Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 8 min czytania

Gra Florenta

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Doskonale pamiętał tamten jesienny dzień. Gdyby zamknął oczy mógłby śmiało opowiedzieć jak wyglądał każdy szczegół. Mógł przypomnieć sobie gamę zapachów – woń wilgotnej ziemi, przyjmującej opadające, pożółkłe liście, niesione przez delikatny, soczysty wiatr. Z podobną zręcznością przywoływał obrazy. Pełne kolorów, odcieni, uśmiechów. Zdołał nawet wspomnieć ów deszcz, który opływał ich skromne sylwetki w odbijających się promieniach zachodzącego słońca, zupełnie jakby tańczyli wśród gwiazd, tyle, że za dnia. Usłyszał również drgające dźwięki radości i chwilowych rozczarowań, pomruki i gwizdy, gdy próbowali bezskutecznie przywołać małego szczeniaka Stappletonów. Był przekonany, że, jeśli wyciągnie rękę, zanurzy ją w tych wspomnieniach, a one jak za dotknięciem magicznej różdżki - ożyją. Wiedział o tym. Nie było to już przekonanie, lecz pełna świadomość. Nie zważał na realność, bo rzeczywistość była w nim i naokoło niego. Z utopijnej wizji przywrócił go jej subtelny głos. - Zostaw. Nie ma powodów, aby do tego wracać. - A jeśli są powody? – uderzył pięścią w stół, tak, iż ten roztrzaskał się na drzazgi. Przez moment stała w milczeniu. Nie spoglądała w jego pełne oczy, nie z powodu wstydu, lecz rutyny. Co noc wstawała przygotowana na jego słowa – ostrzejsze niż promienie przeklętego słońca. - Nie warto! Czy to wróci? Florent… Czy to wróci? – jej głos i retoryka brzmiały rzeczowo. Było to logiczne, przynajmniej z ich punktu widzenia. Przeklęci mieli pozostawać w ciemnościach przez wieczność. - Nie. Ale może jest sposób… - Nie ma. – urwała. – Wiesz to lepiej ode mnie. Spójrz na siebie. Co mówią te nowoczesne ubrania? Co mówi ci sumienie, ten głos podpowiadający, nawet żądza krwi, która w tobie wzbiera? Tego nie oszukasz Florent. Od wieków wiesz, na co jesteśmy skazani. Spieranie się z nią nie miałoby dalszego sensu. Wyszedł zostawiając ją sam na sam z własnymi myślami.

Podróżował ulicami miasta, ulicami, które znał tak dobrze. A jednak wydawały mu się kompletnie obce. Muskał pacami mury ścian, pieścił wypalane cegły niczym dłoń kochanki, swej ofiary. Czuł się źle. Czoło wilgotniało, pod oczami czuł zbierające się słodkie krople krwi. Pomyśleć, iż sto lat temu ten bruk, te ścieżki, otoczka miasta wypełnionego kulturą, czasy filozofii, nauki, światłych umysłów minęły bezpowrotnie, jakby zamykając drogę powrotu. Przetarł twarz mankietem koszuli. Na jedwabiście białym materiale pozostał przeciągły szkarłatny ślad. Noc nie wyróżniała się niczym od poprzedniej. Te same gwiazdy, ci sami ludzie, te same wspomnienia kołaczące się w głowie. Na linii zbiegającej się jezdni i puszczonych w oddali budynków widać było miejskie lampy. Były niczym nakrop na płótnie wielkiego malarza. Doskonałe. Słyszał również rozmowę dwojga kochanków. Wypominali sobie krzywdy i pospolite, nic nieznaczące zachowania. Brzydził się tym. Jedno z nich miało dość. Jego wyostrzony słuch zlokalizował dokładnie kroki i ich kierunek. To kobieta. Odchodziła może nazbyt szybko. Jej oddech był przyspieszony, prawdopodobnie spowodowany był ostrą wymianą zdań (tak banalnych) oraz adrenaliną podsycaną gniewem i rozkosznym bólem. W mgnieniu oka pojawił się przed nią. Kolejny udany połów. - Czy coś się stało szanownej pani? Zapomniał. Kolejny raz przyłapał się na swych archaizmach. Wpojona przez czas zasada dobrych manier i szarmanckie maniery nie opuszczały go na złość okolicznościom. - Nie, dziękuję. – jej zdziwienie wywołało uśmiech na jego twarzy. Grymas zadowolenia i szczerej chęci pomocy dla zbolałej damy. Wybitny aktor. - Nie chcę się narzucać… - Więc niech mnie pan zostawi – przerwała mu w połowie zdania. Nie dał po sobie poznać rozjuszenia. Osłonka nocy i miejskiej mgły była dla niego idealną kryjówką. Dzięki temu jego twarz…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%