Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

zbrodnia · 14 min czytania

Granica

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Szare oczy dziewczynki uważnie śledziły każdy ruch mężczyzny. Ostrożnie uniosła widelec do ust, biorąc małe porcje, uważając, aby nic nie spadło z powrotem na talerz. Z fotela naprzeciwko dochodził stłumiony płacz. Merry zerknęła nerwowo w tamtym kierunku. Nie powiedziała ani słowa, chociaż serce waliło jej w piersi jak zwariowane i miała ogromną ochotę podpiec do mamy i przytulić się, powiedzieć, że już wszystko będzie dobrze.

Jednak skłamałaby.

Z każdym dniem było coraz gorzej.

Dziewczynka wstrzymała oddech, gdy mężczyzna otarł usta rękawem koszuli, odchylił się do tyłu i beknął głośno. Odsunął krzesło z głośnym zgrzytem i wstał. Spojrzał na pasierbicę i jej prawie nie tknięty obiad. Zmrużył oczy i była pewna, że ją uderzy, bo zmarnowała jedzenie (czas posiłku dobiegał końca, gdy on sam najadł się do syta, bądź rzucał jej talerzem o ścianę, bo siorbała, mlaskała, upuszczała jedzenie lub zwyczajnie miał bardzo zły humor). W każdym razie uratował ją jęk mamy. Znów. Ojczym odwrócił się i w mgnieniu oka znalazł przy kobiecie.

- No i czego drzesz mordę! - wrzasnął. Chwycił ją za ramię i zwlókł z fotela. - Rusz dupę i zrób coś pożytecznego, zamiast ryczeć po kątach! - Zaciśnięta pięść wylądowała na bladym policzku.

Merry zacisnęła z całej siły oczy i zakryła uszy rękoma, chociaż nie na wiele się to zdało. Doskonale wiedziała, co się teraz stanie. Nic nie mogło stłumić przeraźliwego łkania jej mamy oraz razów, które wymierzał jej mężczyzna.

A przecież mama nic złego nie zrobiła!

- Zostaw ją! - chciała wykrzyczeć, jak wiele razy wcześniej, lecz z jej ust wydobył się jedynie stłumiony łkaniem szept. Wystarczający jednak, aby zwrócić na siebie uwagę mężczyzny, który skierował w jej stronę przekrwione oczy. Zdrętwiała z przerażenia.

- Tobą zajmę się później - obiecał i błysnął zębami w uśmiechu. Po brodzie ściekła mu strużka śliny. Chwycił ledwo przytomną kobietę za włosy i uderzył w twarz. - Spójrz na mnie, ty suko! Jeszcze z tobą nie skończyłem! - Zawlókł ją do sypialni i zatrzasnął kopnięciem drzwi.

Przerażone oczy spoglądały w ślad za rodzicami. Boleśnie świadoma swojej niemocy, dziewczynka skuliła się w kącie. Miała dopiero osiem lat i chociaż robiła, co mogła (pielęgnowała i myła mamę, czasem nawet karmiła czy pomagała w sprzątaniu) to i tak nie na wiele się zdawało. Nie była dość silna, aby przeciwstawić się ojczymowi. Sama też niejednokrotnie obrywała tak mocno, że przez długie tygodnie nie była w stanie wstać z łóżka.

Myślała kilka razy nad sprowadzeniem pomocy. Tylko jakiej? Nikogo tu nie znały, jej ojczym o to zadbał. A samo miasteczko znajdowało się tak daleko, tak przeraźliwie daleko, oddzielone wielkim lasem i ciągnącą się niemal w nieskończoność szosą...

Od momentu przyjazdu do nowego domu, odkąd stał się on jej więzieniem, widziała ją tylko raz.

Tata wyjechał na kilka tygodni na pilną budowę. To były jedne z najspokojniejszych dni, jakich doświadczyła dziewczynka, odkąd tu zamieszkali. Zdążyły się z mamą nawet nieźle podleczyć, poznikały prawie wszystkie siniaki, a rany się zasklepiły i zaczęły goić. Im więcej czasu mijało, tym bardziej one stawały się spokojniejsze, mijała przemożna ochota ciągłego oglądania się przez ramię, jakby w oczekiwaniu na ciosy. Zaczęły się więcej uśmiechać, a Merry łatwiej przyswajała naukę (jej mama była bardzo wykształconą osobą, co skwapliwie wykorzystał jej nowy małżonek, nakazując jej uczyć córkę w domu). Któregoś dnia Merry poszła bawić się do lasu. Miała tam kilka świetnych kryjówek, z których korzystała, gdy w domu było już naprawdę źle. Zwykle nie oddalała się zbyt daleko od gospodarstwa, ale ojczyma nie było, a ona natknęła się na małego jelonka. Zaczęła go śledzić z daleka i iść za nim, aż nie wiedzieć kiedy, doszła do wielkiej szosy, po której przejeżdżały, dość sporadycznie, ale jednak, samochody.

