Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

psychologia · 36 min czytania

Granica

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

* * * Rzecz działa się w małej miejscowości na południu Polski. Był chłodny i dżdżysty letni dzień. Na chodnikach tworzyły się kałuże, których omijanie, ludzie stawiali sobie chwilowo za cel własnego życia. Ukryci pod parasolami pospiesznie zdążali do swoich ciepłych i suchych domków. Ci, którzy musieli jeszcze coś załatwić zdawali się być najnieszczęśliwszymi na świecie. Pokonywanie kolejnych uliczek przy takiej pogodzie była naprawdę uciążliwe.

W chwili gdy słońce nawet nie myślało o tym, żeby chociaż na chwilę przebić się przez grubą warstwę chmur, budynek sądu rejonowego opuściła około czterdziestoletnia kobieta. Patrząc na nią można było wywnioskować, iż to, co załatwiała w tym miejscu nie było ani przyjemne, ani nie wróżyło niczego dobrego.

Kobieta skierowała swoje kroki w stroną centrum miasteczka. W małym samoobsługowym sklepiku zrobiła zakupy i niechętnie udała się w kierunku własnego mieszkania. Szła tak jakby nie zauważała wszechobecnych kałuż i padającego deszczu. Mokre, ciemne włosy okalały smutną twarz. Nieobecny wzrok wbity był w płytki chodnikowe.

Dużo więcej czasu niż zwykle zajęło jej otworzenie mieszkania, a potem przebranie się w suche rzeczy. Z kubkiem gorącej kawy osiadła w fotelu i wpatrywała się w deszczowy krajobraz.

Kim była ta kobieta? Otóż była to Felicja Skrzypska… teraz już Małecka. Właśnie zakończyła się jej sprawa rozwodowa. Jak to zwykle bywa, przypadkiem odkryła, że Norbert ma romans. Zażądała rozwodu. Mąż nie oponował. Rozstali się kulturalnie. On oczywiście zgodził się na orzeczenie rozpadu małżeństwa z jego winy. Zostawił jej mieszkanie, samochód, przystał na wysokie alimenty.

Wszystko to było dziełem prawnika Felicji i dobrej woli Norberta. Ona sama całą tę sprawę chciała po prostu jak najszybciej zakończyć, głównie ze względu na córkę, która nie rozumiała i nie akceptowała jej postępowania.

Kinga miała siedemnaści lat i zawsze była przykładną córką, jednak wiadomość o rozwodzie wytrąciła ją z równowagi do tego stopnia, że całkowicie odwróciła się od matki. Teraz gdy miała wrócić do domu ze spotkania ze znajomymi, Felicja po prostu zaczynała się bać. Nie radziła sobie z nią ostatnimi czasy i w żaden sposób nie mogła pohamować jej wybuchów złości.

W końcu trzasnęły drzwi mieszkania i stało się to, czego Felicja się spodziewała. - No i jest wreszcie tak, jak chciałaś! To już koniec prawda?! Mam nadzieję, ze jesteś z siebie zadowolona! Rozpierdoliłaś moje życie! – zaczęła wrzeszczeć Kinga, gdy tylko zobaczyła matkę. - Przestań się przy mnie wyrażać z łaski swojej. Nie prosiłam cię o komentarz. Jeżeli nie rozumiesz tego, co się stało, to się nie wtrącaj. – chłodna odpowiedziała jej Felicja.

Ją samą bardzo zabolało to, co zrobił Norbert. Długo nie mogła się pogodzić z tym wszystkim, a Kinga tylko to utrudniała. Dla niej ojciec był zawsze ideałem, człowiekiem bez skazy. Winna wszystkiemu była oczywiście była według niej była Felicja, jakby to co najmniej ona miała romans, albo puszczała się z każdym napotkanym facetem. - Mam się nie wtrącać!? Ale to chyba był mój ojciec, prawda?! A może ja nie wiem czegoś jeszcze?! - Zamknij się i idź do siebie. W tej chwili. – powiedziała Felicja, chociaż miała ochotę trzasnąć tą dziewczynę w twarz, aż by echo poniosło. - Na tyle cię tylko stać? Nienawidzę cię, słyszysz?!

