Historia · 9 min czytania
Gramofon
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nie zmartwiła mnie wiadomość o śmierci cioci Basi. Nie znałem jej za dobrze; spotykaliśmy się tylko z okazji świąt. Wymienialiśmy dwa, trzy zdania i każdy odchodził do swojej części stołu. Była stara, bardzo stara; przeżyła druga wojnę światową. Bardzo narzekała na zdrowie, zawsze. To był jej temat numer jeden i jedyny temat na który rozmawiała. Nie byłem wstanie słuchać przez kilka godzin jej narzekań na obolałe nogi czy problemy z oddychaniem. O jej śmierci dowiedziałem się od matki. Zadzwoniła do mnie z informacją, że ma dla mnie prezent. Mówiła, że jest jej strasznie przykro mówić mi o tym w takich okolicznościach, w końcu ciocia zmarła dopiero trzy dni temu. Pod koniec rozmowy oświadczyła, że mam być na pogrzebie. Tonem surowym jak stal zażądała mojej obecności, jak nie to polecą głowy. A czyje, to mam się domyśleć. Cała moja matka, pomyślałem po odłożeniu telefonu. Stanowczość to jej drugie imię. Nie miałem wyjścia, poprzekładałem spotkania, wyjąłem z szafy czarny garnitur i czekałem na pogrzeb. Tylko dwanaście godzin dzieliło mnie od spotkania z moją matką i resztą rodziny. Byłem pewny, że wszyscy przyjdą, bo ciotka miała niemały majątek. A że nie miała dzieci, to wszystko dziedziczy moja rodzina. Pogrzeb przebiegł szybko i sprawnie. Bez zbędnych lamentów i mów, jaka to ciotka była miła i pomocna. Wszystkim dała się we znaki. Dużo przeżyła w życiu i była podstarzałą wdową, ale to nie usprawiedliwiało jej wrednego postępowania z własną rodziną. Gdy patrzyłem na swoich rodziców i siostry mojej mamy skojarzyła mi się jedna scena z filmu przyrodniczego. Podlące się hieny przy konającej antylopie. Nawet nie zdążyła wziąć ostatniego oddechu, a już te chichoczące zwierzęta rzuciły się na nią. Pocieszające w tym wszystkim było to, że ciotka zmarła we śnie, nie cierpiała. Nie wiem jak wyglądała po śmierci, bo trumna była zamknięta. Nikt nie odważyłby się podejść do otwartej. Zmarła, niech więc spoczywa w pokoju. Po skromnej stypie pojechałem do rodziców odebrać swoją część spadku. Był to stary gramofon z szafką z czerwonego dębu. Przepiękna rzecz, bardzo stylowa, ale za nic nie pasowała do mojego hiper-, super-, ekstranowoczesnego mieszkania urządzonego tylko w stali. Nie chciałem robić przykrości matce i zabrałem gramofon z miną stu nieszczęść do siebie. Postawiłem go na środku swoich 26-metrów kwadratowych i poszedłem sobie. Po kilku dniach, znudziło mi się wpadanie na szafkę. Postanowiłem przemeblować mieszkanie. Chociaż nie miałem i nie zamierzałem kupować płyt do gramofonu, miał się stać główną ozdobą. Przestawiłem meble, kilka z nich wyrzuciłem, zmieniłem dodatki i oświetlenie. Dzięki temu moja kawalerka zyskała nowy wygląd i nową atmosferę. Nie było już tak zimno jak wcześniej. Teraz aż sam poczułem się lepiej i nie miałem ochoty nigdzie wychodzić. Przez trzy następujące po sobie dni, siedziałem w domu i zachwycałem się własną pomysłowością i nowym nabytkiem. Siedziałem w fotelu naprzeciwko szafki z gramofonem i rozmawiałem z czarną tubą stojąca jak strażnik. To znaczy ja mówiłem, a on słuchał. Nie przeszkadzało mi, że nie odpowiada. Chciałem sobie poukładać kilka spraw, lubię sam do siebie mówić. Po kilku takich rozmowach, zbliżyliśmy się do siebie. Przyzwyczaiłem się do niego, a ja jemu nie przeszkadzałem. Stał sobie cichutko pod ścianą, i tylko od czasu do czasu wydawał jakiś dźwięk. Szafka nie była już pierwszej młodości i domagała się wizyty konserwatora. Nie chciałem zabierać go w nowe miejsce, dlatego zadzwoniłem do Kaśki, która zajmuje się odnawianiem antyków. Nie raz miałem okazję widzieć ją w pracy. Pamiętam jak odnawiała dwumetrową, trzydrzwiową szafę. Tak delikatnie się z nią obchodziła. Ona - niecałe metr sześćdziesiąt - nie pozwoliła nikomu dotknąć tej ogromnej szafy, sama się nią zajęła. Miałem wrażenie, że traktuję ją jak swoje dziecko. Później powiedziała mi, że się nie myliłem. Jak usłyszała o gramofonie, darła się do słuchawki jak oszalała, że już jedzie. „Za pięć minut jestem” – krzyczała na pożegnanie. Rzuciła słuchawkę zanim zdążyłem powiedzieć jej do zobaczenia. Po niecałych dwudziestu minutach już…