Psychologia · 4 min czytania
Gdyby nie ten pieprzony kierowca.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Gdyby nie ten pieprzony kierowca.
Kiedyś było inaczej...Lepiej? Może....Ale na pewno inaczej. Kiedyś mój dzień nie opierał się na ciągłej rehabilitacji i przyjmowaniu leków. Kiedyś, gdy miałem ochotę się wysrać nie musiałem wołać pielęgniarki.Gdyby nie ten pieprzony kierowca....Gdybym tylko mógł chodzić...Zabiłbym go. Co się stało? Chcecie wiedzieć?
14 Lipiec 1998 roku. Pamiętam jakby to było dziś. Wstałem rano zjadłem śniadanie(normalka) i jak codziennie pojechałem na plaże. Tam czekali już kumple mieliśmy się wykąpać posiedzieć, pogadać, spalić kilka chestefieldów i rozejść się do domów. Można powiedzieć „dzień, jak co dzień”. Ale nie, ten poniedziałek miał być inny.. Specjalny, ponieważ po plaży umówiłem się z Kate(dziewczyna, która mieszka dom naprzeciwko),od dawna się jej przyglądałem. Długo ze sobą walczyłem zanim do niej podszedłem. Ile nieprzespanych nocy,ile rozmyślań jak by tu zacząć rozmowę. W końcu spotkawszy ją zagadałem. Rozmowa była nawet „normalna żeby nie przynudzać powiem tlyko, że się zgodziła na spotkanie i w poniedziałek o 18 byliśmy umówieni w centrum handlowym(banalne..Ale mam dopiero 16 lat). Właśnie zbieraliśmy się z plaży. Pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę. Była 17 30 a do centrum miałem 20 minut drogi przez miasto. Nie śpiesząc się powoli zmierzałem ku miejscu spotkania. Byłem już naprzeciwko centrum widziałem Kate. Stała przed budynkiem, gdy mnie zobaczyła zaczęła machać. Podniosłem rękę by jej odpowiedzieć, gdy nagle....Ciemność... Cisza..... Obudziłem się w szpitalu. Nade mną stała moja matka i ojciec. Obydwoje płakali. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Gdy doszedłem do siebie. Zapytałem się ich gdzie