Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 8 min czytania

GODNA PIĄTKA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zdarzają się czasem w życiu prawdziwe tragedie, których początek jest całkiem niewinny, ba, nieraz jest wręcz bardzo sympatyczny! Powiedz, Drogi Czytelniku, co złego może cię spotkać na ulicy dużego miasta? Pewnie pomyślisz o rozpędzonych samochodach, których właścicielom noga zdaje się kurczyć w momencie gdy ma dosięgnąć hamulca; może pomyślisz o zepsutych jak stary Grundig gimnazjalistach, którzy czyhają w bramach na twoją komórkę, może wreszcie w twoim umyśle pojawi się widok samolotów wpadających znienacka w ten czy inny budynek. I ja się zgodzę z tobą, i pokiwam głową, a potem dodam: a znalazłeś kiedyś na ulicy pięć złotych? (Skądinąd urocza ta moneta, co? Ciężka, kolorowa, taka Godna.) Ja, widzisz, znalazłem. Koszmarne wydarzenie.

Tak więc: idę sobie ulicą 3 Maja w Gdyni. To też Godna ulica, przynajmniej z nazwy. Pora powracająca, ludzie biegną na parkingi, przystanki, czasem zahaczając o mięsny czy warzywny; nad wszystkimi unosi się niewypowiedziany okrzyk: do domuuuu!!! A między tymi ludźmi ja, też do domuuuu, też o mięsny, też o warzywny, też na przystanek (czyli można się domyśleć: na parking nie). I wzrok mi lata po Godnej ulicy 3 Maja, prześlizguje się po twarzach i samochodach, by nagle intuicyjnie się opuścić i zobaczyć lśniącą pięciozłotówkę. Radość! Radość niesłychana, pięć zybli znalazło pana! Podchodzę i schylam się, i już oto czuję ciężar Pieniądza. Dłoń się zaciska wokół krążka i w tym samym momencie myśl natrętna się pojawia: co zrobić z ową monetą? W co zainwestować? Co sobie kupić? A może – i tutaj przyspieszone bicie serca, tak, wybieram właśnie ową, trzecią bramkę – zrobić dobry uczynek? Przed chwilą nie było pięciu złotych, teraz jest, za chwilę wrócimy do stanu wyjściowego, ale po drodze naprawimy świat w mikroskali, damy sobie i innym przykład, dzielmy się tym co mamy, pomagajmy sobie, bracia, siostry, przekażmy sobie nawzajem nasze portfele, taka ogólnonarodowa loteria, zobaczymy co kto trafi. To będzie Godne.

Ale zanim to nastąpi, Ja – bo to już nie jest takie zwykłe „ja”, to jest Godne J A – rzucę rękawicę, dam przykład, wespnę się na Rysy dobroczynności i potem z góry będę pokrzepiał moich zmęczonych i wątpiących naśladowców. Przekażę moją ledwo co zdobytą pięciozłotówkę naprawdę potrzebującej osobie, która to doceni, podziękuje, a może jeszcze uwierzy na powrót w ludzi i całkowicie zmieni swoje życie, wszystko to dzięki... ech, nie mówmy już o tym, starczy już, doprawdy starczy.

No to idziemy. Czy ta starsza pani wygląda jakby potrzebowała mojej piątki? Czy ten odziany w ortalion nastolatek nie jest przypadkiem utalentowanym biologiem, który w przyszłości ma szansę wynaleźć szczepionkę na raka, jeśli tylko codzienność nie zmusi go do porzucenia swojej naukowej pasji i zajęcia się – o fuuuj – pracą w księgowości?? A czy ta młoda mama na pewno ma na Gerber dla swojego berbecia??? Każdy przechodzący człowiek to nowy znak zapytania, każda twarz zdaje się być w pewien sposób niespokojna, niepewna, Boże, co jeśli oni wszyscy potrzebują moich pięciu zybli?! Przecież ja bym musiał zawodowo te monety znajdować, a wiadomo że skuteczność tego typu działalności jest zróżnicowana, niestabilna; można by się przeprowadzić w okolice mennicy narodowej i dostać się do składu piątek (w piątek), ale to spora operacja, a przecież rodzina na karku, kariera przede mną, oj, wplątałem się chyba w koślawą inicjatywę. Bo co, powiedzmy że wyłonię trójkę najbardziej potrzebujących z tłumu na ulicy 3 Maja (tak, Godnej), zrobię krótki casting i moja pomoc trafi dokładnie do tej osoby do której powinna trafić, ale potem ta osoba…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
GODNA PIĄTKA — czytnik · opowiadania