Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 12 min czytania

Gra umysłów

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pociąg zbliżał się do stacji. Jeszcze tylko dwie godzinki w autobusie i będzie na miejscu. Nie czuła żalu do męża, że znowu sama musi dotrzeć do celu. Już dawno przestała czuć żal. Przestała czuć cokolwiek. Dawne wzruszenia odeszły w niepamięć. Czasami zastanawiała się czy w ogóle kiedykolwiek w ich małżeństwie istniało coś takiego jak wzruszenia. Wszystko było takie... normalne, szare, z góry zaplanowane i przewidziane. Było takie od zawsze. Może jednak zdarzy się cud i będzie na nią czekał? W pensjonacie, w którym postanowili spędzić weekend tylko we dwoje? Właściwie to ona postanowiła, ona wybrała. Z daleka od zabieganych ludzi, ich spraw i problemów. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie cieszy jej to jednak tak jak powinno. Zwłaszcza po tym jak oznajmił jej, że nie wyrwie się z natłoku zajęć i będą musieli przełożyć wyjazd. Postanowiła jednak pojechać sama i poczekać na niego. Jadąc zatłoczonym autobusem starała się odnaleźć radość z tego wyjazdu ale na próżno. Późnym wieczorem dotarła wreszcie na miejsce. Mały pensjonacik patrzył na nią ciemnymi oknami. „Chyba będę tu sama” – pomyślała z goryczą. Zimny wiatr musnął jej twarz. Wzięła niewielką torbę i ruszyła w stronę pensjonatu. Gdy otworzyła drzwi, rozległ się głos dzwonka zawieszonego u sufitu, tak aby zwiastował przybycie gości. W ciszy baru jego dźwięk był donośny. Przy słabo oświetlonym bufecie krzątała się kobieta w trudnym do określenia wieku. Podawała napełniony przed chwilą kieliszek siedzącemu przy barze mężczyźnie. „Jednak ktoś też znalazł to miejsce” – pomyślała uśmiechając się do siebie w duchu. Podeszła do kontuaru. - Miałam tu rezerwację – powiedziała – Jest już mój mąż? – zapytała, podając nazwisko kobiecie za barem. Dlaczego zapytała o męża? Przecież wiedziała, że go nie ma. Nie zauważyła samochodu przed pensjonatem. - Niestety, jeszcze nie – odpowiedziała kobieta - Poproszę w takim razie klucz od pokoju – powiedziała z uśmiechem. Mężczyzna przy barze spojrzał na nią przelotnie, nie zdradzając żadnych oznak zainteresowania nowym gościem. Zdążyła tylko dostrzec ogromny smutek w jego oczach. Niebieskie, smutne oczy. „Tylko ktoś z takimi oczami mógł tu trafić” pomyślała, zastanawiając się co wyraża teraz jej spojrzenie. Z zamyślenia wyrwał ją głos kobiety - Proszę, numer 14. Pierwsze piętro, drugie drzwi po lewej. Wzięła klucz i poszła na górę. Weszła do małego pokoiku, na środku którego stało wielkie łóżko. Łóżko, w którym sama spędzi noc. Zdjęła płaszcz i rzuciła go na krzesło. Ogarnął ją smutek. Położyła się na łóżku i patrząc w poszarzały sufit zastanawiała się czy tak miało wyglądać jej życie? Kiedyś miała tyle marzeń, planów, szalonych pomysłów. Szukała kogoś kto pokocha ją i jej rogatą duszę. Chciała podbijać świat, zarażać wszystkich swoim śmiechem, radością życia... Spotkała swojego przyszłego męża u znajomych. Co ją w nim urzekło? Przecież był zaprzeczeniem wszystkiego o czym marzyła? Rzeczowy, ambitny, zamknięty w sobie, uparty. Bała się mieć przy nim szalone pomysły, plany, bała się jego krytyki. Zaczęła koncentrować się na tym by być żoną idealną, rezygnując ze wszystkiego w co wierzyła i co dawało jej radość. Dawał jej w zamian stabilizację, spokój i ciszę. To od czego całe życie uciekała. A teraz stało się jej życiem, jej drugą naturą. Drugą, bo pierwsza, ta prawdziwa spała gdzieś głęboko i nie było nikogo, kto zechciałby ją obudzić. A sama nie miała ochoty? siły? motywacji? by to zrobić... Dźwięk telefonu oderwał ją od coraz smutniejszych myśli. To wiadomość. Przeczuwała, że to od męża. Nie myliła się. Ma dla niej niespodziankę, ale zdradzi ją rano, jak przyjedzie po nią do pensjonatu. „Co to znaczy „po nią”? Dlaczego ma po mnie przyjeżdżać? Przecież mieliśmy tu pobyć parę dni?” Nagle ciszę przerwała muzyka. Dobiegała z baru. Najsmutniejsza piosenka country jaką znała. Nie zastanawiając się zbiegła na dół. Zobaczyła mężczyznę siedzącego z głową opartą o bufet. W pierwszym odruchu chciała podejść do niego i przytulić go. Zaskoczona swoją reakcją zapytała - Napije się pan ze mną? Uniósł głowę i znowu zobaczyła ten smutek w jego oczach. - Chętnie – odpowiedział, zamówił dwa piwa i z powrotem oparł głowę o bar. - Myślałam, że chce się pan ze mną napić – odparła - Przepraszam – powiedział, unosząc szklankę w geście toastu. Przez moment poczuła wyrzuty sumienia, że zakłóca mu jego smutek. Poczuła się jak intruz. Ale tylko przez chwilę. Zaczęli rozmawiać. O wszystkim i o niczym. O pogodzie, o górach, o muzyce. Później o życiu, uczuciach, przeszłości. O swoich marzeniach i fascynacjach. Powoli poddawała się urokowi chwili. Było coś niesamowitego w tym mężczyźnie. Gdy mówił, robił to całym sobą. Każda cząstka jego ciała zdradzała jego nastrój, jego zaangażowanie w rozmowę. Nie musiał nawet używać zbyt wielu słów, wiedziała od razu jakie emocje wzbudza w nim to co opowiada. Słuchała go jak urzeczona. Gdy pierwszy raz się roześmiał, poczuła ogromne wzruszenie. Jakby dokonał się cud. Ale smutek w jego oczach pozostał przez cały czas. Bała się zapytać o jego przyczynę, mimo że ogromnie ją to intrygowało. Pili piwo, palili papierosy, czuła magię tego miejsca. Miała wrażenie, że zna go od lat. Że jest dawno nie widzianym przyjacielem, wspomnieniem szalonych, beztroskich lat. Czuła, że coś się dzieje w jej duszy... czy to urok chwili? Czy nadmiar wypitego piwa? Nie chciała się nad tym zastanawiać. Było jej dobrze. I to było najważniejsze. Siedzieli tak do świtu. Gdy wydawało się, że wszystko już z siebie wyrzucili, że mimo iż znają się zaledwie kilka godzin, wiedzą o sobie wystarczająco dużo,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Gra umysłów — czytnik · opowiadania