Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 11 min czytania

Głową w dół

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mgły nad pobliskimi rozlewiskami zaczynały się podnosić, zmieniając okolicę zwyczajnego wiejskiego gospodarstwa w malowniczy pejzaż. Uroku dodawały także wieczorne nawoływania ptaków zagłuszane co i rusz przez gdakanie kur wspinających się na bunt. Od zachodu nadciągały rzadkie porozrywane chmury, będące pozostałością deszczowego niżu, który to po trzech dniach naprzykrzania się ludziom marznącą mżawką, po południu zniknął za horyzontem pozostawiając na niebie zachodzące słońce. Mimo poprawy pogody wcale nie zrobiło się cieplej. Jesień miała się już ku końcowi i każda następna granatowa chmura, miast deszczu mogła przynieść pierwsze śniegi. Myrlen zawsze lubił tę porę roku, choć może bardziej odpowiadał mu początek jesieni, to i tak oglądanie pierwszych śniegów pośród tnącego mrozem wiatru cieszyło jego serce bardziej niż wiosenne radosne słoneczko zwiastujące nadejście upalnego lata. Tak, cieszyło go, że może umrzeć właśnie teraz, za ostatni obraz przed swoimi oczami mając tą malowniczą okolicę. Nie, nie chciał umierać. Pragnął żyć dalej, doczekać jeszcze tego cholernego wiosennego słoneczka, które zwyczajni ludzie będą chłonęli garściami stęsknieni za nim po zimie. Niestety już pogodził się z losem, bo i wyboru nie miał. Ale choć pogodzony i zrezygnowany miał w sobie szczyptę złości. Złości i żalu nie na Raghatańskich wieśniaków, którzy spotkawszy na gościńcu Glandirskiego wojaka zlinczowali go i powiesili na żurawiu od starej studni by tam dokonał swojego żywota. A że studnia stała na terenie starego opuszczonego gospodarstwa tuż przy drodze, jego truchło miało służyć za przestrogę dla jego rodaków. Nie, nie miał już do nich żalu, była wojna i tak jak on zabijał, tak i potraktowano jego. W końcu była wojna. Czuł za to gniew i żal na cały ten świat, na mądre głowy królów i czarodziejów, które pogrążyły świat w chaosie wojny, sprawiając, że człowiek człowiekowi był wrogiem, nie bratem. Był wściekły, że ostatnie chwile na tym świecie spędzi do góry nogami i ten właśnie z pozoru banalny w jego sytuacji problem zaprzątał mu myśli. Jednak myśli z każdym kolejnym podmuchem wiatru zdawały się coraz częściej, nie do końca ukształtowane, ulatywać z głowy. Mrok momentalnie pokrył czernią rozlewiska, okoliczne drzewa i drewnianą chatę z dziurawym słomianym dachem. Przyniósł kolejne porcje chłodu, które złowieszczo zaciskały swe lodowate palce na gasnącym z wolna żywocie wisielca. Upływ krwi z rozciętego nadgarstka i chłód sprawiały wspólnie, że Myrlen co chwilę tracił przytomność. Pewnego razu, gdy się ocknął zobaczył przed sobą siedzącego jeża. Nie zdziwiło go samo zwierzę, może z lekka jego rozmiar przypominający raczej średniej wielkości psa, ale o wiele bardziej zastanawiającym okazał się fakt, że jeż siedział na zadzie, tak jak właśnie wspomniany pies, ale jego duży brzuch i krótkie przednie łapki nie pozwoliły mu się na nich zeprzeć, co wyglądało bardzo groteskowo. - No i czego się psia mać gapisz? – zapytał zjadliwie jeż. – Myślisz, że wyglądasz lepiej wisząc jak jakaś kukiełka za nogę, na jakimś zadupiu? – dodał i pogardliwie obrzucił Myrlena wrogim spojrzeniem, po czym zaczął w skupieniu czyścić przednie łapki. Wisielec z trudem przełknął ślinę i spróbował dobyć głosu, ale zaciśnięte z zimna zęby skutecznie to uniemożliwiały. - Jak chcesz coś powiedzieć, to mów to w myślach. Chyba nie myślisz, że rozumiałbyś co mówi do ciebie jeż, tym bardziej nie otwierając pyska, prawda? – zapytało zwierzę. - Kim jesteś? – zapytał wisielec, według rady zwierzęcia. - Skowronkiem – odpowiedział ironicznie jeż. – Zaćwierkać ci? - Chodziło mi o to, co tu robisz? Dlaczego siedzisz na za… - Na zadzie jak pies? – ofuknął się. – Czekam, aż zgaśnie w tobie życie, a twa dusza uleci ku niebu, by rozpocząć nowe życie. Czy jakoś tak. No w każdym razie ja mam cię tam doprowadzić. - Do nieba? – zdziwił się wisielec. - Nie no gdzie tam, nie ma co się spieszyć, ale w gruncie rzeczy chodzi o to, byś nie trafił w szpony tego drugiego. – Wskazał łapką na zmarzniętą ziemię. – Ale widzę, że nie prędko będzie ci opuścić ten świat co? Głupie wieśniaki jakiegoś nie ostrego nożyka mieli, boś coś mało juchy ziemi oddał. To znakiem tego posiedzieć nam tu do rana przyjdzie. A i dobra, bo nie bardzo mi się spieszy. Jeż Chrustek jestem – przedstawił się, drapiąc się przy tym obojętnie po okrągłym brzuchu. Jeż zamilkł i skupił się na poszukiwaniu jakiejś przekąski w zasięgu wzroku. Myrlen miał masę pytań, ale jakoś nie mógł poskładać ich w słowa. Wreszcie Jeż Chrustek podjął dalej. - Ja jestem od tych dobrych, tu żeby była jasność. Ty właściwie też jesteś dobry i nie zabiłeś nikogo do tej pory, co by cię eliminowało z grona potencjalnych „dobrych”. Nadążasz? To dobrze. To, że sam myślałeś, że masz na swoim sumieniu kilka istnień ludzkich i nie wykazałeś po tym żadnej skruchy, może sprawić, że upomni się po ciebie ten zły. I po to właśnie tu jestem. Mamy ostatnio bardzo mały pobór, przez tą cholerną wojnę, a ten tam z dołu rośnie w siłę i to właśnie wy głupiutkie malutkie ludzie przechylacie szalę na korzyść smoka. A w świecie musi być równowaga. - A dlaczego jesteś jeżem? - Nie no coś mnie zaraz trafi! – krzyknął jeż i wstał energicznie jak na gabaryty swojego brzucha i zaczął krążyć w kółko, przebierając szybko krótkimi nóżkami. Wreszcie zatrzymał się tuż przed Myrlenem. – Ja ci tu próbuje jakoś zrozumiale wyjaśnić, o co w tym całym bajzlu chodzi, a ty zamiast przez chwilę się skupić, pytasz się mnie dlaczego jestem jeżem, jakby…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%