Kultura · 1 godz. 11 min czytania
GOŁĘBIARZ NA DACHU
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Dramat pt. „GOŁĘBIARZ NA DACHU”
w IV aktach - (28 stron)
AUTOR - Arkady PYLCH
Utwór dedykowany Jagodzie Cieszyńskiej, w podziękowaniu za ulgę tolerancji, którą doznałem w Jej poezji.
Napisana na motywach powieści pt. „POTRAWKA EROTYCZNA, CZYLI LEP NA MUCHY”, która leży w szufladzie i czeka na bolesne „rozwiązanie”.
Jest to utwór poświęcony tolerancji, o Gołębiarzu, który ucieka na dach kamienicy przed współczesnym światem, gdzie hoduje gołębie, jednak i tam dopadła go znieczulica ludzi na pozór dobrych i uczynnych. Staje się świadkiem upadku młodej dziewczyny, która w wyniku złej sytuacji rodzinnej wpada w brudny świat, ten zły na dole. Mało tego, jego oaza spokoju ma być niebawem zniszczona... Utwór jest kontrowersyjny, i dobrze, bo o to mi właśnie chodziło, poruszyłem tematy patologii społecznych, marginalnej polityki prorodzinnej, braku tolerancji religijnej, dewocji naszego społeczeństwa i wiele innych bieżących spraw, które pozostawiam do odkrycia, a mam tu na myśli zastosowane metafory i symbole. Zapewne nie wszystkim ten utwór się spodoba i gdyby zaistniał w świadomości ludzkiej, przyniesie dyskusję, o którą mi chodzi, bo nic tak nie zabija utworu, jak brak kolczastych dialogów i ukrytych znaczeń...
OSOBY: GOŁĘBIARZ ANKA GOSPODYNI PRZEWODNICZĄCA DZIELNICOWY
Część 22 / 2
Oświadczam, że nie wiążą mnie jakiekolwiek inne zobowiązania ograniczające moją wyłączność, co do rozporządzania utworem, ponadto dramat pt.„GOŁĘBIARZ NA DACHU” jest oryginalnym wytworem mojej działalności intelektualnej i nie narusza dóbr osobistych, oraz majątkowych osób trzecich.
AKT I
Siadamy na widowni i zamiast się robić coraz ciemniej zwiększa się intensywność świecenia. Nagle ogarnia nas kompletna ciemność, coś się wokół zaczyna dziać. Wzrok powoli przyzwyczaja się do ciemności i właśnie to proponuję wykorzystać, ten podświadomy niepokój związany z brakiem doznań wzrokowych, który powoduje zapominanie tego, co wnosimy ze sobą do teatru. Teraz liczy się tylko teraźniejszość i wrażenia słuchowe, jesteśmy obdarci i gotowi na integracje ze sztuką. Właśnie zaistniały tajemnicze stukoty, coś się rozwija. Nagle słyszymy ciche jęki, w pierwszej chwili myślimy, że ktoś przyszedł na przedstawienie z niemowlakiem, jednak po chwili stwierdzamy, że płacz dziecka dochodzi gdzieś z lewej strony sceny, nasila się, faluje, jest natarczywy, powoli cichnie i urywa się gwałtownie, zalega grobowa cisza. Na scenie świta. Naszym oczom ukazuje się, główna scena, to nic innego jak dach kamienicy, z widokiem zabudowy w tle, to obdarte z tynków mury i dachy innych kamienic, nie widać nieba. Na środku zalega ceglany komin, ze starymi antenami, które wyglądają, w dobie anten satelitarnych, jak kołtuny na czarnej czaszce budynku. Wzdłuż krawędzi sceny jest rozciągnięty piorunochron i rynna. Zauważamy po prawej stronie, tam gdzie jest wejście z widowni na scenę, luk na dach w formie drzwi nachylonych ku wchodzącemu, to wejście jest dwu skrzydłowe. Po lewej stroni, na widowni, stoi stary kontener na śmieci i uzmysławiamy sobie, że właśnie stamtąd dochodził płacz dziecka. Ogarnia nas wrażenie, że siedzimy na podwórku kamienicy, tym bardziej, że kiedy zaczynamy się rozglądać, zauważamy, że na bocznych ścianach, lub balkonach, są fragmenty murów kamienicy, w formie rozwiniętych płacht. (wciągam widzów w to, co się będzie działo wokół nich, ich obecność jest uzasadniona i zgodna z fabułą, są zgromadzeni na podwórku). Gołębnik jest w którymś z kątów, trzepot, gruchanie ptaków winno być nagrane, mogą być cienie krążących gołębi wędrujące po suficie. Na scenie zauważamy ruch, to wśród drewnianych skrzyń i drucianych skrzynek siedzi odwrócony do nas tyłem GOŁĘBIARZ, przekręca się odrobinę i zauważamy, że coś zapisuje w zeszycie, poprawia, przekreśla i z szeptu pojawiają się słowa, wersy dziwnego wiersza. GOŁEBIARZ Powiedz mi! Gdzie się podziała nasza wiara? I naprawdę, nie boisz się?... Że już umarła w ofiarach złotego cielca, oślepiła nas mamona. A może wiesz! Gdzie się zgubiła nasza nadzieja? Uuu, chu chuuuu, zastanawiasz się?... A może już wyschła w źródle czystego serca, zgubiły nas pragnienia. I na Boga! Gdzie się rozwiała nasza miłość? Moja wina, moja