Zatrzasnęła za sobą drzwi pokoju i włączyła muzykę na cały regulator. Jak dla niej matka już nie istniała, ojciec stał się wszystkim, co miała. Na początku próbował jeszcze jakoś usprawiedliwić tą sytuację, zrozumieć matkę, dowiedzieć się, co kierowała ojcem. Poza tym łudziła się, ze do rozwodu nie dojdzie, że na jakiś czas może zamieszkają osobno, ale potem on wróci i znowu będzie tak jak dawniej. Sprawa w sądzie rozwiała jej wszystkie wątpliwości.

Kinga nie wiedziała jednak o jednej ważnej sprawie. Mieszkała z matką nie dlatego, że Felicja dążyła do tego za wszelką cenę, ze wymusiła to na Norbercie, tylko dlatego, że to on zastrzegł to już na samym początku. Gdyby była tego świadoma, może zachowywałaby się inaczej i wreszcie zrozumiała, ze ojciec nie jest święty.

Rozwód był czystą formalnością i zakończył się na korzyść Felicji, tylko dlatego, że Norbert zawsze uciekał od odpowiedzialności. Cokolwiek by się nie stało. Zawsze był gotowy wyłożyć jakąś pokaźną sumkę i umyć ręce od wszystkiego, żeby tylko nie wdawać w jakieś głębsze dywagacje i po prostu mieć spokój. Był człowiekiem wygodnym i egoistą, nigdy w własnej woli nie przyjmował na siebie żadnych obowiązków, chyba, ze wiązały się one z jego pozycją zawodowa, lub wyglądem.

Co za tym wszystkim idzie, ojcem był rzec można idealnym. Dla niego nie istniały nigdy żadne problemy, wszystko było proste i oczywiste. Kinga dostawała zawsze pieniądze na swoje zachcianki, zabierał ją za granicę na weekendy, a czasami na jakieś dłuższe wyjazdy, oceny, czy nieobecności zbywając machnięciem ręki, podczas gdy Felicja tego zabraniała, na to pieniędzy nie dawała, temu się sprzeciwiała, a za jeszcze coś innego wrzeszczała.

Teraz, gdy kontakty z matką zostały ograniczone praktycznie do zera, Kinga chciała się wyprowadzić do ojca, jednak ten zbył ją jakąś, widząc po efekcie, logiczną bajeczką. Nastoletnia dziewczyna ze swoimi humorami i wymaganiami nie hamowanymi przez matkę byłaby dla niego tylko ciężarem. Dlaczego Kinga tego nie widziała?

- Dokąd idziesz? – zapytała Felicja. - A niech ciebie to nie obchodzi, nie zamierzam ci się spowiadać z tego, co robię. - Więc wracaj, nigdzie nie pójdziesz – rozkazała chłodno. - Nie mam zamiaru cię słuchać, nie masz prawa mi niczego zabraniać – powiedziała podniesionym głosem i wyszła. - Jestem do cholery twoją matką! – krzyknęła Felicja i zrezygnowana spojrzała przez okno dokąd idzie jej córka.

Takie sytuacje stały się codziennością. Kinga znikała na całe dnie, nie mówiąc ani gdzie, ani z kim. Dom traktowała jak hotel, a którym nawet nie zawsze nocowała. Wszelkie zakazy były dla nie po prostu śmieszne. Felicja musiałaby ją chyba przykuć dla kaloryfera, żeby ją zatrzymać. Nie radziła sobie z nią w ogóle, a Norbert jeszcze utrudniał tę sytuację.

Mógł spełniać wszelkie zachcianki swojej jedynaczki, byle na odległość. Zabierał ją na pizzę, na weekendy, do kina, kupował ciuchy, To sprawiało, że Kinga z każdym dniem coraz bardziej przekonywała się, ze on rzeczywiście nic złego nie zrobił, ze to matka jest zła i to przez nią ich rodzina się rozpadła.

Felicja przestała dawać jej kieszonkowe i w ogóle pieniądze na jakiekolwiek wydatki. Od czasu do czasu zdarzało się jej ugotować obiad, a Kinga zazwyczaj z wielką łaską go zjadała nie racząc nawet sprzątnąć talerzy do zlewu. Pusta lodówka zazwyczaj była pretekstem do kolejnej kłótni, tak jakby ich jeszcze było mało.

Kinga jakby na złość matce zaczęła się zadawać z nieodpowiednimi ludźmi. Nienawidziła matki, tak jej się przynajmniej wydawało. Nie mogła znieść jej ciągłych wrzasków, zakazów i nakazów, tego, ze przez nią straciła ojca. Dom zamiast być azylem, stał się czymś na wzór więzienia, wiec Kinga korzystała z każdej okazji, aby się stamtąd wyrwać. Wychodziła, kiedy tylko chciała, żeby zdenerwować Felicję i pokazać jej, nie ma nad nią już żadnej władzy, nie wiedziała jednak co robić potem.

