Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 14 min czytania

Gibot

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

GIBOT

Osoby:

ZBYSZEK GIBOT, lat 34, wysoki, szczupły, o obłędnym wzroku ROBERT CZIK, lat 33, wysoki, szczupły, mimozowaty MONIKA, lat 28, drobna, o pewnym spojrzeniu PSYCHOPATA, wiek nieokreślony, w okularach i garniturze GŁOS Z ETERU

SCENA PIERWSZA

Pokój w mieszkaniu. Na ścianie z prawej strony dość duże okno, pod którym stoi łóżko. Nad łóżkiem, na ścianie, wisi spory krzyż. W przeciwległym kącie pokoju umiejscowione jest biurko a na nim włączone radio, telefon oraz figurka Matki Boskiej. Na środkowej, centralnej ścianie, ogromny obraz przedstawiający Jezusa, modlącego się w Ogrojcu.

Radio kończy grać jakąś spokojną melodię i rozpoczyna się audycja.

GŁOS Z ETERU (miękko, ociekając miodem) Witam was serdecznie, owieczki moje kochane, w dzisiejszym porannym słuchowisku. Dziś, moi drodzy, porozmawiamy o jednej z najokropniejszych rzeczy, jakie może zrobić człowiek.

Do pokoju, drzwiami z lewej strony, wchodzi szybkim krokiem Gibot. Ma na sobie biały podkoszulek i slipy tego samego koloru. Wycierając ręcznikiem twarz z piany siada na krześle przy biurku i wsłuchuje się w głos z radia.

Tak, tak, moje owieczki, wiem że wzdragacie się już na samą myśl o temacie dzisiejszej audycji i zastanawiacie: cóż to takiego strasznego być może? Otóż, moi mili, nie będę was dłużej już trzymał w niepewności, gdyż to zaiste nie po chrześcijańsku i powiem wam, że dziś rozmawiać będziemy o samobójstwie (mówiący robi krótką pauzę). Tak, tak, moi najmilsi, o samobójstwie. Gdyż samobójstwo to zapewne jedna z tych najstraszniejszych rzeczy, jakie człowiek w swym życiu zrobić może i od jakich za wszelką cenę powinniśmy go odciągać. (robi dłuższą pauzę po czym nowe zdanie rozpoczyna głosem strasznym i gromiącym, który przechodzi z czasem w prawie szaleńczy ryk) Gdyż samobójca nie pójdzie do nieba! O nie! On będzie się smażył w piekle po wsze czasy! Będzie skomlał i wył! Będzie błagał o życie, którego sam siebie pozbawił i nie będzie dla niego żadnej pomocy ani ratunku! Żadnej możliwości odkupienia win! Samobójca od razu trafi na sam dół i słychać będzie tylko płacz i z zgrzytanie zębów!!! Płacz i zgrzytanie zębów!!! (następuje długa pauza, po której prowadzący powraca do dawnego, słodkiego głosu) Tak będzie, moi drodzy, tak będzie. Dlatego pamiętajcie codziennie o mych słowach przestrogi by kroczyć ścieżkami swego życia prosto i nie zbaczać w podejrzane rejony, bo one prowadzą do okropnego grzechu. Żegnam was, moje owieczki kochane, szczęść Boże na cały dzień i do usłyszenia jutro.

W radiu słychać muzykę. Gibot siedzi na krześle przez dłuższy czas w zamyśleniu wpatrując się w ścianę. Dzwoni telefon. Bohater otrząsa się z zamyślenia i sięga po słuchawkę.

