Akcja · 15 min czytania
Godvil - Hell'aven - rozdział 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział drugi: "Kwiaty rosnące na skarpie"
Na zewnątrz padał deszcz. Ale była to taka pora roku. Maciek zamyślił się spoglądając na spadające z nieba krople. W kuchni, tam gdzie stał z kubkiem gorącej herbaty, miał dobry widok na pogrążony w smutku świat. - Maciek! Bo się spóźnisz! Zwróciła mu uwagę matka. Ale on udał, że nie usłyszał. W tej chwili ważniejsze było dla niego zastanowienie się nad tym, co ma zrobić. Wczoraj zabił człowieka... ta jedna myśl błądziła w jego głowie bez przerwy. Zdawał sobie sprawę z tego, że postąpił słusznie. Posłał chłopaka tam gdzie było jego miejsce - do piekła. Niestety stał się teraz taki jak on. Zniżył się do jego poziomu. Nie chciał iść do szkoły – całe jego ciało krzyczało wręcz, aby zostać w domu i wciąż spoglądać na deszcz. Nie miał jednak wyboru. Wyszedł z domu tak jak zawsze, siedem minut po siódmej. Będąc już na dworze zaczął rozmyślać o tym co czeka go w szkole. Kogo zobaczy, kto się pojawi… Nagle zdał sobie sprawę, że to co wydarzyło się wczoraj powinno przykuć uwagę policji. Zapewne masa oficerów siedziała przy drzwiach wejściowych do budynku i sprawdzała każdego. A on z mieczem w ręku był najbardziej podejrzany. Miecz! Nagle Maciek w panice zaczął się rozglądać. Otworzył plecak i przeszukał w całości. Ale to było bez sensu. Nie mógł go tam ukryć. Więc gdzie? Gdzie podział się miecz? - Pewnie został w domu – powiedział do siebie cicho. Nie mógł wrócić i sprawdzić bo przecież wyszedł do szkoły, ale... Mimo wszystko pobiegł do mieszkania. Nie wiedział dlaczego tak bardzo martwił się tym wszystkim. W końcu to zwykły miecz. Wpadł mówiąc, że zapomniał jakiegoś zeszytu i natychmiast pobiegł do pokoju. W pięć minut przewrócił wszystko do góry nogami, ale nic nie znalazł. Tak jakby go tu nigdy nie było. Ale skoro nie tu, to gdzie? Mocno wystraszony i skołowany udał się do szkoły zapominając o swoich wcześniejszych przypuszczeniach. Na szczęście zdążył przyjść w ostatniej chwili zanim zamknęli główne drzwi. Szybko się przebrał i zameldował w sali, w której miał zajęcia. Całą lekcję przemilczał zastanawiając się nad tym gdzie podział broń, a gdy nastała przerwa postanowił zostać w klasie. Nie chciał w takim stanie spotkać tych którzy się nad nim znęcali... Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że coś się zmieniło. Poprzedniego dnia demon zabił dwóch a on trzeciego z szykanujących go chłopaków. Teraz przecież nic nie stało na przeszkodzie aby wyjść na korytarz. - Hej, uważaj! - krzyknął Grzesiek, kolega z klasy Maćka, z którym to zderzył się w drzwiach. - Sorry. Nie chciałem. - Załóż lepiej te swoje bryle jak denka do słoików, bo nic nie widzisz! – Chłopak jak i jego towarzysz zaśmiali się gromko odchodząc w głąb klasy. Z opóźnieniem zdał sobie sprawę z kolejnej dziwnej rzeczy. Nie założył okularów. Ale kiedy on nawet nie odczuwał takiej potrzeby. Tak jakby całkiem o nich zapomniał. W końcu jego wzrok się poprawił. Z lekkim uśmiechem na twarzy wyszedł na korytarz. Nie musiał się już bać. Nareszcie był wolny. - Hej, patrz na ciecia. Co szczerzysz protezy. Chcesz w papę? – powiedział jeden z przechodzących obok młokosów. - Zostaw farfocla. - Spadamy, bo od ciecia leci moczem. Ten krótki dialog zdenerwował Maćka. Wiedział, że cała trójka w ten sposób chciała pokazać swoją wyższość i tak naprawdę są gorsi od niego, ale mimo to miał ochotę doskoczyć do tej nich i wypruć im flaki. Ale nie mógł. Nie miał szans. Był tylko zwykłym 'cieciem'. - Nie przejmuj się nimi - ktoś nagle przemówił. Obok niego, pod ścianą, siedziały cztery dziewczyny. Reprezentowały one tą bardziej inteligentną część jego klasy. Były to dobre przyjaciółki. Zawsze trzymały się razem, wszędzie chodziły w