Thriller · 12 min czytania
Gość w domu to ... w domu.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
...był wieczór. Krople jesiennego deszczu padały na parapet. Monotonnie odmierzały czas. Kap, kap, kap ...Deszcz stale kropił. Mżysta pogoda i brak słońca przytłaczał. Chłód wieczoru przenikał przez szyby. Kap, kap, kap...Ogrzewanie włączone nie potrafiło rozwiać przenikliwego zimna. Oziębienie i aura jesieni było przyczyną dreszczów na twej skórze. Lecz nie były to zwykłe dreszcze... Drżałaś na całym ciele. Gruby sweter nie pomagał. Zastanawiałaś się czy to aby nie początek choroby. Dziwne, myślałaś w pokoju obok nic takiego nie czułaś. Przez ścianę słyszałaś śmiechy i krzyki. To twoi znajomi, którzy wpadli w odwiedziny i dobrze się bawili. Może powodem tego dobrego humoru był grzaniec którym poczęstowaliście ich. Tylko dlaczego ty się z nimi tak wspaniale nie bawiłaś. Czemu wyszłaś z pokoju. Teraz nie pamiętałaś... Patrzyłaś przez okno na samochody które bez skargi znosiły grymasy pogody. Trwały tam i nie skarżyły się. Stałaś tak już dobrą chwilę, a nikogo nie widziałaś. Czyżby nikt w taką aurę nigdzie się nie wybierał. Gdzie ci wszyscy ludzie. Latarnie tylko rzucały cienie na jezdnie. Drzewa chciały pomóc w stworzeniu odpowiedniego nastroju latarniom układając przedziwne wzory na chodnikach i ścianach bloków. Lecz i one na nic się nie zdały, wszędzie panowała nostalgia i monotonia. Zastanawiałaś się jeżeli tobie było tak nieprzyjemnie tu w domu, to co dopiero na dworze. Kiedy to sobie wyobraziłaś aż dreszcz przeszedł ci po krzyżu. Odeszłaś od okna. Papcia zagłębiały się w miękki dywan. Podążyłaś do kuchni. Tam wiedziałaś, że wszystko wróci do normy, gdyż kuchnia to twa twierdza i przystań zarazem. Przechodziłaś obok drzwi wejściowych. Automatycznie sprawdziłaś czy są zamknięte. Gdyż czasami jak ktoś was odwiedzał zapominaliście o zamknięciu drzwi. Najczęściej było to spowodowane radością z wizyty. Zawsze cię uczono, że goście to szczęście w domu. Gdy sięgałaś do zamka zamarłaś ... coś poczułaś. Nie wiedziałaś co to jest. Chłód przeniknął cię aż do kości. Cofnęłaś gwałtownie rękę jak poparzona. I drugą dłonią objęłaś tą co sięgała zamka. Chęcią ogrzania lub dania otuchy samej sobie. Serce próbowało wyrwać się z twej klatki piersiowej. Tętno pulsowało już w skroniach. Nie wiedziałaś co się dzieje. Całe ciało pokrywała gęsia skórka. Kolana miałaś jak z waty. Odwróciłaś się i popatrzyłaś z nadzieją na drzwi za którymi według ciebie była pomoc. Lecz one jak mur oddzielały ciebie od nich. Chciałaś zawołać kogoś ale głos uwiązł ci w gardle.. Tylko niemy skrzek wydobył się pomimo usilnych starań. Patrzyłaś w światło przenikające szybę w pokoju, jak na latarnie podczas sztormu. Słyszałaś śmiechy i muzykę ale były one jakieś przytłumione, tak jakby dobiegały z bardzo dużej odległości... Dopiero po chwili uświadomiłaś sobie, że jesteś sama. Jedynie ty i to COŚ. I tylko ty musisz sobie z tym poradzić. Nie możesz na nikogo liczyć, bo tak naprawdę nikogo nie ma w życiu... Odwróciłaś się od drzwi z którymi wiązałaś tyle nadziei. Twe nogi same rwały się do ucieczki. Adrenalina działała i krążyła w twych żyłach. Instynkt podpowiadał rejteradę spod drzwi. Przezwyciężyłaś te uczucie choć kosztowało cię mnóstwo wysiłku. Pomału wyciągnęłaś dłoń. Czułaś, że jakaś siła nakazuje ci ją schować. To było dziwne uczucie. Im bardziej zbliżała się twą dłoń do zamka to tak jakbyś zanurzała się w lodowatej wodzie, której temperatur jest coraz niższa im głębiej się sięga... Dotknęłaś zamka lecz tu o dziwo metal był metalem. Był zimny ale jak każdy metal. Nic nadzwyczajnego. Kiedy dotknęłaś drzwi wiedziałaś, że są otwarte. Teraz przypomniałaś sobie, że prosiłaś by ostatnia osoba zamknęła je. Nawet pamiętasz ten charakterystyczny klank opadającej zapadki. Tylko dlaczego teraz byłaś pewna, iż zamek jest otwarty. Wiedziałaś, że wystarczy przekręcić go i samej się przekonać. Więc dlaczego stałaś tak z ręką na tym zamku... Coś cię powstrzymywało. Tętno miałaś przyśpieszone oddech płytki ale szybki. Najdziwniejsze, chciałaś to zrobić, a jednak nie robiłaś. Im bardziej z tym walczyłaś tym bardziej czułaś się malutka. Nie wiadomo czemu nagle przypomniałaś sobie jak czułaś się w szkole kiedy wszyscy śmiali się z ciebie. Jak chciałaś schować się po stół kiedy miałaś dostać lanie. Twoją pierwszą menstruację i te upokorzenie na wychowaniu fizycznym kiedy koledzy z klasy śmiali się i wytykali palcami. Pierwszy pocałunek z chłopakiem starszy od ciebie kiedy to ugryzłaś go w język, a na drugi dzień musiałaś iść do szkoły. A najgorsze było chyba to że musiałaś przeżywać to jeszcze raz... Wszystko to przemknęło ci przez głowę w ciągu krótkiej chwili, ale i tak wystarczająco długo byś poczuł się tak jakby ktoś wszedł do twej pościeli w brudnych buciorach... Nie wiedziałaś co masz zrobić... stałaś tak i ręka zaczynała ci drżeć... Krople potu ozdobiły twą skroń. Walczyłaś z wrogiem i to najgorszym ... tobą samą. Która zwycięży tu obecna czy ta mała z przeszłości która prześladuje cię już od tak dawna... Nagle przekręciłaś klucz. Twoją ręką przebiegł prąd. Sparaliżował ci całą dłoń i dotarł do mózgu. Przed oczyma pojawiły się obrazy... Był to kozioł z bajki, towarzysz Twardowskiego z Rzymu, czy może elegancki pan w czarnych okularach zapraszający cię do swego samochodu i oferujący słodycze, był tam także twój znajomy który namawiał cię do jednego strzału, czy twa koleżanka mówiąca że seks to to co pozwoli ci ukończyć studia i ustawi na przyszłość... Tak nagle jak TO zobaczyłaś od razu wiedziałaś co to jest lub może kto... Stałaś tak oparta o garderobę i nie byłaś w stanie wykonać żadnego ruchu. Świat zaczynał wirować ci przed oczyma. A ty stałaś i masowałaś swą dłoń by przywrócić jej czucie. Serce biło jak u gołębia. Powietrza stale domagały się twe płuca. Nie wiedziałaś, że najgorsze masz dopiero nastąpić... Stojąc tak nagle…