Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

historia · 16 min czytania

"Generał Nil - Skazany za Nadzieję"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przez ciemny korytarz Więzienia Mokotowskiego, dwóch strażników prowadziło jakiegoś mężczyznę ubranego nędznie i wyglądającego na może sześćdziesiąt-siedemdziesiąt lat. Wprowadzono go do niewielkiego pomieszczenia z biurkiem, przy którym siedział niewysoki, łysy ubowiec w okularach. W rękach trzymał jakiś notes. Więźnia posadzono gwałtownie na krześle. - Zostawcie nas samych – powiedział ubek spokojnie, lecz pełnym wzgardy głosem. Jeżeli będę potrzebował pomocy, to was zawołam, ale sądzę, że nie będzie takiej potrzeby. Nie mylę się chyba, generale Fieldorf? Mężczyzna nazwany generałem Fieldorfem spojrzał się ubowcowi prosto w oczy, ten szybko odwrócił wzrok i kaszlnął przeraźliwie. - Myślę, że się nie mylę – powiedział ubowiec. – Nie zna mnie pan jeszcze, Nowak się nazywam. Ze Szczecina. Dostałem przydział do Warszawy miesiąc temu, za rozpracowanie przemytników. Otóż rodzina Polaków wywoziła AK-owców niewielkim statkiem na Uznam. Wydali wszystkich po dwóch przesłuchaniach. Początkowo nie chcieli gadać, aż się za nich wziąłem ostro, tak że od razu zaczęli sypać. Pan już skazany, to nie będę pana przesłuchiwał. - Więc czego pan chce? – spytał ostrym tonem generał. – Nie możecie mnie zostawić w spokoju, bym szykował się do spotkania z Bogiem? - Wcale pan nie musi się z nim spotykać – machnął ręką ubek Nowak. – Wystarczy, że podpisze pan pewien dokument. O, tutaj – ubowiec podsunął Fieldorfowi kartkę i długopis, wskazując palcem puste miejsce. Generał przejechał wzrokiem po kartce. - Nie podpiszę tego! – stwierdził stanowczo. - Podpisz pan, nie musisz pan umierać – wzruszył ramionami ubowiec. – Ma pan rodzinę, niech dla niej pan to zrobi. - Nie wierzę, żeby Bierut okazał mi łaskę i nie będę podpisywał tej prośby. Nie ukorzę się przed agentem NKWD! - Cholera, człowieku! – warknął ubek. – Przecież tu chodzi o twoje życie! Już wielu zdrajców uniewinniono, gdy wysłali taką prośbę. Ja bym podpisał od razu, bez znaczenia, czy może mnie ułaskawić Hitler, czy Mussolini! Pokażę panu jak to się robi, to proste! Chwycił dłoń generała, w której ten trzymał długopis, lecz ten wstał gwałtownie i jęknął: - Łapy Precz, Nie podpiszę! - Cholera, cholera, cholera! – darł się Nowak. – Podpisujesz pan raz, dwa! - Nie podpiszę! - Podpiszesz! - Nie! - Tak! Zrób to dla rodziny, śmieciu! - Rodzina zrozumie. I nigdy nie nazywaj wyższego od siebie stopniem śmieciem! Kim ty jesteś? Sierżantem, kapralem? - Podporucznikiem! – warknął ubowiec. – A wiesz kim ty jesteś, „Nil”? Jesteś nikim, zaplutym karłem reakcji z AK, nic nie wartym niewdzięcznikiem, który knuł przeciwko pięknemu ustrojowi, który odnawia Polskę po zniszczeniach, które wy, AK-owcy pozostawiliście po wojnie. - Ilu Niemców zabili AK-owcy? – spytał Fieldorf spokojniejszym tonem. – Ile dobrych rzeczy zrobili dla Polski? A ile dobrego zrobiło UB? Ile NKWD? Ile KBW, LWP… - Wiele dla Polski zrobiliśmy dobrego – rzekł ubek. – Pozbyliśmy się z niej wielu zdrajców twojego pokroju. Położyliśmy kres nędznym akowskim spiskom, wydaliśmy uczciwy wyrok na Szendzielarzu, Pohoreckim, czy Krzyżanowskim. Psy z NSZ i NZW jeszcze się gdzieś kryją, ale wkrótce wszystkich wyłapiemy. WiN opanowaliśmy cały już dawno, podziemie bandyckie już prawie upadło. Polska wreszcie się rozwinie bez problemów. - Rozwinie się nie Polska, lecz Rosja, gdyż tym jest tak naprawdę ten piękny kraj. Nie podpiszę tego i koniec. Zabijcie mnie, nie boję się śmierci. Bardziej śmierci bójcie się wy, którzy zdradziliście swój naród, wy z UB, MO, NKWD, KBW, PZPR... Ubek wstał i zamachnął się pięścią w generała, ten uchylił się z wielkim trudem i pięść Nowaka trafiła w powietrze. „Nil” usiadł spokojnie na krześle, lecz wściekły ubowiec nie darował. Strzelił generała w twarz z taką siłą, że krzesło przewróciło się i generał upadł