bardzo wielka wina. Bo już zgasła w deszczu fałszywych ja, zniewolił nas egoizm. No właśnie! Gdzie się podziały nasze cnoty? Naprawdę i zaprawdę nie wiem gdzie Być może śpią kołysane wygodą, I śnią o dobrym człowieku. BO CZY ZNASZ TAKIEGO? GOŁĘBIARZ wstaje, odwraca się do widowni, jednocześnie chowając zeszyt do kieszeni, to człowiek około siedemdziesięcioletni, o twarzy zmęczonej życiem, ale z wyglądu osobnik, przyjazny, dobroduszny. Przez widownię przechodzi elegancko ubrana ANKA, ma na sobie spódnicę za kolana, białą koszulę, buty na koturnach, białe podkolanówki, niesie jakieś zawiniątko. Otwiera prawe skrzydło włazu i wchodzi na dach kamienicy. (W tej sztuce większość aktorów jest na widowni, siedzą lub stoją z widzami, a wręcz powinni z nimi nawiązywać kontakt werbalny, praktycznie cały czas grają swoją rolę w sposób spontaniczny, w zależności od tego, z kim im przyszło sąsiadować na „podwórku kamienicy”). GOŁĘBIARZ (szpera w gołębniku, zachowuje się tak jakby wyjmował ptaka, udaje, że przytula do policzka gołębia, szepta do niego i podchodzi do krawędzi sceny, wołając) Pobujaj Łaciata, z innymi! Po niebie! Rozprostuj skrzydłaaa (ostatnie słowo przeciąga i wypuszcza gołębia, w szerokim rozmachu, obserwuje lot ptaka, uśmiecha się pogodnie) ANKA omija komin i stare anteny, powoli rozwija zawiniątko. GOŁĘBIARZ Jesteście wolne... Tak wolne! Z dala od tej szarości, tego morza betonu. I znieczulicy ludzkiej I nie musicie się martwić o byt, o jedzenie, o swoje gniazdo... Wszystko macie tu... Tu tak blisko, na wyciągnięcie skrzydła.... ANKA (staje obok GOŁĘBIARZA i patrząc w niebo) To wspaniałe, tak kierować się instynktem... I nie myśleć o tym, co jutro, co pojutrze... GOŁĘBIARZ (ujmuje ANKĘ za ramię i razem obserwują krążące gołębie) A to ty Aniu, ale się skradasz po cichu, jak myszka... Coraz gorzej słyszę, oj nie dobrze, nie dobrze. Starość nie radość... ANKA Dzień dobry panie Władku i miłego dnia! Przyniosłam trochę resztek z wczoraja, no... GOŁĘBIARZ (podchodzi do krawędzi, zwraca się do Anki i pokazuje palcem na klatkę) Dobrze, dobrze moje dziecko, podsyp im, posyp, już się im pewnie ziarno znudziło... A co u ciebie? Ty moja trzpiotko. Co u ciebie słychać ciekawego? ANKA (sypie ptakom do klatek resztki i nagle jakby sobie coś przypomniała) Panie Włodzimierzu, to nic pan nie słyszałeś... Mamy cud w naszej kamienicy, na podwórku, prawdziwy cud.... GOŁĘBIARZ (podnosi oczy do góry i kręci z politowaniem głową, zmęczonym głosem) Dziecko, o czym ty mówisz? Jaki znowu cud, no niby gdzie, tu, tu? (pokazuje ręką na widownię) ANKA (ciągnie Gołębiarza za rękę w kierunku skraju dachu i szuka wzrokiem) No cud, normalnie cud. Objawienie!... Tak mówią, aż huczy w całej kamienicy. A pan jak zwykle nic nie wie? Panie Władku! (z niedowierzaniem) Aż się nie chce wierzyć...(bierze mężczyznę za rękę i ciągnie go w kierunku skraju dachu) No niech pan podejdzie... O tu! Tu, tu... Zobaczy sam... GOŁĘBIARZ (podchodzi z ociąganiem, wzdychając) No gdzie, gdzie ten cud... No gdzie? ANKA (pokazując w kierunku fragmentu kamienicy, gdzie majaczy zakapturzona postać) No na murze, na przeciwko... Ooo! O tam, widać postać, jakby zakapturzona twarz z zawiniątkiem na rękach. O! I ma dwie czerwone szramy. One są najbardziej widoczne... Z góry nawet lepiej widać, niż z dołu. Na widowni dwie kobiety przytakując głowami, podchodzą bliżej do płachty, gdzie widnieje fragmentaryczna postać, coś sobie szeptają na uszy, pokazują i co jakiś czas zwracają się do widzów,( zaczynamy się domyślać, że są to aktorki). GOŁĘBIARZ (ze zdziwieniem wymieszanym z drwiną, macha ręką i kręci głową ) O tooo. To?!... Ludzka głupota, to normalnie nie ma granic, no. Przecież to już od wczoraj jest, ten ślad na murze... ANKA (z rozdrażnieniem w formie tłumaczenia, jest zła, że GOŁEBIARZ odszedł i zajął się z powrotem doglądaniem swojego gołębnika, podbiega, woła, nachyla się do niego ). Jak to od wczoraj, jak to? Panie Władku, co pan mówi? Przecież to dzisiaj, z samego rana nastąpiło objawienie. (z sensacją, bierze się pod pachy) Sąsiadka, ta z pod szesnastki, zauważyła. To ona zobaczyła tą postać, ale zrobiła raban uuchuuchuuu No mówię Panu, na cała kamienicę, wszystkich pobudziła tą swoją modlitwą... Wychyliłam się przez okno, ciekawa co się dzieje, patrzę, i oczom