GIBOT Słucham… (krótka pauza) A, cześć Robert. (dłuższa pauza) Zaczekaj, zaczekaj, co się stało? (długa pauza, Gibot wstaje z krzesła, bierze telefon i zaczyna z nim chodzić po pokoju, kiwając głową do słuchawki) Co ty mówisz? Niemożliwe… (Długa pauza, podczas której bohater zatrzymuje się obok łóżka i stoi, nadal kiwając głową) Ale… co chcesz zrobić? (bardzo długa pauza. Gibot stoi w tym samym miejscu, początkowo kiwa głową jak wcześniej, w pewnym momencie chce coś powiedzieć do słuchawki, jednak tego nie robi, zaczyna ponownie potakiwać, nagle upuszcza z rąk telefon i osuwa się na łóżko do pozycji siedzącej. Przez moment tkwi tak bez ruchu, wpatrując się bezmyślnie w jakiś nieokreślony punkt przed sobą, raptem otrząsa się, podnosi telefon z podłogi i zaczyna krzyczeć do słuchawki). Oszalałeś?! Co ty sobie wyobrażasz? Posłuchaj mnie, Monika znalazła sobie innego, fakt, to dla ciebie wielki cios, ale tak nie można! Rozumiesz?! Nie można!(nieco spokojniej) Ja wiem, że jesteś zrozpaczony, wiem ile ona dla ciebie znaczyła, ale widocznie nie była warta miłości, jaką ją obdarzyłeś. Musisz się z tym uporać, musisz żyć dalej, nie można… (przerywa, stoi skupiony z słuchawką przy uchu, nagle znów wybucha) Nie skończysz ze sobą, nie ma takiej możliwości! Ja ci na to nie pozwolę! Poczekaj na mnie, będę u ciebie za godzinę! Halo?! (rzuca telefon i wychodzi z pokoju drzwiami z lewej strony, po chwili wraca już ubrany i opuszcza pokój wyjściem z prawej). Kurtyna.

SCENA DRUGA

Kawiarnia, zwyczajnie umeblowana. Przy stoliku siedzą Gibot i Monika.

MONIKA Posłuchaj mnie Zbysiu, ja już do niego nie wrócę. Nie ma takiej możliwości. I nie obchodzą mnie te jego cyrki z zabijaniem się. On uwielbia takie teatralne gesty, wiesz przecież, jesteś jego przyjacielem. GIBOT (mówi bardzo szybko, niecierpliwie) Możliwe, jednak tym razem mówił serio. Posłuchaj mnie, ja nie mogę do tego dopuścić; jeśli Robert się zabije, skończy na dnie piekła, gotując się w smole razem z Żydami i pederastami. Wiem, że dla ciebie to już teraz bez różnicy, ale dla mnie sprawa duszy jest najważniejsza. MONIKA Doprawdy, nie rozumiem Zbyszku, jak możesz wierzyć w te brednie o piekle, niebie itd. Ale to twoja sprawa, nic mi do tego. W każdym razie mogę cię zapewnić, że jeśli Robert zdecydował się zabić naprawdę i nie jest to kolejny jego pokazowy wybryk, to nie odciągniesz go od tego ani prośbą ani siłą. GIBOT (w zamyśleniu) Masz rację… jest cholernie uparty… MONIKA Jeśli coś sobie postanowi, nie ma na niego mocnych i nawet ty nic tutaj nie wskórasz. Radzę ci więc, mój drogi, daj sobie spokój z tymi szopkami. Robercik popłacze, postraszy i mu przejdzie; szczerze wątpię, by chciał ze sobą skończyć naprawdę. GIBOT Nie. Gdybyś słyszała jego głos, nie była byś taka wesoła. W ogóle nie wiem dlaczego z tobą rozmawiam. To przez ciebie Robert chce ze sobą skończyć. I to w swoje urodziny! Jak mogłaś go rzucić właśnie dziś?! MONIKA (obojętnie) Nawet jeśli… Masz jeszcze (patrzy na zegarek) trzy godziny. Jego urodziny świętowaliśmy zawsze punktualnie o 12. Ten pacan nie pozwalał zacząć nawet o minutę wcześniej. GIBOT (z odrazą patrząc na Monikę) Jeśli coś sobie zrobi, to będzie to wyłącznie twoja wina. Żałuję, że zatrzymałem się, kiedy wołałaś i uległem twoim namowom, by wejść do kawiarni. W tej chwili byłbym już u niego. (wstaje z krzesła, zaczyna mówić podniosłym, donośnym głosem) Kobieto, napawasz mnie odrazą. Nie zasługiwałaś na Roberta w najmniejszym stopniu. O, podstępna Herodiado! (zamyśla się) Tego tylko pragnęłaś – uwieść go i porzucić. Zostawić samego na pastwę jego własnych uczuć i wrażliwej duszy… (Monika patrzy na Gibota szeroko otwartymi oczyma, jakby nie rozumiała, co mówi, ten zaś zamyśla się). A jednak co do jednego masz rację. Jeśli mój przyjaciel zdecydował się na ten okropny krok to, jak go znam, nic ani nikt go od tego nie odwiedzie. To człowiek uwielbiający wielkie, t e a t r a l n e, jak powiedziałaś, gesty; jednak jednocześnie niesłychanie konsekwentny. Nawet ja go nie przekonam.

Nagle, pod wpływem jakiegoś impulsu wskakuje na stół, unosi ręce…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Gibot — czytnik · opowiadania