Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 1 godz. czytania

Greckie Wakacje (część 3)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

11.

Następne dni upływały chłopcom pod znakiem przygotowań do meczu. Każdą wolą chwilę spędzali z Craney’em, Ronem i Carlosem, trenując na boisku. Lena zaś od czasu ogniska na plaży zaczęła zachowywać się jakoś dziwnie. Znikała na całe godziny, nie mówiąc nikomu, dokąd się wybiera. Pewnikiem bardziej by mnie to ruszało, gdyby nie własne problemy. Od czasu szlabanu Matt coraz częściej skupiał na sobie moje myśli. Zaczęłam zwracać większą uwagę na szczegóły, które wcześniej nie zaprzątały mojej głowy. Był to między innymi jego zapach, sposób w jaki się uśmiechał, w jaki marszczył brwi, gdy się nad czymś zastanawiał. Stopniowo moje zauroczenie zaczęło przekształcać się w zakochanie. Tą ewolucję uczuć niewątpliwie przyśpieszał fakt, iż widywałam Matthew jedynie podczas posiłków, gdyż resztę czasu poświęcał treningom. W mojej głowie zaczęły się, więc tworzyć myśli związane z jego osobą i czasami zahaczające o abstrakcyjne sytuacje lub przemyślenia. W takiej atmosferze upływały mi dni, do momentu nadejścia wyczekiwanej przez większości niedzieli. Po śniadaniu mieliśmy wszyscy wolne do 10.30, oprócz drużyny, która udała się na rozgrzewkę. My natomiast wyczekiwaliśmy godziny meczu, a gdy ta wybiła ruszyliśmy w stronę plaży, na której stworzono boisko do piłki nożnej. Na miejscu czekali już chłopcy i ich przeciwnicy z męskiego obozu sportowego, wśród których rozpoznałam swojego znajomego z balkonu naprzeciw. On również mnie zauważył, bo uśmiechnął się i pomachał ręką w moim kierunku, co oczywiście nie uszło uwadze dziewczyn. - Kto to? – zagadnęła Lola. - Balkonowa znajomość – odparłam wymijająco. - Że co? – włączyła się Bridget. - Mieszka vis-à-vis do naszego pokoju, w budynku po drugiej stronie ulicy. Gdy spędzam czas na balkonie, bardzo często siedzi na swoim i czasami porozumiewamy się na migi. Bridget przyjrzała się uważniej graczowi z Macedonii. - Nie wiedziałam, że mamy takich fajnych sąsiadów. Chyba zacznę ci towarzyszyć w tym balkonowym wypoczynku – rzuciła ze śmiechem. - Hej, nie zapominajcie o mnie! – oburzyła się Lola. – Kto wie, jak wyglądają jego współlokatorzy. To może być początek bardzo fajnej znajomości – zakończyła z błyskiem w oku. Ja jednak nie zwracałam już na nie uwagi, bo tą przykuła zupełnie inna osoba. Pewnikiem, gdybym była w pełni władz umysłowych, to usiadłabym na piasku i zaczęła się ze swojego zachowania śmiać w niebogłosy. Dlaczego? Ponieważ nigdy w moim krótkim życiu jeszcze mi się coś takiego nie przytrafiło. Ale należy tu też wspomnieć, że nigdy tak naprawdę nie podobał mi się jakiś konkretny chłopak. Można, więc uznać Matt’a, za moje pierwsze poważne zauroczenie. Co prawda wyobrażałam sobie to inaczej. Coś na wzór rażenia piorunem, nagłego podmuchu wiatru, czy anielskich trąb z niebios, a nie jednego małego błysku podczas gry w pana, gdy Bridget kłóciła się z Andy’m o to, iż ten zapuszcza jej żurawia przez rękę. Ale jak to się mówi: nie znasz dnia ani godziny dopełnienia się przeznaczenia twego. Z tymi rozważaniami zajęłam miejsce po stronie kibiców z naszego obozu i zaczęłam intensywnie śledzić wzrokiem postać Matthew. Muszę przyznać, że na tle innych chłopaków prezentował się całkiem nieźle. Wysoki, dobrze zbudowany, z jasnymi jak zboże włosami wyróżniającymi na tle jego opalonego ciała, przykuwał uwagę wielu dziewczyn. - Ziemia do Lizy – usłyszałam głos Loli, która zaczęła dodatkowo machać dłonią przed moimi oczami. – W kogo tak się wpatrujesz? - Też się głupio pytasz – rzuciła Bridget zajmując miejsce z mojej drugiej