Jej dotychczasowi znajomi nie zrozumieliby jej, a ojciec spotykał się z nią kiedy jemu to pasowało. Tłumaczyła go tym, ze ma dużo pracy i teraz sam musi zajmować się domem. Oczywiście winna temu była matka, to ona powinna mu gotować i sprzątać, a on powinien cały swój wolny czas poświęcać jedynej córce.

Tak naprawdę jej inwencja twórcza kończyła się na tym, żeby wyjść z domu i nie słuchać Felicji. Jesienne dni był coraz krótsze i zimniejsze. Kinga włóczyła się bez celu, a wieczorami szalała w dyskotece. Wielu chłopaków oddało by wszystko, żeby móc ja pocałować, ale ona gardziła równymi sobie wiekiem gówniarzami. Upijała się, żeby nie myśleć o tym, co ja czeka w domu.

Czasami chciała, żeby to wszystko okazało się złym snem, ze wróci pewnego dnia do domu, a tam będzie na nią czekała matka z obiadem i ojciec czytający jakąś biznesową gazetę. Niestety, nigdy to nie nastąpiło. Gdy budziła się po ciężkiej nocy, nie zawsze była w swoim łóżku. Często nocowała u nowych znajomych. Piekielny ból głowy utrudniał jej wtedy funkcjonowanie i za żadne skarby nie mogła sobie przypomnieć co robiła zanim znalazła się w łóżku.

W końcu paczka, z którą od jakiegoś czasu się zadawała, zaczęła ja traktować jak starą znajomą i na dobre przyjęła do siebie. Mówili to, co chciała usłyszeć, że jej matka jest nie do życia, że mieszkanie z nią to zło konieczne, ze to Kinga jest panią swojego życie i nikt nie ma prawa jej rozkazywać.

Był między nimi jeden chłopak, który od razy zwrócił jej uwagę. Nie mówił za wiele, ale jeżeli już coś powiedział, to dla wszystkich to było święte i nikt nie ważył się kwestionować jego słów. Miał dwadzieścia dziewięć lat, mieszkał sam, miał dużo kasy i zdawał się zawsze rozumieć Kingę. Gdy upijała się do nieprzytomności zabierał ją do siebie, rozbierał i w bieliźnie i swojej koszuli kładł do łóżka, a sam spał na kanapie.

Rano przynosił jej śniadanie i tak czule patrzył na nią swoimi brązowymi oczami. Ona właśnie tego potrzebowała. Ktoś obdarzał ją czułością, troską, nie strofował. Czuła się bezpieczna i było jej z nim dobrze. Poza tym do niczego jej nie zmuszał. Ich ogniste pocałunki do niczego jej nie zobowiązywały.

Jednak czasami po swoich nocnych eskapadach, lub po kilkudniowych nieobecnościach, Kinga wracała do domu. Łudziła się, że zastanie tam kochających rodziców, jednak czekała na nią tylko kolejna awantura. Tak jak i tym razem, gdy postanowiła z niezrozumiałych nawet dla niej samej powodów pokazać się matce. Jakby chciała powiedzieć, ze jest szczęśliwa, ze jest jej dobrze. - Gdzie byłaś? – usłyszała ostry głos Felicji. Zawahała się, mogła jeszcze zawrócić i wyjść z domu, jednak w końcu tego nie zrobiła. - Nie twoja sprawa. - Moja, jestem twoją matką, utrzymuję cię. – Felicja z trudem hamowała się i starał się mówić spokojnie. - Jeżeli tak ci z tym ciężko, to mogę się wyprowadzić. Do Antka. - Zabraniam ci się z nim spotykać. On jest od ciebie o dwanaście lat starszy. Wiesz, co robisz ze swoim życiem?! - Dobrze to ujęłaś. Z moim życiem. Nie masz prawa w nie ingerować. Przyjmij to wreszcie do wiadomości.

