Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 6 min czytania

Gniazdo Orła

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

"Gniazdo Orła"

Część 1: "Festyn"

Po opublikowaniu mojej pierwszej historii "Tam, gdzie czai się zło" dostałem dużo listów. W większości z nich najwięcej było pytań na temat tego, czy od razu chciałem być detektywem. Oczywiście odpowiedź brzmi nie. Wiążę się z tym pewna historia, którą postanowiłem w tej części opisać.

*

To było, gdy miałem czternaście lat i można powiedzieć, że to była moja pierwsza sprawa. Wtedy jeszcze tak tego nie traktowałem - dla mnie po prostu była to kwestia wyjaśnienia czegoś. Sama sprawa okazała się prosta do wyjaśnienia - lecz wówczas nawet sam detektyw Robert, który prowadził tą sprawę nie wpadł na oczywistą odpowiedź. Wtedy wówczas, jako młody chłopak chciałem zostać ornitologiem. Fascynowała mnie przyroda i wszystko, co było z nią związane. Zresztą do tej pory lubię przebywać na łonie natury. Pamiętam, że wszystko zaczęło się w pierwszym dniu wakacji zaraz po dniu rozdaniu świadectw. Wówczas nasza gmina urządziła, jak co roku festyn. Wówczas był on bardziej nagłośniony niż zwykle, bo jednocześnie nastąpiło oficjalne otwarcie naszego rezerwatu. Razem z moim przyjaciele Zbyszkiem pojechaliśmy na swoich rowerach, aby uczestniczyć w festynie, który odbywał się na działce, tuż przy rezerwacie. Zbyszek zafascynowany był FBI, CIA oraz podobnymi organizacjami - wszędzie widział ich działalność. Miał nawet swoją teorię, że to Oni stworzyli tu rezerwat, bo chcą coś tam ukryć. Burmistrz, który był na rozdaniu świadectw zdradził wtedy, że w rezerwacie znajduje się nawet gniazdo orła. Ta wiadomość sprawiła, że jeszcze bardziej chciałem jak najszybciej zwiedzić cały rezerwat. Po dwóch godzinach spędzonych w rezerwacie zgłodnieliśmy i postanowiliśmy wrócić. W drodze powrotnej Zbyszek zwrócił uwagę na dwie czarne furgonetki stojące na obrzeżu naszego miasteczka, które nie stały tu wcześniej. - Zobacz! To na pewno federalni! - Zsiadł z roweru i powiedział z ekscytacją wskazując na te furgonetki. Wtedy jak zwykle studziłem jego zapał: - Przestań! To na pewno wozy jakiś stacji telewizyjnych, które miały transmitować otwarcie naszego rezerwatu. On wtedy popatrzał na mnie z wielkim oburzeniem: - Widziałeś kiedyś czarne furgonetki stacji telewizyjnych? I do tego nieoznaczone?! Przecież zwykle chwalą się przynajmniej swoim logo... - No to może po prostu przyjechali goście od organizacji tej imprezy. Czekają a się skoczy, żeby posprzątać po sobie. - I też nie mają logo? Nie sądzisz, że dziwne?! Popatrzałem na niego z rezygnacją: - A po co tu mieli by przyjeżdżać federalni? - Mówię Ci cały czas, że Oni w tym rezerwacie coś ukryli ! - Lepiej już jedźmy dalej. Jestem strasznie głodny. - Mówię Ci, że niedługo wyniknie jakaś afera. Znów wsiedliśmy na rowery i popędziliśmy dalej. Przez resztę drogi Zbyszek nawijał o federalnych i skutecznie zasiał wątpliwość, że faktycznie coś się może stać. Gdy byliśmy już blisko naszych domów zauważyliśmy, że ktoś po drugiej…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%