nie wierzę, sąsiadka na środku podwórka leży krzyżem i modli się w niebogłosy (z niedowierzaniem) Nic pan nie słyszał? Aż się nie chce wierzyć? GOŁĘBIARZ (pochmurnieje, prostuje się i podchodzi, opowiada ponuro, wspomina) To było wczoraj przed południem... Przyszedłem jak zwykle na dach... (spuszcza głowę i zakrywa twarz dłońmi, wzdycha, opuszcza ręce i odwraca się w stronę ANKI) To wczoraj się stało. (do widowni) Służba komunalna rozbijała gniazda jaskółkom. Jeden z ptaków uderzył o mur i roztrzaskał się, strasznie, strasznie... To stąd te ślady na ścianie... Ptak roztrzaskał się o mur. Krew ściekła stróżkami... Na własne oczy widziałem... Broniła gniazda jak mogła, do samego końca... Dzielna matka!… Dziwna sprawa, wyglądało to tak. jakby... ANKA (z rozbawieniem i sensacją, cieszy się i zaciera dłonie ) A to się nasze sąsiadki zdziwią, no. Ale się zdziwią jak im opowiem.... A to się zmartwią dewoty jedne... Już księdza proboszcza powiadomiły, no... Ale z tego jaja będą, oj będą. GOŁĘBIARZ (zdziwiony, mruży oczy jak krótkowidz, przyglądał się dziewczynie) O czym powiadomiły? ANKA Jak to, o czym?! No o objawieniu, przecież mówiłam... GOŁĘBIARZ (macha ręką, wraca do swoich obowiązków, coś układa, przestawia) Oj tam... Naprawdę nie ma sobie, czym głowy zawracać, przyjdzie deszcz i znowu będzie jak dawniej, popada, popada i będzie święty spokój... (Anka podbiega, do GOŁEBIARZA, który tasuje ją od stóp po głowę) A co u ciebie, jakoś inaczej wyglądasz niż zwykle, wybierasz się do kościoła czy co?... Coś się tak wystroiła, jak stróż w Boże Ciało? ANKA (prostuje się i poprawia swoje ubranie, tańczy w formie paru spiral w jedną i druga stronę, podchodzi niczym modelka i chwali się, unosząc dumnie głowę) Wybieram się właśnie na rozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy... (GOŁĘBIARZ, kiwa głową i udaje zdziwionego) Muszę elegancko wyglądać, to dla mnie ważny dzień. Będę rozmawiała z właścicielem firmy, to hurtownia z artykułami gospodarstwa domowego... GOŁĘBIARZ No zuch dziewczyna, to mi się podoba, na wakacje nigdzie nie wyjeżdżasz, co będziesz w domu siedziała po próżnicy... ANKA (informuje jakby się spieszyła, spogląda na zegarek) Napisali w ogłoszeniu, że potrzebuje sekretarki, ma być młoda i atrakcyjna, z maturą i ze znajomością języka angielskiego... Dzwoniłam do sekretariatu i umówiłam się na rozmowę... Zrobiłam to, bo mam te wszystkie kwalifikacje, i nawet język znam, no! GOŁEBIARZ Co ty powiesz, no proszę? ANKA No może nie perfekt, no ale dogaduję się chyba, bez problemów... No przecież razem ćwiczyliśmy, nie raz i dawałam sobie radę... GŁĘBIARZ (w trakcie rozmowy uśmiecha się pobłażliwie, krząta się, poprawiał klatki, karmi ptaki, odkłada miskę, i z niepokojem) Tak na stałą umowę? Myślałem, że chcesz sobie tylko dorobić, przez wakacje, przez trzy miesiące... A egzaminy? Przecież miałaś iść na studia. Na pedagogikę specjalną. Chciałaś uczyć dzieci niepełnosprawne, te autystyczne, wiesz... Co to zamykają się w sobie, we własnym świecie i ciężko do nich dotrzeć, potrzebują cierpliwości i miłości... ANKA (jakby się tłumaczyła, jest jej wstyd) Pójdę na studia za rok, zaocznie... GOŁEBIARZ Tyle żeśmy o tym rozmawiali, o tych dzieciach sprawnych inaczej, jak mawiała o nich Maria Grzegorzewska, już zapomniałaś? ANKA (jakby się tłumaczyła, jest jej wstyd) No nie dam rady inaczej.... Teraz potrzebujemy pieniążków, mama coraz gorzej się czuje, choruje, cała renta idzie na czynsz i lekarstwa... (Chcąc zmienić temat rozmowy, nachalnie) A jak tam z pańską poezją? Czy dzisiaj powstał jakiś piękny wiersz, chętnie posłucham... Te wiersze są takie inna, jasne, jakby krystaliczne?