na podłogę. Nowak zaczął kopać go po całym ciele. - Podpisz to! Podpisz, draniu! Podpisz, to wyjdziesz na wolność! Podpisz, śmieciu akowski! Nagle drzwi się otworzyły i wszedł przez nie jakiś mężczyzna w okularach i garniturze w obstawie dwóch strażników. Nowak przestał kopać jęczącego cicho „Nila” i spojrzał się nieprzyjemnie na przybyłych. - Czego? Jeszcze nie skończyłem. Mężczyzna w okularach był widocznie wściekły. - Co to ma znaczyć, panie Nowak?! – krzyknął. – Pan miał przekonać skazanego do podpisania prośby o łaskę, a znęca się pan nad nim jak na przesłuchaniu! Wypad stąd, no już! - A pan jakim prawem mi rozkazuje?! – warknął ubek Nowak. – Niech pan nie wtyka nosa w nieswoje sprawy! Kim pan w ogóle jest? Co mi pan może zrobić. Przekonuję go do podpisania, wreszcie nie wytrzyma i to zrobi. - Jestem adwokatem pana generała Fieldorfa – odparł mężczyzna. – Mówi panu coś nazwisko Guczak? Major UB, Guczak. Pana przełożony, tak mi się zdaje? Szwagier mojego brata, znamy się całkiem dobrze. Zawsze mogę mu szepnąć słówko. Ubowiec natychmiast złagodniał. - Nie trzeba, nie trzeba, proszę pana… - machnął ręką. – Ma pan wolną rękę. Ale ostrzegam, jeżeli nie podpisze, to wrócę i zagwarantuję, że podpisze. - Proszę wyjść! – powiedział stanowczo adwokat. – Natychmiast. Ubek Nowak powoli wyszedł z pomieszczenia. Przy drzwiach odwrócił się do leżącego „Nila” i wycedził: - Pożałujesz, jeszcze się tobą zajmę. I wyszedł. Adwokat usiadł przy biurku, na miejscu Nowaka, zaś strażnicy posadzili dość gwałtownie „Nila” na krzesło, po czym wyszli za drzwi. Słychać było jednak, że tam stoją. - Żyjesz pan? – spytał adwokat. Generał przetarł czoło i odpowiedział cichym głosem: - Żyję, choć niedługo pożyję. Za ile dni mnie powieszą? - O, proszę pana generała! – obruszył się ubowiec. – Nikt pana wieszać nie musi! Prezydent się nad pańskim losem zlituje. Wystarczy, że podpisze pan jeden dokument. - Nie podpiszę tego – odparł smutno „Nil”. – Nie mogę. Po za tym, co to da. Bierut już tyle próśb odrzucił, że ja wyjątkiem nie będę. A jak skorzysta z prawa łaski to co mnie czeka? Wiele lat w więzieniu… Nie, proszę pana. Wolę już umrzeć, niż gnić w celi, wcześniej prosząc o to agenta NKWD… Nie, ja nie czuję się winny i nie będę tego podpisywał. - Niech pan nie myśli o sobie! – wzburzył się adwokat. – A co z pana rodziną? Nie pomyślał pan o nich?! Przecież oni marzyli o tym, by pan wyszedł na wolność i połączył się z nimi… - Rodzina jest na to przygotowana – westchnął August Emil Fieldorf. – Po prostu tego nie podpiszę. A pan dlaczego tak nagle się mną zainteresował, czemu chce pan, bym uniknął egzekucji? Wcześniej, na procesie, jakoś pan milczał i nie bronił mnie pan jak powinien. Żadnych pytań, tak? Pan opłacony jest przez starych komunistów, znam takich ludzi. Dla pieniędzy gotowi sami oskarżać tego, kogo mają bronić. - Niech pan mnie nie oskarża, że pana nie obroniłem! – adwokat poczerwieniał. – Gdybyś pan lepiej wybrał i nie był w AK, to by pana nie skazali. A mogła pana czekać taka wspaniała przyszłość… Pana szans obronić nie było. W końcu Dowódca Kedywu AK, później zastępca komendanta, twórca organizacji „Nie”. Gdyby pana nie aresztowali Rosjanie i nie wywieźli na Ural, to kto wie, jak wyglądałaby teraz sytuacja w kraju! - Niech pan przestanie! Nie chcę tego słuchać. Ja tego nie podpiszę i moja rodzina też nie! Niech pan też tego nie pisze! - Człowieku! Tu chodzi o twoje życie! Nie boisz się śmierci. - Nie. Nie mogę się doczekać, kiedy stanę przez Bogiem. - Ach, zaślepiony! Odwiedzę twą rodzinę, może wystarczy jej prośba. - Nie podpiszą – odparł „Nil”. – Uzgodniłem to z nimi dawno. - Ha, przekonamy się! – pokiwał głową adwokat i wyszedł zabierając papiery. Strażnicy zaprowadzili Fieldorfa do zbiorowej celi. Przebywał w niej z kilkunastoma skazanymi na dożywocie akowcami. Nie był duszą…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
"Generał Nil - Skazany za Nadzieję" — czytnik · opowiadania