strony. – Założę się, że śledziła wzrokiem swojego balkonowego kolegę. - Hej! Widziałyście może Lenę? – zapytała Felicyty, siadając po turecku obok nas. - Nie, a co? Znów się gdzieś ulotniła? - Tak. Zachowuje się strasznie dziwnie od czasu ogniska. Nie wiem, co się z nią dzieje – powiedziała zmartwionym głosem. - Na pewno wszystko będzie dobrze. Może po prostu ma ochotę pobyć trochę w samotności – odparłam pełnym zrozumienia głosem. – Za dwa dni wróci do siebie. - Zapewne – zakomenderowała Lola. – O już się zaczyna! Spojrzałyśmy w stronę boiska. Obie drużyny ustawiły się na swoich pozycjach i sędzia, którym był nasz ratownik Piotr, dał w końcu znak do rozpoczęcia meczu. - Ej dziewczyny, a jakie są zasady tej gry? Wszystkie oniemiałyśmy na dźwięk słów Felicyty. - Fel, skąd ty jesteś? – zapytała niepewnie. - No z Włoch – odparła z uśmiechem. - I nie znasz zasad piłki nożnej?! – zawołała Bridget. – W jakiej dziurze ty mieszkasz? - W Neapolu, ale wiecie nie interesuję się za bardzo sportem. Z wielkim zaskoczeniem, wymalowanym na naszych twarzach, wytłumaczyłyśmy jej szybko zasady, po czym zaczęłyśmy śledzić przebieg meczu. Początkowo drużyna Macedonii strzeliła naszym chłopcom dwa gole, ale mimo porażki dzielnie ich dopingowałyśmy. Niestety po pierwszej połowie wynik był jednoznaczny, 3:1 dla obozu sportowego, a ten jeden gol był zasługą Łukasza, któremu udało się w porę wykorzystać małe zamieszanie pod bramką. - No cóż, nie ma co się dziwić – rzekła w czasie przerwy Bridget. - W końcu to obóz sportowy. - Tak i dają nieźle popalić naszym chłopczykom – dodała Ola. - Kogo nazywacie chłopczykami? – Łukasz z Matt’em zaszli nas od tyłu. - Musieliście się przesłyszeć – rzuciła szybko Lola. - A mnie się wydaje, że jeszcze mamy sprawny słuch – odparł zaczepnie Matt. - Właśnie, kobiety małej wiary. Jeszcze się przekonacie, na co nas stać – dorzucił Łukasz i oboje się oddalili w stronę Craney’a, wołającego chłopaków na zbiórkę. Muszę przyznać, że Łukasz nie rzucił słów na wiatr. Chłopcom bardzo trudno było wyrównać wynik, ale udało im się to zrobić. Z każdą nową bramką emocje na trybunach rosły z minuty na minutę, a gdy padł gol remisujący wszyscy zawyliśmy z radości. Jednak nasi gracze się nie poddali, cały czas starając się zyskać przewagę i wygrać to spotkanie. W końcu nadeszły ostatnie sekundy gry. Napięcie między kibicami sięgało prawie zenitu. Obserwowaliśmy uważnie, jak Dunas podaje piłkę do Pawła, a ten do Andiego, który widząc ruszających na niego przeciwników kopnął do Matt’a. Matthew ruszył biegiem w stronę bramki, zręcznie omijając obrońców. Gdy był już wystarczająco blisko wykonał przyłożenie i piłka poszybowała w stronę bramkarza, który ku naszej radości nie zdołał jej obronić. Wśród obozowiczów zapanował dziki entuzjazm. Wszyscy krzyczeli i wiwatowali. No prawie wszyscy, gdyż Macedończycy nie pałali zbytnią radością. Rzuciłam się w stronę naszych graczy wraz z resztą kibiców i uwiesiłam szyi Matt’a, od którego aż biła aura radości. Nie wiem, czy to pod wpływem wiwatującego na plaży tłumu naszych obozowiczów, wykrzykujących: „Wygraliśmy, wygraliśmy!!!”, czy ciepła i bliskości ciała Matthew, czy innych bliżej nie znanych mi powodów stało się to, co się stało. Pamiętam jedynie rozpromienionego Matt’a i jego usta, które znalazły się niebezpiecznie blisko moich. Nie mogłam się pohamować i go pocałowałam. W jednej sekundzie wszyscy dookoła ucichli, wlepiając swe spojrzenia w nas, przez co dało się słyszeć zszokowane: „O MÓJ BOŻE!!!” Bridget i Loli. Wreszcie po chwili oderwałam się od równie zaskoczonego, ale bardzo zadowolonego Matthew. - Co to było? – zapytał łapiąc oddech. - Nagroda za wygraną – odparłam z promiennym