GOŁĘBIARZ (jakby nie słyszał jej ostatniej wypowiedzi w formie oskarżenia, dobitnie) A ojciec, co?... Nie przysyła, tak?... No tak!? ANKA kręci przecząco głową, ucieka z oczami, kopie miskę, aż wysypuje się ziarno. GOŁĘBIARZ (wzdychając z rozdrażnianiem) Przecież już go nie ma parę miesięcy. Pojechał do tej swojej ziemi obiecanej, na zachód, gdzie w euro zarabiają, miał złote góry przesyłać... I co?... Nie pisze? ANKA (prawie ze łzami w oczach) Może nie znalazł pracy, nie wiem, musimy sobie radzić same... GOŁĘBIARZ E tam gadanie, zawsze się oglądał za ładnymi kobitkami, żadnej sąsiadce nie przepuścił, kobieciarz i tyle... ANKA (spuszcza głowę, odwraca się i idzie pośpiesznie, uciekając woła) Muszę lecieć, bo się spóźnię... (schodzi z dachu i przelatuje przez widownie, spotyka dwie kobiety, z którymi rozmawia, nie słyszymy ich dialogu, pełnego gestów i wskazywania na miejsce objawienia. Dziewczyna macha do sąsiadek i zanika w cieniu zaplecza) GOŁĘBIARZ (podchodzi znowu do krawędzi dachu, odwraca się w kierunku dziwnego malunku i mówi do siebie z drwiną wymieszaną z żalem) Cuda im w głowach, objawienia... Aż to głupie baby, nawet wiem, które takie mundre... Dewoty upierdliwe, oj wszędzie ich pełno. Udzielają się niby społecznie, o czystość kamienicy walczą... (odchodzi do gołębnika i ze złością) Jaskółki im przeszkadzały, ptasie gniazda, co za czasy?... Co za ludzie?... Gdzie mi przyszło żyć, no gdzie? Dobrze, że przynajmniej mam gdzie uciec przed nimi. W kierunku włazu na dach idą dwie kobiety, przemieszczają się i co chwila szeptają sobie coś na uszy, plotkują. Jedna z nich otwiera lewe skrzydło włazu, co powoduje powstanie nieprzyjemnego dźwięku, w postaci skrzypienia nienaoliwionych zawiasów. Podchodzą do zajętego ptakami gołębiarza. Bardziej korpulentna sąsiadka zaczyna rozmowę, damy jej przezwisko GOSPODYNI, gdyż jest członkiem Koła Gospodyń Kamienicznych, obok stoi wysoka i krewka kobieta, to PRZEWODNICZĄCA Koła Walki o Czystość Dzielnicy, są sąsiadkami i udzielają się społecznie. GOSPODYNI (z drwina, a wręcz pogardliwie) Dzień dobry Panie Władku... Witamy panie Gołębiarz!... Ta mała z pod jedenastki, mówiła, że z dachu lepiej widać nasz cud.. PRZEWODNICZĄCA (z niedowierzaniem i podejrzliwością) Podobno był Pan świadkiem objawienia... GOŁĘBIARZ (odwraca się do nich gwałtownie, jakby ze złością i idąc w kierunku skraju dachu pokazuje, informując dobitnie) Jakim znowu świadkiem?! Świadkiem! Proszę bardzo o tu... Proszę podejść bliżej, bez obaw, tu jest całkiem bezpiecznie. Zobaczcie! Ooo. O stad lepiej widać... Światkiem?! Jakim tam świadkiem?... Od patrzyłem jak ludzie traktują jaskółki... Jak im gniazda, niszczą... Ich domy pełne piskląt... PRZEWODNICZĄCA O jest! GOSPODYNI ( rozgląda się jak krótkowidz) Gdzie?! Nie widzę. PRZEWODNICZĄCA Tam! Na murze! Widać postać w kapturze. GOSPODYNI No proszę jest! Widać, jak na dłoni, no, ale piękna... Ksiądz proboszcz już powiadomiony. Po mszy przyjdzie, w niedzielę, obejrzy. (zwraca się do przewodniczącej i mówi jakby w tajemnicy) Dałam ze składkowych, na remont kościoła, parę złotych, nie dużo... PRZEWODNICZĄCA To dobrze, bardzo dobrze.... GOSPODYNI Ależ mamy piękny cud na naszym podwórku! Objawienie cudowne! PRZEWODNICZĄCA To może być jakaś przestroga!... Dla nas wszystkich… GOŁĘBIARZ (który stara się nie słuchać, w końcu nie wytrzymuje i z rozdrażnieniem) Poczekajcie z osądami na proboszcza... Ciekawe, co powie… PRZEWODNICZĄCA (mruga okiem do Gospodyni i pokazuje z drwiną głową w stronę Gołębiarza, który okazuje się być nastawiony sceptycznie, a wręcz negatywnie) Oczywiście, oczywiście! GOSPODYNI No! Zobaczymy, co powie. GOŁĘBIARZ Po co wam ten cud, no po co?... Zaraz się rozniesie po dzielnicy i zrobi się tłok, na podwórku… Sensacja na całe miasto... Już i tak nasza kamienica słynna jest, nawet w gazetach o nas pisali… PRZEWODNICZĄCA (drwiąco a nawet delikatnie przedrzeźniając) Ale, co pan? O czym pan mówisz. I kiedy to było? GOŁĘBIARZ (dobitnie) Całkiem niedawno! I dobrze wie pani, o czym mówię. Słynna przez to niemowlę, co to je znaleziono na śmietniku, na naszym podwórku to się stało... GOSPODYNI Eeeee! To było tydzień temu, już wszyscy zapomnieli. I po co w ogóle to wspominać, no po co? Jakaś cholera nam tutaj, to kukułcze jajo podrzuciła i tyle, i wstyd tylko przed ludźmi, i trzeba się tłumaczyć, że to nie nasze... PRZEWODNICZĄCA (z pretensjami, z narastająca złością) Panie kochany, co pan?! No przecież spotkało nas wielkie wyróżnienie. Objawienie, na naszym podwórku, tak! A pan nam tu, no naprawdę... Głowę zawraca jakimś tam podrzutkiem narkomanów? GOSPODYNI No właśnie, teraz są ważniejsze sprawy. Ludzie będą chcieli obejrzeć to objawienie, pomodlić się, poprosić o pomoc... O uzdrowienie! PRZEWODNICZĄCA (jakby do siebie) Musimy się przygotować, to przecież dla nas wszystkich wielkie wyzwanie. To trzeba jakoś zorganizować, żeby było dobrze, żeby nie było tłoku, wyznaczyć odpowiedni