Felicja nie wytrzymała i uderzyła córkę w twarz, a potem złapała ją mocno za ramiona, aż ta jęknęła z bólu. - Puść mnie! – krzyknęła, jednak matka była silniejsza, szarpanina nie pomogła. - Wróć do domu i do normalnego życia. Nie chcę patrzeć na to, jak się staczasz, słyszysz!? Jedzie od ciebie, jak z gorzelni! Wiesz, co robisz!? – ostre słowa Felicji nie wywarły na córce najmniejszego wrażenia, a nawet doprowadziły do pojawienia się na jej ustach szyderczego uśmiechu. - Skończyłaś? – zapytała ironicznie.

Felicja zwątpiła. Puściła Kingę i pozwoliła jej wyjść z domu. Brakował jej argumentów, żeby zatrzymać córkę. Zaczęła się zastanawiać, czy przez te wszystkie lata była aż taką złą matką. Nie potrafiła znaleźć żadnego na tyle poważnego błędu w tym, co robiła, który mógłby doprowadzić do obecnej sytuacji i do tego, że Kinga stawała się wcieleniem zła.

Przez te wszystkie dni i noce, kiedy córki nie było w domu, Felicja wypłakiwała sobie oczy, traciła głowę ze strachu, wymyślała najczarniejsze scenariusze, a jej jedynaczka wracała o piątej na ranem, ledwo stojąc na nogach, śmierdząc alkoholem i papierosami i nic sobie nie robiąc ze słów matki. Jakiś czas potem dowiedziała się o istnieniu dwudziestodziewięcioletniego chłopaka, u którego jej córka spędza noce. Jak do tego wszystkiego doszło?! Niestety, na to pytanie nie potrafiła znaleźć odpowiedzi.

Nie obeszło się bez wizyty w szkole. Felicja została telefonicznie poproszona o spotkanie z wychowawczynią. - Kinga od miesiąca nie pokazała się w szkole. – zaczęła bez wstępów pani profesor od matematyki. – Oceny, które ma tez nie są zadowalające. Jeżeli nie zacznie chodzić na lekcje i ich nie poprawi, to mało tego, ze nie zaliczy półrocza, Kinga jest na najlepszej drodze do wydalenia ze szkoły.

Po takiej przemowie Felicja miała ochotę przyłożyć porządnie córce i to na tyle mocno i skutecznie, żeby wszystkie głupie pomysły jej wybić z głowy. Nie wiedziała jeszcze jak, ale obiecała sobie, ze ta rozwydrzona nastolatka wróci do szkoły i nawet zda maturę.

Pierwszym krokiem do osiągnięcia tego celu była interwencja u Norberta. Felicja urządziła mu taka awanturę, że obiecał natychmiast cos zrobić. Pierwszy raz w życiu jej mąż zhańbił się działalnością wychowawczą i to w dodatku skuteczną.

Panienka wróciła do domu. Nie zastała kolejnej awantury jak się tego spodziewała. Matka powitała ją chłodnym spojrzeniem i wróciła do swoich zajęć. Kinga zaczęła od posprzątania pokoju, który nie nadawał się do użytkowania, a potem z niejakim trudem odnalazła wszystkie zeszyty i książki. Towarzyszyła temu wszystkiemu delikatnie mówiąc głośna muzyka.

Kinga wysiedziała w domy całe trzy dni i znikła na cała noc. Felicja ze stoickim spokojem przyglądała się temu, jak jej córka wsiada do samochodu Antka. Wolała nie myśleć, gdzie będą przez całą noc.

O czwartej nad ranem trzasnęły drzwi do mieszkania. Widać Kindze brakowało ciągłych awantur, jednak nie udało jej się sprowokować matki. Następnego dnia miała ochotę leczyć kaca w towarzystwie Antka, ale pomyślała o ojcu. Obiecała mu, że się chociaż trochę przyłoży do nauki i nie opuści ani jednego dnia. Z ciężkim sercem postanowiła dotrzymać tej obietnicy.

Matkę w tym czasie traktowała jak zło konieczne. Nie słysząc ciągłych pretensji i wrzasków było jej łatwiej wracać do domu, jednak czasami zastanawiała się czy nie wolałaby jakiejś awantury od tego grobowego milczenia i chłodnej obojętności. Niechby już usłyszała, jaka to ona jest zła, ale niech Felicja przestanie się na nią patrzeć tym kamiennym wzrokiem.

Okazało się, że krzykami i płaczem nie można zdziałać nic. Pogarszały one tylko sytuację w domu i sprawiały, ze Kinga znikała na długo nie odzywając się ani słowem. Felicja przestała, więc reagować na wszelkie wybryki córki i wszystko komentowała jedynie milczeniem. Nie zamartwiała się już, nie czekała do późna, zajęła się własnym życiem.

