Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

filozofia · 18 min czytania

Grafolog

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

GRAFOLOG

Obudził mnie chłodny powiew powietrza, które impertynencko wpadało przez uchylone okno. Siadłem na wąskim łóżku czując jak przepełnia mnie zdezorientowanie i bliżej nieokreślony strach. Serce z lekkim drżeniem witało każdą, nawet najbardziej niewyraźna myśl, która niczym zimna kropla spływała wzdłuż mojego karku, pozostawiając na nim swój wyraźny ślad. Pokój, pogrążony w mroku, zmienił się nie do poznania. Mdłe światło pobliskiej lampki rzucało fantasmagoryczne cienie, które na bielonych ścianach tańczyły w znany tylko sobie takt. Mój przyjaciel niezmiennie pozostawał w miejscu, w którym zostawiłem go udając się w objęcia Morfeusza. Znałem go zbyt długo by nie zauważyć, że trapi go coś poważnego. Lewa skroń drgała miarowo, równo z palcem uderzającym o szarą kartkę, którą ostrożnie trzymał w swych zniszczonych dłoniach. Jej prawy, górny róg zwisał bezwładnie, niczym naderwana kończyna. Pomimo tego, że gwałtownie zerwałem się ze swojego posłania, Teo nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi. Jego prawa dłoń podążała stałą trasą, raz wspierając się o gładki i okurzony blat biurka, raz zatrzymując się przy ustach, gdy zaciągał się głęboko paląc papierosa. W jego zadumie i skupieniu było coś mistycznego, coś czego nie jestem w stanie wyjaśnić nawet dziś. Patrzyłem jedynie jak niewielki żar rośnie przy każdym głębszym wdechu, po czym maleje nagle jakby zawstydzony swoją śmiałością. Pomimo stałego przewiewu, mały i ciasny pokój przesłonięty był gęstą, szarą, papierosową mgłą. Wystarczyła krótka chwila by owa mgła dostała się do moich oczu i zaczęła nieznośnie szczypać. - Długo spałem? – odezwałem się, zaskoczony słysząc własny głos. Teo wyrwany nagle z uścisku swych myśli oderwał zamglony wzrok od kartki i rozejrzał się nieprzytomnie dookoła. Kiedy w końcu mnie dostrzegł, a jego świadomość wróciła, odetchnął z ulgą. - Zupełnie zapomniałem, że tu jesteś – zaczął. – Wybacz. Przestraszyłeś mnie. – Jego wzrok pełen był skruchy o jaką nigdy bym go nie posądził. – Nie, nie spałeś długo, ledwie kilka godzin, a to i tak zbyt mało, po tym co ostatnio przeszliśmy – odpowiedział w końcu. - Kilka godzin?! – krzyknąłem głośniej niż planowałem. – Jak mogłeś mi na to pozwolić? Wiesz, że nie mamy tyle czasu. - Gdyby czas był jedyną rzeczą o jaką mamy się martwić, to nie pozostałoby nam już nic innego, jak żyć tylko z uśmiechem na ustach. - Nie rozumiem o czym mówisz – odpowiedziałem, dając wyraz swojemu zdziwieniu. – Stałeś się niepokojąco… - szukałem w myślach odpowiednich słów. – Stałeś się dziwnie filozoficzny od kiedy tu przybyliśmy, możesz mi wyjaśnić tą nagłą zmianę? Widziałem jak uważnie obserwuje małe, wąskie niteczki srebrnego dymu, które leniwie opadały na ziemię, zderzając się z nią i rozpływając w różnych kierunkach. Nagle westchnął głęboko, uśmiechnął się i popatrzył na mnie przechylając głowę na bok. - Mam coś na twarzy? – zapytałem zmieszany. - Ha ha… Nie, nie. – zaprzeczył. – Przepraszam. Zawsze gdy wracam do domu robię się dziwnie sentymentalny. Taki powolny. – Pokręcił głową jakby próbując uwolnić się od czegoś niewidzialnego. – Sam widzisz. - Jest jakiś konkretny powód? – dopytywałem starając się podtrzymać rozmowę, która zapewniała mi powód do tego bym nie musiał opuszczać ciepłego i miękkiego łóżka dającego mi to dziwne poczucie bezpieczeństwa. - Nie czujesz? - Czego? – zaniepokoiłem się. - Tych wszystkich wspomnień i uczuć, które tak bardzo skumulowały się w tych ścianach. To całe moje życie, naprawdę nic nie czujesz? – pytał rozglądając się dookoła, leniwie przeczesując wzrokiem każdy kąt. Przez chwilę czułem się zakłopotany. Czułem wówczas jedynie ból w kościach, spowodowany długą podróżą i jej niewygodami, a także gryzący, papierosowy dym, który mieszał się z wszechobecną stęchlizną. - Nie wiem – odpowiedziałem po krótkim namyśle. – Nie jestem zbyt dobry w takich sprawach. Nigdy nie przywiązywałem do tego uwagi, zresztą uznaję to za zwykłe bzdury. Wybacz, ale liczą się fakty, prawda, a nie nieobecne uczucia. Czy to w ogóle prawdziwe? - Dobrze, już dobrze – przerwał mi. – Może masz racje. Na chwilę zapadła cisza, która na przekór wszelkim prawom stawała się coraz głośniejsza i mniej wygodna. - Co to za kartka? – próbowałem przerwać narastające napięcie. - To? – zapytał