Jakieś okrutne fatum sprawiło, że w tym samym momencie, gdy ona znalazła się na drodze, z naprzeciwka nadjechał wielki, czerwony pick-up jej ojczyma. I choć zdarzyło się to grubo przed rokiem, nadal czuła na ciele uderzenia skórzanego pasa, za pomocą którego ojczym wymierzał jej po powrocie do domu karę...

Tamto wydarzenie skutecznie wyleczyło ją z marzeń o wolności.

Oprzytomniała słysząc zbliżające się kroki. Wystraszona, a jednocześnie zła na siebie, że tak długo zwlekała, zerwała się na równe nogi, doskoczyła do drzwi i wypadła na zewnątrz.

- Czekaj, ty mała... - Reszta zdania utonęła w nawałnicy przekleństw. Kątem oka zobaczyła gramolącego się z podłogi ojczyma. Przyspieszyła. Wpadła między drzewa. Już niedaleko. Jeszcze tylko troszeczkę. Zwinnie przedzierała się przez gęste zarośla. Za sobą słyszała coraz szybsze kroki, szelest gałęzi, świszczący oddech. Odnalazła wyryte w pniu wielkiego drzewa, ledwo widoczne dla oczu szpary, służące jej za coś w rodzaju schodków, po których wdrapała się teraz i wpełzła do wydrążonej w drzewie dziupli. Skulona w swojej kryjówce, zamknęła oczy, oddychając nierówno. Zauważyła, że drżą jej ręce. Minęło kilkanaście minut, zanim się uspokoiła oraz drugie tyle, zanim w lesie nareszcie zapanowała niczym niezmącona cisza.

Wtedy znów powróciły wspomnienia...

Coraz słabiej pamiętała swojego pierwszego tatę. Mama nigdy nie lubiła o nim rozmawiać, chociaż Merry wielokrotnie miała na to wielką ochotę. Z czasem przestała pytać, zadowalając się tym, co zachowała we wspomnieniach oraz pielęgnując je.

Wiedziała, że zmarł, gdy skończyła pięć lat. Zawsze się śmiał, żartował, nosił ją na barana. Śpiewał kołysanki. Czytał bajki na dobranoc. Mama też była wtedy inna. Ciągle się śmiała, chodziła z wysoko podniesioną głową i zabierała ją ze sobą na różne wycieczki. Kiedyś, pewnego zimowego popołudnia, gdy Merry siedziała w kuchni ze swoją opiekunką Lizzy, widziała jak jej rodzice, śmiejąc się, wysiadają z samochodu. W chwilę potem, ni stąd ni zowąd, zaczęli biegać po ośnieżonym trawniku, obrzucając się śnieżkami. Na koniec wylądowali obok siebie za wielką choinką, tak, że widziała tylko ich nogi. Długo nie wstawali, aż w końcu zaniepokoiła się, że coś im się stało, ale Lizzy roześmiała się tylko, słysząc o jej obawach i zabrała ją do bawialni.

Kiedy tata odszedł, mama całkiem się rozsypała. Początkową rozpacz zastąpiły apatia i odrętwienie. Merry nie mogła tego pojąć. Sama rozpaczliwie tęskniła za ojcem, tym bardziej więc lgnęła do mamy, która jednak zdawała się jej nie dostrzegać. Coraz częściej zajmowała się nią Lizzy, to ona tuliła ją do snu oraz ocierała łzy, gdy po raz kolejny mama odwracała się od niej plecami.

Aż któregoś dnia, mniej więcej w rok po śmierci taty, mama przyprowadziła do domu jakiegoś obcego pana. Sześciolatce jakoś nie specjalnie przypadł do gustu jego blady uśmiech i ciemne, ponure oczy, lecz wrażenie to złagodził nieco szeroki uśmiech, ukazujący zabawną szparę między przednimi jedynkami. Potem natomiast ujrzała błysk radości w oczach

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Granica — czytnik · opowiadania