uśmiechem, po czym odwróciłam się i pobiegłam do ośrodka, zostawiając zszokowany tłum na plaży z „rozdziawionymi ustami”. Gdy tylko znalazłam się w pokoju, oparłam się o drzwi i dotarło do mnie, co zrobiłam oraz to, że za piętnaście minut, kiedy wszyscy wrócą do hotelu, stanę się na przynajmniej dwadzieścia cztery godziny pępkiem naszego małego wakacyjnego wszechświata. Ta myśl nakłoniła mnie do szybkiej ewakuacji. Chwyciłam plecak i biegiem opuściłam strefę zagrożenia, uciekając w najbliższą boczną uliczkę. Pobłogosławiłam w myślach pomysł Craney’a, że niedziela jest dniem wolnym od obowiązkowych zbiórek. Dzięki temu miałam mnóstwo wolnego czasu, który zdecydowałam przeznaczyć na małą wycieczkę. Bocznymi uliczkami, ukrywając się niczym zbiegły więzień, dotarłam do deptaka ciągnącego się aż do Parali. Gdy znalazłam się w znacznej odległości od kurortu, poczułam jak emocje zaczęły mnie powoli opuszczać, ustępując miejsca myślom wypełniającym coraz szybciej moją głowę. Nie dane mi było jednak poświęcić im większej uwagi, gdyż w oddali na plaży dostrzegłam znajomą sylwetkę, w kierunku której się udałam. - Hej Lena! – zawołałam wesoło, podchodząc do niej i siadając obok po turecku na piasku. - O cześć! – uśmiechnęła się na mój widok. - Nie jesteś na meczu? - Już się skończył. - I jaki wynik? - 4:3 dla nas – odparłam wesoło. – A właściwie, czemu cię na nim nie było? - Bo mam dość naszych obozowiczów – odparła znudzonym głosem. - Dlaczego? - Czasami mam wrażenie, że oni nie mają żadnego innego pokarmu oprócz plotek. - No cóż, chyba muszę ci przyznać rację – odparłam ze zrozumieniem. - Widzisz! A relacje między mną i Martinem oraz mną i Patrickiem stanowią dla nich idealne pożywienie – powiedziała ze złością. – Czy nikt tu nie potrafi zrozumieć, że to, z kim chcę się spotykać, jest wyłącznie moją sprawą? A najbardziej denerwujący jest fakt, iż właśnie w tej chwili, gdy wszyscy wracają do hotelu, na nowo zostaje poruszany temat tego „trójkąta”. Zaśmiałam się na te słowa wesoło, czym wzbudziłam zdziwienie w oczach Leny. - Możesz być pewna, że jedynym tematem, jaki jest teraz poruszany to to, że pocałowałam Matt’a. - Co zrobiłaś?! – Oczy jej aż zabłysły z ciekawości oraz zdumienia, a ja nie mogłam się oprzeć pokusie poprawienia jej humoru moją żałosną historią i wszystko opowiedziałam. - Wow! – wydusiła z siebie, gdy skończyłam. - Wiem – odparłam. - Ale totalnie nie wiedziałam, że on ci się podoba. - Ja, mówiąc szczerze, też nie. Uświadomiłam to sobie dopiero podczas szlabanu. - Czyli w tę noc nie tylko ja doznałam olśnienia – powiedziała wpatrując się w morze. - Proszę? - Podczas ogniska dotarło do mnie, że nie powinnam dalej robić na złość Patrickowi i rozstałam się z Martinem. Teraz to ja spojrzałam na nią ze zdziwieniem. - Co? Ale przecież on ci się podobał! - Tak, – zaczęła niepewnie – ale tylko początkowo. Później miało to dla mnie bardziej charakter przyjaźni, niż związku. - Jasne i jak każda dobra przyjaciółka namiętnie się z nim całowałaś. - Przepraszam! – odparła usprawiedliwiającym tonem. – Ale po pierwsze chciałam dać nauczkę Patrickowi, a po drugie miałam sobie odmówić takiej przyjemności? Czy ty zdajesz sobie sprawę, jak on świetnie całuje! - No w to nie wątpię! – zaśmiałam się wesoło. – A zresztą mamy wakacje i do tego spędzamy je w jednym z najpiękniejszych krajów świata, więc mogę ci to puścić płazem – powiedziałam szczerząc się. - Och, dzięki ci o wielka! – wybuchła śmiechem. - Znaj moją łaskę – dodałam wesoło. – Czekaj, jak to się mówi: „Co stanie się w Grecji, zostaje w Grecji?” - Dokładnie! – poparła i dorzuciła po chwili: - A propos! Gdzie się wybierałaś, nim na mnie wpadłaś? - Do