grupie. Były ulubienicami nauczycieli. Wysoka, blond-włosa, na co dzień grająca w koszykówkę Alena, obok niej siedziała niziutka Kaśka, która była dobra z matematyki i fizyki. Magda, druga z blondynek, była dobrą humanistką. A ostatnią, ale nie najmniej ważną osobą była Anna. Wysoka, z czarnymi włosami i piwnymi oczami przewodnicząca klasy. Grała w siatkówkę, dobrze się uczyła, godnie reprezentowała klasę. Prawie, że ideał. - No, nie przejmuj się Maciek. To są ofermy, nie umieją nawet porządnie po polsku mówić - zaśmiała się Magda. - A co ci się stało z okularami. Wczoraj też ich nie założyłeś. Znowu ci chłopacy ci je rozbili? - zapytała Anna widząc lekko skonsternowaną twarz Maćka. - Nie, to znaczy - zaczął spokojnie - ja miałem operację - wymyślił coś na poczekaniu. - Operację? - zapytały wszystkie. - Yy... Tak. Ostatnio miałem operację i poprawił mi się wzrok. Teraz widzę dobrze. - Eee, no to nieźle. To masz fajnie. Ja też powinnam nosić okulary, bo jestem dalekowidzem - powiedziała Alena. - Serio? A ile masz? - No nie gadaj, nigdy nam nie mówiłaś. - Od kiedy? Dziewczyny ponownie zaczęły rozmawiać między sobą, zapominając całkowicie o Maćku. Ale to mu nie przeszkadzało. Zamiast tego bardzo się ucieszył. Coś się zmieniło. Nagle stał się kimś. Dziewczyny same do niego zagadały. Spojrzał na dłoń, a po chwili zacisnął pieść. Dzień minął szybko. Przynajmniej ta jego część, którą spędzał w szkole. Podczas przerwy przebywał na korytarzu. Nawet durne zaczepki innych nie przeszkadzały mu tak jak kiedyś. Dopiero kiedy wychodził z szatni dopadło go widmo poprzedniego dnia. - Hej, Maciek. Poczekaj chwilę - przed wyjściem ze szkoły powstrzymał go głos Anny. - Dowiedziałam się o tym na poprzedniej przerwie i pomyślałam, że powinieneś wiedzieć. Ci trzej, co cię zawsze gnębili. Ponoć mieli wypadek i wszyscy nie żyją - powiedziała smutnym głosem. W oczach Maćka pojawił się strach. W jego myślach toczyła się wojna. Jakieś wewnętrzne 'ja' chciało przyznać się do tego. Oszczędzić całego dramatu i przyznać się. Ale coś go powstrzymywało.
"- Takich jak on? - Gorszych. - Zabiję ich wszystkich. Co do jednego."
Ta obietnica powróciła do niego niczym bumerang. Próbował o niej zapomnieć ale nie dało się. Nie mógł, gdyż taka była teraz jego misja. TAK! Miał zadanie i musiał je wypełnić. Choćby sam miał się stać szatanem, nie pozwoli, by tacy jak ten, którego zabił wczoraj chodzili po ziemi. Przełknął ślinę, po czym uśmiechnął się szyderczo. - Dobrze mu tak. - Maciek. Ja rozumiem, ale... - Wiesz, że był odpowiedzialny za śmierć trzech osób? - Co? Jak to? Niemożliwe. - Jego szykanowania, doprowadziły do samobójstwa trzy osoby. Teraz już nikomu nie zrobi krzywdy. Na razie. Po tych słowach chłopak odszedł zostawiając Anne samą z nie lada problemem do rozmyślenia. Problemem, z którym i on się borykał. Ale już nigdy więcej. Nigdy więcej!
Jeden problem, owszem, zniknął. Ale gdy wrócił do domu i zobaczył bałagan w pokoju zdał sobie sprawę z drugiego problemu. Gdzieś zgubił miecz. Ponownie zaczął przeszukiwać wszystkie kąty pokoju, ba, nawet całego mieszkania. To nic jednak nie dało. Zmartwiony położył się na łóżku i zaczął się zastanawiać nad poprzednim dniem. Co się wydarzyło wieczorem, gdzie mógł zapodziać swoją nową broń. Wszystko zdawało się rozmazywać, żadna chwila nie była pewna. Wydawało mu się, że wiedział coś ale gdy skoncentrował się na tym znikało to w jego podświadomości. Zdenerwowany obrócił się na bok i zakrył twarz poduszką. Nie chciał już o tym myśleć. Z każdą chwilą nie wiedzieć czemu bolało go to coraz bardziej. Jego serce... wydawało się, że tysiąc igieł wbija się w nie. Znowu powróciły wyrzuty sumienia. Znowu... Nagle cierpienie Maćka przerwał odgłos uderzenia jakiegoś przedmiotu o ziemię. Gdy zdał sobie sprawę z tego, że nastąpiła to w jego…