Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 14 min czytania

gierka.pl (1 i 2 rozdział)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Tytuł: gierka.pl

rozdział 1. Założenie osady

Słoneczko właśnie liczko swe znad horyzontu ukazało, owy świat jasnością przyozdabiając, kiedy na polanie mąż dotąd leżący budzić się począł. Ledwo oczy swe rozwarł, wstał naprędce na nogi i rozglądać się począł dookoła, widać tutejszym nie był. Eee - rzekł i za głowę się ujął a potem się dłonią swym przyglądał jakby się dziwując albo i jakowych wróżb co o przyszłości jego mogły mu powiedzieć, wypatrywał.

„No to się postarali” - mruknął do siebie- głowę przy tym zadarł wysoko albowiem słyszeć się dało nawoływania jakiegoś ptaka drapieżnego, jastrzębia, sokoła, myszo… a zresztą i tak się mąż nasz na tyle w owych ptakach nie wyznawał, więc jeno stwierdził, że coś tam nad nim krąży i czas w okolice ruszać w świecie owym się rozeznać. Przez las się przedzierał starając się wybierać ścieżynki przez zwierzynę leśną wydeptane a sporo ich było wszak kraina w zwierzynę wszelaką zasobną była. Wkrótce dotarł do traktu, na którym ślady kół widniały, iść nim więc począł mrucząc czy podśpiewując sobie pod nosem, albowiem słów słyszeć się nie dało a i melodia niekoniecznie składną była jako i te zdania powyższe, naprędce przez narratora klecone.

Słońce już całkiem wzeszło i jęło ciepełkiem doskwierać, więc okoliczny wilk, jak co dzień pragnienie poczuł i do rzeczki chyżo acz z ostrożnością wrodzoną pomknął. Jednak pragnienie swe musiał powstrzymać, gdyż woń tak charakterystyczną poczuł że głucho warkną i do ziemi przywarł. Nad brzegiem rzeki człowiek dwie kończyny swe przez niego nogami zwanymi w wodzie moczył, a twarz ku lustrze wody pochylił coś wypatrując czy czemuś się tam przypatrując. Widać było, że mąż ów zadowolony bardzo, jakby się kocimiętki nawąchał, wiela pochędożył albo jak by mu kto dopaminy za dużo zapodał. Ale fakt, dzionek a i okolica ładnym i radosnym się jawiła, kobierzec traw koniczyną i stokrotkami przyozdobiony, niczym posadzka w skóry obleczona, do polegiwania zachęcał. Pobliski las w czeluści swe zapraszał, mnogością jagód, grzybów i zwierzyny kusząc. Szmer rzeki ze śpiewem ptaków udaną melodie do uszu przynosił.

Człowiek nogi z rzeki wyciągnął i stanąwszy na nich miecza dobył. Mąż ów postury był słusznej, wiek Chrystusowy już przekroczył, a odzienie jego świadczyło, że kimś znaczniejszym być może. Miecz w dłoni trzymając rzekł: do traktu i lasu blisko, rzeka opodal płynie, ech co mi więcej trza, osadę mą w tym miejscu zakładam i Wiesiołek nazwę jej nadaję – to mówiąc miecz w ziemie wbił i czekać zaczął. Nic się jednak nie stało, no może za wyjątkiem tego, iż wiatr się trochę wzmógł szum lasu potęgując a i jeszcze jakaś sarna opodal przemknęła – ale nie na to chyba mąż czekał. Taa … trzeba było instrukcje dokładniej przeczytać … mruknął i zastanawiać się począł jak i kiedy osadę swą wzniesie, z tego zastanawiania się wyszło, że trochę to potrwa, więc do lasu na jagody poszedł nad szałasem na razie przemyśliwując co by nockę przespać. ***

