Inne · 8 min czytania
Gienek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Tyyy patrz! Mało nie przypieprzył tej beemwicy! - Eee… co ty! Nie lukałeś w zeszłym tygodniu? Ale jazda! Mokro było! Trzy sie trzasły! - Ale ślady zostawił, che, che! - Co ty, ślady!? Ile szkła było ostatnio?! A jak baba wyleciała z opla, to myślałem, że zabije Gienia! - Przez niego to kiedyś kto zginie. Brudas pieprzony! - Że też ten jeszcze chodzi, kulawus jeden! Dwa plecaki-tornistry leżały na chodniku pod wiatą przystanku PKS czekając, aby ktoś nimi pograł w piłkę. Właściciele ich jednak mieli teraz inne zajęcie. Stojąc wpatrzeni w pobliskie skrzyżowanie, oczekiwali jakiegoś ciekawego akcentu na zakończenie pracowitego dnia w gimnazjum. Tym bardziej, że omal nie doszło przed ich nosem do wypadku – zderzenia trzech samochodów na raz. Kolejne już znacznie spokojniej nadjeżdżały tworząc popularny na tej trasie korek. - Hej! Może tak szybciej przez tą drogę pójdziesz! Popchnąć cię? Siły nie masz?! – Wykrzyknęła męskim głosem blond główka o grubym karku, wystająca z tylnego okna pojazdu - numer jeden w korku – Normalnie złośliwie dziad idzie …. . - No chyba go zaraz kopnę, to przeleci na trawnik! – doleciał głos przez otwarte okno kierowcy pojazdu numer dwa. - Daj spokój Jacek, nie widzisz, że to kaleka? – uspokajał go głos kobiecy. - Widzę, że to jakiś pijak! Mało nie zderzyliśmy się przez niego! I po pasach nie idzie! Samochód numer trzy stał cichutko skrzywiony swym nagłym hamowaniem. Widocznie jego zawartość nie miała nic do powiedzenia. Wystarczyła radość z udanego manewru drogowego. „- Gadu-Gadu, chrzańcie się – pomyślał Gienek – Możecie mnie pocałować w tyłek… Przechodzień zrobił kolejne szurnięcie sztywną nogą, jakby leniwie zamiatał nią ulicę. Stanął. Jego kula zatrzęsła się wraz z ręką, gdy podparty sięgał do kieszeni marynarki. Znalezienie cukierka pośród strzępków wydartej od wewnątrz kieszeni wymagało czasu. Nie mogli jednak zrozumieć tego kierowcy zdążający do swoich miejsc przeznaczenia. Ten zapijaczony, kulawy dziad wprowadzał nieład do ich planów. Prawy pas jezdni został zwolniony przez Gienka, więc kilka samochodów zapiszczało o asfalt dając znak swemu niezadowoleniu z przymusowego postoju. Drugi czekał na rozpakowanie cukierka popędzając go klaksonami. - Ale ten Gienek ma nerwy, co nie? – Z lekkim przejęciem powiedział świadek niedoszłego wypadku. Jeden z tych dwóch od tornistrów. - Co tam, głupi, aż go kto przejedzie na amen! – Odpowiedział jego kolega. - Ty, on miał kilka lat temu jakiś wypadek. Dlatego taki połamany chodzi. Matka mi mówiła, że go ktoś przejechał na pasach i zwiał. Ledwie z tego wyszedł. Nawet samobójstwo chciał popełnić! - Noo, też tak słyszałem. Ponoć ta Marta ze spożywczego to jego była żona. No, ta laska, wiesz? - Tak, odszedł od niej po tym wypadku. Nikt nie wie dlaczego…Matka stwierdziła, że chce być sam. Odbiło mu… .
„ – Teraz to mnie możecie przejechać – powiedział do siebie Gienek – błogosławił szaleńczo jej ciało, językiem znaczył ślady rozstępów na brzuchu, hm…coś tu nie tak… w szaleństwie miłości…eee… dłońmi błogosławił jej ciało, palce zaciskał na sutkach. Piersi, które jeszcze niedawno odrzucała w myślach jako balast - powód zbędnego wydatku na drogie staniki z usztywnieniem - tym razem stanęły na wysokości zadania. Czterdziestoletnie wzgórza zapłonęły życiem. Niczym materiał z pamięcią przyjęły kształt z młodości. On i jego mało używany Wacuś nie pozostawał jej dłużny, che, che. Noo, coś w tym jest!” Wyjące klaksony zamieniły się w pisk opon uwolnionych pojazdów. Gienek lekko kiwał się na krawężniku jakby chciał dokończyć sprawę wypadku sprzed sześciu lat. Ten jednak ani myślał o tym w tej chwili. Podparty na kulach, nerwowo, jakby zależało od tego jego życie, zapisywał coś na kawałku papieru. Zawsze ze sobą nosił zgiętą na cztery kartkę formatu A4 i długopis. To, i kilka krówek, którymi…