Opowiadania.pl · 9 min czytania
GIBSON cz.1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Był bardzo gorący i duszny letni dzień. Pierwsza zmiana dobiegła końca. Dżanus, nareszcie po pracy, mógł odetchnąć i ugasić pragnienie. Przeszedł z części restauracyjnej do baru z ogródkiem. Miał tam niebawem spotkać się z Gryfem. Tymczasem Caroline, urocza nowa barmanka z Australii, właśnie wyszła z piwnicy niosąc kosz pomarańczy. Poprosił o wodę z kranu z lodem i cytryną. Naturalna blondynka o oliwkowobrązowej karnacji, uśmiechając się, lecz nie patrząc na kolegę, podała z pewną wyczuwalną obojętnością zamówioną wodę, do której wrzuciła jeszcze dwa listki mięty, symulując życzliwość. Wyglądała niczym dziewczyny ze spotów reklamowych zachęcających do wyjazdów wypoczynkowych na bajeczne plaże, słynące z palm kokosowych, białego piasku i lazurowej wody.
Jeszcze nie było żadnego ruchu. Klienci pojawiali się zwykle dopiero po piątej. Czas od otwarcia baru o trzeciej do napływu ludzi był przeznaczany na robienie zapasów, mycie naczyń, sprzątanie sali po poprzedniej nocy i inne prace organizacyjne. Chłopak, korzystając z okazji, uciął sobie krótką pogawędkę z Caroline. Krzątając się za wielkim barem usytuowanym na środku lokalu i mającym kształt kwadratu z trzymetrowymi bokami i dębowym blatem, dziewczyna rozmawiała z nim całkiem uprzejmie. Odpowiadała na pytania, lecz nie wykazywała większego zainteresowania bardziej absorbującą dyskusją. Gdyby Dżanus przestał pytać, ona nie podtrzymałaby rozmowy. -Powiedz mi, czy ty jesteś modelką? -Nie, gdzie tam. Co ci przyszło do głowy? -Zapomnij. A skąd pochodzisz dokładnie? Wiem, że z Australii, ale nie wiem, z jakiej miejscowości. -Ze stolicy! - odparła dziewczyna. -A przypomnij mi, co jest stolicą Australii? Sydney? -Nie, nie - zaśmiała się. -Wiem, ten, no, ten, Melbourne przecież. -Też nie! Naszą stolicą jest Canberra. -A tak, no właśnie. Kiedyś słyszałem, ale zapomniałem. Ale to jest całkiem nieznane miasto. -Tak wiem, właśnie zauważyłam. -Na ile przyjechałaś do Nowego Jorku? -Na czas studiów. Będę studiować na Columbii. Teraz mam jeszcze wakacje i postanowiłam trochę popracować - odpowiedziała szczupła, wysportowana, wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o gładkich i błyszczących długich włosach spiętych w koński ogon. Była ubrana w króciutkie dżinsowe spodenki, różową koszulkę i białe, sportowe buty z logo w kształcie kangura. W tym momencie musiała podejść do drugiej strony baru, gdzie jacyś nowi klienci chcieli coś zamówić. Zamyślony Dżanus nawet nie zauważył, kiedy podszedł do niego kelner Danny, który klepnął kolegę w ramię i powiedział: -No, cześć stary. Skończyłeś na dzisiaj? Co tam słychać, jak ci leci? -A, niech będzie. Czekam właśnie na Gryfa. On miał dzisiaj wolne, ale też jest na Manhattanie. Będziemy wracać razem. -Widziałem go na stacji metra na 14 Street Union Square. Jak szedłem do pracy około dwunastej. -Tak, mówił mi rano w domu, że postanowił trochę zarobić i planował grać gdzieś w subwayu na gitarze. Ale nie wiedziałem, czy mu Majkel fendera pożyczy. -No grał, właśnie go tam widziałem jak grał. Super, mówię ci! Młody ma talent. Szarpał jak zawodowiec. Nawet przez chwilę postałem i podglądałem go z boku. Nawet mi machnął ręką jak mnie zobaczył. -No, teraz na niego czekam. Umówiliśmy się na około trzecią. Co on tam pogrywał? - przerwał zaintrygowany Dżanus. -Patrzyłem, jak grał Hendrixa. Zebrał się niemały tłum, kilkanaście osób albo i więcej. A on tak zasuwał, że ludziom szczęki opadały. Był tam też taki Murzyn w naszym wieku, mówię ci. Wiesz, gość chodził, przyglądał się, odchodził i wracał. Tak analizował wszystko, co młody grał. Po którymś tam kawałku nawet bił brawo, chyba po tym, jak zagrał „Purple Haze”. Młody to zauważył, więc dalej grał Hendrixa. W końcu Murzyn rzucił mu dziesięć dolarów do futerału. Murzyn białemu rzuca dziesięć dolców za Hendrixa!!! Czaisz to? No, tego jeszcze nie było! -No to młody będzie scieszony. On gra te numery idealnie nuta w nutę. On nawet specjalnie powtarza błędy Hendrixa. Czysta profeska, ale mało kto to zauważa. Najczęściej rzucają po parę centów, a jak ktoś dolara wrzuci, to już jest dobrze. -No właśnie. I wtedy młody zagrał jeszcze „All Along the Watchtower”,