Zbudźcie się Panie – przybyły pochylił się nad postacią śpiącego mężczyzny, niechcący napierając na żerdź podtrzymującą szałas, któren zawalił się na śpiącego. Na szczęście szałas to nie był zbyt okazały, po prawdzie to ową konstrukcje nawet i szałasem trudno by było zwać, ale my przecie nie o sztuce budowania mamy prawić jeno o … no właśnie śpiący mężczyzna przebudził się wreszcie, oczy i gębę na przybyłego rozdziawił. -Panie – rzekł przybyły - jam wolny chłop na roli się znam a i włócznią trochę robię, z żoną i trojgiem dziatek przybyłem prosić o przyjęcie w poczet sług Waszych - aaa... odrzekł Pan dwornie, szałasem czy czymś takim przysypany - no to dobrze, całkiem to dobrze - wygramolił się już był spode chrustu całkowicie – ja Was i rodzinę waszą na służbę przyjmuje… czy coś mam gwoli tego uczynić? - nie Panie, słowa wypowiedziane wystarczą – odrzekł przybyły a na czole jego wizerunek wilka się pojawił - mnie wołają Kopytko a jak do Was zwracać się Panie ? - mówcie mi Rywka, - jak sobie życzycie rycerzu … Rywka, -a czemuż to nazywacie mnie rycerzu ? -tak przybyłych do naszego świata zwać mamy, -a czy ktoś jeszcze oprócz ciebie przybył, -na razie nikt, trzeba trocha poczekać, niebawem przyjdą Panie.

rozdział 2. Fortel

Poranna mgła powoli podnosiła się odsłaniając niedokończoną palisadę i wieżę wartowniczą. Ubitym traktem do osady zbliżał się wóz handlarza ciągniony przez dwa woły. Za wozem podążało dwóch zbrojnych. Na koźle siedział ubrany w pstrokaty kaftan handlarz i ziewając spoglądał na strażników –przypomnijcie jak ta osada się zowie? – ozwał się kupiec - osada kwiatu konwalii Panie – odpowiedzieli zbrojni.

Kiedy wóz zbliżył się na odległość głosu handlarz zdjął czapkę i zawołał: – witajcie zacni ludzie jam kupiec, poddany Rycerza Rywki jestem i o pozwolenie wyłożenia towaru na dni parę proszę – to mówiąc wóz zatrzymał i czekał. Strażnicy naradzali się poczem jeden do wozu podszedł – pokażcie co wieziecie. Handlarz skóry na wierzchu zalegające zdjął, wszystek towar oczom strażnika ukazując - wy jeden wyłożyć towar i ostać do zachodu słońca możecie, ludzie wasi po za murem na was poczekają. ***

Słonce powoli ku zachodowi zmierzało a handel szedł słabiutko, no tak osada dopiero w budowie, osiedleńcy ciągle na dorobku. Siekiery jeno i liny zaciekawienie paru kmieci wzbudziły. Ichniejszy kowal słów parę z handlarzem wymienił trochę żelastwa kupił jeno po takiej cenie, że za odchodzącym ten zębami zgrzytał. Kupiec co rusz ukradkiem na słońce spozierał i robił się coraz to nie spokojniejszy.

Do kramu podeszło dziewczę w stroju schludniejszym i jęło przeglądać mosiężne broszki. Handlarz uśmiechnął się przymilnie, w towarze pogrzebał i kunsztownej roboty srebrną zapinkę z bursztynem wyciągnął. – dla Was Pani tak zacne precjozum akuratnym mi się zdaje. – Modre oczy niewiasty na widok zapinki zapłonęły, rumieniec żywszy liczka ubarwił z tatuażem kwiatu konwalii na czole wyrytym się dopełniając. Chwilkę to jednak jeno trwało i dziewczę zapinkę oddało – ech może za czas jakiś, jak nas Panie znów odwiedzicie to jak los da kupię lub chociaż oczy nacieszę. -przyznam się Pani że mi ten handel w waszej osadzie marnie idzie a Włodarz by co nie kupił… jest może w osadzie? Dziewczę ciut dłużej na handlarzu wzrok zatrzymało – gospodarz jest w osadzie jeno zbyt zajęty i do Was Panie nie przyjdzie, słońce już zachodzi i pewnikiem czas na Was – mówiąc to ukłoniła się i odeszła. *** Taa już czas – cicho mruknął kupiec i skiną na strażnika, któren stał opodal z kuszą gotową do strzału bacznie obcego obserwując. - czas mi się już zbierać, weźcie talara i popilnujcie chwilę dobytku - ja za potrzebą muszę- to mówiąc kupiec talara w rękę strażnika wcisnął i szybkim krokiem w stronę zabudowań się oddalił. Teraz trza działać szybko, kaftan na czerep zarzucił i dwa sztylety dobył, pot rękawem z czoła starł nieznacznie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%