Inne · 9 min czytania
Gdziekolwiek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Patryk dotarł do ich ławeczki. Strząsnął z niej kilka martwych liści. Usiadł. Zdjął czapkę. Wiatr natychmiast zainteresował się jego włosami. Mężczyzna przygładził je niecierpliwie. Podmuch zostawił go w spokoju, poszukał łatwiejszej ofiary. Zakręcił zwałami jesiennego suszu w alejkach. Wpadł między sędziwe klony, szarpnął bajecznie kolorowymi liśćmi. Zaszumiały do siebie ostrzegawczo. Nic im to nie pomogło. Pogodzone z losem bezgłośnie spadały pod nogi przechodzących ludzi. Ścieżkami spacerowało mnóstwo osób. Listopadowy chłód przegrał tego dnia z łagodnym blaskiem jesiennego słońca. Patryk rozejrzał się wokół. Trochę drażniła go obecność tylu ludzi. Zawsze denerwował się przed spotkaniami z Marią. Położył obok siebie przyniesiony bukiet kwiatów. Kupił takie, jakie lubiła, czerwono - żółte. Wszędzie wokół pyszniły się, wcale nie jesiennymi kolorami: dalie, astry, chryzantemy. Komponowały się idealnie z barwami liści rozesłanych w alejkach. To był piękny dzień. Niecierpliwie pstrykał zapalniczką. Ciągle ją nosił, choć już od dawna nie palił. Czasami się przydawała.
Jak zwykle zaskoczyła go. Podskoczył przestraszony słysząc tuż koło ucha pełen satysfakcji chichot. Spojrzał w bok. Maria uśmiechała się ze zwykłą dla siebie dozą złośliwości. - Cześć - powiedziała tak, jakby widzieli się wczoraj. - Przyniosłeś kwiaty, to miłe... Patryk nic nie mówił. Serce załopotało mu gdzieś w gardle. Zupełnie jak wtedy, gdy spotkali się po raz pierwszy. I tak samo jak za każdym, następnym razem. - Nic się nie zmieniłaś - bezwiednie dotknął swych siwiejących skroni. Wyglądała bardzo szykownie i...seksownie. Niezmiennie filigranowa i drobniutka, podrygiwała złączonymi nogami, jakby było jej zimno. Popatrzył na nią z czułością. Gdy ich córka była mała śmiał się, że mógłby na każdym ręku bujać jedną z nich. Wiatr delikatnie poruszał jej puszystymi, rudymi loczkami. Jak zwykle paradowała z gołą głowa. Mówiła, że pod czapką pocą jej się włosy. - Naprawdę? - ucieszyła się szczerze. Popatrzyła uważnie na Patryka. - Ty też nie najgorzej się trzymasz. Przesunęła dłonią po płatkach kwiatów. - Jak ci się wiedzie? - Nic nowego. Praca, dom, praca. Teraz, gdy Gabrysia się wyprowadziła, to głównie praca. Za duży jest dla mnie ten pałac. Taki pusty...Czuję się w nim jak w rodzinnym grobowcu. Maria roześmiała się. - Nie przesadzaj. Sprzedaj go i kup sobie coś mniejszego. Wiesz, że nie będę żądała swojej części. Patryk również się uśmiechnął. - Cały czas liczę, że gdy pojawią się dzieci Gabi wróci do niego . Kobieta poruszyła się zaciekawiona. - Wiesz coś? Będę babcią? - Chyba żartujesz. Nic nie wiem. Od dawna niewiele mi mówi na swój temat. Tak sobie rozmyślam. Ciągle mam nadzieję, że ten dom się wypełni. To wielka chata dla wielkiej rodziny, nie dla samotnego, starego piernika. - Dlaczego sobie kogoś nie znajdziesz ? - pozornie obojętnym głosem spytała Maria . Patryk roześmiał się na cały głos. - Wyobrażasz sobie mnie teraz podczas zalotów. Daj spokój, mój czas minął. Chyba nie wiedziałbym już, jak się do tego zabrać. - No, a z tym...wiesz..Cholera, zawsze miałeś nieograniczone potrzeby - spojrzała na Patryka z figlarnym błyskiem w oku. - Przygadywał kocioł garnkowi - mruknął pod nosem dziwnie zażenowany. - Przecież są filmy, gazety, internet. Jakoś daję sobie radę. - Świntuch - zachichotała Maria. Alejką powolnie wędrowała biednie odziana babina. Bezgłośnie poruszała wargami. Patryk pomyślał, że tylko małe dzieci i starcy rozmawiają z niewidzialnymi przyjaciółmi. - Szkoda, że nie mogłaś być na ślubie Gabrysi. - Chciałam. To nie takie proste. Nie zawsze mogę się wyrwać. To tak strasznie daleko - pochyliła głowę, jakby nie chciała by widział jej twarz. - Chciałam się z nią zobaczyć, ale odniosłam wrażenie, że nie życzy sobie tego. Chyba boi się takiego spotkania. Schyliła głowę jeszcze niżej. - To boli. Nie rozmawiałam z nią tyle czasu... Patryk poczuł jak w jednym spazmatycznym skurczu ściska mu się serce. - Była taka mała gdy odeszłaś. Chyba nigdy ci tego nie wybaczyła. Boże, ona nic nie rozumiała... Maria poderwała twarz do góry. - Myślisz, że chciałam żeby tak wyszło!? To nie moja wina. Nikt inny, tylko ty wiesz o tym