delikatnie poruszając szarym arkuszem. – To nic takiego. Stare dzieje, nie warto o tym rozmawiać. - Skoro tak mówisz. Próbowałeś się przespać? – pytałem rozmasowując odrętwiały kark. - Nie… - niewyraźny grymas zawisł na jego ustach. – Nie mógłbym. - Co? Dlaczego? - Nie czuję się tu swobodnie. – Ostatnie słowa wypowiedział na tyle cicho, że ledwo je usłyszałem. – Już nie. - Więc to Twój dom? I nie czujesz się w nim swobodnie? – dopytywałem nie dając wiary jego słowom. Przybyliśmy do tego miejsca w południe. Chociaż dzień był dżdżysty i zdawało się, że na tym odludziu nie znajdziemy żadnego schronienia, to mój towarzysz pewnie, choć niechętnie prowadził mnie przez puste drogi. Widziałem jak z bólem rozgląda się po okolicy, która napiętnowana była dla niego znaczeniem, o którym nie miałem wówczas pojęcia. Piętrowy budynek stał z dala od wioski i innych zabudowań, które od czasu do czasu mijaliśmy po drodze. Otoczony przez gęsto posadzone, wysokie drzewa odcinał się od nich jasnością swych ścian, które jedynie od frontu wciąż zachowywały swoją świeżość. Zupełnie inaczej rzecz się miała z tyłu budynku, gdzie tynk obsypał się niemal całkowicie, odsłaniając tym samym nagie cegły. Szerokie schody prowadzące na ganek, wyszczerbiły się znacznie na trzecim i czwartym stopniu, jakby to z nich czas korzystał najczęściej. Otoczone barierką z pięknego drewna, pomimo starości wciąż zachowały coś ze swego dawnego majestatu. Podwójne drzwi ozdobione dużą kołatką w kształcie baraniej głowy, dumnie wieńczyły potężny front. Okna przesłonięte okiennicami, z których w niektórych miejscach odpadały kawałki drewna, wciąż prezentowały się solidnie i pilnie strzegły zalegających w środku, tajemnic. Kilka suchych badyli, odgrodzonych niewielkim, białym płotkiem, ciągnęło się wzdłuż parterowych okien tworząc coś co przypominało niewielki ogród. Nad wszystkim, jakby w złowróżbnym uścisku, królował poczerniały od wilgoci dach i ukruszony w kilku miejscach komin, na którym siedziały dwa dumne kruki. - To już od dawna nie jest mój dom – zaperzył się. - Dobrze, jak wolisz. Chociaż przyznaję, że nie rozumiem z tego nic. Spojrzał na mnie nerwowo, jakby zmęczony moim ciągłym gadaniem, po czym odwrócił się w stronę okna i zamyślił na chwilę. - Możemy ruszać? – zapytał nagle. - Jasne – odparłem dość niepewnie. Wstaliśmy obaj. Rozprostowywałem kości przeciągając się głośno i z niechęcią zerkając na ciemność rozciągającą się za oknem, zza którego słychać wciąż było nieustające wycie jesiennego wiatru. Po chwili, poczułem jak coś delikatnego i niezwykle lekkiego dotyka mojej bosej stopy. - Co to znaczy? – wskazywałem palcem na kartkę, z którą Teo nie rozstawał się do tej pory, a która upadła, gdy próbował odłożyć ją na biurku. - O co tu chodzi? To jakaś zagadka? Speszony szybko poderwał ją z podłogi, odwracając jednocześnie na niezapisaną stronę, jakby w nadziei, że naglę zapomnę o tym co zobaczyłem. - Teraz to na nic – zapewniłem. – Już widziałem, nie musisz jej chować. Możesz za to rzucić nieco światła na całą sprawę – zakończyłem siadając z powrotem na swoim miejscu i wpatrując się w niego uparcie. – Myślę, że jeszcze chwila odpoczynku nam nie zaszkodzi, a mnie zżera ciekawość. - To nędzna historia kilku słów, na pewno chcesz tego słuchać? – dopytywał zakłopotany. - Jak najbardziej. Przyznaję, że bawi mnie nieco twoja skrytość, więc wybacz mi mój uśmiech. Nie posądziłbym cię nigdy o takie zachowanie. - W porządku! – uciszył mnie ruchem ręki. – Opowiem ci wszystko, ale nie ma w tym nic ciekawego, zupełnie nic. - Pozwól, że ja to ocenię. Jeszcze przez chwilę toczył walkę z samym sobą, patrząc kolejno to na mnie, to na kartkę, którą kurczowo ściskał w dłoni. Odpalił kolejnego papierosa i biorąc głęboki wdech, przeczytał: - „Chciałbym być człowiekiem, który może sięgać po wszystko jak po swoje, ale który sięga jedynie po to, co istotnie należy do niego” – to pierwsze słowa jakie napisałem w swoim życiu. Mój ociec uwielbiał słowa, kochał je i przypisywał im ogromną wartość. „Świat opiera się na słowach” – mawiał. Gdy byłem mały wierzyłem, że ma rację, z zachwytem słuchałem wszystkich jego historii, czekałem by wziął mnie na kolana i dzielił się ze mną wszystkim czym tylko może dzielić się ojcem z synem. - Tak po prostu? – wypaliłem. - Co tak po prostu? – odparł wyraźnie zaskoczony Teo. - Tak po…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Grafolog — czytnik · opowiadania