Psychologia · 13 min czytania
Głód miłości
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Obudziła się wyjątkowo wcześnie. Nie mogła spać. Usiadła na łóżku i z szuflady biurka wyciągnęła zeszyt w twardej oprawie, z czarną owcą na okładce. Sięgnęła po długopis leżący na nocnym stoliku i chwiejnym pismem zaczęła coś notować, stopniowo wkładając w to coraz większe zaangażowanie. Co jakiś czas unosiła głowę znad brulionu i nerwowo rozglądała się wokoło, obawiając się, że ktoś wejdzie do pokoju i odkryje, że prowadzi pamiętnik. Tego nie chciała. - Paulina! - rozległ się głos. Dziewczyna schowała zeszyt pod łóżko i zaczęła pokonywać kolejne stopnie schodów, co nie przychodziło jej łatwo. Gdy znalazła się na dole, ruszyła korytarzem w stronę kuchni. Po drodze, przy użyciu wyobraźni, wymalowała na swej twarzy najbardziej naturalny uśmiech, na jaki było ją stać tego dnia. - Cześć – powiedziała do starszej siostry, krzątającej się w kuchni, i odsłoniła zniszczone zęby. - Jak się spało? – w odpowiedzi zadała pytanie tamta. - W porządku – skłamała Paulina i czekała, co wydarzy się dalej. Agnieszka co rano siliła się na uprzejmość wobec niej i starała się nawiązać rozmowę. Każda próba konwersacji kończyła się jednak fiaskiem. Agnieszka, nawet nie próbując udawać, że życie siostry ją obchodzi, zadawała pytania, na które Paulina odpowiadała zdawkowo lub nie odpowiadała w ogóle. Z czasem powtarzająca się sytuacja zaczęła nużyć obie dziewczyny. Agnieszka jadała więc wcześniej. Paulinę na śniadanie wołała na chwilę przed swoim wyjściem na uczelnię. Zadawała jej pytanie, czy dobrze spała, a potem, próbując udawać choć trochę speszoną, patrzyła na tarczę zegarka i smutnym głosem informowała, że niestety musi już iść, bo inaczej się spóźni i że zjedzą razem następnego poranka, czego oczywiście Paulina nie oczekiwała. Na koniec Agnieszka całowała młodszą siostrę w policzek i stawiała przed nią talerz z posiłkiem, wywiązując się tym samym z obowiązku zastępowania dziewczynie matki. Gdy powodzeniem zakańczała powtarzany co rano rytuał, ubrana w bordową kurtkę i buty na obcasach opuszczała dom, a dopiero na podwórku chłonęła powietrze, chcąc oczyścić się ze zbrodni kłamstwa choć w najmniejszym stopniu. Paulina, gdy upewniła się już, że siostra jest daleko i nie ma zamiaru wrócić (co roztropnej często się zdarzało), z góry znosiła magnetofon i, nie do końca pewna dalszego przebiegu wydarzeń, zasiadała do posiłku. Jeść zdarzało jej się stosunkowo rzadko, zazwyczaj owoce pracy rąk Agnieszki lądowały w śmietniku przed domem. Czasem jednak musiała zdecydować się na włożenie do ust czegokolwiek, co miałoby dość wysoką wartość odżywczą. Po zjedzeniu takiego posiłku musiała szybko działać. W przeciągu piętnastu minut wraz z przygotowanym wcześniej magnetofonem udawała się do łazienki. Tam głośno nastawiała muzykę, pochylała się nad sedesem, związawszy uprzednio włosy, i zdecydowanym ruchem naciskała na dolną część brzucha, co pozwalało jej zwrócić pokarm w mniej drastyczny sposób niż wywoływanie wymiotów poprzez wsadzanie palców do gardła, co je podrażniało. Po wykonanym „zabiegu” zmęczona nastolatka twarz męczennicy opłukiwała zimną wodą, wycierała płynące z przekrwionych oczu łzy i na kilkanaście minut kładła się do łóżka, aby nabrać trochę sił przed wyjściem do szkoły. Całe zajście powtarzało się do kilku razy dziennie. Jego powodzenie zależało jednak od faktu, czy w domu obecna była Agnieszka, przy której Paulina bała się wykonywać najważniejsze ze swoich codziennych zajęć.
