Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

akcja · 15 min czytania

Granica

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Albert rozmawiał w biurze z kolegami. - Wczasy zawsze spędzam bardzo blisko, w tutejszej okolicy. Pragnąłbym wyjechać gdzieś dalej, zobaczyć coś nowego, dalekiego, nieznanego. Chciałbym wyjechać za granicę. Koledzy poparli jego pomysł. - Masz rację, powinieneś poznać też to, co jest za granicą. Zwiedzisz, zobaczysz, później nam opowiesz o swych wrażeniach. Może my też się tam kiedyś wybierzemy, nigdy jeszcze nie byliśmy za granicą. Albert rozpoczął przygotowania do wyjazdu. Chodził po urzędach, odwiedzał doświadczonych znajomych, informował się jakie formalności musi załatwić, jakie warunki spełnić, by móc przekroczyć granicę. W pracy mówił do kolegów. - Nie każdego przepuszczają przez granicę. Chętnych jest wielu, kryteria są ostre, przechodzą nieliczni. Tylko ci najlepiej przygotowani, najbardziej uczciwi. Strażnicy są bezwzględni, do tego druty kolczaste, zasieki, wieże strażnicze. Granica jest bardzo dobrze pilnowana. Koledzy odpowiadali. - Ale ciebie przepuszczą. Jesteś przecież uczciwym i prawym człowiekiem. Spróbuj. Sprawdzisz jak to naprawdę wygląda. Następnym razem będziemy już uprzedzeni. Gdy zapragniemy wyjechać, to odpowiednio się wówczas przygotujemy. - Dobrze - powiedział Albert - spróbuję. Na kartce wypisał najważniejsze sprawy do załatwienia. Realizował je w kolejności. - Ubiór powinien być schludny i czysty. Żadna ekstrawagancka marynarka czy kolorowa koszula. Tak pstrokato ubranych odsyłają z powrotem. Najlepiej szary garnitur, jasna koszula i szary krawat. Koledzy odwiedzali go w domu, pomagali mu w przygotowaniach, czyścili spodnie, prasowali koszule. - Bagaż niezbyt duży. Pomyślą jeszcze, że coś przemycam. Tylko niezbędne przybory toaletowe, bielizna na zmianę, książka do czytania. Powinienem wyglądać jak turysta. Będę nim przecież naprawdę i nie muszę tego ukrywać. - A zapasowy garnitur, płaszcz na zmianę pogody, dodatkowe buty - koledzy doradzali. - Nie, nie, to za dużo - Albert odsuwał przygotowane rzeczy - to zbyt podejrzane, mogą mnie nie przepuścić. Opowiadano mi, że strażnicy są strasznie wścibscy, zadają dużo podchwytliwych pytań, zastawiają sprytne sieci. Nie chcę, by na mnie padł najmniejszy nawet cień podejrzenia. Koledzy szykowali prowiant, zapełniali paczki, kartony. Albert denerwował się. - Dlaczego aż tyle puszek, konserw, sucharów? Przesadzacie. Co sobie strażnicy pomyślą?! Że wybieram się za granicę w jakiś niecnych celach. Kilka kanapek wystarczy. I termos z herbatą. Będę stołował się w małych restauracyjkach i przydrożnych barach. Jak turysta. Gdy strażnicy znajdą konserwy to natychmiast mnie zawrócą, bez pytań, bez możliwości wyjaśnień. Oni mają psy wyszkolone. Psy zaraz wyczują, wyciągną, wydrapią. Nie mogę ryzykować - odpychał suchary, rozpakowywał kartony. Koledzy nie ustępowali. - Restauracje drogie, przydrożne bary przepełnione, a do bagażnika w samochodzie dużo się zmieści. Albert nie dał się przekonać. - Nie, bagażnik musi być pusty. Właśnie do niego zaglądają na początku. Gdy stwierdzą, że w nim tylko termos i kanapki to zaufają mi. Domyślą się, że jestem uczciwym człowiekiem i przepuszczą. Przeglądał portfel, liczył pieniądze, zastanawiał się. - Nie wiem ile wziąć ze sobą? Za mało niedobrze, powiedzą, że resztę kombinuję czerpać zza granicy. Za dużo jeszcze gorzej, pomyślą, że prowadzę nieuczciwe interesy. Nie wiem jaka ilość byłaby najodpowiedniejsza. Jeden z kolegów przeliczył pieniądze. - Na pierwszy dzień tyle, to na drugi dzień, to na trzeci i następne - odkładał banknoty - w sam raz wystarczy. Nie mogą mieć do ciebie żadnych zastrzeżeń. - No dobrze - twarz Alberta rozchmurzyła się - będę je też tak wydawał. Dokładnie tak. W powrotnej drodze na pewno zapytają mnie co zrobiłem z pieniędzmi. Następnym punktem na kartce były odpowiednie dokumenty. Albert wyciągnął paszport. - Kartki nie mogą być pogniecione, napisy muszą być czytelne, zdjęcie aktualne, podpis wyraźny. Dokumenty są najważniejsze. Podczas ich przeglądania strażnicy zadają najniebezpieczniejsze pytania. Gdzie i kiedy urodzony, imiona rodziców, miejsce zamieszkania, miejsce pracy, i wiele, wiele innych pytań. To są decydujące chwile. Należy odpowiadać pewnie, bez zająknięcia. Gdy wyczują drżenie w głosie, gdy ujrzą rumieniec na twarzy, to już po mnie, nie przepuszczą. Wtedy mogą nawet uderzyć. - Przecież znasz te wszystkie dane. Dlaczego się niepokoisz? - Czasami można zapomnieć. Gdy strażnicy będą mnie obchodzić, psy zaczną węszyć, to mogę stracić głowę. Albert uczył się na pamięć najważniejszych odpowiedzi. - A mój życiorys? - nagle sobie przypomniał - on też jest bardzo ważny. Każą mi mówić co, gdzie robiłem, kiedy? Jak się zachowywałem w przeróżnych sytuacjach. Dużo szczegółów już nie pamiętam. - To odpowiesz, że nie pamiętasz. Lecz z pewnością tak dokładnie nie przepytują. - Nawet nie wiecie jak dokładnie! Kłamców zaraz zawracają. Przepuszczają tylko takich, którzy mówią nieskazitelną prawdę. Muszę się tak przygotować, by w moich wypowiedziach nie stwierdzili najmniejszego kłamstewka - powtarzał na głos kolejne fragmenty swego życiorysu. Tuż przed mającym nastąpić wyjazdem Albert przeglądał nerwowo pozostałe dokumenty. - Zaświadczenie z zakładu pracy, że przebywam na regulaminowym urlopie, zaświadczenie lekarskie, że jestem zdrowy, zaświadczenie z banku, że nie posiadam długów, zaświadczenie od dzielnicowego, że nikt mnie nie poszukuje, z wojska, że odbyłem już obowiązkowe szkolenie, co jeszcze, co jeszcze? - spoglądał przestraszonym, pytającym wzrokiem na kolegów - Czego jeszcze mogą ode mnie wymagać, czego zażądać? - To wystarczające, by przekroczyć granicę. Możesz jechać - odpowiedzieli koledzy. Albert pożegnał się z przyjaciółmi. Wsiadł do samochodu i ruszył. Na drodze nie było żadnego ruchu, żadnego pojazdu, ani przed nim, ani za nim. Nikt nie podążał w tym samym co on kierunku. - Czyżbym to tylko ja odważył się przekroczyć granicę? - mówił pytając sam siebie. Po kilku godzinach samotnej, nużącej jazdy znalazł się na granicy. Szlaban był podniesiony, strzałka wskazywała teren znajdujący się po drugiej jego stronie, napis na tablicy życzył przyjemnej, dalszej podróży i miłego pobytu. Mimo to Albert zatrzymał samochód. Wysiadł. Patrzył niespokojnie na strzałkę, tablicę, podniesiony szlaban. Droga była wolna. Wolna. Otwarty teren rozciągał się hen, hen, daleko. Niezmierzone przestrzenie, promienie słońca je oświetlały, stado sarn pasło się spokojnie, zając przemknął obok, zatrzymał się, spojrzał na Alberta, zdawał się krzyczeć "chodź, biegnij za mną, dlaczego stoisz, na co czekasz?". Panującą ciszę przerywał śpiew ptaków unoszący się w powietrzu i rechot żab w pobliskim stawie. Albert poczuł się dziwnie, nienaturalnie. Podniecone serce niespokojnie stukotało, jakieś wspomnienia, jakaś tęsknota, nieznane uczucia. Rozglądał się bezradnie, bojaźliwie. Podszedł do budki strażniczej. Nacisnął klamkę, drzwi były zamknięte, okna przesłonięte okiennicami. Nieśmiało zapukał, nie usłyszał odzewu. Począł walić pięściami w drzwi i okiennice. Bez rezultatu. Obszedł budkę dookoła. Nikogo. Ani śladu po strażnikach. Albert…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%