Parali. Mamy całe wolne popołudnie i pomyślałam, że warto wybrać się na małą wycieczkę. - Oraz przy okazji zejść z oczu całemu obozowi – zapytała podejrzliwie. - Przejrzałaś mnie. - Wiesz, jeśli nie masz nic przeciwko, to może wybiorę się z tobą? Mogłybyśmy pójść na olbrzymi deser lodowy i zrobić małe zakupy. Wypadałoby się rozejrzeć za jakimiś upominkami dla rodziny. - Świetny pomysł – poparłam ją i po chwili ruszyłyśmy w drogę. Popołudnie upłynęło nam cudownie. Okazało się, że do Parali przyjechało wesołe miasteczko, więc nie omieszkałyśmy skorzystać z jego atrakcji. Potem udałyśmy się na zakupy i wśród mieszaniny sklepów z odzieżą oraz pamiątkami, natrafiłyśmy na stoisko prowadzone przez młodą angielkę, robiącą tatuaże z henny. - Popatrz, jaki cudny jest ten kot! – zawołałam do Leny. – Świetnie wyglądałby u dołu pleców. - Chodź sobie zrobimy po tatuażu – rzuciła, uśmiechając się do mnie. - Jasne! – odparłam rozentuzjazmowana. Po opuszczeniu stoiska z kotem u dołu moich pleców i skrzydełkami na łopatkach Leny, udałyśmy się na największy z możliwych deserów. - Niezwykle udane popołudnie – powiedziała Lena, gdy w końcu ulokowałyśmy się w zacisznej cukierni, posilając olbrzymim lodowym przysmakiem. - Zgadzam się – poparłam, spoglądając na torby z zakupami spoczywające na krześle obok. – Aż się nie chce wracać. - Dokładnie – westchnęła. – Myślisz, że zauważyliby naszą nieobecność? - Oj, oni już to dawno zrobili. I na pewno niepokoiliby się naszym zniknięciem. - Masz racje – uśmiechnęła się. – Mimo wszystko nie wyobrażam sobie wakacji bez tej paczki. Musisz mi obiecać, że w przyszłym roku też pojedziesz z nami na obóz. Z resztą niektórzy pojadą na niego ostatni raz. - Jak to? - Obozy obejmują jedynie młodzież do osiemnastego roku życia. Tak, więc dla Magdy, Felicyty, Daniela, Łukasza, Dawida czy Matthew to będą ostatnie wakacje. Szkoda, że wcześniej do nas nie dołączyłaś. - Też żałuję – odparłam szczerze, zastanawiając się, jak wiele podczas tych wyjazdów musiało się wydarzyć. - No dobra, koniec tego smęcenia – zawołała wesoło. – Przed nami jeszcze szmat drogi do wyjazdu, więc nie ma co się smucić na zapas. A poza tym powinnyśmy się już zbierać. Nieobecność na obiedzie jeszcze nam ujdzie płazem, ale Craney pewnikiem chciałby nas widzieć w komplecie przy kolacji. - Po tym deserze wątpię, czy cokolwiek jeszcze w siebie wcisnę. - Spalimy go podczas drogi. Kiedy dotarłyśmy do ośrodka, okazało się, że wszyscy byli już na posiłku. Rzuciłyśmy, więc zakupy na łóżka i udałyśmy się do tawerny. Gdy pojawiłyśmy się na tarasie, wszyscy nagle ucichli, wlepiając w nas swoje spojrzenia. - O! Kogóż moje oczy widzą? – zawołał Robert, idąc w naszą stronę. – Gdzie to się było przez cały dzień? - Na zakupach – odparłyśmy zgodnie. – Przepraszamy, ale totalnie straciłyśmy poczucie czasu. - W to nie wątpię – powiedział, mierząc nas wzrokiem. – Następnym razem zostawcie wiadomość, któremuś z opiekunów z informacją, dokąd idziecie. - Dobrze – uśmiechnęłyśmy się przymilnie. - A teraz zapraszam do stołu – rzucił, wracając do swojego. Udałyśmy się w kierunku Bridget i Oli, jednocześnie czując na sobie wzrok wszystkich obozowiczów oraz słysząc szepty dotyczące naszej osoby. Gdy jednak usiadłyśmy na swoich miejscach, gwar rozgorzał na nowo i wszystko wróciło do starego porządku. - Już wiem, jak musiał czuć się Patrick na śniadaniu, po tym jak się spił – powiedziałam, nalewając sobie wody do szklanki i nakładając kawałek pizzy. - Gdzie wyście tyle były? – zawołała Bridget z odrobiną złości w głosie. - Właśnie! – zawtórowała jej Lola. – Czy macie pojęcie, jak się o was martwiłyśmy? - Sorry – odparłyśmy zgodnie. - Musiałyśmy spędzić trochę czasu