jakby urwane zdania. Czasami czuję żal i ból, gdy bezskutecznie próbuję przypomnieć sobie jedną z bajek Dziadka. Nazywacie to tęsknotą – ja jednak wiem, że to co innego. Moja tęsknota to ciężar, niewidzialne kajdany, smycz, która przyciąga, ciąży i wzywa. A może to głos Dziadka… Woła, gdzieś krzyczy, a ja wciąż pamiętam tylko opowieść o mgle naszych pól. Nie bajki. Nie jego głos, nie jego twarz…
Część 22 / 2
Miałem 5 albo 6 lat. Co mogłem wtedy rozumieć? Mój świat dorosłych ograniczał się do taty, Dziadka i telewizji. Była jeszcze babcia. Dokładnie – jej zdjęcia, pusty pokój i podobno zapach perfum. Lato przelatywało nad głowami. Raz była to burza, innym razem białe, wyblakłe słońce, a czasami chmurne, podniebne regaty. Codziennie było tylko pole. Gdy o tym myślę, nie potrafię wskazać granicy pomiędzy fantazją, a wspomnieniem. Czasami naprawdę nie wiem, co dopowiedziała mi przez te wszystkie lata wyobraźnia, a co zdarzyło się faktycznie?
Na pewno prawdziwy był chłód świtu, gdy ze śrutówką na ramieniu z zaspaną, ale dumną miną skradałem się z Nim. Złota kurtyna wschodzącego słońca kłuła w pół otwarte oczy. Gdy wszystko na około spało, ja miałem obiecane polowanie na prawdziwego bażanta…
Gdzieś wciąż słyszę także jednostajny, donośny głos dzwonów…