***
Na tle białego, zimowego puchu rysowała się ubrana od góry do dołu na czarno szczupła kobieca postać o brązowych włosach. Paulina szła przed siebie, nie bardzo wiedząc, dokąd zmierza. Potrzebowała powietrza, bo było jedynym, co mogła łykać, nie obawiając się o przybranie na wadze choćby dekagrama. Nie miała go jednak za darmo. Słońce, usiłujące stoczyć walkę ze śniegiem, dawało wąską strużkę nadziei na lepsze jutro, które – w mniemaniu Pauliny jednak - nie istniało. Nastolatka nie była w stanie wyobrazić sobie życia jak sprzed lat, takiego, w którym znów normalnie by jadła i wewnętrzny głos nie zmuszałby jej do wymiotowania. Z kolei wiatr sprawiał, że mimo woli jej oczy zaszkliły się i po policzkach zaczęły jej spływać łzy, jak przy wiadomym zabiegu. Od rzeczywistości, z którą zmagała się na co dzień, nie mogła się uwolnić. Nawet na chwilę. Postanowiła więc spędzić jakiś czas z jedyną osobą, która była w stanie z nią wytrzymać dłuższy okres i robiła to z własnej woli. Do drzwi mieszkania swojego chłopaka zapukała późnym wieczorem. Przywitał ją jego wstawiony ojciec i uprzejmym gestem zaprosił do środka. Udała się od razu do pokoju Kamila. Weszła, jak zawsze, bez pukania. Widząc chłopaka czytającego książkę, uśmiechnęła się. Tym razem naturalnie. W odpowiedzi nastolatek odłożył książkę, podszedł do Pauliny i objął ją w wąskiej talii, nachylił się ku jej twarzy i pocałował w usta. - Mówiłem ci już, jaka jesteś śliczna? – zapytał. - Nie pamiętam... – odpowiedziała zalotnie dziewczyna. – A jestem? – dodała po chwili. - Mhm... Nie znam ładniejszej dziewczyny od ciebie. - W takim razie dziękuję – odpowiedziała Paulina, usiłując ukryć, że na jej twarzy pojawił się rumieniec. - Ej, ej... ale ty nie próbuj nie okazywać mi, co czujesz. - odpowiedział na to chłopak. – Chcę to wiedzieć. Kocham cię, pamiętasz? - Ja ciebie też – powiedziała Paulina i oparła głowę o ramię Kamila.
***
Kiedy Paulina wróciła do domu po nocy spędzonej na słuchaniu szumu ciszy z Kamilem, Agnieszki już nie było. - Ciekawe, czy zdążyła zauważyć moją nieobecność...? – zapytała samą siebie Paulina. Wbiegła po schodach. Zdjęła ciężki, czarny sweter. Zamiast niego włożyła kremową bluzkę z krótkim rękawem. Spodnie zastąpiła krótką spódniczką, odsłaniającą jej niezwykle chude nogi. Tak ubrana usiadła na łóżku. Po raz kolejny sięgnęła po długopis. Wyciągnęła poniewierający się na podłodze zeszyt. Przejrzała parę kartek wstecz. Nie znalazła tam niczego, do czego warto byłoby wrócić. Zrezygnowana popatrzyła na niezapisane strony pamiętnika. W nich dostrzegała nie pustkę, ale nadzieję. Niewielką co prawda, ale zawsze. Ogarnęła ją radość. Chciała mieć normalne życie. Kartki, pokryte tylko fabrycznym nadrukiem kratki krzyczały, że to możliwe. Jeśli tylko ona sama wyrazi chęć przerwania z nieszczęsnym nałogiem. Poczuła ssanie w żołądku. W jednej chwili odrzuciła na bok zeszyt i wybiegła z pokoju, trzaskając drzwiami. Na dole wyjęła z lodówki naleśniki. Podgrzała je i zaczęła jeść. Zjadła trzy, jeden po…