osobno i udałyśmy się do Parali na zakupy. - Nigdy więcej nie znikajcie bez słowa wyjaśnienia! - Dobrze, obiecujemy – powiedziałyśmy odrobinę zażenowane. - A teraz wytłumacz się, co miał znaczyć ten pocałunek na plaży – rzekła Bridget, niestety o ton za wysoko, wzbudzając tym samym zainteresowanie ludzi z sąsiednich stolików. - Powiem wam w pokoju, bo tu jest za dużo osób trzecich – odpowiedziałam, słysząc ciche prychnięcia dochodzące od naszych sąsiadów, które stanowiły komentarz do moich słów. Resztę uwagi poświęciłyśmy posiłkowi, aż do momentu, gdy Ola zapytała: - Liza, a co masz zamiar powiedzieć Matt’owi? - Nic. Wątpię, by chciał teraz ze mną rozmawiać. - No cóż, nie wygląda na to – powiedziała, a ja zerknęłam w stronę końca tawerny, gdzie Łukasz i Matthew zaczęli powoli wstawać od swojego stołu. - O cholera! – szepnęłam i spojrzałam się po dziewczynach, które skończyły już jeść. – Szybko, zbieramy się do pokoju, zanim oni zdążą do nas dojść. Wstałyśmy od stołu i szybkim krokiem udałyśmy się do ośrodka. Gdy tylko znalazłyśmy się w pokoju, dziewczęta zażądały ode mnie wyjaśnień. Opowiedziałam, więc po raz kolejny dzisiejszego dnia całą historię, a gdy skończyłam usłyszałam tylko: - I czemu my się o tym dopiero teraz dowiadujemy? - Przepraszam, ale wiecie jak to jest. A gdy z ich spojrzeń wywnioskowałam, że nie wiedzą, dodałam: - Nie chciałam z tego robić wielkiego halo. - Ach, głuptasie! Od czego są przyjaciółki, jak nie od wysłuchiwania o problemach sercowy – uśmiechnęła się do mnie Lola. - Właśnie! – dodała Bridget, podsuwając mi pod nos czekoladę. – Na nas zawsze możesz liczyć. - Dzięki, jesteście kochane – odparłam częstując się kawałkiem. W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi i wszystkie w czwórkę zamarłyśmy. - Bri idź otwórz – powiedziała szeptem Lena. - Czemu zawsze ja! - Bo jesteś najodważniejsza – szepnęłyśmy zgodnie. - Przestańcie, zachowujecie się, jak na planie jakiegoś dreszczowca! Pukanie rozległo się na nowo. - To udawajmy, że nas nie ma – rzuciła Ola. - Aleś wymyśliła! – zakpiła Lena. – Cały obóz widział, jak idziemy do hotelu i co, nagle rozpłynęłyśmy się niczym kamfora? Osoba za drzwiami nie dawała za wygraną. - No Bridget, idź! - Dobrze, tchórze – rzuciła i zgramoliła się z łóżka. Przez chwilę słyszałyśmy tylko odgłos kroków Bri i szczęk otwieranego zamka, a potem: - Audrey! Co za niespodzianka! – Wszystkie odetchnęłyśmy z ulgą. - Hej! Macie może zapasową rolkę papieru toaletowego? Wiesz Camilla ma małe problemy z żołądkiem… - Jasne, wejdź – zaprosiła ją do naszej sypialni. – Zaraz poszukam. Audrey weszła i uśmiechnęła się do nas serdecznie. - Hej! – powiedziała wesoło. Już miałyśmy jej odpowiedzieć, gdy wyprzedził nas przerażony głos Loli: - O mój Boże!!! Co ci się stało z twarzą?! Wszystkie spojrzałyśmy się na Audrey, która lekko się zarumieniła. Rzeczywiście wokół jej ust widniało ciemne kółko, przez co dziewczyna wyglądała niczym miś panda. - To wszystko przez Daniela i Dawida – powiedziała, siadając obok nas. – Pamiętacie, jak zasysałam się szklanką? Wszystkie pokiwałyśmy głowami. - Tak, więc niedawno przyszli do nas chłopcy i gdy opowiedziałyśmy im o mojej przygodzie, zapytali się, jak to możliwe. Zaczęłam tłumaczyć, ale oni wydawali się jacyś nie kumaci, więc niewiele myśląc sięgnęłam po najbliższą szklankę, by lepiej im to zobrazować i oczywiście zrobiłam sobie powtórkę z rozrywki. Co prawda, śmiechu było przy tym co niemiara, ale wszystko skończyło się, gdy stanęłam przed lustrem i zobaczyłam to – wskazała palcem na twarz. - Nikki zabrała mnie do lekarza, który dał mi specjalną maść, ale nie mam złudzeń, że szybko się tego pozbędę – zakończyła z niesmakiem, a