czas, ktoś to musi wszystko przypilnować, przecież ... GOSPODYNI Jak się ludzie dowiedzą na mieście uuuu, po całej Polsce się rozniesie, zaczną zjeżdżać ze wszystkich stron, do nas, tu... PRZEWODNICZĄCA Autokarami przyjadą! I trzeba będzie gości przyjąć, nakarmić, a może i przenocować, przyjadą z daleka, przecież zapłacą, nie? GOSPODYNI (informacyjnie) Nawet z Unii Europeiskiej mogą przyjechać, granice stoją przecież otworem, żaden problem... PRZEWODNICZĄCA Turyści w euro zapłacą, masz Pan pojęcie... GOSPODYNI Nasza kamienica będzie sławna na całą Europę, a może i, a może i... (wzdycha jakby zabrakło jej powietrza). Ale po co o tym myśleć, jeszcze człowiek zapeszy, zapeszy, odpukać trzeba, odpukać (kobieta szuka drewna i znajduje skrzynkę, puka zapobiegawczo, na jej twarzy widzimy ulgę, żegna się). PRZEWODNICZĄCA Trzeba być człowiekiem, to dla nas wszystkich, tu mieszkających w kamienicy, wielka szansa... GOSPODYNI I okazja na zarobek... (widząc surową minę Przewodniczącej poprawia się) To znaczy… To nasz obowiązek, trzeba stanąć na wysokości zadania, czeka nas wiele pracy... GOŁĘBIARZ Niech się w tej kwestii wypowie proboszcz, ogłoszenie cudu to proces długotrwały, nie macie pojęcia jak to się odbywa i wlecze latami, trzeba mieć świadków, udowodnione uzdrowienia... PRZEWODNICZĄCA Wszystko jest już przemyślane i uzgodnione. ( z narastającym naciskiem słownym) Na zebrania pan nie chodzisz to i nic nie wiesz, a my tu wspólnotę stanowimy. GOSPODYNI No właśnie... PRZEWODNICZĄCA Panie za kogo Pan nas masz?... Jutro wystawimy skarbonkę na remont kościoła, będziemy zbierać datki, co łaska. Już sąsiedzi w piwnicy majsterkują, społecznie, a nie tak jak inni, byle dalej i z daleka... GOSPODYNI Proboszcz ogłosi na kazaniu, że szuka świadków objawienia i uzdrowień, poda adres naszej kamienicy i... PRZEWODNICZĄCA I rozniesie się po mieście lotem błyskawicy... GOSPODYNI W trymiga... PRZEWODNICZĄCA Watykan daleko, a my tu sobie po swojemu załatwimy, a jak... GOSPODYNI A przy okazji pomożemy naszej parafii, ksiądz proboszcz kościół odnawia, dach remontuje, plebanie trzeba rozbudować... GOŁĘBIARZ (w trakcie dialogu sąsiadek kręci głową, wzdycha, widać, że walczy ze sobą, aby im nie przerwać, szuka sobie zajęcia, coś przekłada, w końcu nie wytrzymuje) Pewien mistrz z dalekiego wschodu nauczał, że człowiek, który szuka cudów na zewnątrz siebie jest jak głupiec, któremu założono opaskę na oczy i myśli, że jest ślepcem. Zamiast ją zdjąć, aby znowu zobaczyć piękny świat, on modli się o białą laskę... PRZEWODNICZĄCA (wzruszając ramionami) No, co pan? Co pan nam tu jakieś mądrości wciska, innowierców jakiś... Nawet nie wiadomo, o co się w tym wszystkim rozchodzi... No słucham, co masz pan jeszcze mundrego do powiedzenia? GOŁĘBIARZ (ze złością do widowni) Jesteście ślepcami i dalej nimi będziecie, głuuu... (łapie się za usta, aby nie dokończyć) PRZEWODNICZĄCA Jakimi ślepcami, jakimi znowu ślepcami?! Słyszałaś sąsiadko?... Co ten pan o nas mówi? (W formie przestrogi) Licz się pan ze słowami, dobrze radzę. GOSPODYNI (z kpiną i niedowierzaniem) A gdzie mamy niby szukać cudów? GOŁĘBIARZ Serce człowieka, to są drzwi do prawdy i cudów. A wy się chcecie prześlizgnąć jak jakieś płazy, albo włamujecie się niczym złodzieje, na różne sposoby, oj różne. I żeby jeszcze tego było mało, chcecie, aby was traktowano jak zaproszonych gości, a jakże... Co za czasy? Na jakim my świecie żyjemy. Tylu ludzi, aby wierzyć potrzebuje cudów, świętych obrazów, pięknych kościołów, nawiedzonych miejsc, wielkich objawień... PRZEWODNICZĄCA No ładnie! Nie wierzy pan w objawienia, tak?... Trudno! Pańska sprawa, ale to przecież w naszej kamienicy się stało, to dla nas wielka szansa. Rozumiesz pan to, czy nie?! Szansa dla nas wszystkich... GOŁEBIARZ Ja do tego umywam ręce i w ogóle drażni mnie wasze fałszywe, zakłamane pojmowanie wiary, wasze dewoctwo, kiedyś nawet napisałem wiersz o tym... Jak on leciał? Zaraz, zaraz się znajdzie, dobrze, że mam swoją pamięć zewnętrzną. ( Wyciąga z kieszeni zeszyt, przekłada kartki, szuka odpowiedniej strony i wreszcie znajduje, rozjaśnia się na twarzy i deklamuje) Aaaa jest... Tyle w nas prawdy ile nadziei, w sobie ją znajdziesz w sercu.... Tyle w nas nadziei ile miłości, można kochać w nieskończoność... Tyle w nas miłości