Zbrodnia · 8 min czytania
gospoda
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Z szerokiego gościńca skręcił do gospody „Pod postępującym rakiem”. Zmierzchało się, więc pora ku temu była najwyższa. Wszedłszy zastał to, czego się spodziewał. Wszystkie stoły były pozajmowane, nad rozbuchanym paleniskiem wisiał dymiący kocioł zapowiadający smakowitą wieczerzę. Nikt nie zwrócił na niego szczególnej uwagi oprócz usłużnego gospodarza, który ścierką przecierał z kurzu dostawiony stoliczek specjalnie dla nowoprzybyłego gościa. Wędrowiec zmierzając ku niemu chłodnym spojrzeniem spod nasuniętego na oczy kaptura omiatał kolejne twarze siedzących za stołami. Skinieniem głowy zaakceptował danie dnia gorąco wychwalane przez szynkarza. Usiadł twarzą do sali tak by móc obserwować wszystkich w niej obecnych.
- Kogóż dzisiaj gościmy? – spytał, gdy szynkarz pojawił się ze strawą. - Cóż, Ci w środku, nie trudna to zagadka, to kupcy z południa, widać to po ich stroju, dobrze im poszło, licytują się, kto lepszy interes ubił, śmieją się. No ten tam to wraca z miasta, pewnie w urzędowej sprawie, bo sprawunków niewiele, odziany schludnie i pismo jakoweś przechowuje owinięte w skrawek materiału. Hmm... tamci dwaj trudna zagadka, smutni jacyś, młodzi, czeladnicy, ręce spracowane mają, ten bliżej ściany uczy się na kowala, ręce ma zaczerwienione i nadgarstek jakby oparzony, silny w barach, ten drugi albo szewc albo krawiec – opuszki ma aż białe od ukłuć, raczej szewc, bo słusznej postury. Podobni do siebie, może bracia, więc to rodzina sprawa, smutna, pogrzeb?. - Coraz lepszyś w rozwiązywaniu tych zagadek. - Uchem i okiem operuję, nic więcej.
Szynkarz odszedł a tajemniczy gość zaczął wpatrywać się w jednego z braci, który ściszonym głosem opowiadał coś drugiemu. Wpatrywał się w niego a głos młodzieńca brzmiał w jego uszach coraz głośniej. - Mistrz opowiadał, że tak było. Ledwo trumnę opuścili, a zaczął się z niej wydobywać stukot i jakieś jęki. Kapelan powiedział, że pewnie niewiernego chowają i chciał trumnę wyciągać, żeby grzesznika poza święconą ziemią chować, ale chłopi, co trumnę dźwigali tak się przestraszyli, że sznury puścili i prędko grób zasypali. Dopiero za trzy dni kapelan znalazł śmiałków, co się za sutą opłatą trumnę wykopać i pod cmentarnym murem jeszcze raz zakopać zgodzili. Jak łopatą w wieko przez nieuwagę jeden z nich stuknął, to na dwoje się rozpękło a tam truchło tak poskręcane jak by sam diabeł z niego duszę wyżymał. Bracia spojrzeli na siebie niepewnie i w tym momencie spostrzegli, że otoczyli ich inni goście z gospody i przysłuchują się im. Na moment wszyscy zastygli. Po chwili jeden z kupców zaciskając w ręce kufel z piwem zaczął opowiadać: -Kiedyś w sprawach handlowych byłem na Wschodzie i raz zatrzymaliśmy w gospodzie, gdzie na zgubę naszą same szumowiny bywały. Szczęśliwie ja i moi kompani nie doznaliśmy żadnego uszczerbku, bośmy się okazali wdzięczną publiką dla przechwałek tych rzezimieszków. Wśród nich były hieny cmentarne. Jeden z nich opowiadał, że poszukując klejnotów otworzył jedną z trumien w grobowcu tamtejszych wielmożów i podobnie poskręcanego trupa zobaczył. Wtedy mu nie uwierzyliśmy.” - A ten bogacz to coś na sumieniu miał? - Kto go tam wie. Bywając w tamtych stronach nigdy nic złego o tej rodzinie nie słyszałem. - Złego wcale nie widać i nie słychać, dopiero skutkiem się objawia. Zeszłej wiosny kobietę powiesili, która samą tylko myślą na męża pożogę sprowadziła. - To niemożliwe. - Sama się przyznała. - Chyba od zmysłów odeszła, to już powinna język za zębami trzymać jak jej się taka sztuczka udała. - Nie wiem czemu, może sumienie ją ruszyło. Ludzie mówią, że z ich domu zawsze wrzask straszny kobiecy było słychać. Ale czy to jej głos był czy diabelskiej jakiejś istoty nikt temu zaświadczyć nie może. - No a jakże to, że na męża pożogę sprowadziła a sama z życiem uszła?…