my starałyśmy się powstrzymać od chichotu. - Znalazłam – Bridget w porę wyratowała nas z opresji, wchodząc do pokoju z paczką papieru. - Dzięki, to ja spadam. Zostawiłam biedną Camillę samą i obiecałam, że zaraz wrócę. Na razie – zawołała i znikła za drzwiami. Reszta czasu upłynęła nam w miłej atmosferze. Niedługo po naszym powrocie, pojawiły się Felicyty i Magda. Wspólnie więc, spędziłyśmy w szóstkę czas na balkonie grając w karty, plotkując i śmiejąc się wesoło, podczas flirtowania na migi z kolegami z balkonu naprzeciwko. Udało mi się nawet zapomnieć o wydarzeniach podczas meczu. - Idę zrobić coś do picia - podniosła się Felicyty, wchodząc do pokoju. – Wszystkie chętne na mrożoną herbatę? - Jasne – zawołałyśmy zgodnie. - Tylko nie obgadujcie mnie z nimi, gdy zniknę – uśmiechnęła się do nas, wskazując głową w stronę balkonowych kolegów. - Dobrze – odparłyśmy słodko. Po dłuższej chwili wróciła z tacą, na której niosła szklanki z herbatą oraz krakersy. - Lizzy, ktoś na ciebie czeka na korytarzu – powiedziała, stawiając wszystko na stoliku i wracając na swoje miejsce. - Kto? – zapytałam bezwiednie, rozdając karty. - Idź, to sama zobaczysz – uśmiechnęła się do mnie tajemniczo, a ja, jak jakaś bezmyślna koza, wykonałam jej rozkaz, nie mając zielonego pojęcia, kto to może być. Sama dziwiłam się potem swojej głupocie i braku domyślności, ale widocznie przechodziłam przez małe zaćmienie. Na ciemnym korytarzu czekał na mnie Matt, stojąc oparty o ścianę. - Hej – uśmiechnęłam się do niego lekko na powitanie. - Hej – odpowiedział, podchodząc do mnie i łapiąc za rękę. – Choć się ze mną przejść. - Dobrze – odparłam, zaskoczona jego zachowaniem. Wyszliśmy z ośrodka i skierowaliśmy się w stronę plaży. Byłam świadoma, że niewątpliwe dziewczyny śledzą nas wzrokiem, ale nie odezwałam się ani słowem. Szliśmy w milczeniu, aż znaleźliśmy się przy zamkniętej już budce ratownika. Usiedliśmy na podeście i wpatrywaliśmy się w morze, spokojnie falujące na tle wieczornego nieba. Cała ta sytuacja była dla mnie odrobinę krępująca, jednak nie chciałam się pierwsza odezwać. Bogu dzięki, Matt sam postanowił przerwać milczenie. - Wiesz, po co cię tu przyprowadziłem? – zapytał, przyglądając się z zaciekawieniem moim palcom u dłoni, którą wciąż była luźno spleciona z jego. - Chcesz porozmawiać o „tamtym”? – zaczęłam niepewnie. - Tak – powiedział, robiąc krótką pauzę i przymierzając się do kontynuowania swojej myśli. Niestety nie zdążył się odezwać, gdyż natychmiast weszłam mu w słowo. - Słuchaj, to naprawdę nie było nic wiążącego. Po prostu uległam chwili. To był tylko przyjacielski całus… – tłumaczyłam się, jak małe dziecko, choć dobrze wiedziałam, że przyjaciele tak się nie całują. Matt siedział wpatrzony we mnie roześmianym wzrokiem i słuchał mojego bezsensownego potoku słów, który wydawało mi się, że ciągnę bez końca. - …ty byłeś pod wpływem emocji i ja, więc możemy uznać sprawę za zamkniętą. To nie wpłynie na przyjaźń między nami, prawda? – zakończyłam wreszcie, pozwalając sobie na głębszy oddech. Reakcja Matt’a była jednak dla mnie wielkim zaskoczeniem. Kiedy tylko skończyłam mówić, on roześmiał się, a potem przysunął swoją twarz do mojej i mnie pocałował. Był to bardzo długi i nieśpieszny pocałunek, dodatkowo również nieoczekiwany przez moją osobę. Gdy wreszcie się ode mnie oderwał, nadal znajdowałam się pod dużym zdziwieniem. Niestety Matthew postanowił mi niczego nie tłumaczyć, a wręcz przeciwnie zszedł z podestu i uśmiechnął się do mnie. - Prześpij się z tym Lizzy – powiedział, puszczając w moim kierunku oczko i ruszając w stronę hotelu. A ja zostałam sama na plaży z zszokowaną miną i tysiącem nowych myśli w głowie.

12.