ile wiary, rozwój duchowy oczyszcza uczucia. Tyle w nas wiary ile religii, wiele znaków prowadzi do BOGA... Mamy tyle religii ile jest ludzi, każdy Cię widzi poprzez siebie... Jest tylu wybranych ilu to rozumie, pozostali szukają na zewnątrz. I będą wypluci. Na twarzach kobiet powstaje zaskoczenie i zakłopotanie, patrzą po sobie w trakcie, kiedy GOŁĘBIARZ deklamuje swój utwór, DEWOTKA jest zgorszona z niesmakiem kręci głową. PRZEWODNICZĄCA Dlaczego pan do nas wierszem gada, no po co?... I to jeszcze, takim jakimś, (z naciskiem) żeee, że normalnie nie wiadomo, o co się w tym wszystkim rozchodzi? My tu jesteśmy aby porozmawiać o objawieniu, o cudzie, a nie wysłuchiwać jakiś nawiedzonych wierszy. GOSPODYNI No właśnie... GOŁĘBIARZ (do siebie i jakby ze smutkiem i tęsknotą) W dzisiejszych czasach znaleźć dobrego człowieka, to jest prawdziwy cud. Kobiety wycofują się, schodzą pośpiesznie z dachu na umowne podwórko i przechodząc przez widownię zwracają się do niej, co jakiś czas przystają, rozmawiając zwracają się bezpośrednio do widzów, jakby wśród ludzi szukały potwierdzenia i aprobaty dla swoich poglądów, które powinny być racjonalne i wyrażane pewnie. GOSPODYNI (w kierunku widowni) Temu staremu to normalnie odbiło? PRZEWODNICZĄCA Ale nam się trafił kaznodzieja z dachu, nie? GOSPODYNI O Bożesz ty mój, co on gadał.... PRZEWODNICZĄCA Ludzie przychodzą na nasze podwórko, aby ujrzeć objawienie, cud.... A on nam tu taki wstyd robi... No przecież to słychać, ludzie słyszą, co on wygaduje z tego dachu!.... GOSPODYNI Cytuje jakiś innowierców ze wschodu... Sekciarstwo nam się panoszy i to w naszej kamienicy, nie do pomyślenia, ale wstyd, w biały dzień... A może to jaki muzułmaniec tylko się ukrywa, jaki zamachowiec, kto to może wiedzieć? Bożesz ty mój! PRZEWODNICZĄCA (zwraca się do widowni, jakby szukała poparcia wśród widzów). Ludzie kochani za kogo on się ma! No, za kogo? Za proroka? GOSPODYNI Wierszem gada, i to żeby jeszcze rymowanym, ale nie, gdzie tam? PRZEWODNICZĄCA Ale nam się trafił gołębiarz na dachu, ptasznik jeden.... GOSPODYNI Nic nie zrozumiałam z tej jego gadaniny, on chyba bluźnił? PRZEWODNICZĄCA (w kierunku widowni) Oczywiście, że bluźnił. GOSPODYNI (w kierunku widowni jakby rzucała przekleństwo) Bluźnierca! PRZEWODNICZĄCA Myśli, że zjadł wszystkie rozumy. Ten Gołębiarz ma nas, normalnie za nic... GOSPODYNI (w kierunku widowni) Nie wiem, czy to w ogóle przystoi takie rzeczy słuchać, czy tooo, nie grzech? To, co mówił, to normalnie… (ze strachem przed potępieniem) To grzech przecież jest... GOSPODYNI (pokazując ręką w stronę niby okna na piętrze) A jaki syf na tych parapetach, oj straszny. Sąsiadko zobacz pani jak brudne szyby, zasrane, a ile much, robactwa! PRZEWODNICZĄCA No! Ma pani rację, nie może tak być. GOSPODYNI Ludzie się będą modlić na podwórku, prosić o uzdrowienia, a te... Te zasrańce jeszcze, komu na głowę narobią... PRZEWODNICZĄCA Parszywe ptaszyska! GOSPODYNI Wszystkie okna na klatce brudne, są... PRZEWODNICZĄCA Normalnie wstyd! No wstyd przed ludźmi!! GOSPODYNI Jak nic wezmą nas na języki, PRZEWODNICZA CA Oj wezmą, wezmą.... GOSPODYNI Kto to posprząta? I co w ogóle da to sprzątanie, no, co? PRZEWODNICZĄCA Nic! GOSPODYNI No! Zaraz zasrają od nowa… PRZEWODNICZĄCA (podnosi wysoko głowę i z dumą) Zrobimy listę i zbierzemy podpisy. Tak! Tak właśnie zrobimy. Ja piastuję wysokie stanowisko w dzielnicowej wspólnocie, jestem przewodniczącą, walczę o czystość dzielnicy. To mój obowiązek jest, ludzie mi zaufali…(Ma ze sobą jakąś teczkę, otwiera ją wyjmuje kartki i długopis, idzie i wręcza ludziom, pokazuje, aby podpisywali się, jest uprzejma i miła i reaguje spontanicznie, w zależności od okoliczności). GOSPODYNI Ja tej sprawy tak nie zostawię, jestem członkiem Gospodyń Kamienicznych, nikt mi tu nie będzie bluźnił z dachu, ludzie liczą się z moim zdaniem… PRZEWODNICZACA Mamy przecież demokrację. A ja jako przewodnicząca Koła w Walce o Czystość Dzielnicy nie mogę na taki brud pozwalać, to porządna kamienica jest… GOSPODYNI dołącza się, bierze kolejne kartki od koleżanki i również rozdaje. Kobiety siadają gdzieś między ludźmi, dalej słyszymy ich namowy, jak się nawzajem „nakręcają”. Robi się ciemno na scenie i widowni, a je słyszymy nadal, przechodzą w szept i ich głosy zanikają. Zaczyna znowu świtać.
