Dla dzieci · 8 min czytania
Gdzieś na niebie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Gdzieś na Niebie
Gdzieś daleko, daleko, na odległym granatowym niebie świeci gwiazda, jasna, wesoła błyszcząca. Na tej gwieździe mieszka sobie wesoły ludek gwiezdny. Podobny z wyglądu do ludzi z tą jedynie różnicą, że ich twarzyczki błyszczą się i są jasne jak słoneczka, a ich dłonie wyglądają jak małe gwiazdeczki. Na Gwieździe tej rosną różne roślinki i drzewka, a Ludek zamieszkujący te tereny mieszka w domkach zbudowanych z pyłu gwiezdnego jak iglo ziemskich Eskimosów zbudowane jest z lodu. Na tej oto gwieździe, w pewnym małym domku urodził się malutki chłopiec, chłopiec, którego oczekiwano z wielkim zniecierpliwieniem i radością. Na jego przyjście czekała cała wioska, pieczono ciasta, ciasteczka, torty, szykowano ogromne ilości lodów i słodyczy. Tak, bowiem witano tutaj narodziny każdego nowego dziecka, zabawą. Chłopiec, któremu nadano imię Świetliczek powitał ten nowy dla niego świat głośnym wesołym śmiechem i oklaskami swoich malutkich rączek. Leżał sobie w kołysce i uśmiechał się do wszystkich, którzy podchodzili do niego i witali się z nim dając mu prezenty, a to jakieś ubranko, a to jakąś zabawkę. Ale najbardziej spodobała mu się pozytywka w kształcie rogalika, na której siedziała gwiazdka, wystrugana przez kogoś, kto przedstawił się mu jako dziadziuś. Przy tej pozytywce zasypiał teraz, co wieczór rosnąc powoli i nabierając nowych sił i nowych umiejętności, aż nastał dzień, w którym Świetliczek miał skończyć pięć lat. Jak to we wszystkie urodziny miała być zabawa i dużo słodkości, ale nasz chłopiec nie chciał tych urodzin, nie chciał być duży. Chciał być dalej taki jak był, dalej chciał być najstarszym dzieckiem swoich rodziców, opiekować się młodszymi braciszkami i siostrzyczkami, bawić się z kolegami. Nie chciał być duży, bo wiedział, że będzie musiał odejść i pływać po niebie jako jedna z tysięcy gwiazd, aby kiedyś wrócić i założyć swoją własną rodzinkę ze swoimi dziećmi. Bardzo chciał zostać i tutaj poczekać na to aż będzie wystarczająco duży, aby ożenić się ze swoją najlepszą przyjaciółką Kropeczką i z nią zbudować domek z pyłu gwiezdnego. Dlatego właśnie zrobił to, co zrobił, posłuchajcie. W każdym domku ktoś coś robił, nawet dzieci pomagały rodzicom, układały wzorki na ciasteczkach, wykrajały następne, smarowały torty słodkim kremem, lub pracowały nad prezentami dla Świetliczka. - Kropeczko, Kropeczko! – Zawołał chłopczyk podchodząc pod okienko pokoju swojej przyjaciółki. - Tak? – Kropeczka wyjrzała przez trójkątne okienko, jej buzia promieniała wyraźnie pod warstewką owocowego kremu. – Słucham, czy coś się stało? - Kropeczko, chodź ze mną na chwilkę. – Poprosił Świetliczek. - Ale ja jestem bardzo zajęta, - Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, - robię niespodziankę dla ciebie. - Ale proszę, muszę koniecznie z tobą porozmawiać, proszę. – Poprosił. - No dobrze, ale tylko na chwilkę, - zastrzegła Kropeczka. Kiedy wybiegła z domku na jej buźce nie było już ani odrobinki kremu, chłopczyk złapał ją za rączkę i zaprowadził do ich tajnej kryjówki, czyli na najwyższe drzewo w jej ogródku. - Czy jesteś moją prawdziwą przyjaciółką? – Spytał. - Oczywiście, dlaczego pytasz? – Oburzyła się dziewczynka, a na jej promiennej twarzyczce pokazała się malutka chmurka. - Bo cieszysz się z moich urodzin. - No, przecież to twoje wielkie święto, będziesz już duży. – Znów oburzyła się Kropeczka. -Tak, ale będę musiał odejść. - Ale przecież wrócisz? - Pewnie tak, jak wszyscy, ale kiedy? - Masz rację, to smutne. - Tak, dlatego nie chcę tych urodzin. – Powiedział chłopiec patrząc błagalnie prosto w oczy swej przyjaciółki. - To, co chcesz zrobić? – Spytała dziewczynka. - Nie dopuszczę do tych urodzin, pomożesz mi? - No pewnie, ale co chcesz zrobić? Świetliczek opowiedział jej swój plan. Było już szarawo, zbliżał się wieczór, kiedy nagle po uliczkach wyłożonych kostkami z pyłu gwiezdnego zaczął biegać Piekarz…