Muszę przyznać, że zachowanie Matthew zaczęło mnie denerwować. Od czasu naszej rozmowy, a raczej mojego monologu na plaży, czyli od dwóch dni zachowywał się nie tylko tak, jakby mnie nie pocałował, ale wręcz unikał mojej osoby. Czułam się odrobinę zdezorientowana tą całą sytuacją, przez co stałam się bardziej rozkojarzona, a to było dla mnie fatalne w skutkach. Na przykład trzeciego dnia idąc na śniadanie zatrzymałam się, ku radości całego obozu, na dmuchanych materacach wystawionych przed sklepem z pamiątkami. - Lizzy, nic ci nie jest? – zwróciła się do mnie przy stole zaniepokojona Bridget. - Nie, wszystko w porządku – odparłam sięgając po dżem. - To dlaczego posmarowałaś banana masłem, a teraz nakładasz na niego dżem? – zapytała, odrobinę zdegustowana Lena. Spojrzałam zdziwiona na swój talerz i okazało się, że dziewczyny miały rację. - Tego już za wiele! – powiedziałam bardziej do siebie, niż dziewczyn, które miały bardzo niepewne miny. – Żebym ja się doprowadziła do takiego stanu z powodu faceta! To jest nie do pomyślenia! Ja siedzę i główkuję nad jego zachowaniem, a on się szczerzy do tej blondyny ze stolika obok! Dziewczyny spojrzały się na drugi koniec tawerny, w stronę stolika zajmowanego przez chłopaków. - Liza, ty chyba nie wiesz, co mówisz – powiedziała lekko zdziwiona Lola. – Przecież to jest Nikki, nasza opiekunka i oni tylko rozmawiają. - Właśnie! – podniosłam głos tak, że osoby siedzące przy stolikach obok spojrzały się na mnie z ciekawością. – On z wszystkimi tylko rozmawia. Z wszystkimi oprócz mnie! - Liza uspokój się – Lena miała lekko zażenowaną minę. – Wzbudzasz niemałą sensację – powiedziała rozglądając się dookoła. - I sprawię, że stanie się jeszcze większa – odparłam z pasją. Z impetem odsunęłam krzesło i wstałam od stołu z hałasem je dosuwając. Wszystkie głowy, w tym i Matt’a, były zwrócone w moim kierunku. Z satysfakcją rzuciłam mu rozzłoszczone spojrzenie, w stylu „gdyby wzrok mógł zabijać”, po czym wyszłam kierując się do hotelu i zostawiając za sobą moje koleżanki oraz cały obóz po raz drugi z „rozdziawionymi ustami”. Niestety, kiedy znalazłam się w pokoju, dotarło do mnie po pierwsze, że nic nie zjadłam i do obiadu będę musiała się zadowolić wyłącznie chipsami lub innymi „chemikaliami”. Po drugie zdałam sobie sprawę, jaką idiotkę z siebie przed wszystkim, a w szczególności przed Matthew zrobiłam. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Dziewczyny wróciły, jak tylko skończyło się śniadanie i zastały mnie na balkonie, obżerającą się chipsami i słuchającą jakiejś smętniej muzyki. - Liza! – zawołała zdegustowanym głosem Bridget. – Ty weź się opamiętaj i nie zamieniaj w jedną z tych nieszczęśliwych kobiet z babskich seriali, które nie wiedzą, co począć ze swoim życiem, bo jakiś facet wystawił je do wiatru. Uwierz mi, to jest tandetne i niemodne! I już całkowicie nie pasuje do wizerunku członkini naszej paczki. - Ale… - zaczęłam, jednak natychmiast brutalnie mi przerwano. - Żadnego ale! – zawołała Lola. – Wstawaj, wybieram się na plażę. Za dziesięć minut masz być gotowa. - I nie chcemy słyszeć marudzenia – dodała szybko Lena widząc, jak przymierzam się do sprzeciwu. – Przy okazji w kuchni masz kilka kanapek. Zabrałyśmy je z tawerny, bo chyba nie zdążyłaś nic zjeść. - Dzięki – uśmiechnęłam się do nich. - I już widzę poprawę – ucieszyła się Bridget. – Etykietka dziewki o lirycznie rozmarzonym wzroku do ciebie nie pasuje. No zbieraj się, czas nagli, zaraz będzie zbiórka. Dziewczyny zadecydowały, że muszę stawić czoła swoim demonom, czyli obciachowi, jakiego sobie narobiłam i udać się na plażę. Wylądowałam ostatecznie w czapce i okularach, chowając się za kartami „Stowarzyszenia Wędrujących Dżinsów” na możliwie najdalszym krańcu naszego obszaru leżakowania. Udało mi się tak przetrwać jakieś pół godziny, bez zwracania na siebie względnej uwagi, gdy w końcu pojawił się nade mną cień. - Ej, zasłaniasz mi słońce – odparłam, nie odrywając wzroku od książki, myśląc, że to któraś z dziewczyn wróciła z wody. - Dalej się nie mogłaś