AKT II
Robi się jaśniej, słyszymy, że ktoś wchodzi na dach, to GOŁEBIARZ, który jak zwykle z rana karmi gołębie, krząta się wokół drewnianych skrzynek i drucianych klatek, dogląda ptaki, szepta do nich, podchodzi do skraju sceny, spogląda w niebo, goni gołębie, gwiżdże. GOŁĘBIARZ (wołając jak do dzieci) A jak zobaczycie sokołaaa, to uciekajcie! I wracajcie do domu, do gniazda i siedliska... Mam dla was smaczne ziarno i świeżą wodę… I bezpieczne schronienie... ANKA przechodzi bardzo blisko pierwszego rzędy, tym razem jest ubrana nieco inaczej, bardziej wyzywająco, ma krótką spódniczkę, rajstopy, wygląda seksownej niż poprzednio, wchodzi na dach i podchodzi do GOŁĘBIARZA. ANKA Straszne rzeczy o panu mówią, aż wstyd powtarzać... W kamienicy aż huczy... GOŁĘBIARZ O mnie?! A co oni ode mnie chcą?... W czym ja im przeszkadzam? Siedzę sobie cicho na tym dachu, jak mysz pod miotłą, nikomu w drogę nie wchodzę, gonię sobie gołębie po niebie, nikomu nie zawadzam, prawie mnie nie widać przecież... ANKA Mówią, że pan, nie wierzy w cuda i objawienia, że pan bluźni z tego dachu, i do tego ... GOŁĘBIARZ Aaaa, no tak, nie potrzebnie kłapie tym jęzorem, na lewo i prawo.... No nie zdzierżyłem, nie dałem rady i powiedziałem tym babom, co o tym ich cudzie myślę. Niepotrzebnie, niepotrzebnie, ale cóż, stało się i się nieodstanie.... ANKA To znaczy, co?... Co im Pan powiedział... GOŁĘBIARZ (wzdychając) No, że, po co nam te obrazy, piękne kościoły, jakieś nawiedzone miejsca i cuda. Przecież Bóg jest wszędzie, a drzwi do Niego otwierają się w sercu dobrego człowieka, tam jest prawdziwa świątynia, gdzie Go należy czcić... No i masz, narobiłem sobie wrogów, przez własną głupotę i długi jęzor... ANKA To, co pan mówi ma sens... GOŁĘBIARZ No niby tak, ale, po co mi to było, a te kobiety i tak nic nie zrozumiały z mojej wypowiedzi, i trudno im się dziwić, jestem nauczycielem, polonistą, z zamiłowania filozofem i religioznawcą. A one, co?.. Słuchają tylko tego swojego radia, całymi dniami, dzień za dniem, jakby to był głos z nieba... ANKA Wszystko poprzekręcały, poprzeinaczały i narobiły plotek, głupie baby. GOŁĘBIARZ ( zwracając się do ANKI i grożąc jej palcem) Nie mów o ludziach, że są głupi, to nie ładnie... To wszystko moja wina, jestem przemądrzały i pyszny... ANKA Ale to przecież nie pana wina, chciał pan dobrze. GOŁĘBIARZ Mówią, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane i mają rację. ANKA Często mi pan powtarzał, że najpierw trzeba Boga znaleźć w sobie, w sercu, a potem dopiero szukać Go na zewnątrz... GOŁĘBIARZ Owszem Boga należy czcić w duchu, ale żeby go tam odnaleźć trzeba się stać dobrym człowiekiem, a to jest niezwykle trudna sprawa. Musimy oczyścić nasz umysł ze złych myśli, a to nie jest łatwe, a raczej zrobić miejsce i wyrzucić z serca wszystko, co przeszkadza i zaśmieca… ANKA No właśnie, to takie mądre, co pan mówi… GOŁĘBIARZ Owszem, to wielka mądrość, ale nie moja, ona jest zawarta we wszystkich świętych pismach, w każdej wielkiej religii... Ale zapomniałem o tym, co ważne... ANKA O czym? GOŁĘBIARZ O tolerancji... ANKA Jak mam to rozumieć? Jak to w końcu jest?... Bo ja już sama nie wiem? GOŁĘBIARZ Nie można drugiego człowieka mierzyć swoją miarą. Jeśli nie potrzebujesz cudownych obrazów, świętych miejsc, cudów, aby wierzyć, to chwała ci za to... Ale to, że ktoś woli się pomodlić przy obrazie, czy pójść do pięknego kościoła, zaśpiewać religijną pieśń, czy też udać się na pielgrzymkę, to jego osobista sprawa. Widocznie potrzebuje zbiorowej atmosfery, wypełnionej miłością i pozytywnymi wibracjami, to przecież nic złego... ANKA Czy możesz mówić prościej. GOŁĘBIARZ Każdy człowiek wędruje do Boga, na swój własny sposób... Jedni biegną. Drudzy idą wolno, ostrożnie są nieufni i podejrzliwi. Jeszcze inni stoją i dyskutują jak najlepiej iść, aby dojść do celu i marudzą, marnują czas. Lenie odpoczywają i śmieją się z nadgorliwości innych. Cwaniaczki usiłują się przejechać na cudzych plecach, jeszcze inni w ogóle się gubią i kręcą się w kółko. Są i tacy, którzy starają się skrócić sobie drogę, biegną na skróty i spadają na złamanie karku, w przepaść... ANKA Czyli jak rozumiem, jest wiele dróg do Boga. GOŁĘBIARZ Droga jest jedna, a religie to znaki informacyjne, które mówią jak mamy iść, by nie zbłądzić i nie pomylić kierunku. ANKA A co z ludźmi, którzy zmienią wiarę? GOŁĘBIARZ A jak nazwać tego, który w takiej swojej wędrówki, kiedy już sporo przeszedł, nagle zawraca i zaczyna od początku? I idzie tą samą drogą, ale wolniej, bo kieruje się wskazówkami, których uczy się od nowa. A co najśmieszniejsze opisują to samo, ale za pomocą znaków, obcych jego symbolice i kulturze? ANKA Tak to rzeczywiście głupota. GOŁĘBIARZ No właśnie, a tylu z nas marnuje drogocenny czas, stoimy w miejscu i kłócimy się, chcąc udowodnić swoje