filozofia · 10 min czytania
Gruszki w zepsutym sosie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tosia przebudziła się i zobaczyła, że jest już ciemno. Dzień leniwie minął a przecież miała jeszcze coś zrobić. Zawinęła się w koc i podeszła do okna. Tak cicho i spokojnie. Płatki śniegu delikatnie wirowały w powietrzu, pokrywając kolejną warstwą ziemię. Zapaliła światło w pokoju, wyciągnęła zeszyt i książkę z matematyki i zaczęła liczyć zadania. Jedno, po drugim – liczby i znaki wirowały jak płatki śniegu za oknem, układały się w głowie logicznymi warstwami dopóki Tosia nie natrafiła na problem, którego nie była w stanie rozwiązać. Wyszła do kuchni, zrobić sobie herbatę. Wróciła do pokoju, włączyła komputer i zaczęła szukać czy ktoś nie natknął się może na podobne zadanie. Nagle w prawym dolnym roku okienka bermudzkiego wyskoczyła jakaś wiadomość. Nieznany numer. Tosia nieco zdziwiona odebrała wiadomość. - Widzę, że Święta posłużyły przemyśleniom. Tosia przeszukała listę kontaktów gg i jedyne co znalazła to puste okno bez zdjęcia z imieniem, które nic jej nie mówiło. Ktoś nieznajomy, kto jednak ją zna. To było DZIWNE. A to, co dziwne zawsze intrygowało Tosię. Taki wyłom w rzeczywistości rządzonej ściśle określonymi prawami. - Jak najbardziej. Chociaż mi do przemyśleń nie potrzeba Świąt, ot i cały problem, z kim mam przyjemność? - Dominik. A ty? Jak masz na imię? Nadal nic. Przeszukała w głowie wszystkich o tym imieniu i niejasno zaczął jej świtać jeden kolega z grupy. Nie mogła za bardzo przypomnieć sobie jego twarzy. - A my się znamy? - A musimy się znać, żeby porozmawiać? - Zazwyczaj nie rozmawiam z nieznajomymi. - Nie będę Cię namawiał, jeśli nie chcesz. Życzę miłego wieczoru. - Nawzajem i dobranoc. Nieco zawiedziona, już miała wyłączyć okno, kiedy jeszcze tknęła ją jedna wątpliwość. - A mój numer to Dominik skąd ma? Tak na chybił trafił wpisany? - Ależ nie. To po prostu moja ulubiona liczba. Tosia spojrzała na swój numer na komunikatorze. Ulubiona liczba? Co za ściema. - Hm. Długa. - Ale dwie sąsiednie są liczbami bliźniaczymi więc łatwo zapamiętać. - Święta sprzyjają matematyce, jak widzę… - Nie potrzebuję Świąt, żeby… - Bez komentarza. - A myślałem, że się uśmiechniesz. - Dobra. Masz trzy pytania, żeby mnie zainteresować a potem opuszczam gg. I tak na marginesie – ja się ciągle uśmiecham – wiedzą wszyscy, którzy mnie znają. - Skąd wiesz, że ja jestem jeszcze zainteresowany? - Kobieca intuicja. - Ok. Zdarzyło Ci się kiedyś, że to co myślałaś, że jest Twoją teorią wszystkiego i że kiedyś napiszesz o tym książkę nagle usłyszałaś od innej osoby jako jej własne przemyślenia? - Ciągle mi się to zdarza – podobno na tym polega sekret dobrej książki. Mówisz ludziom to, o czym już tak naprawdę wiedzą. - I nie pachnie Ci to spiskiem? - (to już drugie pytanie) Pachnie mi to gruszkami w zepsutym sosie. - Mądrala. - Spisek. Interesujące określenie. Kto przeciw komu – spiskuje oczywiście. - System. - Matrix. - Wymyślony przez Ciebie. - O ho. Zanosi się na jakąś formę subiektywizmu. - To gorzej niż Matrix. To jest egocentryzm w najczystszym wydaniu. - Czy nie zdarzyło Ci się kiedyś podważyć całego swojego światopoglądu pod wpływem jednego w życiu zdarzenia? I to niekoniecznie wstrząsającego. Tylko czegoś takiego, co wykazało błąd w myśleniu. - Ciągle. Z tym, że zawsze wracam do ładu, który mi wpojono. Za każdym razem mocniej w to wierzę. - Okropne. To dopiero spisek. Tzn. co? Układasz z powrotem układankę w całość? - Błąd w myśleniu? Nie ma błędów w myśleniu. Nie ma uniwersalnych prawd. - Skąd wiesz? - Nie. Po prostu nic mi nie zostaje innego. Tosia zamyśliła się przez chwilę. To musi być ktoś kto ją zna z zajęć. - Przepraszam, studiujesz filozofię? To jest to właściwe pytanie. - Wiele razy widziałem dowody matematyczne, których nie rozumiałem. Co więcej – byłem przekonany, że są błędne ale tak naprawdę zrozumienie polegało na tym, że pomyślałem tak jak ktoś kto go tworzył, co nie znaczy, że w obiektywnym świecie (gdyby istniał) byłoby to prawdą. Nie studiuję filozofii. A Ty? - A ja tak. Jak ktoś wchodzi na pole uniwersalnych prawd to robi mi się słabo. - Nie potrafiłem nawet zrozumieć Platona. - Nie przejmuj się – ja też nie. To wymaga „długiego obcowania z przedmiotem”, czytaj Platonem. A on już nie żyje. - Dlaczego robi Ci się słabo. Napij się szklankę zimnej wody. Zresztą… Tu nie chodzi o uniwersalne prawdy. To jest po prostu punkt zaczepienia. - To brzmi jeszcze gorzej. Zawsze jest się o co zaczepić. - Tak? - Np. wróćmy do dowodów matematycznych… - A co brzmi dobrze? Britney Spears? - Może. Słuchasz do poduszki? - Nie, bo od razu chce mi się brykać. To co z tymi dowodami? - Na czym właściwie polega matematyczny dowód? Ktoś stawia sobie jakąś tezę. Przyjmuje aksjomaty i…