Te ciche dni działały dobrze na obie panie. Felicja wreszcie zaczęła się porządnie wysypiać, a co za tym idzie również przyzwoicie wyglądać. Nie zdzierała sobie już gardła podczas kłótni z córką. Zajęła się pracą i sobą, co wszystkim przyniosło korzyści. Dzięki temu, że matka w ogóle się do niej nie odzywała, Kindze łatwiej było wysiedzieć w domu. Teraz obie miały do siebie taki sam stosunek.

Felicja doszła do wniosku, że chce, żeby jej córka przynajmniej zdała maturę, a potem niech już robi ze swoim życiem, co tylko zechce. Innymi słowy spisała ją na straty. Długo dojrzewała do tej decyzji, poza tym zawsze istniała szansa, ze przez ten czas Kinga pójdzie po rozum do głowy i może się nawróci na normalne życie. Jak na razie się na to nie zanosiło, więc Felicja nie marnowała swojego czasu na umoralnianie córki.

Czy gdyby nie doszło do rozwodu to, to wszystko by się nie stało? Zapewne tak. Kinga żyłaby w przeświadczeniu, że ma normalny dom i kochających rodziców i nawet by nie pomyślała o tym, żeby się zachowywać tak, jak teraz.

Jednak stało się i zmienić się tego nie da. Norbert szukał przyjemności dla siebie, nie dbał o rodzinę. Felicja łudziła się, że siedemnastoletnia dziewczyna to wszystko zrozumie. Myliła się. Myślała, ze może Kinga będzie się o to obwiniać, stwierdzi, że nie była na tyle dobrą córką, żeby rodzice byli razem, jednak ona zaczęła obwiniać matkę. Całą swoją rozpacz skierowała przeciwko Felicji, a rozpacz szybko przemieniła się w nienawiść.

Swoim postępowaniem chciała ukarać matkę, za jak się jej wydawało głupotę i bezmyślność, i udowodnić, że jest ona winna rozpadowi ich rodziny. Kinga była w swoim postępowaniu bardzo egoistyczna, musiała to odziedziczyć po ojcu. Nie liczyła się z uczuciami Felicji, traktowała ją jak przedmiot, pozbawiając nawet szacunku. Poza tym myślała, ze może matka w końcu zrozumie swój błąd, poprosi ich wszystkich o wybaczenie, znowu zamieszkają razem i ona, Kinga będzie miała normalny dom. Była jedynaczką rozpuszczoną przez ojca, więc była przyzwyczajona do tego, że to czego ona chce jest święte i stać się tak musi. Tym razem jednak nie dostała tego, czego chciała.

Kiedy już było wiadome, że rodzice nie będą razem, że matka nie zrozumie swojego błędu, Kinga postanowiła spełniać swoje zachcianki. W Antku odnajdywała to, czego brakowało jej w domu. Po odejściu ojca, żeby nie myśleć o problemach upijała się do nieprzytomność, czasami nawet ćpała. Niekiedy miała cicha nadzieję, że jej organizm zaprotestuje i już się nie obudzi i nie będzie musiała znosić tego wszystkiego.

Czasami przy Antku pozbywała się swojego egoizmu i ze łzami w oczach mówiła, że chce mieć normalny dom, gdzie będzie miała dwójkę kochających rodziców i gdzie wszyscy będą szczęśliwi. Opowiadała mu o tym, jak była dzieckiem i jak matka całowała ją zawsze na dobranoc, jak tuliła do siebie i ocierała jej łzy, jak wieczorami bawiła się ojcem.

Wiedziała, że to już nie wróci, że część z tych pięknych wspomnień sama zaprzepaściła, ze w tym wszystkim jest tez jej wina. Nie pozostało jej teraz już nic innego, jak żyć tym, do czego sama doprowadziła. Miała Antka, ale go nie kochała, czuła się z nim bezpieczna i szczęśliwa, ale zapełniał on po prostu jej puste i zimne serce i wolny czas.

Przyjeżdżał po nią wieczorami, a ona zawsze bez względu na wszystko wychodziła z domu. Ostatnimi czasu bardzo źle się czuła, miała gorączkę, ale to jej od niczego nie powstrzymywało. Upijała się w dyskotece, a potem spędzała resztą nocy z Antkiem. Czuła…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Granica — czytnik · opowiadania