racje, że właśnie nasze znaki są lepsze i dokładniejsze... ANKA Ja osobiście uważam, że to właśnie moja religia jest najlepsza i prawdziwa. GOŁĘBIARZ Tak moje dziecko i oczywiście masz rację, bo najlepsza religia to ta, w której się człowiek urodził, wychował, którą poznaje od dziecka i którą wyznaje jego najbliższa rodzina, tak to właśnie jest. ANKA Gdy z panem rozmawiam, wszystko wydaje się takie proste i oczywiste... O ale się zagadałam, muszę lecieć do pracy... To na razie, do zobaczenia... ANKA zbiega, mija się z sąsiadkami, które szeptają i wchodzą oczywiście, ze skrzypnięciem drzwi na dach kamienicy, jedna drugiej pomaga. Podchodzą do zajętego ptakami człowieka. GOSPODYNI (informując służbowym tonem, dobitnie, informacyjnie) Dzień dobry Panie Włodzimierzu... Dzień dobry Panu! PRZEWODNICZĄCA To my Panie Gołębiarz!... Dzień dobry!!! PRZEWODNICZĄCA Oj, zależy dla kogo. GOSPODYNI Panie kochany! Przykro nam to mówić... PRZEWODNICZĄCA Zostało już ustalone przez Koło Gospodyń Kamienicznych i nie ma od tego odwołania, to już postanowione. GOSPODYNI Trzeba będzie zlikwidować ten gołębnik. PRZEWODNICZĄCA (wtrąca z pogardą wypisaną na twarzy, podchodzi bliżej, podpiera się rękami pod boki i dobitnie) I nie ma nawet nad czyn dyskutować, należy się podporządkować i tyle... To decyzja większości jest... GOŁĘBIARZ Ale komu przeszkadza ten gołębnik? Przecież dbam o ptaki. O czystość. Sprzątam dach i nawet go ostatnio uszczelniłem, bo przeciekał, kupiłem kawałek papy za swoje... (Jest zaskoczony wypowiedzią sąsiadek i tłumaczy rozgląda się, jakby prosił widzów o wsparcie). PRZEWODNICZĄCA Trzeba zlikwidować, bo ptaki srają po oknach i parapetach (odpowiada arogancko z miną surową i nieznoszącą sprzeciwu). GOSPODYNI I na głowę też potrafią nastać, jakby specjalnie... GOŁĘBIARZ (dobitnie i z drwiną) No, co?... Co mam zrobić? No co?! Przecież im dup nie pozatykam? PRZEWODNICZĄCA (złowrogo) Tyko się pan licz ze słowami… Jestem Przewodniczącą Klubu w Walce o Czystość Dzielnicy! Iii... I sobie nie życzę! Rozumiesz pan! Nie życzę sobie!!! GOSPODYNI (patrząc z obawą na rozdrażnioną koleżankę) No właśnie! Prosimy o szacunek, jesteśmy tu służbowo, w imieniu wszystkich lokatorów, tej kamienicy... PRZEWODNICZĄCA (opryskliwie) Jaskółkom dali my radę to i gołębiom damy... GOŁĘBIARZ Co z was za ludzie, nawet ptaki wam przeszkadzają?.. GOSPODYNI Panie kochany, tak trzeba, po co panu kłopoty, kłótnie z sąsiadami, konflikty… To decyzja ogółu jest. Ludzi, z którymi pan mieszkasz... PRZEWODNICZĄCA Właśnie! Tak będzie lepiej dla pana. Trzeba się podporządkować większości... I zlikwidować ten gołębi kurnik. GOŁĘBIARZ Jaskółkom daliście rade, tak, a te ptaki założyły gniazda, karmiły pisklęta, a wy, wy!... Zwierzęta to nasi młodsi bracia... PRZEWODNICZĄCA Jacy tam bracia, jacy bracia? Zasrańce i tyle, darmozjady... GOŁĘBIARZ (ze złością) A teraz was muchy zjedzą! Głupie baby! I dobrze wam tak! PZEWODNICZĄCA (zaczyna wołać i w końcu krzyczy) Ja ci dam głupią babę! Ja ci dam!... Kurwa no nie mogę, nie mogę... Trzymaj mnie sąsiadko, trzymaj mnie. GOSPODYNI Spokojnie sąsiadko, spokojnie. PZEWODNICZĄCA (zaczyna wołać i w końcu krzyczy) Trzymaj mnie sąsiadko, bo go zaraz wypie...wykopie z tego dachu... GOSPODYNI Spokojnie, po co te nerwy, po co... PRZEWODNICZĄCA Ja ci dam głupie baby, ja ci dam! Jak w morde dam! To dołączysz do swojego stada. Tam wysoko na niebie... Głąbie pieprzony! GOSPODYNI No właśnie... PRZEWODNICZĄCA Patrzcie go, obrońca ptaszków się znalazł, jaki to hardy, myśli, że coś wskóra. To już postanowione! Słyszysz, decyzja już zapadła! GOSPODYNI No właśnie... A czy to nie można jak człowiek, zamiast tu ślęczeć na dachu iść do kościoła, pomodlić się za zdrowie, no chyba, że, że ... GOŁĘBIARZ Że co?! No, co, nie może ci kobieto przejść przez gardło, odwagi ci zabrakło... Lepiej obgadywać za plecami, co? PRZEWODNICZĄCA ( zwraca się do sąsiadki) Siedzi na tym dachu i o Bożym świecie zapomniał, a tu się takie ważne rzeczy dzieją i na zebrania nie chodzi, nic go nie obchodzi tylko te ptaszyska i jeszcze pyszczy z tego dachu i bluźni... GOSPODYNI No właśnie... Innowierca jeden... PRZEWODNICZĄCA Nic tu po nas, załatwimy tą sprawę inaczej, jak nie chcesz pan po dobroci to proszę cię bardzo. GOSPODYNI No właśnie... Pójdziemy na plebanię? PRZEWODNICZĄCA Masz rację sąsiadko. Ksiądz proboszcz ma na takiego sposób, znajdzie bata na to sekciarskie gadanie... GOSPODYNI No właśnie i skończą się te bluźnierstwa z dachu... GOŁĘBIRZ (na te słowa gwałtownie wstaje i spogląda spod byka, groźnie tak, że sąsiadki odskakują do tyłu i łapią się za ręce) Możecie iść do samego diabła. Do diabła mówię! Po moim trupie ruszycie mój gołębnik!... Po moim trupie, będziecie mnie musieli zrzucić z tego dachu! Albo nawet sam skoczę, na głowy klęczących, dostaną cud z…