ulokować? - powiedział ze śmiechem znajomy głos, na dźwięk którego podskoczyłam jak rażona prądem. – I przy okazji - ładny tatuaż. - No proszę, proszę – starałam się brzmieć sarkastycznie. – A jednak znów stałam się dla ciebie widzialna – dokończyłam, podnosząc się z ręcznika, zdejmując czapkę i okulary, i kierując w stronę morza. - Tylko nie rób kolejnej sceny, takiej jak dziś rano – rzucił za mną ze śmiechem. Słowa te podziałały na mnie jak czerwona płachta na byka. Zatrzymałam się w miejscu i odwróciłam w jego kierunku. - Wiesz co, odpuść sobie! I daj mi święty spokój, bo ma już ciebie serdecznie dość! – rzuciłam i ruszyłam w stronę morza. Niestety nie dane mi tam było dojść na własnych nogach, gdyż po chwili pochwyciły mnie ramiona Matt’a, dźwigając do góry. - Hej! Co ty robisz?! – zapytałam zdezorientowana. - Zaraz się przekonasz – powiedział z szerokim uśmiechem, wchodząc ze mną coraz głębiej. - Nawet niech ci przez myśl nie przejdzie wrzucać mnie do wody, bo urządzę ci takie podziękowanie, że… - Możesz na chwilę zamilknąć? – zapytał, zatrzymując się w miejscu, gdzie woda zaczynała sięgać mu pasa. Posłuchałam, mocniej łapiąc się jego szyi, by w razie czego pociągnąć go na dno ze sobą. - Dziękuję. A teraz mnie uważnie wysłuchaj – powiedział, wpatrując się w moją twarz. – Nie będę się powtarzał, bo może mi nie wystarczyć siły, by cię utrzymać. - Sugerujesz, że jestem gruba? – zapytałam z oburzeniem, na co się tylko roześmiał. - Lizzy nie rozśmieszaj mnie, bo cię upuszczę. - Ani się waż! – natychmiast zaoponowałam. – Zresztą odstaw mnie z powrotem na ląd! - Odpowiedz mi na jedno pytanie i tak zrobię. Za jego plecami zauważyłam już małe zbiorowisko ludzi z naszego obozu, przyglądających się zaistniałej sytuacji z ciekawością. - Masz ochotę spotykać się ze mną? Spojrzałam się na niego ze zdumieniem w oczach. - I co teraz? Jak powiem nie, to wrzucisz mnie do wody? – spytałam zaczepnie. - Matt! – Z brzegu dotarły do nas głosy Pawła i Łukasz. – Wrzuć ją do wody, to może trochę ochłonie i wróci do swojej dawnej postaci! - Lizzy, ty mi się naprawdę podobasz. Jesteś zabawna, mądra i śliczna. Dobrze się czuję w twoim towarzystwie i chciałbym, żeby wyszło z tego coś więcej. Niestety powoli zaczynam tracić siły, więc dobrze by było, gdybyś pośpieszyła się z odpowiedzią. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się. - Dobrze – powiedziałam cicho. - Co proszę? Nie dosłyszałem. - Zgoda – krzyknęłam mu do ucha. - Tak już lepiej – odpowiedział z uśmiechem. – A teraz wybacz, ale muszę spełnić prośbę kolegów. - Nie! – krzyknęłam, ale niestety to nie podziałało. Po chwili wylądowałam w wodzie wśród śmiechów Matt’a i ludzi stojących na brzegu. - Wybacz, ale nie mogłem się pohamować – powiedział ze skruszoną miną. - Nie daruję ci tego! – rzuciłam się na niego ze śmiechem i po chwili oboje taplaliśmy się w wodzie jak dzieci. Po paru minutach dołączyła do nas reszta przyjaciół i rozpoczęliśmy prawdziwą wodną bitwę. Kiedy wszyscy wreszcie zaczęliśmy się zbierać do ośrodka, Matt ukradkiem złapał mnie za rękę i odciągnął na bok. - Tam w wodzie mówiłaś poważnie? – zapytał, przyciągając do siebie. - Nie – odparłam machinalnie i od razu roześmiałam się na widok jego zaskoczonej miny. – Liczyłam tylko na to, że odstawisz mnie suchą na brzeg – dodałam z łobuzerskim uśmiechem. - Niestety się przeliczyłaś – powiedział cicho, zbliżając swoją twarz do mojej. - Odpowiedz teraz ty mi na jedno pytanie – odezwałam się, wpatrując w jego zbliżające się usta. - Jakie? - Czemu mnie ignorowałeś? Matt się roześmiał. - Bo chciałem się z tobą podrażnić. Spojrzałam na niego z zaciekawieniem. - Tylko nie złość się z tego powodu – dodał odgarniając mi włosy z czoła. - A co mi innego pozostaje? – zapytałam wyzywająco. - To – odpowiedział z uśmiechem i mnie pocałował. I jak tu się złościć na facetów.

13.

Dni zaczęły nagle szybciej płynąć. Sierpień już dawno zawitał na stronach wakacyjnego kalendarza, a pozycje

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Greckie Wakacje (część 3) — czytnik · opowiadania